* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guido van Genechten. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guido van Genechten. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2023

Guido van Genechten: Czy mogę zajrzeć do twojego nocniczka?

Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.

Ciekawość

Guido van Genechten w książeczkach dla dzieci trzyma się jednego tematu, który do niedawna był tabuizowany i który jeszcze parę dekad temu nie mógł istnieć nawet jako poboczne zagadnienie w opowiastkach dla najmłodszych. "Czy mogę zajrzeć do twojego nocniczka" to kolejny tomik przedstawiający motyw wypróżniania się - i pełniący funkcję edukacyjną. Dzieci będą odwiedzać kolejnych przyjaciół Myszki. Wszyscy akurat korzystają z nocników i podczas tej czynności - przecież dość mało towarzyskiej - przyjmują gościa. Myszka nie zamierza ukrywać swojej ciekawości: chce poznać zawartość nocników wszystkich przyjaciół, bo uznaje, że ich odchody są interesujące. Dla przejrzystości fabularnej zaglądanie do nocników to jedyny powód odwiedzin Myszki i to ewentualnie może budzić protesty odbiorców. Raczej trudno wyobrazić sobie pokazywanie najmłodszym, że normalne jest wchodzenie do domów kolegów i wypytywanie ich o rodzaj odchodów, a później - komentowanie wyglądu kupy. Tym jednak zajmuje się bohaterka tomiku "Czy mogę zajrzeć do twojego nocniczka". I to nie przypadkiem. Myszka bowiem ma swój wychowawczy cel. Na finał to przyjaciele chcą się zrewanżować i zajrzeć do nocnika Myszki - czeka ich jednak niespodzianka. Ta niespodzianka to przesłanie do maluchów - odbiorców książki. Można już być na tyle dużym, żeby porzucić dziecinne przyzwyczajenia i nauczyć się korzystania z toalety. Nic w tym trudnego, Myszka tłumaczy, co należy zrobić - więc dzieci zechcą być może ją w tym naśladować, po to, żeby tak samo odczuwać dumę z działania.

Fabuła nie należy do wyszukanych i być może część dorosłych zżymałaby się na takie pomysły w literaturze czwartej - jednak rodzice z pewnością docenią pomoc zawartą w puencie książki. Dla dzieci najważniejsza będzie zabawa. Guido van Genechten podsuwa dzieciom bowiem zestaw zagadek. Kupy różnych zwierząt wyglądają różnie, więc zaskoczenia wiązać się będą z możliwością domyślania się efektów. Ale liczy się jeszcze połączenie tomiku z formą interaktywną: to książka z klapkami. Część strony jest zasłonięta przez przyklejoną dodatkową "klapkę" - należy ją odchylić, żeby poznać jeszcze kawałek historyjki. To pod klapkami mieszczą się zawartości kolejnych nocników - i reakcje bohaterów na nie. A ponieważ dzieci mają tu samodzielnie działać - sprawdzać, co odkryje Myszka - łatwiej przekonają się do książki. Oczywiście wabikiem będzie dla nich sam temat - który zawsze najmłodszych fascynuje i przyciąga.

Książka jest picture bookiem, ilustracje z dużymi i wyrazistymi bohaterami pasują bardzo nie tylko do edukacyjnej historii, ale i do rozrywkowych opowiastek, sprawdziłyby się przy opowiadaniu o różnych przygodach Myszki - sympatyczne pyszczki małych bohaterów przykuwają uwagę i cieszą. "Czy mogę zajrzeć do twojego nocniczka" to publikacja dostosowana do najmłodszych odbiorców.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Guido van Genechten: Ale kupa! Co masz w pieluszce?

Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

Bez obrzydzenia

Autorka „Małej książki o kupie”, Pernilla Stalfelt, przetarła tematyczne szlaki. Dzisiaj już obecność tego typu motywów w literaturze czwartej nikogo nie dziwi. Zmienił się też powód sięgania po kontrowersyjne niegdyś zagadnienia. Motyw wypróżniania się, do niedawna temat tabu, przeszedł przez skandal i prosty sposób na wywołanie rozgłosu (więc i łatwą reklamę) – teraz zaczyna służyć rodzicom. Tomik „Ale kupa! Co masz w pieluszce?” mógłby zniesmaczać wszystkich poza dziecięcymi odbiorcami, do których jest kierowany, gdyby nie dwa pomysły: sposób wydania i morał. Oba należy docenić.

Nie od dzisiaj wiadomo, że ludyczny humor związany z czynnościami fizjologicznymi wywołuje niemal entuzjastyczną radość maluchów. Coś, co przez dorosłych jest skrywane, spychane na margines w codziennych rozmowach, niemal wstydliwe, a już na pewno „niegrzeczne”, jeśli bez powodu pojawiałoby się w niewłaściwych okolicznościach, nagle staje się podstawą książki. Mało tego – najważniejszym punktem przykuwającym uwagę. To nie lada gratka dla dzieci. Bohaterka – dociekliwa Myszka – odwiedza swoich przyjaciół i pyta… czy może zajrzeć do ich pieluszek. Tym razem kwestie różnic płciowych nie mają tu żadnego znaczenia (i żadnego rysunkowego odzwierciedlenia). Myszka zagląda do pieluch małych przyjaciół, żeby sprawdzić, jak wyglądają ich odchody. U królika to bobki, u psa – kupa z zakręconym ogonkiem, u konia – kulki końskiego łajna. Myszka ogląda zawartość pieluszek i komentuje (zachwyca się lub krytykuje), a także… przelicza znaleziska – to dodatkowy aspekt edukacyjny, bo dzieci mogą liczyć razem z nią. Prawdziwa niespodzianka czeka jednak bohaterów i odbiorców na końcu. Rodzice, którzy odzwyczajają dzieci od pieluch, zyskają w Myszce niespodziewanego sojusznika – i ważny argument dla maluchów. Myszka da wszystkim dobry przykład, przez co wybacza się jej wcześniejszą ciekawość.

Nauczenie się rodzajów odchodów u różnych gatunków zwierząt nie jest celem tej książki – a pretekstem do nietypowej zabawy. Myszka chce zaglądać do pieluszek przyjaciół – a odbiorcy mogą to zrobić razem z nią, bo pieluszki na kartach książki są odchylane. To pierwsza atrakcja (pomijając tę z zakazanym tematem). Rysunki w tomie są duże i wyraźne, w sam raz dla najmłodszych. Na pierwszy rzut oka dzieci nie dostrzegą możliwości sprawdzania pieluch bohaterom – gdy już to odkryją, dojdzie im dodatkowa i nieprzewidziana rozrywka. Każdy będzie mógł zaspokoić swoją ciekawość, nie oglądając się na upomnienia dorosłych.

Guido van Genechten wciąż głośny temat wykorzystuje jako wskazówkę dla dzieci. Maluchy zechcą naśladować Myszkę nie tylko w ciekawości – autor jest o tym przekonany tym bardziej, że z bohaterki szybko przykład biorą wszystkie zwierzęta. Przez taki finałowy obrazek cały tomik „Ale kupa” zyskuje nowy wymiar – nie musi już gorszyć, stanie się za to nieocenioną pomocą dla rodziców. Zwłaszcza że takiego rozwiązania maluchy na pewno spodziewać się nie będą. Prosta historyjka w połączeniu z pomysłem na wydanie spodoba się najmłodszym i przyniesie więcej korzyści niż jakiekolwiek tłumaczenia. To może dość ekstremalny przykład literatury edukacyjnej dla najmłodszych dzieci – ale odwaga autora dobrze łączy się z marketingowymi zagraniami, a wszystko razem przekłada się na rozrywkę i życiową naukę dla maluchów w jednym. Nic dziwnego, że autor nie rozbudowuje tu warstwy tekstowej – i tak dostarczy maluchom sporo wrażeń i cennych uwag.