Kropka, Warszawa 2025.
Z podziemi
Rozwija się cykl Trollheim – i to tak, że nie tylko o zaangażowanie odbiorców w mitologię skandynawską chodzi, ale też o zapewnienie im sporej dawki adrenaliny. Tobiasz dalej potrafi zmienić się w mysz (i wygląda wtedy, jakby właśnie umarł, co może się zdarzyć, jeśli ktoś omyłkowo lub specjalnie zabije gryzonia, w którym przebywa dusza chłopaka), Tara i Adam z kolei starają się poskramiać przybyszy z zaświatów – boleśnie świadomi, jak wiele zagrożeń czyha tuż przy domach. Jednak na razie nic nie zapowiada katastrof ani zagrożeń, wręcz przeciwnie: zbliżają się walentynki. Sympatyczne święto, które można celebrować nawet na lekcjach – zwłaszcza kiedy trzeba będzie przygotować dla kogoś miłą kartkę. Właściwie gdyby nie celebracja dnia zakochanych, Adam nie wiedziałby, że stał się obiektem westchnień jednej z koleżanek. A nawet kiedy przekonuje się o tym, nie ma większego wpływu na rozwój wydarzeń. Za bardzo jest zajęty Zirą.
Zira to wampir. Po dwustu latach chce wreszcie wrócić i zachowywać się jak zwyczajna nastolatka – co wcale nie jest prostym zadaniem. Bo nawet jeśli bohaterka może ukrywać „dziwne” upodobania i życiowe konieczności, jak spanie w trumnie wypełnionej ziemią – to jednak niekoniecznie wie, jak odnaleźć się w szkolnej społeczności. Nawet wampiry mają swój kodeks honorowy i nie znoszą, kiedy ktoś jest gnębiony przez rówieśników. Zira łatwo może wpakować się w tarapaty właśnie za sprawą poszukiwania sprawiedliwości (i wymierzania jej na własną rękę). A kiedy narobi sobie wrogów – ci nie ustaną, dopóki nie zemszczą się za doznane upokorzenia.
Ale poza walką uczniów jest tu jeszcze znacznie bardziej poważny pojedynek, w którym udział biorą istoty z zaświatów – mityczne stworzenia, które niezwykle łatwo wprowadzić do świata ludzi. Arne Lindmo wytycza granice w świecie realnym – wszystko, co spod ziemi, wiąże się z istotami nie do powstrzymania. Przynajmniej w teorii – nie do powstrzymania przez kilkoro nastolatków. Wiadomo jednak – i to od początku cyklu – że Tobiasz, Adam i Tara do zwyczajnych nie należą i na pewno stawią czoła niebezpieczeństwom bez wahania. Mogą udać się do podziemi, byle tylko ratować tych, którzy są im bliscy. Na tym filarze opierają się kolejne opowieści w serii. Bardzo ciekawie Arne Lindmo tę historię prowadzi, ma pomysł na narrację i na relacje między nastolatkami. W tej części schodzą na dalszy plan domowe problemy – psychologiczne wyzwania związane choćby na linii dzieci – rodzice tu się nie liczą, zbyt absorbuje uwagę Zira – i kłopoty, w które ona się pakuje.
To, jak zawsze, szybka powieść – ale może zaintrygować odbiorców zestawianie bogów nordyckich zasiedlających podziemne krainy – to może być pierwszy krok do zainteresowania się tradycyjnymi przekazami. Młodym odbiorcom może się spodobać i dynamika opowieści, i zderzanie codzienności z wyimaginowanym światem, ale nawet dość surowy sposób opisywania akcji.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arne Lindmo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arne Lindmo. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 sierpnia 2025
środa, 19 lutego 2025
Arne Lindmo: Trollheim. Podziemna misja
Kropka, Warszawa 2025.
Tunel
Można się opiekować młodszym rodzeństwem, kiedy rodzina musi załatwić ważne sprawy. Niewielu rzeczy Tara się boi – planuje nawet wieczór z horrorami filmowymi, żeby jeszcze podkręcić atmosferę. Ale prawdziwy horror przeżywa, kiedy na jej dom napadają trolle i zabierają ze sobą pod ziemię małego brata. Teraz już potrzebuje wsparcia przyjaciół, nawet jeśli mama kolegi uważa ją za „złe towarzystwo” i za nabuzowaną za sprawą hormonów nastolatkę, która chce od jej niewinnego syna tylko jednego. Trollheim to nie miejsce, w jakim da się spokojnie egzystować: zagrożenia czyhają na każdym kroku, nawet jeśli chce się udawać, że jest inaczej. Spokojny weekend nagle zamienia się w walkę o przetrwanie. A w tle istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo: Tara została przecież ugryziona przez wilkołaka i w każdej chwili może przejść niebezpieczną metamorfozę. W podziemnym świecie trzeba się decydować na nieoczekiwane i nieplanowane wcześniej sojusze, a wszystko pod wielką presją – jeśli coś pójdzie nie tak, bohaterowie z pewnością stracą życie. „Podziemna misja”, trzeci tom w cyklu Trollheim, to kolejna powieść akcji, nawiązująca do mitologii nordyckiej. Pojawi się tu Loki, ale znacznie więcej będzie anonimowych – to jest bezimiennych – stworzeń z wyobraźniowego świata. Drapieżne trolle nie cechują się wybitną inteligencją, za to są bardzo silne i zdeterminowane – jeśli ich przeciwnikami będą ludzie, sprawa jest z góry przesądzona. A tu przecież w szranki stają zwyczajne nastolatki. W Trollheimie nie da się ani na moment zapomnieć o istotach z mitologii, zaludniają one miasteczko w większym stopniu niż zwykli ludzie.
Podążanie za porwanym chłopcem oznacza ogromne ryzyko, ale w końcu przyjaciele są po to, żeby się wzajemnie wspierać i szukać rozwiązań w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Poza wrogiem w postaci armii trolli mają jeszcze do przezwyciężenia problem wilkołactwa Tary. Podziemia to miejsce próby charakteru, ale i umiejętności – nieprzypadkowo trójka przyjaciół od pewnego czasu ćwiczy sztuki walki i refleks. To już nastolatki zaprawione w bojach, świadome rodzaju zagrożeń i technik przydatnych w walce. Budują wzajemne zaufanie (co jest ważne choćby przy okazji ewentualnych i przyszłych przemian dziewczyny), a silne emocje prowadzą tu do zacieśniania więzi. I obok opowieści o radzeniu sobie z siłami zła w Trollheimie i znajdującym się niżej Helheimie to właśni wątek przyjaźni i polegania na sobie nawzajem staje się najbardziej istotny. Arne Lindmo całkowicie przenosi się w świat wyobraźni podlewany intertekstualiami, ucieka za to od przyziemności i zwyczajnych trosk nastolatków – nawet jeśli zarysowuje gdzieś motyw tęsknoty za ojcem czy niezrozumienia przez starsze pokolenie,to nie zaprząta to uwagi czytelników zbyt długo. Zresztą przecież chodzi tutaj o ucieczkę od normalności i o zainteresowanie odbiorców mitologią nordycką, ukazanie jej jako tworzywa wciąż żywego i atrakcyjnego zwłaszcza ze względu na dynamikę akcji. „Podziemna misja” to powieść szybka, nie zatrzyma zbyt długo na sobie młodych odbiorców – za to zapewnia mocne przeżycia i rozbudzanie ciekawości skandynawskimi opowieściami.
Tunel
Można się opiekować młodszym rodzeństwem, kiedy rodzina musi załatwić ważne sprawy. Niewielu rzeczy Tara się boi – planuje nawet wieczór z horrorami filmowymi, żeby jeszcze podkręcić atmosferę. Ale prawdziwy horror przeżywa, kiedy na jej dom napadają trolle i zabierają ze sobą pod ziemię małego brata. Teraz już potrzebuje wsparcia przyjaciół, nawet jeśli mama kolegi uważa ją za „złe towarzystwo” i za nabuzowaną za sprawą hormonów nastolatkę, która chce od jej niewinnego syna tylko jednego. Trollheim to nie miejsce, w jakim da się spokojnie egzystować: zagrożenia czyhają na każdym kroku, nawet jeśli chce się udawać, że jest inaczej. Spokojny weekend nagle zamienia się w walkę o przetrwanie. A w tle istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo: Tara została przecież ugryziona przez wilkołaka i w każdej chwili może przejść niebezpieczną metamorfozę. W podziemnym świecie trzeba się decydować na nieoczekiwane i nieplanowane wcześniej sojusze, a wszystko pod wielką presją – jeśli coś pójdzie nie tak, bohaterowie z pewnością stracą życie. „Podziemna misja”, trzeci tom w cyklu Trollheim, to kolejna powieść akcji, nawiązująca do mitologii nordyckiej. Pojawi się tu Loki, ale znacznie więcej będzie anonimowych – to jest bezimiennych – stworzeń z wyobraźniowego świata. Drapieżne trolle nie cechują się wybitną inteligencją, za to są bardzo silne i zdeterminowane – jeśli ich przeciwnikami będą ludzie, sprawa jest z góry przesądzona. A tu przecież w szranki stają zwyczajne nastolatki. W Trollheimie nie da się ani na moment zapomnieć o istotach z mitologii, zaludniają one miasteczko w większym stopniu niż zwykli ludzie.
Podążanie za porwanym chłopcem oznacza ogromne ryzyko, ale w końcu przyjaciele są po to, żeby się wzajemnie wspierać i szukać rozwiązań w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Poza wrogiem w postaci armii trolli mają jeszcze do przezwyciężenia problem wilkołactwa Tary. Podziemia to miejsce próby charakteru, ale i umiejętności – nieprzypadkowo trójka przyjaciół od pewnego czasu ćwiczy sztuki walki i refleks. To już nastolatki zaprawione w bojach, świadome rodzaju zagrożeń i technik przydatnych w walce. Budują wzajemne zaufanie (co jest ważne choćby przy okazji ewentualnych i przyszłych przemian dziewczyny), a silne emocje prowadzą tu do zacieśniania więzi. I obok opowieści o radzeniu sobie z siłami zła w Trollheimie i znajdującym się niżej Helheimie to właśni wątek przyjaźni i polegania na sobie nawzajem staje się najbardziej istotny. Arne Lindmo całkowicie przenosi się w świat wyobraźni podlewany intertekstualiami, ucieka za to od przyziemności i zwyczajnych trosk nastolatków – nawet jeśli zarysowuje gdzieś motyw tęsknoty za ojcem czy niezrozumienia przez starsze pokolenie,to nie zaprząta to uwagi czytelników zbyt długo. Zresztą przecież chodzi tutaj o ucieczkę od normalności i o zainteresowanie odbiorców mitologią nordycką, ukazanie jej jako tworzywa wciąż żywego i atrakcyjnego zwłaszcza ze względu na dynamikę akcji. „Podziemna misja” to powieść szybka, nie zatrzyma zbyt długo na sobie młodych odbiorców – za to zapewnia mocne przeżycia i rozbudzanie ciekawości skandynawskimi opowieściami.
piątek, 27 września 2024
Arne Lindmo: Trollheim. Mścicielka z Helheimu
Kropka, Warszawa 2024.
Pułapka
Kiedy świat wierzeń i legend wkracza do rzeczywistości, nigdy nie wróży to niczego dobrego. Przekonują się o tym Tara, Tobiasz i Adam – trójka nastolatków, którzy stają się dla siebie wzajemnie wsparciem w trudnych chwilach i którzy mierzą się z wyzwaniami, jakich nie znają zwykli ludzie. W Trollheim trzeba się przyzwyczaić do obecności istot z zaświatów – ale też poznawać je jak najlepiej, żeby wiedzieć, jak sobie radzić w sytuacji zagrożenia życia. A takich sytuacji będzie mnóstwo. Tym razem niespodzianki czyhają nie ze strony wielkiego i wyjątkowo złośliwego trolla – może dziać się znacznie gorzej. Najpierw ginie nauczycielka, podobno od ukąszenia wilkołaka. Później w szkole pojawia się jej zastępca i pewna nowa uczennica. I ta para dopiero ujawni swoje prawdziwe cele.
„Mścicielka z Helheimu” to kolejna powieść w cyklu Trollheim. Arne Lindmo bawi się tutaj motywami z mitologii i z podań, ale kształtuje też popkulturową sferę tak, by wciągnąć odbiorców w mocno dynamiczną i groźną fabułę. Tutaj przestaje się chronić bohaterów, przynajmniej do pewnego stopnia – coś im się w związku z tym może stać. Adam, Tara i Tobiasz trzymają się razem, ale nawet to nie zatrzyma sił zła. Zresztą nie zawsze da się wszędzie przebywać we trójkę – intrygi mogą zaskoczyć niejednego. Przyjaciele jak zwykle są skazani na siebie – nie mają ratunku z zewnątrz, muszą liczyć na własną pomysłowość i na szczęśliwe zbiegi okoliczności. Wrogowie nie cofną się przed niczym, a ponieważ to istoty spoza granicy śmierci – trudno będzie się z nimi rozprawić.
Co ciekawe, Lindmo wrzuca tym razem do opowieści także drobne domowe problemy postaci. Każdy z bohaterów potrzebuje azylu – znajdują go w opuszczonym miejscu, próbują po swojemu urządzić, żeby mieć gdzie spędzać czas. Dzieci przekonują się, że czasami trzeba wyjść z domu rodzinnego, oddalić się od przytłaczających spraw i nabrać dystansu do kolejnych zmartwień – mogą czerpać otuchę z siebie nawzajem, nawet jeśli nie wyjaśniają sobie rodzinnych sytuacji. Ale ponieważ zależy im na schronieniu, na marginesie komplikacji z istotami z zaświatów próbują stworzyć sobie namiastkę domu. Arne Lindmo przekonuje młodych czytelników, że taka ucieczka – nie naprawdę i nie ostateczna – bywa wyzwalająca i pomaga w wielu kłopotach. Oczywiście samotnia na uboczu to także otwarcie drzwi dla przybyszy z wyobraźni – tych, które w serii przybierają konkretne i namacalne wymiary i stanowią potężne zagrożenie. Jednak tych dwóch spraw Arne Lindmo raczej nie miesza, woli za to przyglądać się współpracy bohaterów w radzeniu sobie z trollami i wilkołakami. Wprowadza wątki, które będą łączyć ze sobą kolejne tomy serii – nie przynosi ważnego rozwiązania w finale, a przerzuca je na kolejną książkę, tak, żeby na pewno odbiorcy chcieli do niej zajrzeć. Są powieści z cyklu Trollheim dość krótkie i szybkie, a wrażenie to potęguje jeszcze nastawienie na akcję.
Pułapka
Kiedy świat wierzeń i legend wkracza do rzeczywistości, nigdy nie wróży to niczego dobrego. Przekonują się o tym Tara, Tobiasz i Adam – trójka nastolatków, którzy stają się dla siebie wzajemnie wsparciem w trudnych chwilach i którzy mierzą się z wyzwaniami, jakich nie znają zwykli ludzie. W Trollheim trzeba się przyzwyczaić do obecności istot z zaświatów – ale też poznawać je jak najlepiej, żeby wiedzieć, jak sobie radzić w sytuacji zagrożenia życia. A takich sytuacji będzie mnóstwo. Tym razem niespodzianki czyhają nie ze strony wielkiego i wyjątkowo złośliwego trolla – może dziać się znacznie gorzej. Najpierw ginie nauczycielka, podobno od ukąszenia wilkołaka. Później w szkole pojawia się jej zastępca i pewna nowa uczennica. I ta para dopiero ujawni swoje prawdziwe cele.
„Mścicielka z Helheimu” to kolejna powieść w cyklu Trollheim. Arne Lindmo bawi się tutaj motywami z mitologii i z podań, ale kształtuje też popkulturową sferę tak, by wciągnąć odbiorców w mocno dynamiczną i groźną fabułę. Tutaj przestaje się chronić bohaterów, przynajmniej do pewnego stopnia – coś im się w związku z tym może stać. Adam, Tara i Tobiasz trzymają się razem, ale nawet to nie zatrzyma sił zła. Zresztą nie zawsze da się wszędzie przebywać we trójkę – intrygi mogą zaskoczyć niejednego. Przyjaciele jak zwykle są skazani na siebie – nie mają ratunku z zewnątrz, muszą liczyć na własną pomysłowość i na szczęśliwe zbiegi okoliczności. Wrogowie nie cofną się przed niczym, a ponieważ to istoty spoza granicy śmierci – trudno będzie się z nimi rozprawić.
Co ciekawe, Lindmo wrzuca tym razem do opowieści także drobne domowe problemy postaci. Każdy z bohaterów potrzebuje azylu – znajdują go w opuszczonym miejscu, próbują po swojemu urządzić, żeby mieć gdzie spędzać czas. Dzieci przekonują się, że czasami trzeba wyjść z domu rodzinnego, oddalić się od przytłaczających spraw i nabrać dystansu do kolejnych zmartwień – mogą czerpać otuchę z siebie nawzajem, nawet jeśli nie wyjaśniają sobie rodzinnych sytuacji. Ale ponieważ zależy im na schronieniu, na marginesie komplikacji z istotami z zaświatów próbują stworzyć sobie namiastkę domu. Arne Lindmo przekonuje młodych czytelników, że taka ucieczka – nie naprawdę i nie ostateczna – bywa wyzwalająca i pomaga w wielu kłopotach. Oczywiście samotnia na uboczu to także otwarcie drzwi dla przybyszy z wyobraźni – tych, które w serii przybierają konkretne i namacalne wymiary i stanowią potężne zagrożenie. Jednak tych dwóch spraw Arne Lindmo raczej nie miesza, woli za to przyglądać się współpracy bohaterów w radzeniu sobie z trollami i wilkołakami. Wprowadza wątki, które będą łączyć ze sobą kolejne tomy serii – nie przynosi ważnego rozwiązania w finale, a przerzuca je na kolejną książkę, tak, żeby na pewno odbiorcy chcieli do niej zajrzeć. Są powieści z cyklu Trollheim dość krótkie i szybkie, a wrażenie to potęguje jeszcze nastawienie na akcję.
niedziela, 16 czerwca 2024
Arne Lindmo: Trollheim. Tajemnica opuszczonego domu
Kropka, Warszawa 2024.
Znikanie
Przeprowadzki nigdy nie należą do prostych, ale nie każdy trafia do miejsca owianego złą sławą. Tymczasem Trollheim – niewielkie miasteczko – znane jest z tego, że przez ostatnie stulecia zginęło tu kilkadziesiąt małych dzieci. Nie wiadomo, jak to możliwe, że nikt nie rozgryzł jeszcze tajemnicy z tym związanej i kolejni przybysze narażają swoje życie (większość – kompletnie nieświadomie). Ale czasami nie ma wyjścia, zmiana miejsca zamieszkania to jedyne możliwe i dostępne rozwiązanie. Kiedy dwunastoletni chłopiec trafia do Trollheimu nie boi się przesadnie, zresztą na początku nawet nie pamięta o niebezpieczeństwie. Błyskawicznie jednak przekonuje się, że nawet w legendach jest ziarno prawdy.
„Tajemnica opuszczonego domu” to pierwszy tom serii dla młodych odbiorców. Serii zakorzenionej w mitologii nordyckiej – i w rozmaitych ludowych wierzeniach. Troje nastolatków zaprzyjaźnia się ze sobą w dość mrocznych okolicznościach. Adam ma zawrzeć nowe znajomości i już w pierwszych chwilach może nauczyć się czegoś ciekawego od rówieśników. Problem w tym, że Tara – specjalistka od straszenia i drobnych złośliwości – po drodze do szkoły zagląda na posesję, na której stoi opuszczony i zrujnowany dom. I już stamtąd nie wychodzi. Ekspedycja ratunkowa jest konieczna, dziewczynka do tej pory nie uciekała z lekcji, a nikt z dorosłych nie będzie wiedział, gdzie jej szukać. Adam prawie jej nie zna – jednak nie może czekać z założonymi rękami, nawet jeśli bardzo się boi. W piwnicy domu mieszka bowiem prawdziwy olbrzymi troll i już za moment chłopcy przekonają się, że przechytrzenie legendarnych istot nie należy do prostych. Ale nie zawsze jest konieczne.
Tylko że przekroczenie granic między światami nigdy nie wiąże się z brakiem ryzyka. Nawet jeśli znajdą się po tej stronie sojusznicy, niebezpieczeństwo dalej istnieje – i jest coraz bardziej poważne. Uwolnienie dziewczyny to jedno, ale za chwilę rozpocznie się bitwa, do której rzucone zostaną mityczne stwory i potwory – i tu już taryfy ulgowej dla dzieci nie będzie. Arne Lindmo stawia na klasyczną w strukturze opowieść: jest przyjaźń, zagrożenie, misja ratunkowa, walki – ale to wszystko, co w większych narracjach byłoby nakreślane z rozmachem, tu zostaje skondensowane. Objętość książce nadaje duża interlinia i grafiki między drobnymi częściami: rozdziały są bardzo krótkie i zbudowane z prostych zdań, liczy się tempo opowieści – nie ma żadnych rozbudowanych opisów, pojawia się tylko minimum niezbędne do zrozumienia akcji. Młodym odbiorcom spoza kręgu mitologii nordyckiej trochę trudniej będzie wyłapać intertekstualne nawiązania (chociaż bohaterowie przynajmniej część wytłumaczą w trakcie działań). Liczy się błyskawiczna zmiana wydarzeń i nakreślanie atmosfery grozy – do całej reszty odbiorcy użyją wyobraźni. Chodzi o to, żeby zaserwować im książkę szybką i niespecjalnie męczącą – a jednocześnie nasyconą treściami. Bardziej szczegółowa okazuje się mapa miasta na wyklejce niż sama narracja – ale to wcale nie musi być wadą, zwłaszcza dla dzisiejszych czytelników. Przy okazji jest ta książka powrotem do „groźnych” opowieści dla młodych odbiorców – odczarowaniem przekonania, że nie wolno straszyć nastolatków ani dzieci historiami o potworach.
Znikanie
Przeprowadzki nigdy nie należą do prostych, ale nie każdy trafia do miejsca owianego złą sławą. Tymczasem Trollheim – niewielkie miasteczko – znane jest z tego, że przez ostatnie stulecia zginęło tu kilkadziesiąt małych dzieci. Nie wiadomo, jak to możliwe, że nikt nie rozgryzł jeszcze tajemnicy z tym związanej i kolejni przybysze narażają swoje życie (większość – kompletnie nieświadomie). Ale czasami nie ma wyjścia, zmiana miejsca zamieszkania to jedyne możliwe i dostępne rozwiązanie. Kiedy dwunastoletni chłopiec trafia do Trollheimu nie boi się przesadnie, zresztą na początku nawet nie pamięta o niebezpieczeństwie. Błyskawicznie jednak przekonuje się, że nawet w legendach jest ziarno prawdy.
„Tajemnica opuszczonego domu” to pierwszy tom serii dla młodych odbiorców. Serii zakorzenionej w mitologii nordyckiej – i w rozmaitych ludowych wierzeniach. Troje nastolatków zaprzyjaźnia się ze sobą w dość mrocznych okolicznościach. Adam ma zawrzeć nowe znajomości i już w pierwszych chwilach może nauczyć się czegoś ciekawego od rówieśników. Problem w tym, że Tara – specjalistka od straszenia i drobnych złośliwości – po drodze do szkoły zagląda na posesję, na której stoi opuszczony i zrujnowany dom. I już stamtąd nie wychodzi. Ekspedycja ratunkowa jest konieczna, dziewczynka do tej pory nie uciekała z lekcji, a nikt z dorosłych nie będzie wiedział, gdzie jej szukać. Adam prawie jej nie zna – jednak nie może czekać z założonymi rękami, nawet jeśli bardzo się boi. W piwnicy domu mieszka bowiem prawdziwy olbrzymi troll i już za moment chłopcy przekonają się, że przechytrzenie legendarnych istot nie należy do prostych. Ale nie zawsze jest konieczne.
Tylko że przekroczenie granic między światami nigdy nie wiąże się z brakiem ryzyka. Nawet jeśli znajdą się po tej stronie sojusznicy, niebezpieczeństwo dalej istnieje – i jest coraz bardziej poważne. Uwolnienie dziewczyny to jedno, ale za chwilę rozpocznie się bitwa, do której rzucone zostaną mityczne stwory i potwory – i tu już taryfy ulgowej dla dzieci nie będzie. Arne Lindmo stawia na klasyczną w strukturze opowieść: jest przyjaźń, zagrożenie, misja ratunkowa, walki – ale to wszystko, co w większych narracjach byłoby nakreślane z rozmachem, tu zostaje skondensowane. Objętość książce nadaje duża interlinia i grafiki między drobnymi częściami: rozdziały są bardzo krótkie i zbudowane z prostych zdań, liczy się tempo opowieści – nie ma żadnych rozbudowanych opisów, pojawia się tylko minimum niezbędne do zrozumienia akcji. Młodym odbiorcom spoza kręgu mitologii nordyckiej trochę trudniej będzie wyłapać intertekstualne nawiązania (chociaż bohaterowie przynajmniej część wytłumaczą w trakcie działań). Liczy się błyskawiczna zmiana wydarzeń i nakreślanie atmosfery grozy – do całej reszty odbiorcy użyją wyobraźni. Chodzi o to, żeby zaserwować im książkę szybką i niespecjalnie męczącą – a jednocześnie nasyconą treściami. Bardziej szczegółowa okazuje się mapa miasta na wyklejce niż sama narracja – ale to wcale nie musi być wadą, zwłaszcza dla dzisiejszych czytelników. Przy okazji jest ta książka powrotem do „groźnych” opowieści dla młodych odbiorców – odczarowaniem przekonania, że nie wolno straszyć nastolatków ani dzieci historiami o potworach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






