* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid Lindgren. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid Lindgren. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lipca 2026

Astrid Lindgren: Przygody Pippi

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026 (wznowienie).

Wieczna zabawa

Te historie się nie starzeją. Nawet jeśli zmieniają się zwyczaje, nawet jeśli motywy wychowawcze pobrzmiewają tu archaicznie – to i tak Pippi Pończoszanka będzie przyciągać maluchy obietnicą przygody na wyciągnięcie ręki. Najsilniejsza dziewczynka na świecie trzyma konia na werandzie, a małpkę w salonie, ma w swoim ogródku drzewo, które daje lemoniadę lub czekoladę (w zależności od dnia tygodnia) i radzi sobie ze wszystkimi dorosłymi. Pippi sama pokonuje rabusiów i policjantów, nauczycieli i opiekunów społecznych. Jest w stanie wygrać pojedynek na argumenty z każdym, a jeśli ktoś chce zastosować wobec niej przemoc – Pippi przypomina o własnej sile. Jednocześnie jest najwspanialszą opiekunką dla dzieci – z Pippi wszystkie maluchy mogą czuć się bezpiecznie. Wszystkich obroni, zadba o to, żeby nie spotkała ich żadna krzywda i nawet kiedy myślą, że łamią reguły rodziców, to Pippi zapewnia im odpowiednie wytłumaczenie. „Przygody Pippi” to duży tom, który zbiera opowiadania z wszystkich trzech książek dotyczących rudowłosej dziewczynki – dla młodszego pokolenia to następna okazja do poznania jednej z lepszych lektur z literatury czwartej. Im później czyta się Pippi, tym więcej ujawnia się tu filozoficznych treści i tęsknot, które niekoniecznie wychwycą kilkulatki zainteresowane dynamiczną akcją i humorem. Pippi tylko z pozoru jest beztroskim dzieckiem, które łamie reguły i ustanawia własne – tak naprawdę to postać, która pozwala uświadomić sobie sens dzieciństwa i rozbudzić tęsknoty za przygodami i nieokiełznaną wyobraźnią. Astrid Lindgren daje dzieciom ucieczkę przed codziennością – w krainę fantazji. A najlepsze jest to, że w przygody Pippi można uwierzyć, nawet jeśli wie się, że bohaterka notorycznie mija się z prawdą i bardzo barwnie przedstawia wydarzenia, które nigdy nie miały miejsca.

Nie dla Pippi są zasady dobrego wychowania i to, co wypada. Pippi wymyka się schematom – ku zachwytowi wszystkich postronnych małoletnich obserwatorów. Ale wiadomo, że Pippi wolno dużo więcej, a wszyscy, którzy próbują ją w jakikolwiek sposób wychowywać czy naprostowywać na właściwą drogę, poniosą porażkę i dopiero wtedy przekonają się, że nie ma sensu wpływanie na tę dziewczynkę – Pippi i tak zrobi, co chce. I ta cudownie niewychowawcza opowieść rozbija dzisiejszy rynek wydawniczy, w którym najbardziej cenione są opowieści ugrzecznione, edukacyjne i dalekie od fantazji. Pippi staje się ratunkiem dla najmłodszych – i pokazaniem, że w literaturze czwartej można wiele, jeśli tylko zrezygnuje się z utartych szlaków. Mamy tutaj trzy książki, co sprawia, że nie trzeba będzie zbyt daleko szukać kolejnych tomów. Trzy książki w jednej dają olbrzymią publikację – apetyczną, jeśli weźmie się pod uwagę doświadczenia Pippi. Klasyczne obrazki Ingrid Vang Nyman przypomną z kolei starszemu pokoleniu, czym cieszyło się w swojej młodości. „Przygody Pippi” to publikacja, którą chce się zaserwować swoim pociechom – bo jest kwintesencją dzieciństwa i królestwem wyobraźni.

niedziela, 16 listopada 2025

Astrid Lindgren: Pippi Pończoszanka

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Staruszka

Pippi Pończoszanka ma już osiemdziesiąt lat – trudno w to uwierzyć, że aktualnie wszystkie pokolenia zdążyły ją poznać – Pippi jak nikt inny ubarwiała dzieciństwo i pokazywała, że wszystko jest możliwe. Dziewczynka z rudymi sterczącymi warkoczykami w za dużych butach radziła sobie ze wszystkimi: włamywaczami i nauczycielami, przedstawicielami służb publicznych i z dziećmi, które dręczyły swoich rówieśników. Tworzyła w pojedynkę dom i zapewniała zestaw zabaw swoim małym sąsiadom, Tommy’emu i Annice. Pippi mogłaby być dorosłą opiekunką, która – kiedy inni dorośli nie patrzą – bawi się w najlepsze z dziećmi i może je do woli rozpieszczać. Jednak Astrid Lindgren pozwoliła jej nigdy nie dorastać, dzięki czemu bohaterka stała się ponadczasowym uosobieniem wolności. I wcale nie trzeba, jak Sylwia Chutnik we wstępie, przypisywać Pippi konotacji feministycznych – to postać, która radzi sobie całkowicie ponad podziałami i nadaje się dla wszystkich odbiorców. Co więcej, trudno sobie wyobrazić dzieciństwo bez Pippi – to ikona, która po prostu musi trafić do biblioteczek maluchów. I teraz Pippi powraca w pięknym wydaniu z oryginalnymi ilustracjami i w przekładzie, który odbiorcy dobrze znają. Nie ma lepszej okazji do uzupełnienia swoich biblioteczek i do powrotu do ukochanej lektury z dzieciństwa. U Pippi wszystko po staremu: dalej koń mieszka na werandzie, bo w salonie byłoby mu niewygodnie, dalej można wałkować ciasto na pierniczki na podłodze, spać z butami na poduszce, a w spróchniałym pniu drzewa znajdować prawdziwe skarby. Z Pippi nie da się nudzić. Jednocześnie dziewczynka testuje rozmaite zajęcia, jakie dorośli oferują dzieciom – żeby wyrobić sobie na ich temat opinię. Dlatego idzie do szkoły i sprawdza, czy uda jej się tam wytrzymać. Pippi instynktownie wie, co jest dobre a co złe. Nie szkodzi nikomu, chyba że akurat wymierza sprawiedliwość tym, którzy chcieli krzywdzić innych – i tu jest bardzo pomysłowa w wymyślaniu oryginalnych kar. Pippi chroni: Tommy i Annika są grzecznymi i trochę zahukanymi dziećmi z sąsiedztwa, wiedzą, czego nie wolno i czego nie powinni robić – jednak przy Pippi wszystko staje się na powrót dozwolone. Ta bohaterka tworzy płaszczyznę bezpiecznych eksperymentów i rozwijania wyobraźni. Umożliwia cieszenie się beztroską i ucieczkę od zestawu obowiązków oraz powinności. A przy tym cały czas czuwa: nawet jeśli sama skacze po dachu, nie pozwoli, żeby coś złego stało się jej przyjaciołom. Chociaż nie mówi tego wprost, przygotowuje dla nich kolejne wyzwania i niespodzianki. Pippi nie zna nudy – nie ma na nią czasu. I to, że zawsze wie, co robić, nawet kiedy nie wiadomo, co robić, sprawia, że i czytelnicy zaangażują się w jej świat. Nie ma tu mowy o rutynie albo o męczących przygodach. Co ciekawe, ta książka w ogóle się nie starzeje – można wciąż cieszyć się przygodami Pippi tak samo jak przed dekadami. Astrid Lindgren stworzyła bohaterkę wyjątkową i niepowtarzalną, a przy tym ponadczasową. I dlatego po kolejne wydanie „Pippi Pończoszanki” sięgnąć mogą wszyscy.

niedziela, 12 grudnia 2021

Astrid Lindgren: Rasmus i włóczęga

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Niebezpieczeństwa

Astrid Lindgren była autorką, która najlepiej rozumiała czytelnicze potrzeby małych odbiorców i fundowała im przygody z prawdziwego zdarzenia, wciągając w świat książek bezpowrotnie. Nasza Księgarnia przypomina kolejną propozycję tej autorki, cudownie niepoprawną politycznie powieść „Rasmus i włóczęga” - historię, jaka dzisiaj powstać by nie mogła ze względu na odważne treści. Mały chłopiec z sierocińca, Rasmus wie, że nie ma szans na znalezienie domu. Wszyscy dorośli, którzy przyjeżdżają, by adoptować dziecko, wybierają dziewczynki z lokami – a Rasmus jest chłopcem, w dodatku o prostych włosach. Nie przyciągnie uwagi, nie przekona do siebie potencjalnych rodziców nawet, gdyby się bardzo starał. Nie wie, jak to zrobić. Mógłby, jak jego najlepszy przyjaciel, Gunnar, zrezygnować z walki o szczęście – ale w głębi duszy zależy mu na tym, czego nie zaznał. Pewnego dnia Rasmus popada w niełaskę: boi się kary i postanawia uciec z domu dziecka. Niemal od razu trafia na starego włóczęgę, Oskara i dołącza do niego. Oskar wie, jak postępować, kiedy nie ma się dachu nad głową. Uczy chłopca paru sztuczek, które pozwolą przetrwać – i roztacza nad nim dyskretną opiekę. Dba o to, żeby spragniony miłości chłopiec nie poczuł, że jest dla niego ciężarem, wie, co powiedzieć w każdej sytuacji. Do tego ma poczucie humoru i niczego się nie boi. Oskar to prawdziwy skarb. Ale, jak to włóczędzy, nie stroni od groźnych przygód. Razem z Rasmusem trafia na złych ludzi, którzy próbują oskarżyć go o kradzież. Wplątani w kryminalną aferę Oskar i Rasmus nie mogą udawać, że sprawa ich nie dotyczy. Angażują się w wielką przygodę najeżoną niebezpieczeństwami. A cel tej wyprawy wciąż jeszcze przed nimi.

Jest w tomie „Rasmus i włóczęga” wszystko, czego dawniej oczekiwało się od lektur. Awantura w znakomitym stylu, mnóstwo silnych wrażeń i skomplikowanych emocji (nie tylko radości: rozdzierająca okazuje się scena rozstania z Oskarem). Autorka miesza tu szczęście płynące z wolności ze strachem, ale, co najważniejsze dla odbiorców – w każdym pokoleniu – nie chroni bohatera do przesady przed złym światem. Rasmus może dojrzewać i przekonać się, ile jest warty. Może ruszyć w drogę bez większego pomysłu na siebie i stopniowo nabierać pewności, że poradzi sobie w najbardziej ekstremalnych sytuacjach. Może też poznać siłę przyjaźni. Dwaj wykluczeni ze społeczeństwa bohaterowie – chłopiec, którego nikt nie chce adoptować i stary włóczęga mają tylko siebie – ale dzięki temu nie potrzebują do szczęścia nic więcej. Astrid Lindgren jak zwykle proponuje tu powieść wielowymiarową i pełną wrażeń, nie ma wątpliwości, że przyciągnie do lektury wszystkie dzieci – zwłaszcza te znudzone ugrzecznionymi i moralizatorskimi prostymi fabułkami. Jeśli trzeba kogoś przekonać do książek, można to zrobić odejściem od dzisiejszych mód literackich i zapewnić mu silne doznania. „Rasmus i włóczęga” to powieść, od której trudno będzie się dzieciom oderwać.

sobota, 4 kwietnia 2020

Astrid Lindgren: Przygody Pippi

Nasza Księgarnia, Warszawa 2020.

Radość zabawy

Te książki znają wszyscy – i to już od paru pokoleń – nie ma zatem wątpliwości, jak tom „Przygody Pippi” zostanie przyjęty na rynku. Nasza Księgarnia decyduje się na wydanie w jednym potężnym zbiorze trzech zestawów przygód Pippi Pończoszanki – z oryginalnymi ilustracjami. I tak „Pippi Pończoszanka”, „Pippi wchodzi na pokład” oraz „Pippi na Południowym Pacyfiku” trafiają do biblioteczek maluchów i przyczyniają się do rozwijania wyobraźni oraz snucia własnych marzeń na temat zabaw z rudowłosą dziewczynką. Astrid Lindgren, tworząc postać Pippi, nie koncentrowała się na pouczeniach dla małych odbiorców, wprost przeciwnie: pedagogiczne pogadanki tu wyśmiewa (najczęściej – ustami samej Pippi), pokazuje ich nieprzystawalność do prawdziwego życia dzieci i pozwala bohaterom mieć stale święta. Z Pippi nie można się nudzić: to dziewczynka, która nawet sprzątanie domu zamieni w wielką zabawę. W pniach drzew rosną u niej smakołyki, a kiedy ktoś ma ochotę na zakupy – może je spokojnie robić razem z Pippi, właścicielką mnóstwa złotych monet. Oczywiście Pippi swoje pieniądze wydaje na słodycze i zabawki dla innych dzieci, sama nie potrzebuje wiele – wystarczy, że ma dach nad głową, konia i małpkę – oraz Tommy’ego i Annikę, małych sąsiadów – towarzyszy zabaw. Pippi z lubością łamie konwenanse, jeśli czegoś się od niej oczekuje – na pewno zachowa się zupełnie inaczej. W pierwszej warstwie niby polega to na prostym odwracaniu sytuacji: dziewczynka śpi z nogami na poduszce, a w szkole nie nauczyłaby się niczego – ale takie podmianki prowadzą do znacznie głębszych analiz i w konsekwencji do ważniejszych dla czytelników wniosków. Pippi nie jest bohaterką, która uczyłaby krnąbrności – pokazuje za to, czym jest wolność i samodzielne myślenie. Przy okazji daje odbiorcom lekcję dzielności: z pozoru naiwna, potrafi poradzić sobie ze złodziejami i z bandą chłopców krzywdzącą słabsze dzieci. Z Pippi jej przyjaciele są bezpieczniejsi niż pod kontrolą jakiegokolwiek dorosłego – a że tu nie ma ograniczeń, można się do woli brudzić, zadawać dziwne pytania (słynny spunk) albo odrzucać dobre maniery – tym lepiej, na tym powinno polegać dzieciństwo. Najpierw Pippi, Tommy i Annika doskonale radzą sobie sami, później do akcji wkracza również tatuś Pippi – dorosły, który w odróżnieniu od córki zachowuje się bardzo dziecinnie i wprowadza nieco ubarwienia do codziennych szaleństw bohaterów.

„Przygody Pippi” to książka, której nie może zabraknąć w biblioteczkach najmłodszych. Dzięki zbiorczej wersji nie będzie trzeba szukać po bibliotekach wysłużonych egzemplarzy – a pewne jest, że na jednokrotnej lekturze się nie skończy. Pippi to przewodniczka po świecie wyobraźni, chociaż rzekomo zanurzona jest w codzienności znanej odbiorcom. Mała rudowłosa dziewczynka zmienia postrzeganie rzeczywistości, uruchamia fantazję i sprawia, że nawet najnudniejsze obowiązki okazują się całkiem ciekawe.

sobota, 21 grudnia 2019

Astrid Lindgren: Przygody Emila ze Smalandii

Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.

Sielskie dzieciństwo

Mały urwis bez trudu podbija serca kolejnych pokoleń dzieci, chociaż czasy się zmieniają i dzisiaj już trudno wyobrazić sobie takie dzieciństwo, jakie było udziałem Emila ze Smalandii. Astrid Lindgren już kiedy pisała te książki, czerpała z doświadczeń własnego ojca i jego wspomnień – ale chociaż świat pędzi do przodu, przygody Emila ze Smalandii nie straciły na jakości w oczach najmłodszych. Zbiorczy tom „Przygody Emila ze Smalandii” oznacza trzy zestawy opowiadań w pięknej oprawie graficznej (ilustracje Björna Berga w kolorze!) i jest znakomitym prezentem zwłaszcza dla maluchów, które nie znają już świata bez mediów elektronicznych. Emil ze Smalandii nie wie, co to nuda. Bez przerwy wymyśla nowe wybryki i wpada w kolejne tarapaty – a że nie powtarza żadnej psoty, czytelnikom dostarczy sporo śmiechu i atrakcji. Jeśli spędza czas w domu – może przyczepić małą siostrę do masztu od flagi i wciągnąć na górę, żeby obejrzała sobie okolicę – a kiedy wyrusza na spotkanie z obcymi ludźmi, może nawet zdobyć własnego konia. Wszyscy załamują nad Emilem ręce, ale mama uważa, że to dobre i kochane dziecko (a narrator zapewnia, że wyrośnie na porządnego człowieka). Kiedy Emil jest wyjątkowo niegrzeczny, tatuś zamyka go za karę w stolarni i tam chłopiec struga sobie drewniane ludziki. Dorośli nie nadążają za Emilem, nie są w stanie przewidzieć wszystkich jego pomysłów, a sam chłopiec nie zastanawia się z kolei nad konsekwencjami własnych czynów.

Astrid Lindgren, tworząc tego bohatera, postarała się, żeby w każdej przygodzie pojawiła się nie tylko rozrywka dla kilkulatków, ale też cenny wniosek do wyciągnięcia. Emil ma sporo dobrych cech, których wybryki raczej nie eksponują – to chłopiec o dobrym sercu, kierujący się uczuciami i nieznający złości. Potrafi postawić na swoim (na przykład kiedy chodzi o noszenie ukochanej czapki cyklistówki), ale nigdy nie sprawia rodzicom prawdziwych problemów wychowawczych. Uczestniczy czasem w zmartwieniach dorosłych, parobek zwierza mu się ze swoich sercowych kłopotów - jednak świat Emila ze Smalandii to przede wszystkim dziecięca radość robienia wszystkiego, na co ma się ochotę.

Astrid Lindgren to autorka, która wie, jak humorem przekonywać do siebie maluchy. Nie próbuje na siłę pouczać ani moralizować, nie interesuje jej wywyższanie się. Proponuje pozornie zwykłe historyjki z życia wzięte – czas sprawił, że dziś wypadają już niemal egzotycznie – ale umie zaangażować odbiorców w akcję. W jej ujęciu zwyczajne życie nigdy nie jest zwyczajne, a zawsze – bogate w przygody. Kilkulatki zmuszane w szkole do śledzenia przygód dzieci z Bullerbyn, nie powinny zapominać i o Emilu – małym psotniku, który aż kipi od pomysłów. Wielka księga – przygody Emila w wydaniu zbierającym aż trzy książeczki – to pomysł na zestaw lektur przed snem. Astrid Lindgren pokazuje w tych historyjkach dzieciństwo w najlepszym możliwym wydaniu.

sobota, 3 listopada 2018

Astrid Lindgren, Louise Hartung: Ja także żyłam! Korespondencja

Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.

Przyjaźń

Astrid Lindgren daje się za sprawą Naszej Księgarni poznać jako autorka ciekawych listów. Na rynku pojawia się teraz jej korespondencja z Louise Hartung „Ja także żyłam”. Opowieść to przedziwna i w sztuce epistolarnej to Hartung tym razem wiedzie prym – ale nie dla wartości literackich chce się śledzić tę relację, a dla rozwoju uczuć. Od początku Louise Hartung jest tą, która przytłacza i onieśmiela. Propaguje twórczość Astrid Lindgren w Niemczech, zaprasza pisarkę na spotkania autorskie, dba o to, by świat o niej usłyszał – robi mnóstwo, żeby o autorce znakomitych tekstów dla dzieci dowiedzieli się wszyscy. Ale w stosunku do samej Lindgren staje się niemal bałwochwalcza, zasypuje pisarkę wyrazami uwielbienia, zapewnieniami o miłości i tęsknocie i wyznaniami, których Astrid Lindgren odwzajemnić nie może. Gotowa jest na każde poświęcenie, chce spełnić wszystkie życzenia pisarki, wniknąć w jej życie i myśli – żeby pozostać jak najbliżej. Wyczulona na najdrobniejsze uwagi, zarzuca pisarkę kwiatami i małymi upominkami. Wydaje się bardzo nachalna, zwłaszcza w zestawieniu z powściągliwą i wycofaną pisarką. Astrid Lindgren może nie czuje się zagrożona (dzieli je zresztą pewna odległość geograficzna), ale chce uniknąć skrępowania i niemożliwych do spełnienia obietnic, chce też oszczędzić rozczarowania. Wiele razy musi w listach podkreślać, że nie jest zainteresowana związkiem z kobietą i za miłość może ofiarować tylko przyjaźń. Louise Hartung się tym nie zraża, wystarcza jej, że sama może kochać i tęsknić. Ta relacja trwać będzie przez lata.

Najpierw kwestie zawodowe. Louise Hartung zachwyca się twórczością Astrid Lindgren, komentuje kolejne książki i chce wiedzieć o nich jak najwięcej, z radością czeka na informacje o perypetiach wydawniczych i zdaje relację z własnych działań mających na celu rozreklamowanie tego pisarstwa w Niemczech. Astrid Lindgren odpowiada z sympatią, chociaż ton jej listów jest dużo mniej żarliwy. Przy opowieściach Hartung wypada wręcz ascetycznie. Coraz odważniej do narracji wkraczają wyrazy tęsknoty, a później i uwielbienia – co pisarka próbuje odeprzeć z całą delikatnością. W końcu obie panie dochodzą do porozumienia (dzięki ustępstwom Hartung) i nawiązuje się między nimi przyjaźń. Dalej zajmują się sprawami zawodowymi, tych nigdy za mało. Ale Astrid Lindgren opowiada też o swojej rodzinie, obie przejmują się wojną i polityką, poznają wzajemnie swoją przeszłość, dzielą się zmartwieniami i radościami, planują podróże, w których efekcie spotkają się na kilka dni. Tworzą więź dość silną, ale jednocześnie praktycznie wolną od kłótni czy dyskusji, są wobec siebie uległe, nie zamierzają sprawiać przykrości czy nalegać na coś, na co druga strona ochoty nie ma. Troskę widać zwłaszcza gdy nie chcą pisać o swoich chorobach, dolegliwościach czy problemach – i przyznają się do nich po fakcie.

Jest ten tom złożony z obszernych listów, w których czasem zaznacza się przesada w manifestowaniu uczuć – ale liczy się tu literackość oraz sama możliwość podejrzenia, jak kształtowała się przyjaźń między Szwedką a Niemką. To także przypis do wiadomości o książkach Astrid Lindgren – nie tylko możliwość podejrzenia warsztatu i zmagań językowych, ale i konteksty, przemyślenia autorki i pierwsze wrażenia czytelniczki. Kto lubi czytać korespondencję, będzie zaskoczony obserwacją tych wyznań, a i wrażliwością obu autorek. Zakres poruszanych tematów wydaje się oczywisty, ale już realizacja dostarcza sporo przyjemności. Odbiorcy zostaną dopuszczeni do intymnej relacji i będą mogli rozkoszować się atrakcyjną wymianą przemyśleń, wrażeń i doświadczeń.

poniedziałek, 20 marca 2017

Astrid Lindgren: Przygody dzieci z ulicy Awanturników

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Rezolutna Lotta

Dzieci z ulicy Awanturników są trochę jak dzieci z Bullerbyn, tyle że tu akcja zawęża się do jednej rodziny, a maluchy rzadko odwiedzają też domek samotnej sąsiadki – z czasem na postać wiodącą wyrasta najmłodsza Lotta, której poświęcony jest drugi tomik przygód (również w tej edycji przypominany). Astrid Lindgren w książce „Przygody dzieci z ulicy Awanturników” – złożonej z dwóch samodzielnych historii – podkreśla rezolutność i komizm małych bohaterów. Jest przy tym szczera i pozbawiona dyplomatycznych zapędów. Lotta bez przerwy słyszy od rodzeństwa, że jest głupia, takie wykrzyknienia pojawiają się też w narracji prowadzonej przez starszą dziewczynkę. Ale Lotta ma swój charakter i silne poglądy, więc musi w końcu zdominować historyjki dla najmłodszych.

Astrid Lindgren, swoim zwyczajem, przedstawia codzienne przyjemności czy zabawy kilkulatków. Robi to z dużym zaangażowaniem, jakby sama uczestniczyła w rozrywkach. Opowiada o zabawie w piratów i w chore dziecko, tłumaczy, jak wyprodukować ser z porzeczek i prezentuje sposoby spędzania czasu u cioci Berg. Najmłodsi wszędzie znajdą rozrywkę: w pociągu w drodze do dziadków czy w altanie na drzewie. Mają swoje sposoby, by przechytrzyć dorosłych – i własny punkt widzenia na wiele spraw. Mia Maria, która przedstawia codzienne przygody dzieci z ulicy Awanturników w pierwszym tomie, w tle pokazuje zachowania dorosłych podejmujących z pociechami grę w wyobraźnię. Astrid Lindgren udowadnia odbiorcom, że zwyczajność sama w sobie jest pasjonująca – nawet gdy nie ma się zbyt wielu zabawek, wystarczy towarzystwo i możliwość wyjścia z domu. Tym zafascynuje dzieci, które obecnie raczej nie wierzą w świat bez komputerów i rozrywki bez gier elektronicznych.

Rezolutna Lotta mimo krytyki ze strony rodzeństwa bardzo często rozśmiesza odbiorców. Rzeczywistość postrzega po swojemu, nie boi się wyzwań. Wiele opowiadań puentuje właśnie Lotta – komicznie i dziecinnie, ale wbrew zarzutom rodzeństwa wcale nie głupio. Lotta sama ustala zasady, którymi chce się kierować w życiu – ale nie sprawia wrażenia rozkapryszonego dziecka. Jest mądra mądrością kilkulatki, naiwna, ale potrafi też logicznie myśleć. Niektóre rozmowy z Lottą są dowcipami w miniaturze – Astrid Lindgren dekonstruuje schematy, wprowadza zaskakujące nie tylko dla dzieci reakcje bohaterki. Pierwszy tom to zestaw opowiadań, zbiór luźnych pomysłów, które stanowią kwintesencję dzieciństwa. W przygodach samej Lotty pojawia się już nadrzędna fabuła, bohaterka – jak wiele kilkulatków – ma powód, by uciec z domu i urządza swoje nowe gospodarstwo u sąsiadki. Bliscy pozwalają jej decydować o sobie i nie stwarzają problemów, więc dziewczynka nie tylko udowadnia, że jest samodzielna, ale też zyskuje silne przeżycia.

Widać po „Przygodach dzieci z ulicy Awanturników” (z klasycznymi w duchu ilustracjami Ilon Wikland), jak dobrze Astrid Lindgren rozumie maluchy i jak świetnie potrafiła dla nich pisać. Te historyjki są ciepłe i zabawne, pełne prostych przygód – a w części w ogóle prawdziwe. Przekonująco zaprezentowane charaktery idą tu w parze z wyrazistymi scenkami. Bardzo dużo tu żartów, nawet w chwilach, w których nikt się ich nie spodziewa. Bohaterowie nie tracą na wartości i mogą cieszyć kolejne pokolenia małych odbiorców nawet mimo obyczajowych przemian. W tym wypadku nawet dorośli mogą z chęcią uczestniczyć w lekturze – pan, który nie wie o brodawce czy ogonek bez pieska to popisy humoru i zrozumienia najmłodszych – a zarazem podstawowy czynnik motywujący do czytania. Tych bohaterów pokochają kilkulatki – to klasyka, która się nie starzeje.

piątek, 29 lipca 2016

Astrid Lindgren, Ingrid Vang Nyman: Pippi zawsze sobie poradzi i inne komiksy

Zakamarki, Poznań 2016.

Niespodzianki

Pippi stała się gadżetem jeszcze zanim na rynku zrobiło się modne powielanie bestsellerowych bytów w coraz to nowych formach. Była bohaterką powieści i książeczek obrazkowych, trafiła również do serii komiksów idealnych dla najmłodszych dzieci. Tu sprawdziła się pomysłowość Astrid Lindgren jako autorki bardzo krótkich scenariuszy na podstawie kolejnych rozpoznawalnych motywów z Pippi. Zakamarki przypominają teraz serię kilkudziesięciu dawnych historyjek komiksowych w książeczkach gromadzących po dwanaście opowiastek. To Pippi doskonale wszystkim znana z fabuł (czy to książkowych, czy filmowych) – ale w nieco mniej kojarzonej wersji. Sedno przygód się nie zmienia, zmienia się za to ich nośnik. W komiksie jest mniej czasu na budowanie opisów czy wątków, całość opiera się na rozmowach oraz reakcjach, a przecież mimo to Pippi wypada i dzisiaj o wiele barwniej niż współcześni bohaterowie komiksów. „Pippi zawsze sobie poradzi i inne komiksy” to świetny sposób na przyzwyczajanie dzieci do samodzielnego czytania (pomagają w tym drukowane litery), a i na oswajanie z inną metodą prowadzenia historii. Dorośli mogą mieć pewność, że sięganie po przygody Pippi to dostarczanie maluchom nie tylko rozrywki, ale i wyobraźniowych popisów. Bo chociaż Astrid Lindgren świadomie rezygnowała z morałów i kazań, do dzisiaj przekazuje odbiorcom ważne wartości – uczy, czym jest przyjaźń, jak pokonywać strach czy jak pomagać innym. Pippi to najsilniejsza dziewczynka świata, bez trudu radzi sobie i ze złodziejami, i z przenoszeniem swojego konia. Zawsze wie, jak urozmaicić zabawy o drobne upominki, słodycze i zabawki dla przyjaciół, mimo że nie potrafi odpowiednio się zachowywać na proszonych przyjęciach. Jest naiwna, rozbrykana i nierozsądna, wszystko robi na opak i łamie reguły wprowadzane przez dorosłych – a przecież jest także bardzo odpowiedzialna, dba, by nikomu w jej otoczeniu nie stała się krzywda i by każdy mógł spełniać marzenia. Potrafi uratować dzieci z pożaru czy zorganizować zimowe zabawy, szuka spunka i rozprawia się z duchami. Każdy motyw to zaledwie kilka stron komiksu, z niezbyt rozbudowaną warstwą tekstową. Lindgren wydobywa z opowieści ich esencję, tworząc krótkie historyjki ze skondensowaną treścią. Ingrid Vang Nyman dodaje ilustracje – bardzo naiwne w porównaniu z dzisiejszymi komiksami czy nawet tomikami obrazkowymi, ale niemal magnetyczne. Tu wszystko wydaje się bardzo naturalne – dziewczynka ze sterczącymi warkoczykami i w za dużych butach może robić wszystko: wygrać w siłowaniu się na rękę z tatusiem, królem piratów, wyłowić walizkę pełną złotych monet z morza i bawić się w skakanie po meblach. To cudowny i intrygujący świat wolności – bohaterka, która ma już siedemdziesiąt lat, tak skusi najmłodszych nawet dzisiaj. Rysunkowe kadry wolne są od męczących oko dziecka detali, Ingrid Vang Nyman wybiera za to różnokolorowe tła, które dynamizują akcję. Dzieci szybko przekonają się do takiej formy przedstawiania przygód Pippi, później mogą przerzucić się na bardziej rozbudowane opowieści. Tomik „Pippi zawsze sobie poradzi” skomponowany został tak, by dostarczyć maluchom różnorodnych fabuł – samodzielnych pod względem tematycznym i czasowym. To dobra reklama przygód samej Pippi, dlatego cieszy fakt, że ta seria komiksów może wrócić do świadomości dzisiejszego młodego pokolenia. Astrid Lindgren to autorka niezawodna, a obraz Pippi w wykonaniu Ingrid Vang Nyman może towarzyszyć czytelnikom i później. Faktem jest, że mała dziewczynka, która nie boi się niczego i radzi sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu oraz życiowymi wyzwaniami, lepiej niż współcześni bohaterowie uczy samodzielności i radości. Dla Pippi nie istnieją rzeczy niemożliwe – warto się z tą dziewczynką zaprzyjaźnić, żeby przeżywać kolejne szalone przygody i uczestniczyć w najbardziej niezwykłych eskapadach. Pippi z biegiem czasu wcale nie traci na wartości, wciąż bawi i przyzwyczaja do niespodzianek.

środa, 9 marca 2016

Astrid Lindgren: Dzienniki z lat wojny 1939-1945

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

Spojrzenie matki

Astrid Lindgren kojarzona jest z niezwykłymi książkami dla dzieci, opowieściami, które nie tylko weszły już do kanonu literatury czwartej, ale zawładnęły wyobraźnią całych pokoleń kilkulatków. Tym razem Nasza Księgarnia przedstawia inne oblicze pisarki. „Dzienniki z lat wojny 1939-1945” to próba uchwycenia i skomentowania rzeczy niepojętych – i to przez osobę, która na początku nie przejawia większego zainteresowania tworzeniem. Kiedy wybucha druga wojna światowa, Astrid Lindgren jest szczęśliwą żoną i matką oraz bardzo dobrą panią domu. To przezorna gospodyni, która gromadzi zapasy i kupuje dzieciom buty, zanim koszmarnie zdrożeją, lubi porządek, rodzinną atmosferę i spotkania z bliskimi. Wojna jest dla niej szokiem – i żeby uporać się z niepokojącymi doniesieniami ze świata, Lindgren zaczyna prowadzić dziennik wojenny. Notuje w nim kolejne posunięcia Hitlera (którego raz prześmiewczo i ironicznie nazywa małym Hitlerkiem, a raz obrzuca najgorszymi życzeniami), sprawdza, które kraje są już ogarnięte wojną i zastanawia się, jak można pomóc ludziom. Bo wojna to dla Astrid Lindgren przede wszystkim niewyobrażalna tragedia niewinnych. Autorka wiele razy zaznacza, że w zbrojnym konflikcie cierpią zwyczajni ludzie. Cierpią z powodu niedostatku, srogich zim i suszy, głodu, nalotów bombowych… Są jeszcze wiadomości z prywatnych listów, w które aż trudno uwierzyć. Astrid Lindgren może mówić o szczęściu: w Szwecji jest spokojnie, rodzina autorki ma dach nad głową i dobrze zaopatrzoną spiżarnię, można prowadzić prawie normalne życie. A jednak Lindgren przez cały czas zaabsorbowana jest nie tyle sprawami polityki międzynarodowej co reakcjami świata na postawę Hitlera. Gromadzi wycinki prasowe, zdjęcia i rysunki, w dziennikach prowadzi z nimi swoisty dialog, w ten sposób radząc sobie ze stresem. Można w tych zapiskach prześledzić rozmaite reakcje społeczne – bunt, nadzieję na szybki koniec wojny, gasnący optymizm, próbę pogodzenia się z losem i utrzymania normalności, niezgodę na ludzkie cierpienia i dramaty. Dla Astrid Lindgren dziennik wojenny to próba uporania się z wydarzeniami, na które nie ma żadnego wpływu.

Jednym składnikiem „Dzienników” są obserwacje – na podstawie doniesień medialnych – przebiegu wojny. Drugim natomiast sprawy prywatne autorki. Równolegle do notatek ze świata prowadzi ona zapiski domowe: znajdą się tu listy prezentów urodzinowych lub świątecznych dla córki, komentarze dotyczące złych ocen syna, informacje o posiłkach i o wspólnym spędzaniu czasu. W pewnym momencie pojawiają się wzmianki o pierwszych sukcesach literackich Astrid Lindgren, ale nie są one w stanie przebić wiadomości z wojny. Autorka pokazuje, jak druga wojna światowa wpływała na codzienność w Szwecji – do konkretnych informacji dokłada własne analizy i przemyślenia. Nie stara się przy tym tworzyć zapisków dla potomnych: raczej prowadzi dziennik dla siebie, by uporać się ze wstrząsającymi faktami. Nie wychodzi z roli roztropnej pani domu – brak w tych tekstach dziennikarskiej przemądrzałości czy fachowych ocen. Lindgren występuje z pozycji żony i matki, która nie może pojąć ogromu nienawiści. Dostrzega, ile ofiar przynosi wojna, ale nie ma dla niej podziału na narodowości, wyznania, wiek czy płeć, żałuje ludzi. I być może dzienniki te jako wyraz niezgody na tragedię mają pomóc samej autorce w zachowaniu równowagi. Po latach stają się dla czytelników okazją do niecodziennego spotkania. Z wiadomościami z historii można zestawić spostrzeżenia autorki – i wzbogacać suche fakty o interpretację z zewnątrz. „Dzienniki z lat wojny” pełne są konkretów, a jednak dzisiaj będzie się z nich przede wszystkim wyczytywać refleksję nad kondycją człowieka, przejmującą analizę nienawiści oraz strachu. Lindgren nie zamęcza szczegółowym przywoływaniem danych, zamienia się na własny użytek w reportera, nie chce pozostać obojętna na wydarzenia. Prowadzi zapiski, które po latach uświadomią czytelnikom obraz wojny – ale które będą również ważną i cenną lekturą.

wtorek, 3 listopada 2015

Astrid Lindgren: Pippi Pończoszanka

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Dorosłe dziecko

Pippi to mała dziewczynka, która dawniej podbijała serca czytelników. Przez młodsze pokolenia zapomniana (i wyparta przez bardziej ekspansywnych i medialnych bohaterów) wciąż jednak pokazuje, na czym polega dzieciństwo. Siedemdziesiąte urodziny tej postaci to wspaniała okazja, żeby przypomnieć ją maluchom w najbardziej podstawowej formie. Nasza Księgarnia publikuje więc tomik „Pippi Pończoszanka” – książkę, po którą z sentymentem sięgną rodzice i którą spokojnie przedstawiać można kolejnym rocznikom maluchów. Chociaż u Astrid Lindgren mnóstwo jest bohaterów łamiących reguły dorosłego świata i wybierających życie według własnych pomysłów, to Pippi pokazuje dzieciństwo idealne. Ta dziewczynka ma sposób na wszystkie problemy, radzi sobie nawet tam, gdzie dorośli by się poddali – a nigdy nie traci naiwności spojrzenia. Jest samodzielna, potrafi o siebie zadbać, a do tego wymyśla najlepsze zabawy. Nie może stać się jej krzywda. Tommy’emu i Annice, małym sąsiadom, również nie, bo Pippi znakomicie opiekuje się przyjaciółmi. Tylko pod tym względem wydaje się dorosła, poza tym pozwala sobie na szaloną beztroskę i nieskrępowaną radość.

Pippi ma bardzo bogatą wyobraźnię. Lubi kłamać, ale jej kłamstwa to bardziej opowiadanie bajek niż zasługujące na karę mijanie się z prawdą. Przy Pippi nie można się nudzić – nawet znienawidzone domowe czynności da się zamienić na kolejne wybryki. Zresztą Pippi jest dobra w łamaniu reguł, zwłaszcza tych w oczach dzieci bezsensownych. Nie odnajdzie się w szkole (choć przyznaje, że przyjemnie byłoby mieć ferie). nie zaakceptuje też systemu opieki nad dziećmi. Ta bohaterka w ogóle nie rozumie zasad rządzących w dorosłym świecie – a skoro ich nie rozumie, może zawsze znaleźć wyjścia alternatywne, zaskakujące dla starszych, pozbawionych fantazji, brawury i odwagi. Fascynująca może być siła Pippi. Ta bohaterka potrafi podnieść swojego konia czy posadzić na szafie złodziei. Bez najmniejszego trudu rozprawi się z rówieśnikami dręczycielami, co dla małych odbiorców staje się ważnym przesłaniem: w końcu znajdzie się ktoś silniejszy od złośliwców i da im potężną nauczkę. Ten rys osobowości Pippi, dziś prawie niespotykany, daje dzieciom nadzieję na widoczną sprawiedliwość i to bez interwencji dorosłych. Pippi zachowuje się jak dziecko zawsze wtedy, gdy ktoś ją kontroluje i próbuje jej narzucić „dorosłe” zasady. Gdy jednak sama ma czuwać nad przyjaciółmi, prezentuje dużo zdrowego rozsądku. Dzięki temu dzieciom z Pippi nic nie grozi.

Dzisiejsi odbiorcy w książce „Pippi Pończoszanka” znajdą niekończące się zabawy i psoty. Dla Pippi nie ma nic ważniejszego od zabawy – obowiązki mogą poczekać. Bohaterka żyje w ciągłym karnawale i najchętniej robi rzeczy zwykle przez rodziców zakazane. To wzbudzi entuzjazm maluchów, wpłynie pozytywnie na ich wyobraźnię i doprowadzi do powrotu do klasycznych już lektur. Obecnie kilkulatki coraz rzadziej sięgają po książki Astrid Lindgren – tymczasem Pippi w ogóle się nie starzeje. To powieść uniwersalna dla wszystkich dzieci, które marzą o przygodach na wyciągnięcie ręki. Z Pippi czas płynie szybko i radośnie. Mała dziewczynka jest wulkanem energii i pomysłów. „Pippi Pończoszanka” to tom napisany z humorem: nie musi pouczać, żeby cieszyć. Pippi nie przyda się tabliczka mnożenia ani zasady dobrego wychowania. Nieoceniona za to będzie dla niej wolność. A że Astrid Lindgren prawie całkiem zrezygnowała tu ze znaków czasu i miejsca, Pippi można spotkać wszędzie. Dorośli znają wartość tej powieści, bo sami przeżywali przygody Pippi w dzieciństwie. Maluchom trzeba tę książeczkę podsunąć, żeby zasugerować im niezapomniane lekturowe przeżycia (a w przyszłości i wspomnienia). Nie może bowiem istnieć świat, w którym kilkulatki przestaną odwiedzać Willę Śmiesznotkę i marzyć o szukaniu skarbów razem z rudowłosą dziewczynką, najsilniejszą na świecie. Pippi uczy, jak marzyć.

niedziela, 4 października 2015

Astrid Lindgren: Południowa Łąka (audiobook). Czyta Marian Opania

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Sposób na biedę

Ciekawe, z jakimi opiniami od wydawców spotkałaby się Astrid Lindgren dzisiaj, gdyby chciała z „Południową Łąką” wejść na rynek literatury dla dzieci. Tu mali bohaterowie, mimo że ostatecznie chronieni przed złem, żyją w świecie biedy, głodu, chorób i pracy ponad siły. W niemal każdym opowiadaniu punkt wyjścia wymusza na odbiorcach litość lub wzruszanie się losem postaci. Sierotki – braciszek i siostrzyczka z „Południowej Łąki” wiedzą, że dni są szare, a podczas żadnej z pór roku dzieci nie mają szans realizować pomysłów na proste zabawy. Gospodarz, który zajął się rodzeństwem, wykorzystuje je. W końcu sierotki tracą nadzieję i… zaczynają pragnąć śmierci. Opowiadanie „Gra moja lipa, śpiewa mój słowik” zabiera odbiorców do parafialnego przytułku, miejsca schronienia dla biedaków, starców i żebraków. W „Dwa, dwa, dwa” rozszarpane zostaje stado owiec – tylko mała dziewczynka może im pomóc, ale to wymaga od niej stawienia czoła Mrocznym. Z kolei mały Nils z Dąbrowy leży w łóżku, jest ciężko chory i przygotowuje się na to, że nie wydobrzeje. Za każdym razem Astrid Lindgren sięga do tego, co pociągające za sprawą zła. Pamięta autorka ze starych baśni i ludowych przekazów, że dzieci – wbrew temu, co dzisiaj się sądzi – lubią zdrową dawkę strachu i potrzebują goryczy czy żalu w bajkach. Zgodnie z wyznacznikami wynotowanymi skrzętnie przez Bettelheima toczą się te opowieści. Wyostrzenie zła jest tu autorce potrzebne do przełamania – bo nie ma takich dramatów, z których nie znalazłaby się w końcu droga ucieczki. Sierotki mają Południową Łąkę, odkrytą dzięki ptaszkowi krainę umożliwiającą zabawę i wytchnienie od obowiązków. Bohaterka drugiej historii odkrywa potęgę literatury – bajki dają jej życiu sens i pozwalają uwierzyć we własne siły. Dziewczynka od owiec odnosi zwycięstwo w starciu z Mrocznymi (a przy okazji pokazuje potęgę przyjaźni między dziećmi i starcami), a Paź Nils ocala króla dzięki sprytowi, odwadze i pomysłowości. Za każdym razem pojawia się więc możliwość ratunku. W ten sposób Astrid Lindgren nie przygnębia: zawsze dodaje otuchy i wzmacnia wiarę w siebie. Przeciwności losu dają się tu zwalczyć, a im więcej trudności na początku, tym bardziej spektakularne jest zwycięstwo (i większa nagroda). Astrid Lindgren dzieci traktuje bardzo poważnie, o czym świadczy nie tylko dobór tematów, ale i gatunkowe poszukiwania.

W stylu tych opowiadań uderza śpiewność narracji. Raz to biadolenie nad trudnym losem, raz pełne fascynacji i wiary zachwyty. Zawsze jednak autorka stawia na malownicze opisy, podbudowuje je refrenowymi powtórzeniami. Fabuła wciąga – musi, skoro oparta jest na potężnych uczuciach – ale literackość tych tekstów staje się ogromną zaletą. O wiele łatwiej przenieść się w prezentowane krainy i uwierzyć słowom Lindgren, kiedy w warstwie narracji rządzi opisowy liryzm, wyczulenie na znaczące detale i umiejętność precyzyjnego kształtowania atmosfery. Za każdym razem świat przedstawiony uprawomocniają wybierane przez autorkę stylizacje, charakterystyczne dla różnych gatunków. Astrid Lindgren nie spieszy się z opowieściami, rozkoszuje się nimi, co cieszy.

„Południowa Łąka” powraca jako audiobook. Historie klasyczne czyta Marian Opania, aktor, który doskonale wie, jak podkreślać nastroje i znaczenia zawarte w znakomitej literaturze (i dorównującym jej przekładzie). U Opani słowa mają swoją barwę i nasycenie emocjonalne – mrok rzeczywiście będzie mroczny, a piękno – radosne, na wojnie usłyszy się szczęk oręża, a na łące – świergot ptaków. Słychać to w każdej frazie, Opania nigdy nie pozwala sobie na obojętność i proste, mechaniczne czytanie. Jego interpretacje urzekną nie tylko dzieci. Operowanie głosem – umiejętność oczywista dla aktorów starej daty – wydaje się tu niezbędnym składnikiem opowieści. „Południowa Łąka” ze swoimi migotliwymi emocjami i pojedynkami między dobrem i złem w takiej wersji zyskuje idealne dopełnienie. Marian Opania wydobywa z opowiadań Astrid Lindgren głębokie pokłady treści. Uzupełnia literackie arcydzieła o godną – zrównaną jakością – interpretację i sprawia, że mimo zmian w obyczajowości oraz w literaturze czwartej ta publikacja zyska wielu zwolenników. „Południowa Łąka” to nie proste bajeczki, jednopłaszczyznowe, bezpieczne i nudne. To książka, która nie traci na wartości z biegiem lat, a nadaje się dla dzieci tak samo dobrze, jak i dla dorosłych.

piątek, 3 kwietnia 2015

Astrid Lindgren: Karlsson z Dachu

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Sąsiad

Kiedy tylko Braciszek czuje się samotny albo znudzony, może liczyć na odwiedziny Karlssona z Dachu. Ten mały, tęgi człowieczek jest jego prawdziwym przyjacielem i źródłem nieustających tarapatów. Mama i tata zresztą przez długi czas nie wierzą w istnienie Karlssona – uważają, że to jeden z wymyślonych towarzyszy zabaw Braciszka. Trwają w tym przekonaniu, nie przyjmując do wiadomości, że Karlsson zrobił bałagan lub wyjadł słodycze. Aż w końcu przypadkiem trafiają na czas wizyty Karlssona i wtedy już muszą uwierzyć. Chociaż uwierzyć jest trudno, zwłaszcza że Karlsson z Dachu potrafi na przykład latać. I ma mały domek, schowany między kominami.

Karlsson z Dachu, kolejny cudowny bohater wynaleziony przez niezawodną Astrid Lindgren należy do przyjaciół trudnych. Jest bardzo samolubny, za nic ma zasady dobrego wychowania. Zawsze musi dostać to, czego chce. Słodycze potrafi wydobywać od Braciszka podstępem (i jeszcze zarzucając mu łakomstwo). Własnych wad nie zauważa lub przerzuca je na innych. Psuje zabawki i robi rzeczy zakazane przez dorosłych. Uwielbia płatać figle, obchodzi urodziny, kiedy tylko ma na to ochotę. Ceni sobie przyjemności i nie widzi powodu, dla którego miałby z nich rezygnować. Uwielbia przechwałki, uznaje, że jest we wszystkim najlepszy. Karlsson z Dachuto postać pełna wad – ale dzięki niemu Braciszek przeżywa wiele przygód.

Tomik „Karlsson z Dachu” zawiera trzy książki: „Braciszek i Karlsson z Dachu”, „Karlsson z Dachu lata znów” oraz „Latający szpieg czy Karlsson z Dachu” (w trzech różnych tłumaczeniach). Dzieci mają szansę spotkać się z tym niezwykłym wytworem wyobraźni i przekonać się, jak bardzo interpretacje Karlssona z Dachu różnić się będą od rzeczywistości. Bo tego bohatera nie interesuje prawda, która nie wiąże się z bezpośrednią korzyścią. Korzyścią z kolei może być albo smakołyk, albo okazja do psot, albo przynajmniej wygrana w słownej przepychance. Karlsson zachowuje się zawsze jak rozkapryszone dziecko, którego nie chce się w żaden sposób urazić. Karlsson ma odwagę, której brakuje Braciszkowi – to postać, która żyje we własnym świecie i nie przejmuje się zwykłymi nakazami dorosłych. Karlsson jest wolnością.

Astrid Lindgren tego bohatera zestawia z całym szeregiem postaci przewijających się przez okolicę. Jest tu niezbyt rozgarnięta gospodyni zwana Capem Domowym i jej siostra, odwieczna rywalka. Jest para złodziejaszków i surowy wuj, który wierzy w istnienie baśniowych stworów. Braciszek ma swoich przyjaciół i rodzeństwo – ale nikt nie zapewnia mu tyle rozrywki, co Karlsson z Dachu. Dla odbiorców to namacalne zetknięcie ze światem wyobraźni, nikt nie zakwestionuje istnienia takiej postaci. Zwłaszcza że Karlsson przypomina o swojej obecności wciąż nowymi żartami. Astrid Lindgren stworzyła historie uniwersalne – Karlsson będzie bawić kolejne pokolenia maluchów, opiera się próbie czasu.

„Karlsson z Dachu” pozwala oderwać się od przyziemnych spraw. Tu nawet kiedy Braciszek ma jakieś zmartwienie, Karlsson okazuje się na tyle absorbujący, że dokonuje przewartościowań w odczuciach. Przynosi zapomnienie (oraz nową falę kłopotów, tyle że innego rodzaju niż przeciętne troski Braciszka), ubarwia rzeczywistość i wciąż domaga się uwagi. Astrid Lindgren stworzyła Karlssona ze zrozumieniem dziecięcej psychiki i chęcią dostarczenia małym odbiorcom rozrywki. Jej bohater nigdy nie bywa nudny czy bez wyrazu, panoszy się w książce i nie daje o sobie zapomnieć. Karlsson jest mniej znany niż Pippi czy dzieci z Bullerbyn, ale zasługuje na to, by trafić do kanonu lektur rozrywkowych. Tomik „Karlsson z Dachu” zyskuje bardziej współczesne bajkowe ilustracje Moniki Pollak, co pomoże zachęcić do niego szersze grono maluchów. Wszystkie dzieci polubią Karlssona – niezależnego i kapryśnego, ale w gruncie rzeczy bardzo miłego bohatera.

czwartek, 5 marca 2015

Astrid Lindgren, Sara Schwardt: Twoje listy chowam pod materacem. Korespondencja 1971-2002

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Bunt

Takie zbiory korespondencji nieczęsto mogą ujrzeć światło dzienne. „Twoje listy chowam pod materacem” to tom unikatowy – pokazuje bowiem rozwój niezaplanowanej listowej „przyjaźni” między cenioną pisarką i zbuntowaną nastolatką. Dwunastoletnia Sara pisze – pełna wściekłości i żalu – do autorki o tym, że marzy o roli w adaptacji jej powieści. Tak zaczyna się trzydziestoletnia wymiana refleksji i opinii na różne tematy. Pasjonująca lektura – i to z różnych względów.

Sara nie może poradzić sobie z dojrzewaniem i z własnym charakterem. To dziewczynka trudna, zbuntowana i pełna złości (także kierowanej przeciwko sobie). Nie dogaduje się z rodziną, sprawia problemy wychowawcze, źle się uczy i co pewien czas wpada w złe towarzystwo. Nie akceptuje siebie, uważa, że jest brzydka – a w tym przekonaniu utwierdza ją też brak przyjaciół. Samotna i zagubiona nastolatka działa impulsywnie: stąd jej pierwszy list do Astrid Lindgren. Po nim przychodzi czas na żal i skruchę. Pisarka odpowiada, traktując o ponad pół wieku młodszą osobę z sympatią i wyrozumiałością, a nawet z pewnym rodzajem czułości. Cierpliwie pociesza, podnosi na duchu, wyjaśnia źródła problemów, doradza, a czasem nawet prawi morały – nie jak dorosły dziecku, a jak prawdziwa przyjaciółka. Pomaga Sarze przejść przez piekło młodości, martwi się jej kłopotami i domaga się kolejnych wiadomości. Od czasu do czasu wrzuca do listu własne proste doświadczenia – pisze o podróżach z dziećmi czy wnukami lub o chorobie brata. Daje się wciągać w niemal filozoficzne (ale też i mocno konkretne) rozważania o miłości, akceptacji czy szczęściu. Porównuje swoje doświadczenia z odkryciami Sary, a czasami subtelnie wskazuje skłóconej ze światem dziewczynie racje drugiej strony. Nie traci zaufania nieszczęśliwego dziecka i dzięki temu może je przeprowadzić aż do dorosłości.

Pojawiają się tu chronologicznie listy Sary i odpowiedzi Astrid – z rzadka opatrzone przypisami lub komentarzami. Sara Schwardt (wówczas Ljungcrantz) nie przeredagowała materiału, pozostawiła nawet fragmenty, których po latach najbardziej się wstydziła. Przeszła długą drogę od niedocenianego dziecka przez zakompleksioną i źle lokującą uczucia nastolatkę, przeżyła – co bardzo w listach widać – religijne „objawienie”, aż wreszcie została szczęśliwą żoną i matką. Na początku jest w tekstach odważna i szczera do bólu, zawsze też bardzo wrażliwa, co uświadamia jej Astrid Lindgren. Z czasem kontakt staje się coraz rzadszy, a Sara czuje się w obowiązku przedstawiać, jakby przestała wierzyć, że pisarka ją kojarzy. Astrid Lindgren stara się tonować ekscytację Sary, a zwłaszcza redukować jej smutki. Nigdy nie potępia Sary, mimo że nie zawsze pojmuje jej motywacje. Szuka dla dziewczyny pocieszenia, jest dla niej wsparciem. Przywołuje nawet własne wspomnienia, by podnieść na duchu nastolatkę, która – nawet tego nie wiedząc – bardzo takich słów potrzebuje. Ta korespondencja jest niemal wolna od pochwał czy relacji mistrz-uczeń, krnąbrna i nieoczekiwanie znajduje je w wielkiej autorce.

„Twoje listy chowam pod materacem” to również publikacja, która pokazuje, jak Lindgren potrafiła mądrze (i nie z pozycji wszystkowiedzącego dorosłego) dyskutować z dziećmi. Z tej korespondencji daje się wyczytać szacunek dla rozmówcy, chęć wymiany poglądów i przyjemność płynącą ze sztuki epistolarnej. Zapewne gdyby była to publikacja fabularyzowana, zakończenie wyglądałoby inaczej – tak pierwsza część książki okazuje się najlepsza. Młoda Sara, jeszcze wolna od talentów dyplomatycznych i zahamowań, daje odbiorcom pojęcie o tym, z jak wieloma trudnościami muszą się borykać zbuntowani młodzi ludzie i jak ciężkie bywa dorastanie. Astrid Lindgren, już z bagażem doświadczeń, ucieka od pouczeń i wydaje się żyć kłopotami Sary. Obie w listach rezygnują z konwencjonalnych frazesów na rzecz szczerości. Nie ma tu poprawności politycznej ani sztucznych uprzejmości. Wszystko staje się szczere i zwielokrotnione przez aktualność emocji. Te listy czyta się z silnymi uczuciami.

wtorek, 3 lutego 2015

Astrid Lindgren: Przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza

Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

Dziecko bez fałszu

Dzieciństwo w niezakłamanej wersji Astrid Lindgren przedstawia w przygodach Madiki z Czerwcowego Wzgórza. Nie ma tu, jak w „Dzieciach z Bullerbyn”, codzienności grupki maluchów, nie ma też – jak u Pippi – korzystania z potęgi wyobraźni. Ale Madika jest równie ciekawa jak jej literaccy koledzy – i dostarczy kilkulatkom również wielu emocji. Powraca teraz w zbiorowym tomie „Przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza” (książki „Madika z Czerwcowego Wzgórza” oraz „Madika i berbeć z Czerwcowego Wzgórza”) i stanie się przyjaciółką wielu małych odbiorców. Madika jest prawdziwym dzieckiem. Prawdziwym bez upiększania i prawienia morałów. Bywa, że broi lub wpada w poważne tarapaty. Nie słucha rodziców i źle na tym wychodzi. Madika bije się nawet z nielubianą koleżanką. Jedno oblicze Madiki to mały łobuz, dziewczynka, która nie może być zbyt grzeczna, bo zmęczyłaby tym czytelników. Drugie – to bohaterka miła i o dużych pokładach empatii. Madika kocha swoich rodziców i młodszą siostrzyczkę, współczuje pokrzywdzonym i chce wszystkim pomagać. U Lindgren nie ma zafałszowań – w Madikę łatwo uwierzyć.

W „Przygodach Madiki z Czerwcowego Wzgórza” jest miejsce również na problemy dorosłych, oglądane z perspektywy dziecka. Sąsiad, wujek Nilsson, pije i wykłóca się z żoną (Madika lubi przesiadywać u nich w kuchni i czasami jest świadkiem nieprzyjemnych scen), ich syn, piętnastoletni Abbe, musi już pracować, żeby utrzymać dom. Madika styka się z biedą i wielkimi tragediami: kiedy Abbe omal nie traci życia, ratując pijanego ojca, ów ojciec zapowiada bohaterce, że się powiesi, jeśli straci dziecko. Inna dziewczynka ma w szkole dostać lanie za swoje występki (kradzież portfela dyrektora). Tego typu problemy wręcz nie mają dzisiaj wstępu do literatury czwartej – w przypadku Madiki jednak nie rażą. Astrid Lindgren pokazuje życie proste i szczere, bez upiększeń czy przemilczeń. W centrum jej świata znajdują się dwie dziewczynki, które wielu dorosłych trosk nie pojmują, ale zawsze gotowe są nieść pomoc. Resztę czasu spędzają na beztroskich zabawach.

Od ich pomysłów niekiedy przechodzą ciarki. Wśród zabaw nie brakuje tych niebezpiecznych: wsadzenia siostry do studni (na wzór biblijnego Józefa) czy wypuszczenia jej na wodę w przeciekającej balii. Urodzinowe przyjęcie urozmaicają młode byczki, a Madika wymyka się nocą z domu, żeby zobaczyć ducha. Bohaterka ma mnóstwo pomysłów – i to pomysłów rozbudowanych fabularnie. Ta autorka, jak zwykle, zapewnia odbiorcom sporo emocji i nie zamyka się w najbardziej oczywistych uczuciach. Stawia swoich bohaterów przed poważnymi dylematami i wyznacza niekonwencjonalne rozwiązania. Dzieci są tu wprawdzie chronione (przez rodziców, służącą, sąsiadów i samą autorkę), ale bez krzywdy dla siebie doświadczają też strachu, smutku czy rozczarowań. Na tym polega uniwersalna wartość opowieści o Madice. Dzisiejsze maluchy znajdą tu cały szereg tematów, których teraz nie porusza się w bajkach – a przecież Astrid Lindgren pisze o nich tak mądrze i z takim wyczuciem, że historyjki nikomu nie zaszkodzą. Wręcz przeciwnie – dyskretnie uczyć będą empatii czy wrażliwości.

Aniołkowate dziewczynki (genialne ilustracje Ilon Wikland!) zwiodą niejednego. Madika nigdy nie będzie nudna czy nijaka. To jedna z lepszych i trafniejszych dziecięcych kreacji w literaturze czwartej. Prosty język nie wiąże się tutaj z narracyjną naiwnością, Astrid Lindgren bardzo uważnie komponuje kolejne opowiadania. Dzięki tej staranności i wyczuleniu na dzieciństwo jest przekonująca dla najmłodszych. „Przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza” to książka, do której dzieci będą chciały wracać – i nic dziwnego, bo Astrid Lindgren jest mistrzynią w portretowaniu kilkulatków i ich naturalnej (choć dziś już archaizującej) codzienności.