Znak, Kraków 2024.
Udawanie
Pani Touchet prowadzi dom znanego pisarza, pana Ainswortha, ale to jej egzystencja może bardziej nadawać się na materiał powieści. Pani Touchet bowiem wyprzedza swoje czasy pod względem obyczajowości i otwartości na wyzwania. Sekrety jej egzystencji mogłyby zainspirować niejednego. W „Oszustwie” Zadie Smith skupia się właśnie na grze pozorów i na poszukiwaniu możliwości realizacji śmiałych planów w epoce, która wyjątkowo nie sprzyja odwadze, zwłaszcza kobiet. Zadie Smith raz zajmuje się doznaniami pani Touchet, która nie widzi powodu, żeby się umartwiać – raz przygląda się życiu literackiemu. Pojawi się tu między innymi Dickens – jako autor obiecujący, ale niekoniecznie jeszcze znany. W ujęciu znajomych funkcjonuje zupełnie inaczej niż w oczach odbiorców z perspektywy czasu. Ale podstawą tej opowieści są zwyczajne i codzienne relacje, autorka pokazuje, co ewentualnie może zaangażować znudzonych bohaterów (udział w procesie sądowym to źródło ekscytacji i silniejszych emocji, podobnie jak literackie kolacje – możliwość nawiązania kontaktu z ludźmi pióra). W grze pozorów najbardziej liczy się bowiem to, co monotonne i powtarzalne. Bohaterowie zajmują się zatem utrzymywaniem innych w przekonaniu, że dokładnie realizują oczekiwania i wymogi epoki, nie wychodzą poza konwenanse i unikają ryzyka. Rzeczywistość jest naturalnie bardziej barwna – i Zadie Smith zagląda pod skórę historii, żeby rozszyfrować właściwe intencje postaci.
„Oszustwo” to powieść złożona z kolejnych „tomów” – części książki podzielone na bardzo drobne rozdziały są jednak spowalniane przez sposób prowadzenia narracji. Zadie Smith odwołuje się do rozmaitych językowych eksperymentów imitujących gwarę czy język niewykształconych ludzi, odnosi się też do ważnych społecznie tematów (między innymi pojawia się tu kwestia niewolnictwa). Retardacja w rozdziałach pomaga w zamaskowaniu drobnych wstrząsów – co pewien czas znajdzie się miejsce na powiedzenie czegoś, o czym postronni obserwatorzy z samej powieści nie mieliby szans się dowiedzieć – czytelnicy jednak zyskują dostęp do tajemnic postaci. Jest to obszerna historia, w której równocześnie może dziać się wiele – ale autorka celowo zatrzymuje się nad drobiazgami, zmusza czytelników do zwolnienia tempa. Zabiera ich do świata, który nie istnieje, wypełnionego archaicznymi z dzisiejszego punktu widzenia rozwiązaniami i decyzjami. Bardziej Zadie Smith zwraca uwagę na samą prozę niż na to, co przedstawia – buduje wielkoformatową narrację w starym stylu, ale też niewolną od ironii i od swoistej kąśliwości. Celowo odbiera czytelnikom możliwość podążania za wybraną postacią, kiedy przerzuca się na relacjonowanie egzystencji kogoś ważnego dla fabuły, ale niekoniecznie w danym momencie najbardziej pożądanego. Wszystko po to, żeby odbiorcy sami mogli sobie zdemaskować oszustów – tych, którzy trafiają przed sąd i tych, którzy mogą bezkarnie uwodzić otoczenie. W takim ujęciu zmieniają się kryteria ocen i metody odróżniania dobra od zła – w tej powieści liczy się najbardziej możliwość robienia tego, na co ma się ochotę – bez względu na realia. To, co rozgrywa się w płaszczyźnie uczuć, ale i przemyśleń pani Touchet, zyskuje ponadczasowe ujęcie.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zadie Smith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zadie Smith. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 października 2024
poniedziałek, 17 września 2018
Zadie Smith: Widzi mi się
Znak, Kraków 2018.
Spostrzeżenia
O sensie swojego pisania jako rodzaju psychoterapii opowiada Zadie Smith w krótkim wstępie i trochę prześmiewczo, chociaż zdaje sobie sprawę, że dużo w tym prawdy: korzysta z terapeutycznej mocy przelewania swoich myśli na papier. Teraz dzieli się z odbiorcami zestawem felietonów, esejów, szkiców i tekstów krytycznych, które zbiera w bardzo obszerny tom “Widzi mi się” i traktować może jak rodzaj pamiętnika lekturowo-obyczajowego. Dla odbiorców to szansa na zajrzenie do rzeczywistości widzianej z perspektywy twórcy, możliwość podpatrywania warsztatu, ale i porównywania emocji. Zadie Smith niejako mimochodem dostarcza tu bowiem zestawu autobiograficznych wstawek, drobnych wiadomości spoza nurtu relacji. Odsłania siebie w stopniu, którego odbiorcy mogli się nawet nie spodziewać: przygotowuje na budowanie więzi między sobą i czytelnikami. Doskonale wie, że w takim wypadku powinna coś ofiarować, pozwala więc na zajrzenie do jej codzienności. Zdradza czasami swoje obawy albo głębsze uczucia, obserwuje dzieci i wnuki, dzieli się motywami osobistymi, ale i pewnego rodzaju kompleksami. Stale na przykład powraca w opowieściach temat wykształcenia (a raczej braku odpowiedniego dyplomu, który uzasadniałby podejmowane zajęcia), koloru skóry czy kompetencji w próbach przedstawiania sztuki. Trochę w tym krygowania się i retorycznego zabiegu umniejszania własnej wartości, żeby przykuć uwagę odbiorców, a trochę rzeczywistych strachów, reakcji na prawdopodobne zarzuty. Dzięki takiej niepewności staje się Zadie Smith jednak bardziej przekonująca dla czytelników, okazuje się bliższa i ciekawsza, więc tym bardziej zachęci do lektury.
Dostarczy pożywki wymagającym czytelnikom: zajmuje się albo sprawami z najbliższego otoczenia (pokazuje między innymi, po co społeczeństwom biblioteki, przygląda się wielokulturowości), albo tematami z dziedziny kultury. Zamienia się w widza, czytelnika albo człowieka odwiedzającego galerie sztuki. Zatrzymuje się nad pojedynczymi dziełami, spokojnie je analizuje, przedstawia nie tylko ich obiektywne zalety, ale i własne odczucia w związku z utworami. Czasami może dodać garść wiadomości o autorze, albo skonfrontować czytelnika ze swoimi wspomnieniami, sama też odbywa podróże w czasie. Jako obserwator jest Zadie Smith bardzo przenikliwa, dokładnie sprawdza treści i przedstawia to, co niezbędne, żeby zrozumieć przesłania. Pozwala odbiorcom podążać za sobą i w pewnym sensie uczy odkrywania dzieł, wrażliwości na piękno i na przekaz. Nie pozostaje obojętna, jeśli już coś opisuje, to wiadomo, że łączy się z tym cała historia, którą odbiorcy za moment będą mogli poznać. Wszystko ma tu swój cel, zaplanowane jest tak, by dostarczać rozrywki i zaspokajać ciekawość, ale też żeby budzić głód wrażeń, coraz to nowych. Umiejętnie Zadie Smith do rozważań włącza i politykę, doskonale wiedząc, czego potrzebują czytelnicy.
Charakteryzują się te felietony i eseje ogromną przenikliwością, szczegółowością i talentem do przelewania na papier trafnych obserwacji. Zadie Smith pisze, jakby nie posługiwała się żadnymi kalkami, jakby chciała poprowadzić gawędziarską historię na temat, który ją akurat pasjonuje lub z jakiegoś powodu przykuł jej uwagę. Zapewnia prawdziwą przyjemność czytania. W przypadku recenzowania książek może też podkreślać warsztatowe rozwiązania, więc nawet nie trzeba tłumaczyć nikomu, jak cenną lekturą stanie się “Widzi mi się”. Zadie Smith dostarcza dobrej prozy, nieważne, że użytkowej - to zresztą publikacja, która może przysporzyć autorce więcej czytelników niż powieści. Dla koneserów - mnóstwo refleksji autotematycznych, komentarzy, które przydadzą się podczas innych lektur.
Spostrzeżenia
O sensie swojego pisania jako rodzaju psychoterapii opowiada Zadie Smith w krótkim wstępie i trochę prześmiewczo, chociaż zdaje sobie sprawę, że dużo w tym prawdy: korzysta z terapeutycznej mocy przelewania swoich myśli na papier. Teraz dzieli się z odbiorcami zestawem felietonów, esejów, szkiców i tekstów krytycznych, które zbiera w bardzo obszerny tom “Widzi mi się” i traktować może jak rodzaj pamiętnika lekturowo-obyczajowego. Dla odbiorców to szansa na zajrzenie do rzeczywistości widzianej z perspektywy twórcy, możliwość podpatrywania warsztatu, ale i porównywania emocji. Zadie Smith niejako mimochodem dostarcza tu bowiem zestawu autobiograficznych wstawek, drobnych wiadomości spoza nurtu relacji. Odsłania siebie w stopniu, którego odbiorcy mogli się nawet nie spodziewać: przygotowuje na budowanie więzi między sobą i czytelnikami. Doskonale wie, że w takim wypadku powinna coś ofiarować, pozwala więc na zajrzenie do jej codzienności. Zdradza czasami swoje obawy albo głębsze uczucia, obserwuje dzieci i wnuki, dzieli się motywami osobistymi, ale i pewnego rodzaju kompleksami. Stale na przykład powraca w opowieściach temat wykształcenia (a raczej braku odpowiedniego dyplomu, który uzasadniałby podejmowane zajęcia), koloru skóry czy kompetencji w próbach przedstawiania sztuki. Trochę w tym krygowania się i retorycznego zabiegu umniejszania własnej wartości, żeby przykuć uwagę odbiorców, a trochę rzeczywistych strachów, reakcji na prawdopodobne zarzuty. Dzięki takiej niepewności staje się Zadie Smith jednak bardziej przekonująca dla czytelników, okazuje się bliższa i ciekawsza, więc tym bardziej zachęci do lektury.
Dostarczy pożywki wymagającym czytelnikom: zajmuje się albo sprawami z najbliższego otoczenia (pokazuje między innymi, po co społeczeństwom biblioteki, przygląda się wielokulturowości), albo tematami z dziedziny kultury. Zamienia się w widza, czytelnika albo człowieka odwiedzającego galerie sztuki. Zatrzymuje się nad pojedynczymi dziełami, spokojnie je analizuje, przedstawia nie tylko ich obiektywne zalety, ale i własne odczucia w związku z utworami. Czasami może dodać garść wiadomości o autorze, albo skonfrontować czytelnika ze swoimi wspomnieniami, sama też odbywa podróże w czasie. Jako obserwator jest Zadie Smith bardzo przenikliwa, dokładnie sprawdza treści i przedstawia to, co niezbędne, żeby zrozumieć przesłania. Pozwala odbiorcom podążać za sobą i w pewnym sensie uczy odkrywania dzieł, wrażliwości na piękno i na przekaz. Nie pozostaje obojętna, jeśli już coś opisuje, to wiadomo, że łączy się z tym cała historia, którą odbiorcy za moment będą mogli poznać. Wszystko ma tu swój cel, zaplanowane jest tak, by dostarczać rozrywki i zaspokajać ciekawość, ale też żeby budzić głód wrażeń, coraz to nowych. Umiejętnie Zadie Smith do rozważań włącza i politykę, doskonale wiedząc, czego potrzebują czytelnicy.
Charakteryzują się te felietony i eseje ogromną przenikliwością, szczegółowością i talentem do przelewania na papier trafnych obserwacji. Zadie Smith pisze, jakby nie posługiwała się żadnymi kalkami, jakby chciała poprowadzić gawędziarską historię na temat, który ją akurat pasjonuje lub z jakiegoś powodu przykuł jej uwagę. Zapewnia prawdziwą przyjemność czytania. W przypadku recenzowania książek może też podkreślać warsztatowe rozwiązania, więc nawet nie trzeba tłumaczyć nikomu, jak cenną lekturą stanie się “Widzi mi się”. Zadie Smith dostarcza dobrej prozy, nieważne, że użytkowej - to zresztą publikacja, która może przysporzyć autorce więcej czytelników niż powieści. Dla koneserów - mnóstwo refleksji autotematycznych, komentarzy, które przydadzą się podczas innych lektur.
piątek, 5 stycznia 2018
Zadie Smith: Swing time
Znak, Kraków 2017.
Muzyka
Słowo jest muzyką. Kolejne frazy zyskują swój niepowtarzalny rytm, wybijają odbiorców z szarej codzienności i pokazują potęgę marzeń, nawet tych, których nigdy nie da się z różnych względów zrealizować. Słowo to nośnik muzyki, w narracji „Swing time” ją zastępuje i sugeruje. Tym boleśniejsze jest zderzenie z rzeczywistością, która zwyczajnie nie nadąża za marzeniami i nie potrafi ich wcielić w życie, nawet mimo największych chęci. Wydaje się, że Zadie Smith nie wierzy w baśnie i tylko w trosce o samopoczucie czytelników nie daje się całkowicie pochłonąć rozgoryczeniu czy żalom. Muzyka mogła być idealnym pomysłem na egzystencję, tak się jednak nie dzieje, chociaż bohaterka ma wszelkie predyspozycje do zrobienia wielkiej kariery. Nie tylko potrafi śpiewać i zatracać się w dźwiękach i panuje nad słuchaczami w stopniu niedostępnym sezonowym gwiazdkom pop. Tego nie da się osiągnąć żmudnymi ćwiczeniami – trzeba mieć prawdziwy talent. Tyle że to dopiero początek drogi ku szczęściu: umiejętności i marzenia nie wystarczą, by osiągnąć sukces. Bez wiary i wsparcia ze strony bliskich czy nauczycieli, bez siły przebicia na rynku nie ma szans na egzystencję w zgodzie ze sobą. Bohaterka „Swing time” jest niekwestionowaną mistrzynią śpiewu, to jedyne zajęcie, które mogłoby jej zapewnić nie tylko sławę, ale i spełnienie. Rozmienia się jednak na drobne, szukając przypadkowej pracy lub wsłuchując w porady rodziny. Czarnoskóra kobieta nie potrafi walczyć o realizację dziecięcych marzeń, źle odnajduje się w dorosłym świecie, a jedna niefortunna decyzja będzie pociągać za sobą kolejne. Branża rozrywkowa nie zna baśniowych wróżek odkrywających prawdziwe talenty: tu trzeba odwagi, charyzmy, a nawet swoistej bezczelności, chęci sprzedania się odbiorcom. Kontrast między rojeniami z najmłodszych lat a rzeczywistością już po okresie dojrzewania zbija z tropu – a bez śmiałości trudno jest znaleźć swoje miejsce w świecie.
Zadie Smith w połowie buduje powieść o dojrzewaniu – z elementami, jakie w każdej niemal pozycji spod szyldu Bildungsroman muszą się znaleźć. Będzie tu i odkrywanie seksualności (niewinne jeszcze dziecięce zabawy, które w oczach dorosłych zasługują na natychmiastowe potępienie), i przyjaźń z dziewczynką, dużo bardziej przebojową i nieprzejmującą się konwenansami. Bohaterka „Swing time” jeszcze może dużo osiągnąć. Ale już w dorosłości daje się stłamsić, przegrywa z rutyną i poczuciem obowiązku, wypełnia przypisane sobie role, odrzucając marzenia. To, o co powinna walczyć ze wszystkich sił, starannie maskuje, jeszcze bardziej zmniejszając szansę na szczęście. Zadie Smith tym razem nie tworzy historii sielskiej w klimacie, stara się za to podkreślić niszczącą siłę dorosłości. „Swing time” jest książką, w której bardziej niż upadek dziecięcych ideałów liczy się jednak sposób poprowadzenia narracji. To w tym Zadie Smith bryluje i pokazuje swoją wielkość – tak, jak bohaterka dobrze czuje się w śpiewaniu, tak autorka radzi sobie z przelewaniem uczuć na słowa. W „Swing time” uwodzi czytelników sposobem prezentowania postaci. Jakość opisów sprawia, że wybacza się autorce sięganie po fabularne schematy i przewidywalne wątki – ma znaczenie bowiem samo brzmienie tekstu.
Muzyka
Słowo jest muzyką. Kolejne frazy zyskują swój niepowtarzalny rytm, wybijają odbiorców z szarej codzienności i pokazują potęgę marzeń, nawet tych, których nigdy nie da się z różnych względów zrealizować. Słowo to nośnik muzyki, w narracji „Swing time” ją zastępuje i sugeruje. Tym boleśniejsze jest zderzenie z rzeczywistością, która zwyczajnie nie nadąża za marzeniami i nie potrafi ich wcielić w życie, nawet mimo największych chęci. Wydaje się, że Zadie Smith nie wierzy w baśnie i tylko w trosce o samopoczucie czytelników nie daje się całkowicie pochłonąć rozgoryczeniu czy żalom. Muzyka mogła być idealnym pomysłem na egzystencję, tak się jednak nie dzieje, chociaż bohaterka ma wszelkie predyspozycje do zrobienia wielkiej kariery. Nie tylko potrafi śpiewać i zatracać się w dźwiękach i panuje nad słuchaczami w stopniu niedostępnym sezonowym gwiazdkom pop. Tego nie da się osiągnąć żmudnymi ćwiczeniami – trzeba mieć prawdziwy talent. Tyle że to dopiero początek drogi ku szczęściu: umiejętności i marzenia nie wystarczą, by osiągnąć sukces. Bez wiary i wsparcia ze strony bliskich czy nauczycieli, bez siły przebicia na rynku nie ma szans na egzystencję w zgodzie ze sobą. Bohaterka „Swing time” jest niekwestionowaną mistrzynią śpiewu, to jedyne zajęcie, które mogłoby jej zapewnić nie tylko sławę, ale i spełnienie. Rozmienia się jednak na drobne, szukając przypadkowej pracy lub wsłuchując w porady rodziny. Czarnoskóra kobieta nie potrafi walczyć o realizację dziecięcych marzeń, źle odnajduje się w dorosłym świecie, a jedna niefortunna decyzja będzie pociągać za sobą kolejne. Branża rozrywkowa nie zna baśniowych wróżek odkrywających prawdziwe talenty: tu trzeba odwagi, charyzmy, a nawet swoistej bezczelności, chęci sprzedania się odbiorcom. Kontrast między rojeniami z najmłodszych lat a rzeczywistością już po okresie dojrzewania zbija z tropu – a bez śmiałości trudno jest znaleźć swoje miejsce w świecie.
Zadie Smith w połowie buduje powieść o dojrzewaniu – z elementami, jakie w każdej niemal pozycji spod szyldu Bildungsroman muszą się znaleźć. Będzie tu i odkrywanie seksualności (niewinne jeszcze dziecięce zabawy, które w oczach dorosłych zasługują na natychmiastowe potępienie), i przyjaźń z dziewczynką, dużo bardziej przebojową i nieprzejmującą się konwenansami. Bohaterka „Swing time” jeszcze może dużo osiągnąć. Ale już w dorosłości daje się stłamsić, przegrywa z rutyną i poczuciem obowiązku, wypełnia przypisane sobie role, odrzucając marzenia. To, o co powinna walczyć ze wszystkich sił, starannie maskuje, jeszcze bardziej zmniejszając szansę na szczęście. Zadie Smith tym razem nie tworzy historii sielskiej w klimacie, stara się za to podkreślić niszczącą siłę dorosłości. „Swing time” jest książką, w której bardziej niż upadek dziecięcych ideałów liczy się jednak sposób poprowadzenia narracji. To w tym Zadie Smith bryluje i pokazuje swoją wielkość – tak, jak bohaterka dobrze czuje się w śpiewaniu, tak autorka radzi sobie z przelewaniem uczuć na słowa. W „Swing time” uwodzi czytelników sposobem prezentowania postaci. Jakość opisów sprawia, że wybacza się autorce sięganie po fabularne schematy i przewidywalne wątki – ma znaczenie bowiem samo brzmienie tekstu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






