* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

poniedziałek, 11 maja 2026

Helena Dixon: Zbrodnia w rezydencji

Mando, Kraków 2026.

Formuła

W cyklu Tajemnice panny Underhay pojawia się kolejna książka, „Zbrodnia w rezydencji” i Helena Dixon dwoi się i troi, żeby swoim czytelnikom zapewnić rozrywkę w starym stylu. To kryminał, w którym liczą się konwenanse i społeczne umowy, a nie szczerość jako taka, chociaż główna bohaterka, Kitty Underhay, odrobinę się z tych schematów wyłamuje. Kitty zresztą ma w życiu szczęście do zbrodni – dopiero co udało się rozwiązać jedną zagadkę, a już czai się kolejna. I to w miejscu, w którym bohaterka ma odpocząć od morderstw. Helena Dixon przenosi akcję do lat 30. XX wieku i do wyższych sfer – takich, w których nie można sobie pozwolić na przypadek w relacjach towarzyskich. I Kitty jest świadoma wszelkich ograniczeń płynących właśnie z zasad grzeczności i obowiązków wobec krewnych. Chce jednak poznać rodzinę ojca, a kiedy przychodzi oficjalne zaproszenie – to jest ono poprzedzone entuzjastyczną zachętą ze strony kuzynki. Dlatego też Kitty ostatecznie decyduje się na wyprawę, nawet jeśli oznacza to, że musi zabrać ze sobą pokojówkę (nie liczy się, że nie jest jej potrzebna: sytuacja wymaga, żeby panna nie podróżowała samotnie). Alice ma głowę na karku i dojście do służby – z racji swojego zawodu – a to oznacza, że będzie mogła zyskać informacje, które inaczej Kitty by ominęły. Jest jeszcze kapitan Matt Bryant. Tylko przyjaciel, zresztą – sporo od Kitty starszy. A jednak – towarzysz kolejnych kryminalnych zagadek, mężczyzna, który ma swój urok i który dba o bezpieczeństwo Kitty bardziej niż gdyby była zwyczajną znajomą. Taki dyskretny ślad potencjalnego romansu na horyzoncie dobrze zrobi czytelnikom, którzy w pewnym momencie mogą być znużeni fabułą. Bo oto Kitty pojawia się w domu wujostwa i trafia na pierwsze zwłoki, chwilę później ginie niania – kobieta, której nikt nie życzył źle, a do tego znikają tajne dokumenty trzymane w sejfie. I na tym nie koniec zbrodni. Najgorsze, że jeśli nie uda się schwytać mordercy, ktoś jeszcze może stracić życie, a wiele wskazuje na to, że zbrodniarz pozostaje w bliskim kręgu domowników, jeśli nie rekrutuje się spośród nich. I tak autorka każe swojej bohaterce uważnie obserwować i wyciągać wnioski, a o beztroskiej zabawie nie może być mowy – chyba że Kitty akurat znajdzie chwilę na esencjonalne rozmowy z Mattem. Dobrze mieć zaufanego człowieka wśród śledczych, gorzej, jeśli ten zaufany człowiek posługuje się takimi samymi stereotypami jak wszyscy inni.

„Zbrodnia w rezydencji” to kryminał retro, urzekający czytelników prostotą w konstrukcji świata przedstawionego i w samym prowadzeniu opowieści. Nie ma tu ani nadmiernego budowania grozy, ani wygładzania przestępstw, liczy się dobra zabawa odbiorców nastawionych na prostą i ciekawą detektywistyczną lekturę. Zwłaszcza ci, którzy nie przepadają za nadmiernie realistycznymi historiami, tu mogą cieszyć się ze śledzenia akcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz