Zysk i S-ka, Poznań 2016.
Romans
Anna Dąbrowska dostarcza swoim odbiorczyniom „powieść pisaną emocjami”, bajkę, w której piękna miłość z obowiązkowym happy endem wpisana jest w fabułę i pochłania wielkie problemy codzienności. „Nakarmię cię miłością” to historia rodem z marzeń nastolatek – i tak zachowuje się też bohaterka, Laura. Zresztą nie tylko ona, skoro jej już-zaraz-ukochany, Tobiasz, myśli o tym, że okolice trzydziestki to najwyższy czas, żeby się ustatkować. O budowaniu związku z prawdziwego zdarzenia właściwie nie ma tutaj mowy, bo postacie skupiają się na rosnącym pożądaniu. Autorka operuje stereotypem niegrzecznego chłopca (który nie wierzy w romantyzm i nie chce miłości) i poszkodowanej w nieudanym związku romantyczki. Życie Laury i Tobiasza zmienia się po jednym z koncertów. On śpiewa i gra na gitarze w zespole, ona ma wykonać szalone zadania na wieczorze panieńskim przyjaciółki. Po pierwszym pocałunku nie mogą się od siebie oderwać.
W fabule tej powieści Anna Dąbrowska przygotowuje kilka „niespodzianek”: przede wszystkim zapewnia sobie dynamikę dzięki przyjaciółkom Laury – Iza przeżywa zdrady i wybuchy namiętności narzeczonego, Kaśka może iść do łóżka z każdym (a za jej zachowaniem kryje się dość ckliwa historia z przeszłości i oczywista obawa przed zranieniem). Poza tym konsekwentnie buduje wizerunek Tobiasza skrzywdzonego przez byłą partnerkę (i te demony w odpowiednim momencie zostaną wypuszczone, żeby wystawić związek na próbę). Tobiasz miał problemy z alkoholem i narkotykami, zresztą wcale z nałogami nie zerwał, ale Laurze wydaje się idealny. Autorka do opowieści dodaje kilka scenek, które mają uświadomić postaciom, że nie mogą już bez siebie żyć – i tak toczy się ta historia, właściwie od schematu do schematu, w oparciu o najbardziej oczywiste romantyczno-idealistyczne scenariusze. Jedyne, co tu narasta, to ogrom miłości wbrew wszystkiemu.
Autorka nie zajmuje się psychologią postaci. Funduje im po jednej zmianie: Laura kończy z swoim facetem, który i tak nie uszczęśliwiał jej w żaden sposób, Tobiasz kończy z egzystencją donżuana i rockandrollowca. Wystarczy miłość, na początku jeszcze mieszana z pożądaniem, żeby oboje zerwali ze starymi przyzwyczajeniami i całkowicie się zmienili. Mocno to wymuszone, a w dodatku mało przekonujące – tyle że autorka nie pracuje nad postaciami, pozwala im po prostu działać i nie wprowadza ani nieufności, ani wątpliwości. Miłość ma wygrać, zdrowego rozsądku próżno tu szukać.
Narrację prowadzą na zmianę Laura i Tobiasz. Jest to o tyle wygodne, że każde z nich ma dostęp do tej sfery informacji, do której to drugie ze względu na krótki staż związku nie zostało jeszcze dopuszczone. W efekcie czytelnicy otrzymują w miarę pełny ogląd sytuacji i wyrabiają sobie zdanie, którego bohaterowie nie mogą mieć. Ale jeśli podwojenie narracji ułatwia Annie Dąbrowskiej prowadzenie historii, ma też wadę: zaburza obraz językowy bohaterów. Autorka nie indywidualizuje stylu. O ile w przypadku Laury jest dosyć przekonująca i sprawdza się w „kobiecej” opowieści naiwnej, o tyle w przypadku Tobiasza nijak nie udaje jej się wstrzelić w męski styl. Tobiasz analizuje swoje emocje jak nastolatka, popada w egzaltację, mówi (w monologach wewnętrznych) o tym, co powinno płynąć z wniosków odbiorców, zdobywa się na niepotrzebne analizy i równie zbędne sentymenty. To kłóci się z kreacją niegrzecznego chłopca, którą autorka usiłuje przemycić w faktach z przeszłości. Jest więc „Nakarmię cię miłością” dosyć tendencyjnym romansem napisanym zgodnie z oczekiwaniami naiwnych fanek komedii romantycznych. Można przeczytać, pamiętając o schematach fabularnych i oczywistym finale – więc tylko raz.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Dąbrowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Dąbrowska. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 listopada 2016
niedziela, 25 września 2016
Anna Dąbrowska, Piotr Skrzypczak: Rzeźnik. Historia kultowego biegu
Galaktyka, Łódź 2016.
W Bieszczady
Publikacji o bieganiu jest już na rynku zatrzęsienie, a prym w nich wiedzie Galaktyka. Gorzej jest z książkami o bieganiu pisanymi przez polskich autorów. To wciąż jeszcze rzadkość, chociaż rynek należy do wyjątkowo wdzięcznych: panuje przecież moda na bieganie. Niezależnie jednak od tendencji wydawniczych (i chęci autorskich) tom „Rzeźnik” Anny Dąbrowskiej i Piotra Skrzypczaka to opowieść, w której łatwo się zakochać. Autorzy postawili na oddanie klimatu kultowego bieszczadzkiego biegu, który wziął się ze studenckiego zakładu o piwo i w ciągu kilkunastu lat zyskał rangę jednej z ważniejszych sportowych imprez dla długodystansowców, ale za cel obrali sobie również rozmowy z zaangażowanymi w Rzeźnika. Zrobili to wszystko z wyczuciem i reportażową narracją – i chociaż „Rzeźnik” to pomnik, czyta się go z niesłabnącym zachwytem, a po lekturze chce się aż dołączyć do ekipy, w dowolnym charakterze.
„Rzeźnik” (jako bieg i jako książka mu poświęcona) ma duszę – i to twórcom książki udało się przekazać bez żadnych wątpliwości. Śledzą początki biegu, kreślą sylwetki pomysłodawcy, organizatorów i kolejnych dokooptowanych ludzi, którzy zaczynają współtworzyć legendę. Nie ma tu biurokracji ani schematów postępowania, niemal każdy przypadek jest inny – i każdy ciekawy. „Rzeźnik” łączy ludzi, zapewnia poczucie wspólnoty, jakie do tej pory ze środowiskiem biegaczy powszechnie zupełnie się nie kojarzyło. Następnie Dąbrowska i Skrzypczak „przebiegają” w zwolnionym tempie z czytelnikami trasę. Każdy punkt to element historii (często tej wielkiej i burzliwej), zmiany dla lokalnej ludności, niezwykłe widoki, najdziwniejsze schroniska… Każdy punkt – i każdy fragment trasy – to inne przygody i przestrogi. Raz jest okazja do opowiedzenia o podbiegach, raz – o bieszczadzkiej zmiennej pogodzie. Zamiast ogólników – konkrety, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto przeżył wartą opowiedzenia historię.
Autorzy tego tomu zresztą na opowieściach biegaczy się koncentrują. Rezygnują z forsowania własnych zdań na temat Rzeźnika (swoje historie prezentują dopiero w krótkim posłowiu), ale chętnie posiłkują się refleksjami sportowców. Przytaczają ich uwagi i przeżycia, anegdoty czy wspomnienia, zgrabnie wplatając je w całą opowieść o biegu. Taka cytatowa układanka nieźle się tu sprawdza, podkreśla też, że to ludzie stanowią o wyjątkowości biegu. Rzeźnik się zmienia – startuje w nim coraz więcej par zawodników, pojawiają się kolejne odgałęzienia i dodatkowe imprezy. Dla Dąbrowskiej i Skrzypczaka ważny jest dawny Rzeźnik, impreza nie zawsze idealna pod względem przygotowań, ale niepowtarzalna za sprawą interpersonalnych kontaktów i ekstremalnych doznań na trasie. Klimat tego Rzeźnika najbardziej eksponują. „Rzeźnik” to również zbiór sentymentów, to wspomnienie smaku kanapek, hektolitry piwa, piosenka o biegu i wychwalanie Mirka. Po tej lekturze każdy poczuje się cząstką Rzeźnika, choćby nawet biegi były mu obojętne. Tomu nie da się nie przeżywać, liczba fanów biegu może po nim znacząco wzrosnąć – a to w literaturze sportowej rzadkość. Jak na razie nikt tak przekonująco jak Dąbrowska i Skrzypczak nie opisał biegów długodystansowych i przeżyć uczestników.
„Rzeźnik” to historia pasjonująca – i zrodzona z pasji. Zbudowana na prawach reportażu, ale i monografii. Znajomość tematu idzie tu w parze z dość dobrą narracją (jedynym mankamentem wydaje się dodawanie czasownika po każdej wypowiedzi na temat trasy), zaangażowanie przekuwa się na wciągającą także postronnych opowieść – bo nie ulega wątpliwości, że sami biegacze i znajomi z rzeźnickich tras również stanowić będą grono wiernych czytelników. „Rzeźnik. Historia kultowego biegu” jest książką, z której polskie środowisko biegowe może być naprawdę dumne. Anna Dąbrowska i Piotr Skrzypczak pozwalają lepiej poznać idee Rzeźnika, przekonać do nietypowego wysiłku i zaintrygować biegami górskimi. W „Rzeźniku” odbiorcy znajdą wystarczająco dużo informacji, żeby zacząć kibicować temu środowisku.
W Bieszczady
Publikacji o bieganiu jest już na rynku zatrzęsienie, a prym w nich wiedzie Galaktyka. Gorzej jest z książkami o bieganiu pisanymi przez polskich autorów. To wciąż jeszcze rzadkość, chociaż rynek należy do wyjątkowo wdzięcznych: panuje przecież moda na bieganie. Niezależnie jednak od tendencji wydawniczych (i chęci autorskich) tom „Rzeźnik” Anny Dąbrowskiej i Piotra Skrzypczaka to opowieść, w której łatwo się zakochać. Autorzy postawili na oddanie klimatu kultowego bieszczadzkiego biegu, który wziął się ze studenckiego zakładu o piwo i w ciągu kilkunastu lat zyskał rangę jednej z ważniejszych sportowych imprez dla długodystansowców, ale za cel obrali sobie również rozmowy z zaangażowanymi w Rzeźnika. Zrobili to wszystko z wyczuciem i reportażową narracją – i chociaż „Rzeźnik” to pomnik, czyta się go z niesłabnącym zachwytem, a po lekturze chce się aż dołączyć do ekipy, w dowolnym charakterze.
„Rzeźnik” (jako bieg i jako książka mu poświęcona) ma duszę – i to twórcom książki udało się przekazać bez żadnych wątpliwości. Śledzą początki biegu, kreślą sylwetki pomysłodawcy, organizatorów i kolejnych dokooptowanych ludzi, którzy zaczynają współtworzyć legendę. Nie ma tu biurokracji ani schematów postępowania, niemal każdy przypadek jest inny – i każdy ciekawy. „Rzeźnik” łączy ludzi, zapewnia poczucie wspólnoty, jakie do tej pory ze środowiskiem biegaczy powszechnie zupełnie się nie kojarzyło. Następnie Dąbrowska i Skrzypczak „przebiegają” w zwolnionym tempie z czytelnikami trasę. Każdy punkt to element historii (często tej wielkiej i burzliwej), zmiany dla lokalnej ludności, niezwykłe widoki, najdziwniejsze schroniska… Każdy punkt – i każdy fragment trasy – to inne przygody i przestrogi. Raz jest okazja do opowiedzenia o podbiegach, raz – o bieszczadzkiej zmiennej pogodzie. Zamiast ogólników – konkrety, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto przeżył wartą opowiedzenia historię.
Autorzy tego tomu zresztą na opowieściach biegaczy się koncentrują. Rezygnują z forsowania własnych zdań na temat Rzeźnika (swoje historie prezentują dopiero w krótkim posłowiu), ale chętnie posiłkują się refleksjami sportowców. Przytaczają ich uwagi i przeżycia, anegdoty czy wspomnienia, zgrabnie wplatając je w całą opowieść o biegu. Taka cytatowa układanka nieźle się tu sprawdza, podkreśla też, że to ludzie stanowią o wyjątkowości biegu. Rzeźnik się zmienia – startuje w nim coraz więcej par zawodników, pojawiają się kolejne odgałęzienia i dodatkowe imprezy. Dla Dąbrowskiej i Skrzypczaka ważny jest dawny Rzeźnik, impreza nie zawsze idealna pod względem przygotowań, ale niepowtarzalna za sprawą interpersonalnych kontaktów i ekstremalnych doznań na trasie. Klimat tego Rzeźnika najbardziej eksponują. „Rzeźnik” to również zbiór sentymentów, to wspomnienie smaku kanapek, hektolitry piwa, piosenka o biegu i wychwalanie Mirka. Po tej lekturze każdy poczuje się cząstką Rzeźnika, choćby nawet biegi były mu obojętne. Tomu nie da się nie przeżywać, liczba fanów biegu może po nim znacząco wzrosnąć – a to w literaturze sportowej rzadkość. Jak na razie nikt tak przekonująco jak Dąbrowska i Skrzypczak nie opisał biegów długodystansowych i przeżyć uczestników.
„Rzeźnik” to historia pasjonująca – i zrodzona z pasji. Zbudowana na prawach reportażu, ale i monografii. Znajomość tematu idzie tu w parze z dość dobrą narracją (jedynym mankamentem wydaje się dodawanie czasownika po każdej wypowiedzi na temat trasy), zaangażowanie przekuwa się na wciągającą także postronnych opowieść – bo nie ulega wątpliwości, że sami biegacze i znajomi z rzeźnickich tras również stanowić będą grono wiernych czytelników. „Rzeźnik. Historia kultowego biegu” jest książką, z której polskie środowisko biegowe może być naprawdę dumne. Anna Dąbrowska i Piotr Skrzypczak pozwalają lepiej poznać idee Rzeźnika, przekonać do nietypowego wysiłku i zaintrygować biegami górskimi. W „Rzeźniku” odbiorcy znajdą wystarczająco dużo informacji, żeby zacząć kibicować temu środowisku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






