* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francesc Miralles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francesc Miralles. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 stycznia 2024

Alex Rovira, Francesc Miralles: Opowieści dla dzieci, które chcą być odważne

To tamto, Czarna Owca, Warszawa 2023.

Pouczenia

Trzecia książka z opowiadaniami dla dzieci - "Opowieści dla dzieci, które chcą być odważne" - to znowu zestaw historyjek nastawionych na morał i analiz, tak, żeby odbiorcy wiedzieli, jakie wnioski trzeba wyciągnąć z przedstawionych relacji. Alex Rovira i Francesc Miralles przyznają się do tego, że szukają inspiracji u różnych artystów - sięgają po narracje, które funkcjonują w dorosłej przestrzeni popfilozoficznej lub po prostu - w literaturze dla mas, nie dokonują żadnej selekcji - Antoine de Saint Exupery występuje tu obok Paula Coelho i nikomu raczej nie będzie to przeszkadzać, poeci, filozofowie, twórcy z różnych dziedzin mogą tu zaistnieć, pod warunkiem, że ich przesłania trafiają akurat w przeznaczenie tomiku. "Opowieści dla dzieci, które chcą być odważne" to zestaw prostych scenek nastawionych na pouczanie. Bohaterowie są tu prezentowani w sytuacjach, które już na pierwszy rzut oka wydają się oczywiste - nie chodzi o budowanie fabuł ani o zapoznawanie odbiorców z bohaterami - to opowiadania z tezą, wyraźną i dominującą. W narracjach nie dzieje się zatem wiele, chodzi wyłącznie o nakreślanie znaczenia konkretnych postaw. Jak wzbudzić w sobie odwagę, jak się nie poddawać, jak uruchamiać kreatywność do pokonywania problemów, jak przekuwać wady na zalety - ale też, do czego potrzebne są przeciwności losu. Każda historia to właśnie krążenie wokół ogólnego "dużego" tematu, abstrakcyjnego - ale chodzi o to, żeby dzieciom uświadamiać znaczenie kolejnych cech charakteru lub umiejętności przydatnych w budowaniu pewności siebie. Nie liczy się kształtowanie tekstów (dorośli, jeśli będą czytać swoim pociechom, w wielu opowiadaniach rozpoznają obiegowe historie), nikt nie dba tu o rozwijanie literackości i narracji - tu ważne jest wyłącznie prawienie morałów. Od czasu do czasu gdzieś przewija się forma bajki lub baśni - sceneria czy egzotyczni bohaterowie to wabik na odbiorców - ale tradycyjnych baśni tu wcale nie będzie, nikomu na tym nie zależy.

Żeby jednak nie zostawiać dzieci z puentami mówiącymi, jak żyć, autorzy decydują się na dodanie jeszcze komentarza poza opowiadaniem. Nie ufają do końca w moc przesłania (chociaż właściwie to jedyne, co definiuje historię), ale poza tym muszą przecież przyznać się do inspiracji. Naświetlają autorstwo pomysłu albo wręcz pochodzenie całej opowieści (którą na potrzeby tomiku przerobili) - żeby uniknąć oskarżeń o plagiat. Jest to wskazówka dla czytelników - jeśli akurat mieliby ochotę dowiedzieć się czegoś więcej lub sięgnąć do źródła relacji (to raczej do zainspirowanych dorosłych). Ale jest to też próba dodatkowego zaznaczenia, co w historii jest ważne - przypomnienia morału, utrwalenia go w odbiorcach. Każde opowiadanie jest o czymś innym, tytułowa odwaga jako wyznacznik tomiku jest tu celem - ale nie w poszczególnych obrazkach. Liczą się raczej sposoby na zyskanie świadomości własnych umiejętności, budowanie kreatywności i pewności siebie - które w konsekwencji zapewnią odwagę w działaniu. W związku z tym można uznać tomik za prowadzący do samorozwoju.

środa, 23 grudnia 2020

Alex Rovira, Francesc Miralles: Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie

Czarna Owca, Warszawa 2020.

Lekcje

"Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie. 35 historii o tym, jak pielęgnować poczucie własnej wartości" to jedna z książeczek z misją - ale całkiem nieźle zrealizowanych. Alex Rovira oraz Francesc Miralles postawili na drobne fabułki lub scenki do przemyślenia przez dzieci. Nawiązują również do tradycji czytania z dziećmi przed snem - ta książka bardzo dobrze się do tego nadaje, chociaż służy raczej podsunięciu tematów do rozmów i samodzielnych rozważań. Każda z historyjek prezentuje wybraną postać - bohatera często o nieoczekiwanym rodowodzie - anonimowego z perspektywy dzieci, wywodzącego się z różnych legend czy filozoficznych przypowiastek. Każdy bohater ma swój specyficzny sposób zachowywania się, ma też ważny przekaz dla odbiorców. ale to, co wynika z jego przygody, pojawi się dopiero na końcu. Raczej trudno będzie czytelnikom przewidzieć rozwiązanie - i dobrze, bo na zaskoczeniu wynikającym z puenty opiera się w sporej części mnemotechnika. Autorom chodzi o to, żeby dzieci przetrawiły podaną im informację i żeby nauczyły się wykorzystywać przeciwności losu jako punkt wyjścia do samodoskonalenia. Co więcej, na tak przygotowanej lekturze również dorośli mogą ćwiczyć optymizm czy samorozwój. Owszem, motywy bywają naiwne lub nieprzystające do dzisiejszej rzeczywistości - ale wprowadzają najmłodszych w świat wartości. "Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie" to publikacja z morałem - a nawet z całym zestawem morałów. Alex Rovira i Francesc Miralles wybierają scenki uniwersalne, takie, które się nie zestarzeją. Nawiązują do motywów z wierzeń i baśni, opowieści, które inspirowały różnych twórców. Szukają tematów, które sprawią, że ludziom będzie się żyło lepiej. Pokazują, jak przekuć wady w pozytywy, przekonują, że w każdej sytuacji można znaleźć najlepsze dla siebie i dla innych wyjście. Jest tu bardzo dużo przydatnych podpowiedzi, chwil, które można przełożyć na rzeczywistość. I dzieci faktycznie mogą skorzystać z tak przygotowanej lektury: przyjrzeć się dylematom postaci, zastanowić nad ich potrzebami oraz rozwiązaniami, które mogłyby wprowadzić w czyn. Taki trening wydaje się niezbędny - przydatny również czytelnikom.

Chociaż same miniutworki są przejrzyste i dobrze objaśniają dzieciom, jak najlepiej postępować i jak wychodzić z opresji, pojawia się jeszcze po każdym tekście opowieść pedagogiczna. "Przemyśl to" to fragment kierowany bezpośrednio do małego odbiorcy - tak, żeby nikt nie przeoczył najważniejszych przesłań. To już typowe psychologiczne pouczenia, jednoznaczne wskazówki wyznaczające krąg refleksji. Dla dzieci z pewnością mniej atrakcyjne niż lektura - ale jeśli bierze się pod uwagę maluchy, które czytają samodzielnie - może im się przydać taki przewodnik, zastępujący komentarze rodziców. "Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie" to książka, która nie nadaje się raczej do rozrywkowej lektury, jednak przynosi sporo ważnych opowieści. Każda relacja dotyczy tu innego problemu z codzienności - nie są to wydumane zmartwienia, a sytuacje, z którymi kilkulatki muszą się mierzyć. Alex Rovira i Francesc Miralles starają się przejrzyście naświetlić tematy warte uwagi i nauczyć dzieci wrażliwości, empatii oraz pewności siebie. To książka, która wyczula na innych i wskazuje sposoby postępowania w różnych sytuacjach. Przydaje się, kiedy dziecko nie potrafi pozbyć się nieśmiałości albo kiedy trudno mu porozumiewać się z innymi. Czasami może zastąpić skomplikowane wyjaśnienia.

niedziela, 30 grudnia 2018

Hector Garcia, Francesc Miralles: Ichigo ichie. Japońska sztuka przeżywania niezapomnianych chwil

Muza SA, Warszawa 2018.

O chwili

Umiejętność doceniania każdej bieżącej chwili i dostrzegania w doświadczeniach materiału do radości została obudowana kolejnymi definicjami i zaprezentowana jako japońska filozofia życiowa. To nic, że „carpe diem” trochę czasu już istnieje – moda na ichigo ichie zaczyna zdobywać rynek. Ludzie dzisiaj potrzebują prostych podpowiedzi działania – a jeśli do tego dołoży się im wskazanie trendu, na pewno zechcą wcielić w życie zasady czerpania radości z drobnych wydarzeń. Nikomu to nie zaszkodzi, a tom „Ichigo ichie” napisany jest w taki sposób, by przyciągnąć uwagę masowej publiczności. Może okazać się efemerydą. Nie zmusza do myślenia ani do analizowania porad i podpowiedzi, autorzy pozostają przy wskazówkach powierzchownych, w sam raz do tego, by zaszczepić czytelnikom metody postępowania, ale jednocześnie zwolnić ich od wysiłku. Zasadę ichigo ichie dałoby się streścić w kilku słowach – ale musi zostać rozdmuchana do rozmiarów książki (niewielkiej wprawdzie, ale jednak…). To widać już w samej konstrukcji – autorzy starają się budować cały system zachowań, szukać przykładów i momentów zastosowania hasła. Kiedy będzie ono świadome, zacznie się wiązać albo z technikami uważności, albo – samorozwoju. Pozwoli skoncentrować się na czerpaniu radości z tu i teraz, docenić każdą chwilę życia – a przynajmniej w każdej dostrzec coś wartościowego. Spotkanie z dawno niewidzianym znajomym, ale i ładny widok – coś, co stanie się miłym wspomnieniem – wszystko mieści się w idei ichigo ichie. Tak naprawdę zasada carpe diem zostaje tu ubrana w nową otoczkę z kolejnego „egzotycznego” pojęcia, zamieniona w coś modnego i zdrowego. To publikacja dla wszystkich tych, którzy potrzebują prostych porad, wręcz oczywistości zamienionych na quasi-filozofię życiową. Jeżeli Hector Garcia i Francesc Miralles wpłyną na obniżenie poziomu stresu w społeczeństwie – pozostanie tylko się cieszyć. Poszukiwania podpowiedzi w ramach egzystencjalnych pytań to przecież domena szerokich grup odbiorców. Ci natomiast nie potrzebują tekstu o wysokim stopniu skomplikowania: banalne wskazówki to jedyna akceptowalna forma narracji. I świadomi tych rynkowych wymogów autorzy uciekają od strukturalistycznego podejścia i konkretów. Wolą rozdrabniać się w wywodach na luźne tematy, analizować w nieskończoność rzekome przypadki z życia – zasady stosowania tytułowego hasła, okoliczności, które da się nim podsumować. Przeplatają to poradami, zwrotami bezpośrednio do odbiorców – tak, żeby każdy pozbył się wątpliwości. Ichigo ichie ma działać – wyjść poza kontekst kulturowy i stać się bazą pozytywnych zmian w życiu. Jak każda moda – może nadać impuls do działania.

Garcia i Miralles chcą nauczyć czytelników optymizmu i umiejętności cieszenia się każdą chwilą. Podpowiadają, jak to zrobić w miarę bez wysiłku, niewielkim kosztem. Zmiana potem może być kolosalna. „Ichigo ichie” to książka, która zwalnia z wymyślania sobie własnej drogi. Trafi do fanów mód i trendów, przekona tych wszystkich ludzi, którzy podążają za nośnymi hasłami. Autorzy radzą sobie z przekonaniem do siebie mas, ich publikacja – nieskomplikowana i na dłuższą metę raczej naiwna – ale przystosowana do potrzeb rynkowych – nie stanie się hitem, ale wpasuje w rytm znajdowania „cudownych” rozwiązań na życie. Może w związku z tym nawet odnieść pewien sukces. Idea slow life zostaje tu sprowadzona do drobnego kroku, zmiany nastawienia do codziennych wydarzeń. I to wystarczy.

czwartek, 14 października 2010

Francesc Miralles: Miłość przez małe m

WNK, Warszawa 2010.

Baśń o poszukiwaniu szczęścia

„Większość studentów filologii nie lubi myśleć samodzielnie, woli znajdować gotowe odpowiedzi w książkach” – spostrzega Samuel, wykładowca uniwersytecki. Spostrzega celnie, chociaż nie zauważa, że sam wpada w podobną pułapkę: relacjonuje swoje życie, raz po raz odwołując się do wielkich dzieł literatury. Odwołania te przybierają najprostszą formę: bohater przypominając o jakimś utworze, streszcza go w kilku zdaniach i niespecjalnie doszukuje się analogii pomiędzy losami swoimi a omawianej postaci. Taki pomysł na kreację Samuela miał Francesc Miralles – i tak naprawdę nietrudno ów pomysł zaakceptować, książka ma wszelkie znamiona czytadła, powieści rozrywkowej – zatem utrudnianie czytelnikom lektury przez sieć nierozwikłanych intertekstualiów mijałoby się z zamierzeniami autora i niepotrzebnie przydawałoby ciężaru historii naiwnej.

Naiwnej, bo Samuel to samotny trzydziestosiedmiolatek, który w zakamarkach pamięci przechowuje pocałunek motyla, jakim obdarzyła go pewna dziewczynka, Gabriela – gdy Samuel miał zaledwie kilka lat. Wspomnienie tej niezwykłej chwili odżywa, kiedy dorosły Samuel przypadkiem spotyka na ulicy Gabrielę i pragnie zdobyć jej serce, choć ona nie kwapi się do tego, by odpowiedzieć wzajemnością na jego uczucie. Historia to infantylna i mocno naciągana – ale na potrzeby czytadła można ją przyjąć. Zwłaszcza że siłą sprawczą akcji okazuje się mały sprytny kot, który pewnego dnia po prostu wprowadza się do mieszkania Samuela i pozwala bohaterowi otworzyć się na ludzi. Nagle w otoczeniu Samuela pojawiają się postacie ekscentryczne i tajemnicze, a przy tym barwne i oryginalne – i nadają zwykłej egzystencji Samuela nowy sens. A kot? Kot po prostu jest, pojawia się od czasu do czasu w tle i przypomina o swoim istnieniu, lecz nie manifestuje Samuel jego bycia nachalnie. Ten, kto oczekuje kociej opowieści, może być rozczarowany, w „Miłości przez małe m” kot katalizator akcji jest sprytnie schowany.

„Ciesz się małymi rzeczami, bo może któregoś dnia obejrzysz się za siebie i zdasz sobie sprawę, że były to rzeczy wielkie” – to idealnie dobrane do historii Samuela motto. Cała książka składa się z opowieści o drobiazgach, które w ostatecznej analizie urastają do rangi spraw najistotniejszych w życiu każdego człowieka. W egzystencji Samuela dochodzi do metamorfozy: to, czemu bohater do chwili spotkania kota poświęcał uwagę, nagle przestaje być ważne – a to, co Samuel traktował jako niewarte zastanowienia błahostki, wypełnia całe jego życie, które zdecydowanie nabiera kolorów. W książce tej liczy się nie tyle powierzchniowa fabuła poświęcona próbie zdobycia serca miłości z dzieciństwa – ale właśnie przesłanie o poszukiwaniu własnego szczęścia. Mirallesa trzeba czytać jak baśń, inaczej prostota przekazu przysłoni głębię treści.

Książkę „Miłość przez małe m” można czytać szybko, nie przywiązując się zbytnio do bohatera i jego małych codziennych trosk (trudno za wielkie kwestie uzna próbę zaszczepienia kota, przygotowanie się do zajęć czy nieudane spotkanie) – można też rozsmakowywać się w każdym z krótkich rozdziałów i śledzić przytaczane przez autora ciekawostki z wielkich dzieł. Dla zwykłych odbiorców – a z takich przede wszystkim będą się rekrutować czytelnicy „Miłości” – opowieść Mirallesa może okazać się pełna literackich smaczków i powodów do zadumy. Może też być zwyczajną powieścią rozrywkową, która specjalnie nie angażuje emocji ani umysłu. Najwygodniej jednak chyba czytać „Miłość przez małe m” jak baśń o poszukiwaniu szczęścia – wtedy wszystkie kompromisy i schematy odnajdą swój sens, a powieść dostarczy nieco przyjemności.