Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.
Natura
Wierszowane opowieści o porach roku to coś, co zawsze się sprawdza. Motywy związane z rytmem natury nie podlegają modom, są uniwersalne, a do tego jeszcze łatwe do szybkiego zweryfikowania przez małych odbiorców. W związku z tym nie dziwią wznowienia klasyki. W tych historiach nie zawsze jest ukryta typowa fabuła, częściej autorzy odwołują się do zmian pogodowych, zjawisk przyrodniczych lub do uczuć kojarzonych z daną porą roku. Wszystko po to, żeby przyzwyczaić maluchy do tego, co już wkrótce stanie się dla nich naturalne i w pełni zrozumiałe. Niewielki tomik opublikowany przez Naszą Księgarnię to właściwie pokaz najbardziej wartościowych tematycznych pomysłów z dawnych lat. Troje uznanych autorów: Barbara Lewandowska, Tadeusz Kubiak oraz Jerzy Kierst dzielą się z najmłodszymi drobnymi zachwytami. Książka składa się z trzech tomików ułożonych w logiczną opowieść. „Powiało wiosną” otwiera relację, „Tam, gdzie lato” to druga część. „Jesienne dary” oraz „Zima” zamykają książkę. Autorzy bawią się motywami charakterystycznymi dla różnych pór roku, by zaskakiwać dzieci nowymi wiadomościami. Kierst przedstawia budzenie się niedźwiedzia, pierwsze wiosenne rośliny i pyłki, odwołuje się do wracającego do Polski szpaka. Czasami sięga po bardziej bajkowe motywy: kluczyki do zamykania stajni dla konika polnego. Lato Lewandowskiej jest już antropomorfizowane: zachowuje się tak jak odpoczywający ludzie: może mieszkać w „pogodnym namiocie”, liczyć kropki biedronek albo czekać na przyjazd dzieci na wieś. Lato ma też swoje obowiązki, często zadaje pytania (a to poboczny temat edukacyjny). Przeprowadza autorka dzieci przez całe lato, sprawdzając, co jest dla niego charakterystyczne – od rozpoczęcia, czyli przejścia od wiosny po zakończenie lata: tu przygotowuje czytelników na nadejście jesieni. O ile Kierst szuka pojedynczych motywów i proponuje drobne miniaturki, zawsze dowcipnie puentowane, o tyle Barbara Lewandowska chce jednolitej, spójnej i płynącej opowieści. U Kubiaka jesień przynosi dary dla dzieci – i jest to dość przekonujące, jeśli weźmie się pod uwagę obfitość jesiennych skarbów. Wymienia owoce czy kwiaty, przypomina o kasztanach i kolorowych liściach. W zimie Kubiak wskazuje sposoby na ogrzanie się, ogląda chodzące po śniegu wrony (to jego stały temat). Zwraca też uwagę na zachowania zwierząt. Te zagadnienia to samograj, nadają się do usypianek dla maluchów, ale też do czytanek edukacyjnych. Tu dzieci sporo się dowiadują, bądź utrwalają swoje wiadomości, obserwacje ze spacerów.
„Cztery pory roku” to książeczka niewielka pod względem objętościowym, za to pełna celnych i zrozumiałych dla dzieci metafor. Pokazuje, do czego jest potrzebna poezja i jak wrażliwość w widzeniu świata pozwala wykrywać nowe znaczenia lub podobieństwa. „Cztery pory roku” to tomik dzisiaj bardzo potrzebny – przypomina o roli literatury w kształtowaniu gustu czytelniczego najmłodszych. Jest dla nich starannie przygotowany, także pod względem graficznym. Anita Paszkiewicz-Tokarczyk oraz Mirosław Tokarczyk tworzą ilustracje urokliwe, nieco infantylne albo bajkowe w stylu. Przypominają się od razu najlepsze tradycje w zdobieniu książek. Takie rysunki dzieci mogą powtarzać, wykorzystywać podpowiedzi ukryte w obrazkach. Twórcy operują tu kolorami i prostotą. Pokazują te ilustracje piękno przyrody, ale i tej przyrody bajkowość. Nadają tomikowi spójności, budzą zainteresowanie dzieci, a momentami też wydają się dość dowcipne. „Cztery pory roku” to tomik dla fanów klasyki, książka, która ucieszy również dorosłych czytelników – w końcu tematy – nieinfantylizowane – wypadają uniwersalnie. Jest to publikacja ważna i dobrze, że pojawia się na rynku teraz.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Kubiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tadeusz Kubiak. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
czwartek, 25 grudnia 2014
Tadeusz Kubiak: Idzie zima
Zysk i S-ka, Poznań 2014.
Mróz i misie
Kiedy Tadeusz Kubiak przygląda się zimie, dostrzega przede wszystkim wrony. Czarne wrony na białym śniegu aż proszą, żeby wziąć biały papier i wykonać odpowiedni rysunek z natury. Drugim charakterystycznym dla tego poety zimowym motywem są oczywiście święta – zwłaszcza widok przystrojonej ozdobami choinki. Poza tym autor sięga do tematów oczywistych – zabaw na śniegu, kuligów, jazdy na nartach, lepienia bałwanów czy jazdy na łyżwach. Do przeglądu zimowych motywów co pewien czas włącza jeszcze nieobecnego, bo śniącego o miodzie, misia. Zima to biel, śnieg, mróz (więc i możliwość ogrzania się w ciepłym domu), zima to też Pani Zima, baśniowa istota, którą można spotkać na zaśnieżonej drodze nawet wtedy, gdy woli się inne pory roku. Tadeusz Kubiak w pisaniu dla dzieci nie chce zapuszczać się zbyt daleko w rejony absurdu: woli bezpieczne i utarte szlaki, zwłaszcza że i o rzeczach oczywistych umie opowiedzieć z pewną dozą fantazji, a już na pewno – z poetycką wrażliwością.
Dzieci lubią zimę, więc pięknie wydany zestaw zimowych wierszyków Tadeusza Kubiaka „Idzie zima” powinien je ucieszyć, nawet mimo zmian, które dzisiejsze maluchy bez trudu dostrzegą (u Kubiaka nie istnieją na przykład ciepłe lody). Kubiak urzeka archaizmami, o których teraz odbiorcy nie myślą tak często: wszyscy sympatyczni bohaterowie zbierają zapasy na zimę, za komin (a teraz za kaloryfer) wprowadza się wesoły świerszcz, który zastępuje radio. Te strony skrzypią od mrozu, mróz skuwa rzeki lodem i szaleje przy zimnym wietrze. Swoją choinkę przyozdabiają ptaki, a kolejne zabawki zawieszane wśród gałązek pobudzają wyobraźnię do wymyślania ciekawych historii. Czasami zresztą wystarczy i prosty zachwyt, świadomość świątecznej atmosfery lub życzenie-przesłanie, jakie mały bohater słyszy podczas Wigilii od mamy. Kubiak robi wszystko, żeby w naturalności i surowości zimy zawrzeć też jej prawdziwe piękno. Niektóre tematy powtarza w zgromadzonych tu utworach, czasem sięga po rymy, które funkcjonują w ludowych powiedzeniach (luty-buty) lub dziecięcych piosenkach (kot-płot). Od strony formalnej Kubiak wcale nie imponuje, nie jest wirtuozem rymów. Urzeka natomiast – i to nie tylko dzieci – wrażliwością, wyczuleniem na detale i samą chęcią zajrzenia do dziecięcego świata jeszcze zanim stało się to modne. „Idzie zima” to próba poetyckiego dogadania się z najmłodszymi: Kubiak, gdy chce pisać bajki, okazuje się raczej dość infantylny i niewolny od błędów. Kiedy jednak koncentruje się na przekazaniu klimatu świąt czy atmosfery zabaw, kiedy zapomina o adresowaniu utworu do dzieci, staje się najlepszym bajkopisarzem.
Tej bajkowości szuka też Przemysław Liput, autor ilustracji. Proponuje klasyczne motywy (widać to zwłaszcza przy zdobieniu choinki) i bajkowe sylwetki zwierząt. Tu na choince są świeczki, a ptaki zostawiają na śniegu ślady łapek. W grafikach znaleźć można zatem coś więcej niż konwencjonalne bałwany czy płatki śniegu. Liput proponuje mroźny krajobraz stworzony niemal całkowicie bez stereotypów – tym bardziej będą go cenić dzieci.
Okazjonalne bajki, wierszyki, do których inspiracji dostarcza sam rytm pór roku, to sposób na urozmaicenie wieczornej lektury. Tadeusz Kubiak pomaga dzieciom i ich rodzicom w dostrzeżeniu tego, co w zimowym krajobrazie najciekawsze i wartościowe, a do tego niezmienne mimo upływu czasu. Rymowane utwory zamieszczone w tomiku „Idzie zima” nie są przeznaczone wyłącznie dla najmłodszych – Kubiak dodaje do nich odrobinę poetyckiej wrażliwości i spostrzegawczości zarezerwowanej dla artystów. Pokazuje, jak zwyczajność zamienia się w magię.
Mróz i misie
Kiedy Tadeusz Kubiak przygląda się zimie, dostrzega przede wszystkim wrony. Czarne wrony na białym śniegu aż proszą, żeby wziąć biały papier i wykonać odpowiedni rysunek z natury. Drugim charakterystycznym dla tego poety zimowym motywem są oczywiście święta – zwłaszcza widok przystrojonej ozdobami choinki. Poza tym autor sięga do tematów oczywistych – zabaw na śniegu, kuligów, jazdy na nartach, lepienia bałwanów czy jazdy na łyżwach. Do przeglądu zimowych motywów co pewien czas włącza jeszcze nieobecnego, bo śniącego o miodzie, misia. Zima to biel, śnieg, mróz (więc i możliwość ogrzania się w ciepłym domu), zima to też Pani Zima, baśniowa istota, którą można spotkać na zaśnieżonej drodze nawet wtedy, gdy woli się inne pory roku. Tadeusz Kubiak w pisaniu dla dzieci nie chce zapuszczać się zbyt daleko w rejony absurdu: woli bezpieczne i utarte szlaki, zwłaszcza że i o rzeczach oczywistych umie opowiedzieć z pewną dozą fantazji, a już na pewno – z poetycką wrażliwością.
Dzieci lubią zimę, więc pięknie wydany zestaw zimowych wierszyków Tadeusza Kubiaka „Idzie zima” powinien je ucieszyć, nawet mimo zmian, które dzisiejsze maluchy bez trudu dostrzegą (u Kubiaka nie istnieją na przykład ciepłe lody). Kubiak urzeka archaizmami, o których teraz odbiorcy nie myślą tak często: wszyscy sympatyczni bohaterowie zbierają zapasy na zimę, za komin (a teraz za kaloryfer) wprowadza się wesoły świerszcz, który zastępuje radio. Te strony skrzypią od mrozu, mróz skuwa rzeki lodem i szaleje przy zimnym wietrze. Swoją choinkę przyozdabiają ptaki, a kolejne zabawki zawieszane wśród gałązek pobudzają wyobraźnię do wymyślania ciekawych historii. Czasami zresztą wystarczy i prosty zachwyt, świadomość świątecznej atmosfery lub życzenie-przesłanie, jakie mały bohater słyszy podczas Wigilii od mamy. Kubiak robi wszystko, żeby w naturalności i surowości zimy zawrzeć też jej prawdziwe piękno. Niektóre tematy powtarza w zgromadzonych tu utworach, czasem sięga po rymy, które funkcjonują w ludowych powiedzeniach (luty-buty) lub dziecięcych piosenkach (kot-płot). Od strony formalnej Kubiak wcale nie imponuje, nie jest wirtuozem rymów. Urzeka natomiast – i to nie tylko dzieci – wrażliwością, wyczuleniem na detale i samą chęcią zajrzenia do dziecięcego świata jeszcze zanim stało się to modne. „Idzie zima” to próba poetyckiego dogadania się z najmłodszymi: Kubiak, gdy chce pisać bajki, okazuje się raczej dość infantylny i niewolny od błędów. Kiedy jednak koncentruje się na przekazaniu klimatu świąt czy atmosfery zabaw, kiedy zapomina o adresowaniu utworu do dzieci, staje się najlepszym bajkopisarzem.
Tej bajkowości szuka też Przemysław Liput, autor ilustracji. Proponuje klasyczne motywy (widać to zwłaszcza przy zdobieniu choinki) i bajkowe sylwetki zwierząt. Tu na choince są świeczki, a ptaki zostawiają na śniegu ślady łapek. W grafikach znaleźć można zatem coś więcej niż konwencjonalne bałwany czy płatki śniegu. Liput proponuje mroźny krajobraz stworzony niemal całkowicie bez stereotypów – tym bardziej będą go cenić dzieci.
Okazjonalne bajki, wierszyki, do których inspiracji dostarcza sam rytm pór roku, to sposób na urozmaicenie wieczornej lektury. Tadeusz Kubiak pomaga dzieciom i ich rodzicom w dostrzeżeniu tego, co w zimowym krajobrazie najciekawsze i wartościowe, a do tego niezmienne mimo upływu czasu. Rymowane utwory zamieszczone w tomiku „Idzie zima” nie są przeznaczone wyłącznie dla najmłodszych – Kubiak dodaje do nich odrobinę poetyckiej wrażliwości i spostrzegawczości zarezerwowanej dla artystów. Pokazuje, jak zwyczajność zamienia się w magię.
niedziela, 5 października 2014
Tadeusz Kubiak: Koszyczek Ludwiczka
Zysk i S-ka, Poznań 2014.
Odkrywca zwyczajności
Małym dzieciom spodoba się „Koszyczek Ludwiczka”, zestaw prostych rymowanych bajek wydanych w maleńkim lecz bardzo kolorowym tomiku. Tadeusz Kubiak tworzył wierszyki, które do dzisiaj się nie zestarzały, mimo że czasem da się w nich wyczuć ślady archaiczności. W rymowankach odwoływał się do zwyczajnych obserwacji, bez domieszki wyobraźni. To sprawia, że w dalszym ciągu może być chętnie czytanym autorem. „Koszyczek Ludwiczka” to propozycja w sam raz dla maluchów, które mogą być ukołysane do snu treścią i rytmem rymowanych spostrzeżeń. Kubiak ma też pomysły, które rozśmieszą najmłodszych, a przynajmniej ucieszą, ze względu na zrozumienie ich świata.
Ludwiczek chwali się zawartością pustego koszyczka – tytułowy utwór zbiorku jest dowodem na rolę wyobraźni w dziecięcych zabawach. Kubiak tematy do bajkowych opowieści dostrzega jednak wszędzie – rzut oka na rybki prowokuje do pomysłu rybek w kąpieli (połączenie bajki i realności), wypadek kotka to dowcip sytuacyjny i zabawa najprostszym rymem spopularyzowanym już w piosence. Autor może napisać o koziołku, odlatujących bocianach czy wronach skaczących po śniegu tylko po to, by zwrócić uwagę maluchów na otaczające je niezwykłości. Kubiak przypomina również o obecności dzieci – niektóre mogą skakać jak ptaszki, inne będą w zimie sypać ziarna prosa dla głodnego stadka. Najbardziej humorystyczną i jednocześnie opartą na stereotypach bajką jest tutaj historia o jeżu, który czeka pod jabłonią, by na kolec spadło mu jabłko. Poeta przekonuje również, że w domu robi się przyjemniej, gdy przyniesie się do niego piękny bukiet kwiatów.
Niewiele się w tych wierszykach dzieje, jeśli chodzi o akcję. Autor bardziej koncentruje się na wrażeniach i drobnych skojarzeniach, wybiera statyczne obrazki, wspólne dla niego i dla małych czytelników. Nie zależy mu na konstruowaniu wymyślnych fabuł, proponuje za to literackie drobiazgi uczące wrażliwości i doskonalące zmysł obserwacji. Jest niemal dziecięcy w swoim postrzeganiu otoczenia, lubi posługiwać się naiwnością i prostotą (w treści, nie w formie). Swoimi małymi utworkami zachęca najmłodszych do uważnego rozglądania się podczas spacerów i do zastanawiania się nad światem. Sam daje w tym dobry przykład – potrafi docenić szczegóły przez innych niezauważone.
„Koszyczek Ludwiczka” to książka bardzo mała – na kilku kartkach mieści się jednak aż dziesięć miniaturek. Nad każdą warto się pochylić i przyjrzeć się, jak poeta odbiera rzeczywistość. Bo bajek tu nie ma, jedynie zwyczajność, która w oczach dziecka może się w bajkę zamienić. W normalności i skupieniu nad niezwykłościami natury tkwić będzie zatem siła tej publikacji. Drobne wierszyki łatwo wpadać będą dzieciom w ucho – są niedługie i bardzo melodyjne. Warto zatem wykorzystać „Koszyczek Ludwiczka” również w ćwiczeniu pamięci dzieci. Ten tomik nadaje się na wieczorną lekturę dla najmłodszych – przynosi bowiem spokój i wyciszenie. Warto też zabierać go na rozmaite wycieczki, żeby umilał najmłodszym czas choćby podczas podróży. Nie ma w nim przykrych niespodzianek. „Koszyczek Ludwiczka” to lektura dla maluchów – wartościowa i piękna pod względem literackim, dostarczająca wytchnienia i szeregu ciekawych z punktu widzenia dziecka obserwacji. Tadeusz Kubiak jawi się tu jako poeta-odkrywca zwyczajności.
Odkrywca zwyczajności
Małym dzieciom spodoba się „Koszyczek Ludwiczka”, zestaw prostych rymowanych bajek wydanych w maleńkim lecz bardzo kolorowym tomiku. Tadeusz Kubiak tworzył wierszyki, które do dzisiaj się nie zestarzały, mimo że czasem da się w nich wyczuć ślady archaiczności. W rymowankach odwoływał się do zwyczajnych obserwacji, bez domieszki wyobraźni. To sprawia, że w dalszym ciągu może być chętnie czytanym autorem. „Koszyczek Ludwiczka” to propozycja w sam raz dla maluchów, które mogą być ukołysane do snu treścią i rytmem rymowanych spostrzeżeń. Kubiak ma też pomysły, które rozśmieszą najmłodszych, a przynajmniej ucieszą, ze względu na zrozumienie ich świata.
Ludwiczek chwali się zawartością pustego koszyczka – tytułowy utwór zbiorku jest dowodem na rolę wyobraźni w dziecięcych zabawach. Kubiak tematy do bajkowych opowieści dostrzega jednak wszędzie – rzut oka na rybki prowokuje do pomysłu rybek w kąpieli (połączenie bajki i realności), wypadek kotka to dowcip sytuacyjny i zabawa najprostszym rymem spopularyzowanym już w piosence. Autor może napisać o koziołku, odlatujących bocianach czy wronach skaczących po śniegu tylko po to, by zwrócić uwagę maluchów na otaczające je niezwykłości. Kubiak przypomina również o obecności dzieci – niektóre mogą skakać jak ptaszki, inne będą w zimie sypać ziarna prosa dla głodnego stadka. Najbardziej humorystyczną i jednocześnie opartą na stereotypach bajką jest tutaj historia o jeżu, który czeka pod jabłonią, by na kolec spadło mu jabłko. Poeta przekonuje również, że w domu robi się przyjemniej, gdy przyniesie się do niego piękny bukiet kwiatów.
Niewiele się w tych wierszykach dzieje, jeśli chodzi o akcję. Autor bardziej koncentruje się na wrażeniach i drobnych skojarzeniach, wybiera statyczne obrazki, wspólne dla niego i dla małych czytelników. Nie zależy mu na konstruowaniu wymyślnych fabuł, proponuje za to literackie drobiazgi uczące wrażliwości i doskonalące zmysł obserwacji. Jest niemal dziecięcy w swoim postrzeganiu otoczenia, lubi posługiwać się naiwnością i prostotą (w treści, nie w formie). Swoimi małymi utworkami zachęca najmłodszych do uważnego rozglądania się podczas spacerów i do zastanawiania się nad światem. Sam daje w tym dobry przykład – potrafi docenić szczegóły przez innych niezauważone.
„Koszyczek Ludwiczka” to książka bardzo mała – na kilku kartkach mieści się jednak aż dziesięć miniaturek. Nad każdą warto się pochylić i przyjrzeć się, jak poeta odbiera rzeczywistość. Bo bajek tu nie ma, jedynie zwyczajność, która w oczach dziecka może się w bajkę zamienić. W normalności i skupieniu nad niezwykłościami natury tkwić będzie zatem siła tej publikacji. Drobne wierszyki łatwo wpadać będą dzieciom w ucho – są niedługie i bardzo melodyjne. Warto zatem wykorzystać „Koszyczek Ludwiczka” również w ćwiczeniu pamięci dzieci. Ten tomik nadaje się na wieczorną lekturę dla najmłodszych – przynosi bowiem spokój i wyciszenie. Warto też zabierać go na rozmaite wycieczki, żeby umilał najmłodszym czas choćby podczas podróży. Nie ma w nim przykrych niespodzianek. „Koszyczek Ludwiczka” to lektura dla maluchów – wartościowa i piękna pod względem literackim, dostarczająca wytchnienia i szeregu ciekawych z punktu widzenia dziecka obserwacji. Tadeusz Kubiak jawi się tu jako poeta-odkrywca zwyczajności.
wtorek, 23 września 2014
Tadeusz Kubiak: Ołowiany dobosz
Zysk i S-ka, Poznań 2014.
Kolorowe wojsko
Figurki ołowianych żołnierzyków nie są już dzisiaj tak popularnymi zabawkami jak dawniej – coraz częściej zastępują ją wymyślne zabawki lub ludziki z klocków. Ale ołowiane żołnierzyki wciąż powracają w klasyce literatury czwartej i w związku z tym pamięć o nich raczej nie zaginie. Malutki tomik Tadeusza Kubiaka „Ołowiany dobosz” to okazja do przypomnienia najmłodszym podziałów wewnątrz ołowianego wojska i szansa na zainteresowanie ich zabawkami dziadków. To książeczka zaledwie kilkustronicowa – składa się na nią parę zwrotek wierszyka o ołowianym doboszu i jego towarzyszach.
Tadeusz Kubiak przyjmuje tutaj konwencję wyliczanki. W pudełku znajduje się dziesięć ołowianych żołnierzyków, z których dobosz jest najmniejszy, ale pełni dość ważną rolę, o czym autor w puencie przekona. Jego koledzy także nie próżnują, każdy ma inne zadania – jeden pełni wartę, inny jest piechurem, znajdzie się tu też nurek, lotnik, kucharz czy kowal. Każdy ołowiany żołnierzyk jest ważny i przydaje się do innych celów – a wszyscy muszą słuchać najmniejszego. Bo to ołowiany dobosz daje sygnał do wymarszu.
Prosta to opowiastka, ale warto zwrócić uwagę na jej konstrukcję. Autor szkielet bajki skrywa pod ładnym doborem fraz: nie proponuje dzieciom surowej wyliczanki, a rzeczywiście ciekawy i atrakcyjny przegląd przedstawicieli różnych formacji. Różni się tym od dzisiejszych twórców literatury czwartej. Odrzuca powtarzalność fraz i banały, stara się prostą bajkę zamknąć w udanej formie. Stosuje rymy niedokładne, unika natomiast współbrzmień gramatycznych, rytmem próbuje podkreślać treść opowiastki. Robi wszystko, by dzieciom przyjemnie się tej bajki słuchało i aby rodzicom dobrze czytało się ją na głos. To dość ważne, bo w końcu w wierszyku nie ma klasycznie rozumianej akcji – dzieje się sporo, ale jest to efekt przeglądu kolejnych obrazków z rolami dzielnych ołowianych żołnierzyków. Żeby dodać bajce dynamiki Tadeusz Kubiak posługuje się chwytami warsztatowymi, nieuświadamianymi przez odbiorców. To ciekawe i rzadko spotykane podejście – i prawdopodobnie niewielu rodziców w ogóle je dostrzeże przy wieczornym czytaniu swoim pociechom.
„Ołowianego dobosza” zilustrowała Agata Krzyżanowska – i zrobiła to pięknie. Nawet gdyby tematyka nie zainteresowała dorosłych, kupujących bajki dla swoich pociech, nawet gdyby nie przyciągnęło ich nazwisko autora, pozostanie szata graficzna przykuwająca wzrok. Są tu bajeczne kolory, zupełnie sprzeczne z treścią: w końcu ołowiane żołnierzyki nie kojarzą się z taką mnogością barw. Autorka pozwala zapomnieć o tym, że bohaterami są zwykłe figurki – prezentuje je w ruchu. Z drugiej jednak strony przypomina o ich zabawkowym pochodzeniu i umieszcza w kontekście niby dobrze znanym, ale odkrywanym na nowo. I tak nurek skacze do szklanki z wodą, lotnik lata papierowym samolocikiem, a kowal podkuwa konika z kasztanów. Zamiast wielkiej góry jest tu kosz z włóczką. Dzieci z przyjemnością będą odkrywać zabawy ilustratorki i znajdować na obrazkach znajome przedmioty. Dzięki takiemu opracowaniu wierszyk na nowo staje się atrakcyjny dla najmłodszych odbiorców – stare zabawki przedstawione w ten sposób mogą nawet wygrać konkurencję z nowymi. „Ołowiany dobosz” zyskał dodatkowy blask za sprawą wyobraźni Krzyżanowskiej. Nasycone kolory przyciągną do tego maleńkiego tomiku i sprawią, że maluchy zechcą poznać przygodę ołowianego wojska, nawet jeśli tego typu zabawek nie posiadają.
Kolorowe wojsko
Figurki ołowianych żołnierzyków nie są już dzisiaj tak popularnymi zabawkami jak dawniej – coraz częściej zastępują ją wymyślne zabawki lub ludziki z klocków. Ale ołowiane żołnierzyki wciąż powracają w klasyce literatury czwartej i w związku z tym pamięć o nich raczej nie zaginie. Malutki tomik Tadeusza Kubiaka „Ołowiany dobosz” to okazja do przypomnienia najmłodszym podziałów wewnątrz ołowianego wojska i szansa na zainteresowanie ich zabawkami dziadków. To książeczka zaledwie kilkustronicowa – składa się na nią parę zwrotek wierszyka o ołowianym doboszu i jego towarzyszach.
Tadeusz Kubiak przyjmuje tutaj konwencję wyliczanki. W pudełku znajduje się dziesięć ołowianych żołnierzyków, z których dobosz jest najmniejszy, ale pełni dość ważną rolę, o czym autor w puencie przekona. Jego koledzy także nie próżnują, każdy ma inne zadania – jeden pełni wartę, inny jest piechurem, znajdzie się tu też nurek, lotnik, kucharz czy kowal. Każdy ołowiany żołnierzyk jest ważny i przydaje się do innych celów – a wszyscy muszą słuchać najmniejszego. Bo to ołowiany dobosz daje sygnał do wymarszu.
Prosta to opowiastka, ale warto zwrócić uwagę na jej konstrukcję. Autor szkielet bajki skrywa pod ładnym doborem fraz: nie proponuje dzieciom surowej wyliczanki, a rzeczywiście ciekawy i atrakcyjny przegląd przedstawicieli różnych formacji. Różni się tym od dzisiejszych twórców literatury czwartej. Odrzuca powtarzalność fraz i banały, stara się prostą bajkę zamknąć w udanej formie. Stosuje rymy niedokładne, unika natomiast współbrzmień gramatycznych, rytmem próbuje podkreślać treść opowiastki. Robi wszystko, by dzieciom przyjemnie się tej bajki słuchało i aby rodzicom dobrze czytało się ją na głos. To dość ważne, bo w końcu w wierszyku nie ma klasycznie rozumianej akcji – dzieje się sporo, ale jest to efekt przeglądu kolejnych obrazków z rolami dzielnych ołowianych żołnierzyków. Żeby dodać bajce dynamiki Tadeusz Kubiak posługuje się chwytami warsztatowymi, nieuświadamianymi przez odbiorców. To ciekawe i rzadko spotykane podejście – i prawdopodobnie niewielu rodziców w ogóle je dostrzeże przy wieczornym czytaniu swoim pociechom.
„Ołowianego dobosza” zilustrowała Agata Krzyżanowska – i zrobiła to pięknie. Nawet gdyby tematyka nie zainteresowała dorosłych, kupujących bajki dla swoich pociech, nawet gdyby nie przyciągnęło ich nazwisko autora, pozostanie szata graficzna przykuwająca wzrok. Są tu bajeczne kolory, zupełnie sprzeczne z treścią: w końcu ołowiane żołnierzyki nie kojarzą się z taką mnogością barw. Autorka pozwala zapomnieć o tym, że bohaterami są zwykłe figurki – prezentuje je w ruchu. Z drugiej jednak strony przypomina o ich zabawkowym pochodzeniu i umieszcza w kontekście niby dobrze znanym, ale odkrywanym na nowo. I tak nurek skacze do szklanki z wodą, lotnik lata papierowym samolocikiem, a kowal podkuwa konika z kasztanów. Zamiast wielkiej góry jest tu kosz z włóczką. Dzieci z przyjemnością będą odkrywać zabawy ilustratorki i znajdować na obrazkach znajome przedmioty. Dzięki takiemu opracowaniu wierszyk na nowo staje się atrakcyjny dla najmłodszych odbiorców – stare zabawki przedstawione w ten sposób mogą nawet wygrać konkurencję z nowymi. „Ołowiany dobosz” zyskał dodatkowy blask za sprawą wyobraźni Krzyżanowskiej. Nasycone kolory przyciągną do tego maleńkiego tomiku i sprawią, że maluchy zechcą poznać przygodę ołowianego wojska, nawet jeśli tego typu zabawek nie posiadają.
niedziela, 14 września 2014
Tadeusz Kubiak: Kim będą?
Zysk i S-ka, Poznań 2014.
Zabawa w dorosłość
Przeważnie w literaturze czwartej oswajanie dzieci z zawodami dorosłych polega na prezentowaniu plusów tych zawodów. Maluchy mogą z rozmaitych edukacyjnych publikacji dowiedzieć się, jak wygląda praca w konkretnym zawodzie – i pod tym kątem snuć marzenia o przyszłości. U Tadeusza Kubiaka w książeczce „Kim będą” sytuacja ma się jednak zupełnie inaczej. Autor w krótkim wierszyku o stałym rytmie prezentuje kilkoro dzieci zajętych zwykłymi dziecięcymi zabawami. Za każdym razem rodzaj wybranego zajęcia staje się zalążkiem przyszłego zawodu – kto lubi uczyć lalki i misie, zostanie nauczycielem, kto rysuje domy – może je kiedyś projektować, a kto waży jabłka i groch – będzie kiedyś sprzedawać towary w sklepie. Tadeusz Kubiak w „Kim będą” nie szuka wymyślnych zawodów, stawia na zwyczajność i role, które są w społeczeństwie bardzo potrzebne. Z puli zawodów wybiera zaledwie kilka, pokazując, że nie trzeba wcale przebierać się za strażaka czy księżniczkę, żeby w przyszłości mieć ciekawe zajęcie. Więcej: Kubiak udowadnia, że nawet normalne, nieprzebierankowe zabawy mogą nieść potencjał i w przyszłości zaowocować konkretną pracą.
„Kim będą” to książeczka niewielka (zawiera tylko sześć kartek) i przeznaczona dla dziewczynek. Nieprzypadkowo są tu same bohaterki zajmujące się standardowymi dziewczęcymi sprawami. Kubiak nie chce bagatelizować ich zabaw, przekonuje, że każda może być ważna i zaowocować kiedyś pracą na konkretnym stanowisku. Dla małych czytelniczek poza przeglądem typowych kobiecych zawodów jest jeszcze zabawa na środkowej wkładce. To zabawa w starym stylu, pasująca do literackiej propozycji Kubiaka: odbiorczynie mogą wyciąć sobie z papieru lalkę oraz zestaw „roboczych” ubrań dla niej, pokolorować te ubrania (zgodnie z sugestiami kolorów lub zgodnie z własną wyobraźnią) i zaplanować przyszłość papierowej postaci. Dziś, kiedy w sklepach mnóstwo jest wszelkiego rodzaju zabawek taki powrót do zabaw znanych rodzicom i dziadkom może okazać się inspirujący – a już na pewno połączy pokolenia. Odbiorczyniom natomiast udowodni, że czasami warto poświęcić trochę energii, by zyskać nowe możliwości zabawy. Papier jest tutaj dość sztywny, więc lalka nie zniszczy się szybko – a nawet gdyby tak się stało, można przygotować kolejną z kartonu.
Tomik zilustrowała Elżbieta Kidacka – i ilustracje to chyba jedyny element, który nie ma archaicznego charakteru. Kidacka tworzy postacie z dużymi okrągłymi oczami i urozmaiconymi fryzurami, komputerowe (tak też kolorowane). Dba o to, żeby obrazki były ciekawe dla dzieci i żeby współgrały z treścią kolejnych zwrotek. Jeśli na stronach pojawiają się zwierzęta, zawsze budzą uśmiech zawadiackimi minami. Na obrazkach też pojawiają się ciekawostki, między innymi stara waga z odważnikami – jednak Kidacka ogólnie chce uwspółcześniać ilustracje. Stosuje lekko rozjaśniane kolory, a dodatkowo niemal na każdej stronie wprowadza tajemnicze kropki z farby. Tadeusz Kubiak zapewnia opowiastkę bardzo prostą i bardzo krótką, więc żeby lektura nie przebiegała za szybko, można pobawić się z dzieckiem w oglądanie rysunków. Strona graficzna zachęci dzieci do sprawdzania, kim zostaną bohaterki – nadaje się też do omawiania widocznych na kolejnych rysunkach elementów. Cały tomik „Kim będą” to bajkowa ciekawostka dla maluchów (a dla starszych przypomnienie klasyki literatury czwartej). Może stać się zalążkiem rozmowy o zawodach lub urozmaiceniem codziennych zabaw najmłodszych.
Zabawa w dorosłość
Przeważnie w literaturze czwartej oswajanie dzieci z zawodami dorosłych polega na prezentowaniu plusów tych zawodów. Maluchy mogą z rozmaitych edukacyjnych publikacji dowiedzieć się, jak wygląda praca w konkretnym zawodzie – i pod tym kątem snuć marzenia o przyszłości. U Tadeusza Kubiaka w książeczce „Kim będą” sytuacja ma się jednak zupełnie inaczej. Autor w krótkim wierszyku o stałym rytmie prezentuje kilkoro dzieci zajętych zwykłymi dziecięcymi zabawami. Za każdym razem rodzaj wybranego zajęcia staje się zalążkiem przyszłego zawodu – kto lubi uczyć lalki i misie, zostanie nauczycielem, kto rysuje domy – może je kiedyś projektować, a kto waży jabłka i groch – będzie kiedyś sprzedawać towary w sklepie. Tadeusz Kubiak w „Kim będą” nie szuka wymyślnych zawodów, stawia na zwyczajność i role, które są w społeczeństwie bardzo potrzebne. Z puli zawodów wybiera zaledwie kilka, pokazując, że nie trzeba wcale przebierać się za strażaka czy księżniczkę, żeby w przyszłości mieć ciekawe zajęcie. Więcej: Kubiak udowadnia, że nawet normalne, nieprzebierankowe zabawy mogą nieść potencjał i w przyszłości zaowocować konkretną pracą.
„Kim będą” to książeczka niewielka (zawiera tylko sześć kartek) i przeznaczona dla dziewczynek. Nieprzypadkowo są tu same bohaterki zajmujące się standardowymi dziewczęcymi sprawami. Kubiak nie chce bagatelizować ich zabaw, przekonuje, że każda może być ważna i zaowocować kiedyś pracą na konkretnym stanowisku. Dla małych czytelniczek poza przeglądem typowych kobiecych zawodów jest jeszcze zabawa na środkowej wkładce. To zabawa w starym stylu, pasująca do literackiej propozycji Kubiaka: odbiorczynie mogą wyciąć sobie z papieru lalkę oraz zestaw „roboczych” ubrań dla niej, pokolorować te ubrania (zgodnie z sugestiami kolorów lub zgodnie z własną wyobraźnią) i zaplanować przyszłość papierowej postaci. Dziś, kiedy w sklepach mnóstwo jest wszelkiego rodzaju zabawek taki powrót do zabaw znanych rodzicom i dziadkom może okazać się inspirujący – a już na pewno połączy pokolenia. Odbiorczyniom natomiast udowodni, że czasami warto poświęcić trochę energii, by zyskać nowe możliwości zabawy. Papier jest tutaj dość sztywny, więc lalka nie zniszczy się szybko – a nawet gdyby tak się stało, można przygotować kolejną z kartonu.
Tomik zilustrowała Elżbieta Kidacka – i ilustracje to chyba jedyny element, który nie ma archaicznego charakteru. Kidacka tworzy postacie z dużymi okrągłymi oczami i urozmaiconymi fryzurami, komputerowe (tak też kolorowane). Dba o to, żeby obrazki były ciekawe dla dzieci i żeby współgrały z treścią kolejnych zwrotek. Jeśli na stronach pojawiają się zwierzęta, zawsze budzą uśmiech zawadiackimi minami. Na obrazkach też pojawiają się ciekawostki, między innymi stara waga z odważnikami – jednak Kidacka ogólnie chce uwspółcześniać ilustracje. Stosuje lekko rozjaśniane kolory, a dodatkowo niemal na każdej stronie wprowadza tajemnicze kropki z farby. Tadeusz Kubiak zapewnia opowiastkę bardzo prostą i bardzo krótką, więc żeby lektura nie przebiegała za szybko, można pobawić się z dzieckiem w oglądanie rysunków. Strona graficzna zachęci dzieci do sprawdzania, kim zostaną bohaterki – nadaje się też do omawiania widocznych na kolejnych rysunkach elementów. Cały tomik „Kim będą” to bajkowa ciekawostka dla maluchów (a dla starszych przypomnienie klasyki literatury czwartej). Może stać się zalążkiem rozmowy o zawodach lub urozmaiceniem codziennych zabaw najmłodszych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






