* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soy Luna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soy Luna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 stycznia 2017

Soy Luna. Zaczyna się podróż

Egmont, Warszawa 2016.

Przeprowadzka

Luna podejmuje ważną życiową decyzję. Przeprowadza się z przybranymi rodzicami z Meksyku do Argentyny (gdyby nie wyraziła na to zgody, rodzina zostałaby w Meksyku, ale to oznaczało między innymi problemy dorosłych z pracą). Na miejscu okazuje się, że córka pracodawców, Ambar, to nastolatka wyjątkowo złośliwa. Od początku źle odnosi się do Luny i próbuje jej dokuczyć na różne sposoby. Tych jest niemało: Luna ma problemy z nauką, a chce realizować swoje marzenie o jeździe na wrotkach. Przyjeżdża do niej z Meksyku Simon, najlepszy przyjaciel, którego trzeba gdzieś w tajemnicy przed domownikami przenocować. Ponadto chłopak Ambar najwyraźniej chce poderwać Lunę. To wszystko składa się na akcję w „Zaczyna się podróż”. W tle przewija się motyw biologicznych rodziców Luny czy komentarzy tajemniczej Felicity, która w internecie daje nastolatkom sporo do myślenia.

„Soy Luna. Zaczyna się podróż” to tomik objętościowo dosyć niewielki. Bohaterka – w przeważającej części – sama prowadzi narrację, dając odbiorcom szansę uczestniczenia w swojej niezwykłej codzienności. Odwołuje się do tematów, które sporo młodych ludzi zna – na własnej skórze sprawdza, jak to jest być nowym w szkole, sprawdza też różnice między przyjaźnią i miłością. Nie zamierza rozbijać związków Ambar, ale nie wie też, jak reagować na zaloty jej chłopaka. Dobrze, że zawsze może liczyć na Simona, który z każdych tarapatów znajdzie wyjście. Gdyby Luna została sama, mogłaby się poddać czy załamać. Ale otaczają ją ludzie życzliwi i wyrozumiali, a z takim wsparciem bohaterka poradzi sobie nawet z intrygami Ambar, jedynego czarnego charakteru w tym tomiku.

Zadziwia w opowieści dojrzałość bohaterki. Luna jest nastolatką i mogłaby się buntować przeciwko rozmaitym nakazom i zakazom – tymczasem dziewczyna nie chce sprawiać problemów rodzicom. Przy przeprowadzce bierze pod uwagę przede wszystkim ich dobro, kiedy dostaje złe oceny z testów i grozi jej egzamin poprawkowy, sama wie, że będzie musiała zrezygnować z ukochanych wrotek – nie czeka nawet, aż taką karę wyznaczą jej dorośli. Jest w tym pewna zdrada. Podobnie zresztą jak w relacji z Matteo – dziewczyna nie reaguje jak typowa nastolatka na zaczepki przystojniaka, chociaż właściwie jedynym powodem utrzymywania dystansu jest świadomość, że to chłopak niemiłej Ambar. Trudno uwierzyć, by pozostał Lunie obojętny – ale ta bohaterka ma być bez skazy, a to oznacza przejście do kilku nieprawdziwości.

W „Zaczyna się podróż” wszystko stopniowo znajduje swoje miejsce. Luna nie walczy z losem, parę razy zresztą gdyby nie pomoc przyjaciół, pozostawiałaby sprawy swojemu biegowi, godząc się na pozycję przegranej. Wiadomo, że wszystko zmierzać będzie ku szczęśliwemu finałowi, bohaterka pokazuje, że opłaca się być miłą i życzliwą dla innych. Nie rezygnuje przy tym z siebie – łączy przyjemność z pracą zarobkową, udowadniając, że można robić to, co się kocha, bez względu na okoliczności. Nawet ataki Ambar bezpośrednio jej nie dotykają – to, co zwykle w lekturach pop przyprawia o wielkie afery, tutaj łagodnieje i jedynie napędza akcję. Luna będzie dla młodszych nastolatek materiałem na idolkę – ale to bohaterka trochę zbyt grzeczna i spokojna, przynajmniej w tej części. „Zaczyna się podróż” to cenna lekcja dla małych czytelników – i sposób przeniesienia serialu młodzieżowego do książek. Luna jest postacią, która połączy wielki świat ze zwykłymi doświadczeniami nastolatek.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Soy Luna. Za kulisami

Egmont, Warszawa 2016.

Reklama

„Soy Luna” to kolejny disneyowski serial dla dzieci, który wypuszcza na rynek serię książek-gadżetów, a właściwie nie tyle książek co zeszytów, kojarzących się najbardziej z młodzieżowymi kolorowymi pisemkami. „Za kulisami” to wydawniczy prezent dla fanów. W środku znajduje się dwustronny wielkoformatowy plakat z filmowymi bohaterami, drugą rozkładówkę zapewnia zestaw naklejek z kadrami z serialu. To wskazuje na grupę odbiorców cyklu: fani „Soy Luna” to raczej dzieci lub młodsze nastolatki, odbiorcy, którzy jeszcze lubią kolekcjonować naklejki i cieszą się z możliwości zyskania tego typu gadżetów – bo dzięki nim mogą manifestować swój związek z produkcją. Migawki serialowe na zdjęciach uzupełniane są naklejkami pomagającymi wyrażać emocje, młodzieżowymi wykrzyknieniami, znaczkami czy emotikonami. To prezent przedłużający zabawę: przynajmniej w grupie docelowej.

Ale gadżety i upominki dla fanów to nie wszystko, co do zaoferowania ma serial „Za kulisami”. Autorzy cyklu postanowili bowiem zaprezentować postacie znane z serialu przez pryzmat odgrywających je aktorów. Tutaj duże fotosy to podstawa (a ponieważ tomiki są wielkoformatowe, można je traktować jak miniplakaty). Zdjęcie kolejnej gwiazdy uzupełniane jest o nazwisko aktora i dane personalne z serialu. Do tego dochodzą krótki ei wpasowywane graficznie w wolne miejsca drobne wypowiedzi na temat pracy nad sobą, pewności siebie czy egzystencji wśród rówieśników. Bohaterowie serialu, którzy zdążyli się w młodym pokoleniu stać pod pewnym względem autorytetami, funkcjonują prawie jak autorzy porad w rubrykach psychologicznych kolorowych pisemek. Przywołują proste wskazówki i prezentują jako swoje życiowe motto lub wartą zapamiętania uwagę. Tak spersonalizowane komentarze na pewno łatwiej będzie odbiorcom zapamiętać i wykorzystywać w codzienności. Nawet jeśli przemyślenia wywodzą się wprost z roli – pomagają odbiorcom. Czasem chodzi po prostu o to, żeby lepiej przedstawić konkretną postać, innym razem – by zaspokoić ciekawość fanów w kwestii pracy przed kamerami. Młodzi aktorzy chcą pozostać naturalni i sympatyczni, czasem nawet z lekka nieśmiali: akcentują swoje „ludzkie” cechy, żeby zdobyć zaufanie odbiorców. „Za kulisami” to dla nich okazja do zareklamowania się – którą dobrze wykorzystują. Wyimki z wywiadów zostały dobrane celnie. U dorosłych podobna strategia zaostrzyłaby raczej apetyty, ale u dzieci, które i tak nie przepadają za czytaniem, taka esencja całkiem nieźle się sprawdzi.

„Za kulisami” to cykl towarzyszący serialowi „Soy Luna”. Młodzi widzowie otrzymają tu więc także zestaw anegdot z planu, historyjek z pierwszej ręki, bo przedstawianych przez aktorów. Wprawdzie nie ma tu konkretów i jednostkowych sytuacji, ale dzieci i tak będą uszczęśliwione. Dzięki „lekturze”, a bardziej nawet dzięki zestawowi zdjęć, poczują, że mogą być bliżej odtwórców ról z „Soy Luna”. Tak przygotowany cykl jest również obliczony na zdobywanie nowych widzów serialu – w krótkich wypowiedziach aktorzy zdradzają tylko tyle, ile potrzeba do zaostrzenia apetytów i wzbudzenia ciekawości. Subtelne nawiązania do fabuły i do relacji między postaciami to dobra zachęta do oglądania przeboju. Te gadżetowe publikacje (bo jest ich kilka, różnią się jednak tylko bohaterami, mają wspólny tytuł) podtrzymują modę na telewizyjną produkcję, lub nawet ją kreują, budują wizerunek marki i zapewniają kontakt z fanami. Produkcje spod szyldu Disney Channel coraz częściej wykorzystują taką drogę promocji, by jak najbardziej rozszerzyć zasięg działania i by przekonać do siebie widzów młodego pokolenia.