Egmont, Warszawa 2020.
Rodzina
Kolejny zestaw komiksów o małym Ptysiu i spanielu Billu trafia do rąk czytelników. Jean Roba prezentuje tutaj wesołe historyjki, krótkie – z wyjątkiem ostatniej części. „Globtroterzy” to bowiem opowieść wakacyjna i rozłożysta. Tutaj rodzina wygrywa wycieczkę – podróż dookoła świata. Trzeba trochę się pospieszyć, żeby móc zrealizować cały program, a i tak nie uniknie się niespodzianek. Bez dorosłych Ptyś i Bill mogą przeżywać rozmaite przygody – zwiedzają egzotyczne kraje, wplątują się w nietypowe intrygi. Wiele się tu wydarzy (chociaż trochę brakuje pojedynczych puent – siłą rzeczy jest ich mniej. Jean Roba sprawdza się jednak w dłuższej formie – potrzebuje tego, żeby czytelnicy dowiedzieli się, że nie tylko drobne anegdotki może im zaoferować. Pozostałe dwa tomiki, czyli tytułowy „Bill, na psa urok” oraz „Bill zbzikował” to już standardy – coś charakterystycznego, dla odbiorców niemal oczywistego i stałego.
Ptyś to chłopiec, który czas spędza ze swoim przyjacielem, a także z dowcipnym psem. Inaczej niż w przypadku kulturowych Fistaszków, do tego świata mają wstęp rodzice, co więcej – pełnią oni tu ważną funkcję. Zwykle to tata pada ofiarą wybryków, podpada albo rodzinie, albo przybyszom z zewnątrz. Żarty są tutaj na porządku dziennym. Ptyś przekonuje się, że nie zawsze życie jest sprawiedliwe, Bill ma więcej przywilejów – z racji tego, że jest psem. W tym komiksie widać wyraźnie sposób prowadzenia opowieści. Jean Roba nie zawsze wykorzystuje wszystkich bohaterów – osobne doświadczenia czekają na Billa, osobne na Ptysia – oczywiście czasami. Włącza za to autor ochoczo kolejnych przedstawicieli świata dorosłych.
U Ptysia i Billa dzieje się sporo. Każda historyjka zajmuje jedną stronę – nie jest to zatem styl pasków gazetowych, bliżej tu do twórczości dla dzieci – ale również tych niecierpliwych, tych, które nie lubią długo czytać (nawet komiksów) – a potrzebują szybkich rozwiązań. Roba w małych formach oferuje wyraziste puenty, w sam raz dla dzieci. Bazują one przeważnie na sprycie Billa i bezradności ludzi – im większy ten kontrast, tym lepiej. Odrobinę hamuje to motyw zaskoczenia, ale w końcu Jean Roba nie zamierza wielopłaszczyznowością docierać do dorosłych czytelników, żarty podporządkowuje docelowej grupie odbiorców. Stawia na dynamiczne wydarzenia, szybkie zmiany i eksponowanie emocji przez bohaterów – im bardziej intensywnie, tym lepiej. W tomiku „Bill, na psa urok” jest dużo scenek z codzienności – autor raczej unika serii (wyjątek robi dla urzędnika pobierającego opłatę za posiadanie psa, ten motyw czasami powraca). Jean Roba lubi energię, ruch i działania, ma do zaoferowania sporo. Bazuje mniej na ilustracjach – chociaż komizm sytuacyjny nimi czasem podkreśla – bardziej skupia się na nakreślaniu rzeczywistości bohaterów w dialogach między nimi. Kreskówkowy styl łączy z rozgadaniem bez przewidywania rozwiązań. Bill zyskuje tu głos przede wszystkim wtedy, gdy jest sam, bez ludzi – łatwiej wtedy zrozumieć jego przeżycia. Z ludźmi zachowuje się już jak zwyczajny pies i to również prowadzi do zabawnych scenek. Jean Roba nie zamierza pouczać, woli rozbawiać, dostarcza rozrywki najmłodszym.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ptyś i Bill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ptyś i Bill. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 maja 2020
sobota, 25 maja 2019
Verron według pomysłu Jeana Roby: Ptyś i Bill. Co z niego wyrośnie?
Egmont, Warszawa 2019.
Dzieciak i pies
Najpierw przygody Ptysia i Billa wymyślił i przedstawiał Jean Roba. Kiedy bohaterowie na dobre zadomowili się w świadomości czytelników, pałeczkę w tworzeniu cyklu przejął Laurent Verron, rysownik, który przygotowywał obrazkowe opowiastki do pomysłów różnych scenarzystów. I książka zbierająca trzy oryginalne tomiki o Ptysiu i Billu „Co z niego wyrośnie” to już propozycja tworzona przez Verrona (do pomysłów Roby). Nie ma się jednak czego obawiać, autor doskonale zachowuje styl swojego mistrza i przedstawia drobne historyjki o komicznym wydźwięku – dla młodych czytelników.
Ptyś to kilkuletni chłopiec, Bill – jego wierny spaniel – staje się towarzyszem codziennych zabaw. Wprawdzie Ptyś ma swoich kolegów (tu do Piotrka z charakterystyczną grzywką dołącza Wiktorek, cyrkowe dziecko), ale z psem spędza najwięcej czasu. W dodatku – co rzadko zdarza się przy „dziecięcych” tematach komiksowych, stały wstęp do opowiastek mają rodzice Ptysia. W końcu najbardziej skupiają się twórcy na domowych przygodach i doświadczeniach kilkulatka z najbliższego mu środowiska. Ptyś z reguły bawi się albo wypełnia domowe obowiązki (w rodzaju opieki nad Billem), Bill bryka lub spędza czas z żółwicą Karoliną (czasami płyną z tego nieporozumienia, bo Karolina robi się zazdrosna o każdą sukę, jaką zaczepia Bill). Rodzice dyskretnie wszystko kontrolują i sami niekiedy padają ofiarami żartów młodego pokolenia. A bywa, że i prowokują owe żarty. Chociaż w tych tomikach raczej trudno jest przeważnie wskazać motyw wiodący, tutaj taki jest: to kąpiele Billa. Spaniel wyjątkowo nie ma ochoty na styczność z wodą i cała rodzina używa wielu podstępów, żeby nakłonić niesfornego psa do wskoczenia do miski. Za każdym razem wiąże się to ze starannie przygotowywanym planem, do ostatniego kadru pies nie może podejrzewać, że za chwilę zostanie dokładnie wyszorowany. Trzeba przyznać, że jako refren staje się to zabawnym punktem tomiku – kreatywność autorów ucieszy odbiorców. Oczywiście osobnym tematem charakteryzującym Billa staje się zamiłowanie do kości – i tutaj rozpiętość jest olbrzymia, od flagi pirackiej do szkieletu dinozaura – w każdym z przedstawień kości Bill może zatopić zęby.
Chociaż temat dzieci i dzieciństwa w komiksach jest dosyć wdzięczny i chociaż Ptyś i Bill trafili nawet do serialu animowanego, jest to cykl, który trafi przede wszystkim do dzieci – dorosłym wyda się jednak zbyt infantylny (ale jeśli za punkt odniesienia ma się Fistaszki – trudno podjąć rywalizację). Verron wybiera scenki mocno puentowane, stara się, żeby każda historyjka znalazła charakterystyczne i dowcipne dla kilkulatków rozwiązanie. Przedstawia codzienność małych bohaterów, zwyczajność, w której jednak znajduje się sporo miejsca na żarty i wybryki. Tutaj nie ma mowy o nudzie ani o zmęczeniu, wszystko rozgrywa się dynamicznie i ciągle się zmienia (jedna strona to jedna historyjka, czyli też jeden komiksowy żart, czasami rozwijany w innej opowiastce). Uwagę dzieci przyciągać będą wyraziste kolory, ale warto też przyjrzeć się samej satyrycznej kresce, która pomaga wyostrzać rysy postaci i nadawać im charakteru. „Ptyś i Bill. Co z niego wyrośnie” to dobra propozycja dla tych dzieci, które chcą cieszyć się komiksami jako źródłem śmiechu i rozrywki.
Dzieciak i pies
Najpierw przygody Ptysia i Billa wymyślił i przedstawiał Jean Roba. Kiedy bohaterowie na dobre zadomowili się w świadomości czytelników, pałeczkę w tworzeniu cyklu przejął Laurent Verron, rysownik, który przygotowywał obrazkowe opowiastki do pomysłów różnych scenarzystów. I książka zbierająca trzy oryginalne tomiki o Ptysiu i Billu „Co z niego wyrośnie” to już propozycja tworzona przez Verrona (do pomysłów Roby). Nie ma się jednak czego obawiać, autor doskonale zachowuje styl swojego mistrza i przedstawia drobne historyjki o komicznym wydźwięku – dla młodych czytelników.
Ptyś to kilkuletni chłopiec, Bill – jego wierny spaniel – staje się towarzyszem codziennych zabaw. Wprawdzie Ptyś ma swoich kolegów (tu do Piotrka z charakterystyczną grzywką dołącza Wiktorek, cyrkowe dziecko), ale z psem spędza najwięcej czasu. W dodatku – co rzadko zdarza się przy „dziecięcych” tematach komiksowych, stały wstęp do opowiastek mają rodzice Ptysia. W końcu najbardziej skupiają się twórcy na domowych przygodach i doświadczeniach kilkulatka z najbliższego mu środowiska. Ptyś z reguły bawi się albo wypełnia domowe obowiązki (w rodzaju opieki nad Billem), Bill bryka lub spędza czas z żółwicą Karoliną (czasami płyną z tego nieporozumienia, bo Karolina robi się zazdrosna o każdą sukę, jaką zaczepia Bill). Rodzice dyskretnie wszystko kontrolują i sami niekiedy padają ofiarami żartów młodego pokolenia. A bywa, że i prowokują owe żarty. Chociaż w tych tomikach raczej trudno jest przeważnie wskazać motyw wiodący, tutaj taki jest: to kąpiele Billa. Spaniel wyjątkowo nie ma ochoty na styczność z wodą i cała rodzina używa wielu podstępów, żeby nakłonić niesfornego psa do wskoczenia do miski. Za każdym razem wiąże się to ze starannie przygotowywanym planem, do ostatniego kadru pies nie może podejrzewać, że za chwilę zostanie dokładnie wyszorowany. Trzeba przyznać, że jako refren staje się to zabawnym punktem tomiku – kreatywność autorów ucieszy odbiorców. Oczywiście osobnym tematem charakteryzującym Billa staje się zamiłowanie do kości – i tutaj rozpiętość jest olbrzymia, od flagi pirackiej do szkieletu dinozaura – w każdym z przedstawień kości Bill może zatopić zęby.
Chociaż temat dzieci i dzieciństwa w komiksach jest dosyć wdzięczny i chociaż Ptyś i Bill trafili nawet do serialu animowanego, jest to cykl, który trafi przede wszystkim do dzieci – dorosłym wyda się jednak zbyt infantylny (ale jeśli za punkt odniesienia ma się Fistaszki – trudno podjąć rywalizację). Verron wybiera scenki mocno puentowane, stara się, żeby każda historyjka znalazła charakterystyczne i dowcipne dla kilkulatków rozwiązanie. Przedstawia codzienność małych bohaterów, zwyczajność, w której jednak znajduje się sporo miejsca na żarty i wybryki. Tutaj nie ma mowy o nudzie ani o zmęczeniu, wszystko rozgrywa się dynamicznie i ciągle się zmienia (jedna strona to jedna historyjka, czyli też jeden komiksowy żart, czasami rozwijany w innej opowiastce). Uwagę dzieci przyciągać będą wyraziste kolory, ale warto też przyjrzeć się samej satyrycznej kresce, która pomaga wyostrzać rysy postaci i nadawać im charakteru. „Ptyś i Bill. Co z niego wyrośnie” to dobra propozycja dla tych dzieci, które chcą cieszyć się komiksami jako źródłem śmiechu i rozrywki.
sobota, 19 stycznia 2019
Jean Roba: Ptyś i Bill. Śmiech to zdrowie
Egmont, Warszawa 2018.
Radość rodziny
To kolejny komiks, który może zawojować różne grupy odbiorców. W “Ptysiu i Billu. Śmiech to zdrowie” pojawia się bowiem tak charakterystyczny ponadczasowy dowcip. To pełnostronicowe scenki z życia niewielkiej rodziny. Są tu mama i tata (co zbliża cykl bardziej do Calvina i Hobbesa niż do Fistaszków), kilkuletni chłopiec - Ptyś oraz jego spaniel, inteligentny nad miarę Bill. Towarzystwo uzupełnia żółwica Karolina, która może pojawia się niezbyt dynamicznie, ale wnosi sporo do relacji i do wiedzy bohaterów. Czasami wpadnie dzieciak z sąsiedztwa, pojawi się anonimowa postać z tła - strażak, rabuś albo szef ojca – czy w ogóle przypadkowy przechodzień - ale to tylko goście w stałym sielankowym świecie. Ptyś i Bill to seria, która ma trochę punktów wspólnych z Sisters (powstała w latach 90. i teraz jest przypominana, jednak komu przypadł do gustu duet Wendy i Marine, ten może sięgnąć też po Ptysia i Billa), sporo – z Calvinem. Jednak Jean Roba prezentuje trochę mniejsze wyczucie dowcipu uniwersalnego, częściej schodzi na oczywistości w puentach albo stosuje żarty sytuacyjne, najwłaściwsze dla młodych odbiorców. Trzeba mu jednak przyznać, że bardzo pilnuje obecności dowcipu – stara się, by każda opowiastka rozwinęła się w przynajmniej trochę dla czytelników zaskakującym kierunku, a kiedy nie uda mu się przy tym trafić na puentę-olśnienie, decyduje się na śmiech z puszki, to znaczy pokazuje, jak sytuacją ubawili się sami bohaterowie. W końcu “Śmiech to zdrowie” i trochę rozrywki nikomu nie zaszkodzi.
Ptyś i Bill są beztroscy i działają bez zastanowienia. Pomagają sobie wzajemnie i rozumieją swoje potrzeby. Mają swój - wspólny - świat, budują go konsekwentnie, chociaż Bill nie został wzorowany na Snoopym i nie przejawia ludzkiego myślenia (przeważnie). To pies typowy w zachowaniach – marzy o kościach, aportuje i jak tylko może - unika kąpieli. Jeśli przypadkiem wpadnie w filozoficzny nastrój albo zacznie prezentować ciosy karate – to wyłącznie dla przełamania rutyny, odejścia od jednostajnej codzienności. Wydaje się, e częściej inicjatorem szalonych zabaw jest jednak Ptyś - to on wprowadza w czyn beztroskie pomysły, a ma ich wiele. A ponieważ bajka dotyczy bardzo wąskiego grona bohaterów - tata i mama Ptysia biorą czynny udział w akcji. Zwykle padają ofiarami żartów albo wpadają we własne “pułapki”, jednak nie ma tu miejsca na krzywdę - wszystko opiera się na śmiechu dobrodusznym, na żartobliwym komizmie, lekkim i ponadczasowym. Dla autora powodem do śmiechu jest obyczajowość, zwykłe wydarzenia – przygody w szkole i na podwórku, w pracy i w domu. Radość płynąca z bycia razem przekształca się tu w kolejne sympatyczne wybryki. Domownicy się lubią, nie ma między nimi większych sporów. W takich warunkach śmiech przychodzi właściwie sam.
Czasami przydałyby się trochę lepsze przekłady (jak choćby w jednokadrowej grze półsłówek - ale Michał Rusinek Fistaszkami wniósł sztukę translatorską w zakresie komizmu na poziom właściwie nieosiągalny innym tłumaczom - pozostaje więc się cieszyć tym, co jest). “Śmiech to zdrowie” to publikacja, która fanów humorystycznych komiksów może przyjemnie zaskoczyć, a dzieciom dostarczy rozrywki na wysokim poziomie. Ten tomik, zbierający kilka zeszytów, budzi zainteresowanie serią - Ptyś i Bill stają się kolejną parą bohaterów idealną na smutki.
Radość rodziny
To kolejny komiks, który może zawojować różne grupy odbiorców. W “Ptysiu i Billu. Śmiech to zdrowie” pojawia się bowiem tak charakterystyczny ponadczasowy dowcip. To pełnostronicowe scenki z życia niewielkiej rodziny. Są tu mama i tata (co zbliża cykl bardziej do Calvina i Hobbesa niż do Fistaszków), kilkuletni chłopiec - Ptyś oraz jego spaniel, inteligentny nad miarę Bill. Towarzystwo uzupełnia żółwica Karolina, która może pojawia się niezbyt dynamicznie, ale wnosi sporo do relacji i do wiedzy bohaterów. Czasami wpadnie dzieciak z sąsiedztwa, pojawi się anonimowa postać z tła - strażak, rabuś albo szef ojca – czy w ogóle przypadkowy przechodzień - ale to tylko goście w stałym sielankowym świecie. Ptyś i Bill to seria, która ma trochę punktów wspólnych z Sisters (powstała w latach 90. i teraz jest przypominana, jednak komu przypadł do gustu duet Wendy i Marine, ten może sięgnąć też po Ptysia i Billa), sporo – z Calvinem. Jednak Jean Roba prezentuje trochę mniejsze wyczucie dowcipu uniwersalnego, częściej schodzi na oczywistości w puentach albo stosuje żarty sytuacyjne, najwłaściwsze dla młodych odbiorców. Trzeba mu jednak przyznać, że bardzo pilnuje obecności dowcipu – stara się, by każda opowiastka rozwinęła się w przynajmniej trochę dla czytelników zaskakującym kierunku, a kiedy nie uda mu się przy tym trafić na puentę-olśnienie, decyduje się na śmiech z puszki, to znaczy pokazuje, jak sytuacją ubawili się sami bohaterowie. W końcu “Śmiech to zdrowie” i trochę rozrywki nikomu nie zaszkodzi.
Ptyś i Bill są beztroscy i działają bez zastanowienia. Pomagają sobie wzajemnie i rozumieją swoje potrzeby. Mają swój - wspólny - świat, budują go konsekwentnie, chociaż Bill nie został wzorowany na Snoopym i nie przejawia ludzkiego myślenia (przeważnie). To pies typowy w zachowaniach – marzy o kościach, aportuje i jak tylko może - unika kąpieli. Jeśli przypadkiem wpadnie w filozoficzny nastrój albo zacznie prezentować ciosy karate – to wyłącznie dla przełamania rutyny, odejścia od jednostajnej codzienności. Wydaje się, e częściej inicjatorem szalonych zabaw jest jednak Ptyś - to on wprowadza w czyn beztroskie pomysły, a ma ich wiele. A ponieważ bajka dotyczy bardzo wąskiego grona bohaterów - tata i mama Ptysia biorą czynny udział w akcji. Zwykle padają ofiarami żartów albo wpadają we własne “pułapki”, jednak nie ma tu miejsca na krzywdę - wszystko opiera się na śmiechu dobrodusznym, na żartobliwym komizmie, lekkim i ponadczasowym. Dla autora powodem do śmiechu jest obyczajowość, zwykłe wydarzenia – przygody w szkole i na podwórku, w pracy i w domu. Radość płynąca z bycia razem przekształca się tu w kolejne sympatyczne wybryki. Domownicy się lubią, nie ma między nimi większych sporów. W takich warunkach śmiech przychodzi właściwie sam.
Czasami przydałyby się trochę lepsze przekłady (jak choćby w jednokadrowej grze półsłówek - ale Michał Rusinek Fistaszkami wniósł sztukę translatorską w zakresie komizmu na poziom właściwie nieosiągalny innym tłumaczom - pozostaje więc się cieszyć tym, co jest). “Śmiech to zdrowie” to publikacja, która fanów humorystycznych komiksów może przyjemnie zaskoczyć, a dzieciom dostarczy rozrywki na wysokim poziomie. Ten tomik, zbierający kilka zeszytów, budzi zainteresowanie serią - Ptyś i Bill stają się kolejną parą bohaterów idealną na smutki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






