* * * * * * O tu-czytam

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Henryk Sawka: Po bandzie

Iskry, Warszawa 2010.

Lekką kreską


Rysunki satyryczne odnoszące się do aktualnych wydarzeń zwykle żyją znacznie krócej niż czysto tekstowe dowcipy polityczne. Nie mogą przetrwać w świadomości odbiorców, bo nie ma ich jak powtarzać. Z rzadka też trafiają do publikacji książkowych, przypominają zwykle efemeryczne zaangażowane felietony i bez znajomości społeczno-politycznego kontekstu trudne są do odszyfrowania po jakimś czasie. Zdarzają się jednak autorzy, którzy potrafią z jednostkowego wydarzenia wypracować bardziej ogólny i interesujący komentarz. Do rysowników, którzy lubią satyrę polityczną i wyspecjalizowali się w tej dziedzinie, należy bez wątpienia Henryk Sawka. Jego najnowszy album „Po bandzie” wydały właśnie Iskry.

Już od pierwszych stron i pierwszych prac widać, czym Henryk Sawka próbuje odbiorcom zaimponować. Przede wszystkim jest to zabawa słowem – niezbyt częsta w przypadku rysunków satyrycznych – oraz silne zakorzenienie pomysłów w politycznej rzeczywistości. Obrazki tworzone przez Sawkę nie budują przeważnie samodzielnych historii, są raczej przedstawieniem konsekwencji pewnych decyzji czy wydarzeń politycznych. Wariacje na wybrane tematy wymagają zatem od odbiorców wiedzy o doniesieniach z pierwszych stron gazet, a podczas przeglądania tomu i umiejętności kojarzenia faktów z ocenami Sawki. Dziś nie będzie to specjalnie duże wyzwanie, w przyszłości zapewne „Po bandzie” zatraci swój komiczny charakter – ale to przecież naturalne w przypadku satyry politycznej.

W albumie Henryka Sawki pojawiają się rządzący – najczęściej Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński, powracają też kontrowersyjne (lub po prostu wywołujące społeczny rezonans) tematy – zapłodnienie in vitro, feminizm, antysemityzm, homofobia, afera hazardowa, dopalacze. Sporo miejsca w tomie „Po bandzie”, zresztą zgodnie z tytułem, zajmują rysunki poświęcone kwestiom religii – a dokładniej – wypaczeń i fanatycznych odłamów chrześcijaństwa. Sawka proponuje czasem rysunki ostre i prowokacyjne – wybiera satyrę kąśliwą i bezkompromisową – należy zatem pamiętać podczas oglądania albumu o prawach, jakimi rządzi się agitacyjna satyra polityczna.

Henryk Sawka łączy wyraziste pomysły z szybką, na pozór niestaranną kreską. W jego rysunkach liczy się przede wszystkim myśl przewodnia, dowcip powiązany z pozaliteracką rzeczywistością – wykonanie teoretycznie schodzi na dalszy plan. Teoretycznie, bo wystarczy sprawdzić, jak kilkoma kreskami potrafi Sawka naszkicować twarze znanych polityków. Zarzucanie szczegółów i dynamiczne rysunki pozwalają na podkreślanie pewnej drapieżności, charakterystycznej dla twórczości zaangażowanej. Sawka prezentuje więc także agresywny styl rysowania, nie ma u niego miejsca na zachowawczość – istotne jest za to tempo komentowania codzienności, zwłaszcza że czasem mamy do czynienia z zestawami obrazków na jeden temat – odrzuconymi lub po prostu unaoczniającymi różne spojrzenia na wybrane zagadnienie. Co ciekawe, Sawka nie proponuje różnych wariacji jednego pomysłu – konkretne motywy naświetla z różnych stron, nie powtarza się i nie zanudza odbiorców znanymi schematami. Alosza Awdiejew w nocie okładkowej zwraca uwagę na oczyszczającą ironię i satyrę bijącą z tych rysunków – faktycznie Henryk Sawka wykorzystuje żart jako wentyl bezpieczeństwa, śmieje się z wad polityków i zwykłych obywateli, wybiera złośliwość, wytyka błędy, wskazuje, co trzeba naprawić – zatem jego szyderczy śmiech podszyty jest głęboką troską o losy społeczeństwa.

Rysunki satyryczne w prasie są zwykle tylko dodatkiem do tekstów, szybko się o nich zapomina. Zgromadzone w pięknie wydanym albumie będą dłużej cieszyć. Warto po tom „Po bandzie” sięgnąć – zapewni on bowiem sporo rozrywki odbiorcom. Henryk Sawka nie zawodzi.


1 komentarz:

  1. Anonimowy29/1/11 22:30

    Po ludzku-życzę panu Sawce dalszych sukcesów,choć mam już trochę dosyć tego rysownika w mediach.
    Prawie we wszystkich gazetach,które czytam wyskakuje mi jego rysunek i niestety bardzo rzadko jest on wysokich lotów.Oj chałturzy ten pan,chałturzy.A wydawcy?Cóż,kierują się NAZWISKIEM.Tak tylko można wytłumaczyć jego powodzenie.Gdzież mu do Raczkowskiego albo Mleczki!Lata świetlne!

    OdpowiedzUsuń

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com