Iskry, Warszawa 2022.
Wędrówki
"Tu nic nie ma" - chociaż takie przekonanie wyraża część ludzi, którzy trafią na spacer leśnymi szlakami, Lechosław Herz udowodni im, że bardzo się mylą. Tom "Puszcza. Opowieści kampinoskie" to zestaw synestezyjnych esejów dotyczących wędrówek po leśnej głuszy - i tego, co w Puszczy Kampinoskiej spotkać można. Co ciekawe, tematów autorowi nie brakuje i nie są to tylko opisy przyrody. Lechosław Herz puszczą żyje, a jako ktoś, kto w starej zapomnianej leśniczówce spędził ponad dwadzieścia pięć lat, ma do opowiedzenia sporo anegdot i ciekawostek związanych z życiem z dala od cywilizacji. Sprawdza autor, jakie zwierzęta da się tu zaobserwować i jak wyglądała przeszłość miejsca, wraz ze zmianą pór roku odnotowuje kolejne przeobrażenia przyrody. Zajmuje się też rejestrowaniem działalności ludzi, którzy nie chcą zaszkodzić puszczy i którzy od wieków potrafili żyć w symbiozie z tym miejscem. Specjalnie interesuje się historią nazw i szerzej - samych osad, zabiera czytelników na szlak, prezentuje im zabytki, opisuje bieg strumieni. Stara się też wyjaśniać genezę dziwnych czasami pomysłów onomastycznych: sięga w tym celu do ukrytych znaczeń zapomnianych słów. Czerpie z opowieści miejscowych, rejestruje ich przekonania, które składają się na niepowtarzalny koloryt lokalny. W tej relacji nie ma miejsca na pośpiech i postęp cywilizacyjny, za to archaizmy i nawiązania do tego, co minęło, są jak najbardziej wskazane. Sam autor od czasu do czasu decyduje się na stylizacje tekstowe, tak, żeby i tak już niemodny dzisiaj (bo napisany staranną polszczyzną) wywód przybliżyć jeszcze bardziej do przeglądu z historii. Lechosław Herz wędruje po lasach - i na tę wędrówkę zabiera ze sobą chętnych odbiorców. Zachowuje się jak przewodnik, który jednak stawia na napawanie się widokami i wiadomościami, a nie na odhaczanie kolejnych miejsc do odwiedzenia. Wpisuje się idealnie w rytm przyrody, stapia się z prezentowanym krajobrazem i snuje gawędy kojące, a przy tym atrakcyjne dla wszystkich fanów idei slow-life. Lechosław Herz dzieli się też wiedzą: informacje są nieodłączną częścią kolejnych esejów, nie chodzi tu wyłącznie o podziwianie natury i utrwalanie piękna przyrody (przynajmniej dopóki to możliwe). Ludzie związani z Puszczą Kampinoską, badacze i mieszkańcy - wszyscy zgodnie współistnieją na kartach tej książki i przypominają o tym, że źycie w małych społecznościach ma swój urok. Tworzy też Lechosław Herz całą bibliografię, zbiera publikacje o Kampinosie i utwory poświęcone tym terenom - chociaż te pełnią raczej rolę ilustracyjną, znacznie bardziej liczą się fakty oraz wspomnienia.
Lechosław Herz potrafi opowiadać tak, że lektura nabiera barw. Można razem z nim przemierzać puszczę bez wychodzenia z domu - malowniczy język sprawia, że łatwiej będzie uruchomić wyobraźnię. Bo Herz ocala to, co łatwe do stracenia, wie, jak ważne jest ocalanie tradycji. Rezygnuje z podporządkowywania się masowym trendom, proponuje książkę, która nie pasuje do dzisiejszego rynku - i przez to dla wielu czytelników może być jeszcze bardziej atrakcyjna. Nie ma tu zdjęć, wszystko malowane jest słowem - ale wyjątkowo precyzyjnie. Tę książkę można czytać ze względu na zainteresowanie Puszczą Kampinoską, ale równie dobrze sprawdzi się jako tom "rozrywkowy", ambitna lektura o spotkaniu człowieka z przyrodą.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lechosław Herz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lechosław Herz. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 listopada 2022
poniedziałek, 13 września 2021
Lechosław Herz: Igrzec. Opowieści mocno osobiste
Iskry, Warszawa 2021.
Własne szlaki
Książki Lechosława Herza charakteryzują się niepowtarzalnym klimatem. Ten autor, niezależnie od tego, czy oprowadza czytelników po różnych szlakach, czy - jak w wypadku "Igrca", decyduje się na sporą dawkę komentarzy z własnego życia, potrafi odbiorców uwieść kojącym rytmem, starannym i dopracowanym stylem i wyczuleniem na brzmienie słów. "Igrzec. Opowieści mocno osobiste" to zestaw tekstów, które układają się w spójną relację, ale są też samodzielnymi tematycznie wspomnieniami czy felietonami bedekerowskimi. Autor bardzo dobrze rejestruje nastroje i dzieli się wspomnieniami czy skojarzeniami. Ocala to, co z pozoru ocalenia niewarte, co bardzo prywatne i co należy do sfery osobistej. Wrażenia ulotne, zapamiętane z konkretnych momentów dzieciństwa czy z późniejszych etapów życia, pozwalają przedstawić nie tylko specyfikę codzienności, ale też wrażliwość, rodzaj wyczulenia na otoczenie. "Igrzec" to połączenie przemyśleń własnych, refleksji i doświadczeń z tym, co istotne dla społeczeństwa. Autor potrafi nie tylko rozwodzić się nad swoimi uwagami - zajmuje się również prezentowaniem czytelnikom tego, co mogło zmieniać perspektywę. Przypomina wiadomości historyczne w takim stopniu, w jakim są potrzebne do zrozumienia zwyczajności bohatera. Na początku dość obszernego tomu (w niewielkim formacie, żeby odróżnić "Igrca" od wędrówkowych publikacji jednoznacznie nastawionych na przemierzanie szlaków) Lechosław Herz zajmuje się wspomnieniami z młodych lat. Przedstawia czytelnikom fragmenty swojej autobiografii, wybiera z przeżyć to, co może zaintrygować i co wydaje się najbardziej atrakcyjne - pamięta o tym, że nie tylko przeglądanie kadrów będzie dla odbiorców satysfakcjonujące, ale też możliwość przeżywania drobnych wydarzeń. Kiedy opisuje jakiś fragment z młodych lat rzeczowo i konkretnie, traktuje go jako trampolinę do przemyśleń, które również wplata w swój wywód. Przechodzi od szczegółu do refleksji bardziej rozbudowanych, filozoficznych wręcz - i w ten sposób napowietrza autobiograficzne zwierzenia. Dba o to, żeby czytelnicy mieli satysfakcję lekturową, pisze w sposób bardzo wyważony, staranny i gęsty. Wie, co chce osiągnąć i dąży do tego. Może dzięki takiemu podejściu pozwolić sobie na trochę sentymentów i nostalgii. Bardzo wciąga czytelników w doświadczenia z własnego życia i z przeszłości - udaje mu się przekonać do czytania bez większego trudu. I kiedy już zyska pewność, że nikt nie odłoży tomu przed czasem, przechodzi do opowieści o odwiedzanych miejscach. I tu już jest autorem, którego odbiorcy doskonale znają z przewodnikowych i nieoczywistych tras. Wspomnienia przechodzą w analizy tego, co najbardziej atrakcyjne (niekoniecznie dla turysty-kolekcjonera wrażeń, raczej dla tego kontemplującego, niespiesznego piechura), w rejestrowanie zachwytów i w dzielenie się wartościowymi adresami. Lechosław Herz przypomina o tym, że można razem z nim wybrać się na wyprawę i odkrywać uroki miejsc nieoczywistych. "Igrzec" to książka wielowymiarowa - napisana w stylu, który dzisiaj wydaje się nieco archaiczny, ale za którym wielu czytelników tęskni w zalewie bylejakości. To publikacja wyjątkowa, zachęcająca do gromadzenia wspomnień i do pielęgnowania ich.
Własne szlaki
Książki Lechosława Herza charakteryzują się niepowtarzalnym klimatem. Ten autor, niezależnie od tego, czy oprowadza czytelników po różnych szlakach, czy - jak w wypadku "Igrca", decyduje się na sporą dawkę komentarzy z własnego życia, potrafi odbiorców uwieść kojącym rytmem, starannym i dopracowanym stylem i wyczuleniem na brzmienie słów. "Igrzec. Opowieści mocno osobiste" to zestaw tekstów, które układają się w spójną relację, ale są też samodzielnymi tematycznie wspomnieniami czy felietonami bedekerowskimi. Autor bardzo dobrze rejestruje nastroje i dzieli się wspomnieniami czy skojarzeniami. Ocala to, co z pozoru ocalenia niewarte, co bardzo prywatne i co należy do sfery osobistej. Wrażenia ulotne, zapamiętane z konkretnych momentów dzieciństwa czy z późniejszych etapów życia, pozwalają przedstawić nie tylko specyfikę codzienności, ale też wrażliwość, rodzaj wyczulenia na otoczenie. "Igrzec" to połączenie przemyśleń własnych, refleksji i doświadczeń z tym, co istotne dla społeczeństwa. Autor potrafi nie tylko rozwodzić się nad swoimi uwagami - zajmuje się również prezentowaniem czytelnikom tego, co mogło zmieniać perspektywę. Przypomina wiadomości historyczne w takim stopniu, w jakim są potrzebne do zrozumienia zwyczajności bohatera. Na początku dość obszernego tomu (w niewielkim formacie, żeby odróżnić "Igrca" od wędrówkowych publikacji jednoznacznie nastawionych na przemierzanie szlaków) Lechosław Herz zajmuje się wspomnieniami z młodych lat. Przedstawia czytelnikom fragmenty swojej autobiografii, wybiera z przeżyć to, co może zaintrygować i co wydaje się najbardziej atrakcyjne - pamięta o tym, że nie tylko przeglądanie kadrów będzie dla odbiorców satysfakcjonujące, ale też możliwość przeżywania drobnych wydarzeń. Kiedy opisuje jakiś fragment z młodych lat rzeczowo i konkretnie, traktuje go jako trampolinę do przemyśleń, które również wplata w swój wywód. Przechodzi od szczegółu do refleksji bardziej rozbudowanych, filozoficznych wręcz - i w ten sposób napowietrza autobiograficzne zwierzenia. Dba o to, żeby czytelnicy mieli satysfakcję lekturową, pisze w sposób bardzo wyważony, staranny i gęsty. Wie, co chce osiągnąć i dąży do tego. Może dzięki takiemu podejściu pozwolić sobie na trochę sentymentów i nostalgii. Bardzo wciąga czytelników w doświadczenia z własnego życia i z przeszłości - udaje mu się przekonać do czytania bez większego trudu. I kiedy już zyska pewność, że nikt nie odłoży tomu przed czasem, przechodzi do opowieści o odwiedzanych miejscach. I tu już jest autorem, którego odbiorcy doskonale znają z przewodnikowych i nieoczywistych tras. Wspomnienia przechodzą w analizy tego, co najbardziej atrakcyjne (niekoniecznie dla turysty-kolekcjonera wrażeń, raczej dla tego kontemplującego, niespiesznego piechura), w rejestrowanie zachwytów i w dzielenie się wartościowymi adresami. Lechosław Herz przypomina o tym, że można razem z nim wybrać się na wyprawę i odkrywać uroki miejsc nieoczywistych. "Igrzec" to książka wielowymiarowa - napisana w stylu, który dzisiaj wydaje się nieco archaiczny, ale za którym wielu czytelników tęskni w zalewie bylejakości. To publikacja wyjątkowa, zachęcająca do gromadzenia wspomnień i do pielęgnowania ich.
poniedziałek, 14 listopada 2016
Lechosław Herz: Podróże po Mazowszu
Iskry, Warszawa 2016.
Wędrówka
Nie pierwszy raz Lechosław Herz zabiera czytelników w literacko-historyczną podróż, ale teraz skupia się na terenach sobie najbliższych – to jest na Mazowszu. Ubolewa nad tym, że ten region jest traktowany po macoszemu przez literatów, przegrywa w walce o uwagę jako dodatek do Warszawy, ale nie doczekał się własnego kronikarza, a po połowie XX wieku w ogóle przestał być zauważany przez pisarzy czy poetów. Mazowsze w poezji kończy się na Broniewskim, Herz chce teraz przeprowadzić czytelników po terenach, które sam doskonale zna i bardzo ceni. Problemy z literaturą akcentuje wiele regionów, wszystkim wydaje się, że ich akurat w twórczości jest za mało. Lechosław Herz jednak zamierza wypełnić lukę i stworzyć przedziwny bedeker z dala od przewodników i mód.
Mazowsze to cały zestaw małych wsi i miejscowości, które nie zapadają w pamięć nawet przypadkowym turystom. Ale Herz nie zamierza budować całych opowieści na atmosferze i pięknie krajobrazów. Sięga głęboko do historii i wynajduje anegdoty oraz fakty na tyle szczegółowe, że przeważnie nie trafiają do podręczników historii. Autor sięga do źródeł i wie, gdzie szukać tematów do zapisków. Odnotowuje drobiazgi, z których następnie zbudować – czy raczej odtworzyć – może kawałek przeszłości, może nieważnej w skali kraju, za to istotnej dla regionu, a przynajmniej składającej się na jego specyfikę. Przypomina dawne plotki i skandaliki lub elementy normalności wpisujące się w zainteresowania kronikarzy. Dzięki olbrzymiej pracy, jaką Herz wkłada w odszukiwanie danych, czytelnicy przekonają się, dlaczego warto zwrócić uwagę na Mazowsze i dostrzegać w nim coś więcej niż tylko dodatek do Warszawy. A że autor prezentuje swoje odkrycia smakowicie, trudno się oprzeć przechodzeniu szlaków z tą właśnie publikacją. „Podróże po Mazowszu” to z jednej strony zbiór odnalezionych w archiwach faktów, z drugiej – czysta przyjemność dla czytelników rozmiłowanych w literaturze faktu. Herz pisze piękną melodyjną polszczyzną, dzisiaj już klasyczną i rzadko spotykaną. Sprawia, że opowieść toczy się płynnie i angażuje nie tylko bezpośrednio zaangażowanych. Herz trochę przypomina, jak można wykorzystywać materiały źródłowe, żeby ułożyć na ich podstawie wartką i barwną opowieść. Tu nie ma znaczenia, że bohaterowie wydarzeń pochodzą z zamierzchłej przeszłości: liczą się oryginalne charaktery i sytuacje będące znakami czasów.
To podróż po znanych autorowi szlakach. W związku z tym Herz chętnie dzieli się obserwacjami i wiedzą wędrowca, tą, której nie da się nauczyć z książek. Kieruje odbiorców na własne ślady, wystawia minirecenzje, potrafi wskazać największą wartość czy moment, który warto uchwycić. Całe „Podróże po Mazowszu” przesycone są takim prywatnym podejściem, specyficznym subiektywnym zaangażowaniem i jednocześnie precyzją przy wskazywaniu dróg. Herz pokazuje się jako doskonały przewodnik: znający wszelkie tajniki miejsc, aktualne i te przeszłe, równie interesujące. Herz ma do nich sentymentalny stosunek, czemu zresztą trudno się dziwić, kiedy prześledzi się choćby fragmenty relacji z wędrówek. Mazowsze zyskuje swoje miejsce w literaturze. Autor starannie wynotowuje również akcenty regionalne w literaturze – ale więcej miejsca poświęca jednak historii.
Są „Podróże po Mazowszu” w narracji prawdziwym popisem literackim. Herzowi posługiwanie się staranną i klasyczną polszczyzną przychodzi naturalnie. To zamienia opowieść „użytkową” w prozę z prawdziwego zdarzenia, wyrazistą i głęboką, o przyjemnym brzmieniu, w sam raz dla koneserów. To literatura faktu, ale bardzo zwraca uwagę na ten pierwszy człon nazwy gatunkowej. Herz dba o kształt narracji w stopniu obecnie niespotykanym, słowa mają dla niego wielką wartość. Dzięki temu „Podróże po Mazowszu” zaintrygują nie tylko mieszkańców regionu czy miłośników banalnych badań. Herz tworzy bedeker odpowiedni także do czytania, do przeznaczenia lekturowego, a nie tylko użytkowego. Nie pierwsza to tego typu publikacja Herza, więc żadnych zaskoczeń nie będzie – fani zyskają za to kolejne omówienie mniej kojarzonego zakątka Polski.
Wzruszeń przyniesie ten tom wiele, obudzi też zainteresowanie losami małych miejscowości o bogatej historii. Lechosław Herz to przewodnik i gawędziarz jednocześnie, autor, który zdaje sobie sprawę ze znaczenia małych ojczyzn i proponuje czytelnikom piękną podróż przez wieki i tereny sobie bliskie. Warto za nim podążać, a na pewno śledzić efekty takich wypraw.
Wędrówka
Nie pierwszy raz Lechosław Herz zabiera czytelników w literacko-historyczną podróż, ale teraz skupia się na terenach sobie najbliższych – to jest na Mazowszu. Ubolewa nad tym, że ten region jest traktowany po macoszemu przez literatów, przegrywa w walce o uwagę jako dodatek do Warszawy, ale nie doczekał się własnego kronikarza, a po połowie XX wieku w ogóle przestał być zauważany przez pisarzy czy poetów. Mazowsze w poezji kończy się na Broniewskim, Herz chce teraz przeprowadzić czytelników po terenach, które sam doskonale zna i bardzo ceni. Problemy z literaturą akcentuje wiele regionów, wszystkim wydaje się, że ich akurat w twórczości jest za mało. Lechosław Herz jednak zamierza wypełnić lukę i stworzyć przedziwny bedeker z dala od przewodników i mód.
Mazowsze to cały zestaw małych wsi i miejscowości, które nie zapadają w pamięć nawet przypadkowym turystom. Ale Herz nie zamierza budować całych opowieści na atmosferze i pięknie krajobrazów. Sięga głęboko do historii i wynajduje anegdoty oraz fakty na tyle szczegółowe, że przeważnie nie trafiają do podręczników historii. Autor sięga do źródeł i wie, gdzie szukać tematów do zapisków. Odnotowuje drobiazgi, z których następnie zbudować – czy raczej odtworzyć – może kawałek przeszłości, może nieważnej w skali kraju, za to istotnej dla regionu, a przynajmniej składającej się na jego specyfikę. Przypomina dawne plotki i skandaliki lub elementy normalności wpisujące się w zainteresowania kronikarzy. Dzięki olbrzymiej pracy, jaką Herz wkłada w odszukiwanie danych, czytelnicy przekonają się, dlaczego warto zwrócić uwagę na Mazowsze i dostrzegać w nim coś więcej niż tylko dodatek do Warszawy. A że autor prezentuje swoje odkrycia smakowicie, trudno się oprzeć przechodzeniu szlaków z tą właśnie publikacją. „Podróże po Mazowszu” to z jednej strony zbiór odnalezionych w archiwach faktów, z drugiej – czysta przyjemność dla czytelników rozmiłowanych w literaturze faktu. Herz pisze piękną melodyjną polszczyzną, dzisiaj już klasyczną i rzadko spotykaną. Sprawia, że opowieść toczy się płynnie i angażuje nie tylko bezpośrednio zaangażowanych. Herz trochę przypomina, jak można wykorzystywać materiały źródłowe, żeby ułożyć na ich podstawie wartką i barwną opowieść. Tu nie ma znaczenia, że bohaterowie wydarzeń pochodzą z zamierzchłej przeszłości: liczą się oryginalne charaktery i sytuacje będące znakami czasów.
To podróż po znanych autorowi szlakach. W związku z tym Herz chętnie dzieli się obserwacjami i wiedzą wędrowca, tą, której nie da się nauczyć z książek. Kieruje odbiorców na własne ślady, wystawia minirecenzje, potrafi wskazać największą wartość czy moment, który warto uchwycić. Całe „Podróże po Mazowszu” przesycone są takim prywatnym podejściem, specyficznym subiektywnym zaangażowaniem i jednocześnie precyzją przy wskazywaniu dróg. Herz pokazuje się jako doskonały przewodnik: znający wszelkie tajniki miejsc, aktualne i te przeszłe, równie interesujące. Herz ma do nich sentymentalny stosunek, czemu zresztą trudno się dziwić, kiedy prześledzi się choćby fragmenty relacji z wędrówek. Mazowsze zyskuje swoje miejsce w literaturze. Autor starannie wynotowuje również akcenty regionalne w literaturze – ale więcej miejsca poświęca jednak historii.
Są „Podróże po Mazowszu” w narracji prawdziwym popisem literackim. Herzowi posługiwanie się staranną i klasyczną polszczyzną przychodzi naturalnie. To zamienia opowieść „użytkową” w prozę z prawdziwego zdarzenia, wyrazistą i głęboką, o przyjemnym brzmieniu, w sam raz dla koneserów. To literatura faktu, ale bardzo zwraca uwagę na ten pierwszy człon nazwy gatunkowej. Herz dba o kształt narracji w stopniu obecnie niespotykanym, słowa mają dla niego wielką wartość. Dzięki temu „Podróże po Mazowszu” zaintrygują nie tylko mieszkańców regionu czy miłośników banalnych badań. Herz tworzy bedeker odpowiedni także do czytania, do przeznaczenia lekturowego, a nie tylko użytkowego. Nie pierwsza to tego typu publikacja Herza, więc żadnych zaskoczeń nie będzie – fani zyskają za to kolejne omówienie mniej kojarzonego zakątka Polski.
Wzruszeń przyniesie ten tom wiele, obudzi też zainteresowanie losami małych miejscowości o bogatej historii. Lechosław Herz to przewodnik i gawędziarz jednocześnie, autor, który zdaje sobie sprawę ze znaczenia małych ojczyzn i proponuje czytelnikom piękną podróż przez wieki i tereny sobie bliskie. Warto za nim podążać, a na pewno śledzić efekty takich wypraw.
wtorek, 29 czerwca 2010
Lechosław Herz: Wardęga. Opowieści z pobocza drogi
Iskry, Warszawa 2010.
Polskie drogi
Są takie doznania i emocje, które najlepiej wyrazili przed laty (a czasem nawet przed wiekami) ludzie pióra. Są frazy, które swoim wewnętrznym rytmem idealnie oddają nastrój miejsca, pozwalają budzić w wyobraźni – lub pamięci – charakterystyczne pejzaże, przynoszą, u wyczulonych na piękno otoczenia bądź sentymentalnych odbiorców silne wzruszenia. I chociaż we współczesnym świecie, nastawionym na pośpiech i przeliczanie czasu na pieniądze, opisy przyrody nie są najbardziej lubianym elementem lektur, istnieją przecież czytelnicy, którym statyczne literackie podróże wydają się szczególnie cenne. Dla takich właśnie koneserów przeznaczony jest tom „Wardęga. Opowieści z pobocza drogi” Lechosława Herza, zbiór krótkich esejów przepojonych z jednej strony zachwytem nad nieznanymi zakątkami kraju, z drugiej – erudycyjnymi wstawkami: fragmentami utworów literackich czy opisami dzieł malarstwa. Autor rozkoszuje się urokliwymi widokami i w odkrywanych przed czytelnikami krajobrazach naświetla Polskę, o jaką dziś nie tylko w tekstach coraz trudniej. Jest to wyprawa z daleka od miejsc opisywanych w przewodnikach, historia w wymiarze mikro, tak drobna, że niemal prywatna. Nieprzypadkowo w tytule zaakcentowane zostało pobocze drogi: Herz upomina się o rejony nieznane, a raczej dzieli się z odbiorcami własnym zachwytem. Mocno próbuje przekonać czytelników do sentymentalnych wzruszeń, choć zdaje sobie sprawę z tego, że nikogo nie można nauczyć wrażliwości – czy umiejętności odkrywania piękna nizinnych krajobrazów.
Interesująco wypada w tym zbiorze obraz autora. Z początku Lechosław Herz jawi się jako reportażysta z zacięciem badawczym. Ma ochotę utrwalać zasłyszane opowieści i anonimowych rozmówców unieśmiertelniać w tekstach. Z czasem kieruje się raczej ku już zapisanym komentarzom, tworząc glosy, dodatki na marginesach własnych lektur. Wreszcie odwraca się w stronę kronik, czerpie z zestawów danych – dat i faktów – które wprawdzie do ogólnopolskich podręczników wejść nie mogą, ale świadczą o tym, że nawet w najmniejszych miejscowościach da się znaleźć coś ciekawego – okruch przeszłości budujący genius loci. Teksty otwierające tom mają lekko felietonową konstrukcję, widać w nich ślady uśmiechu – lecz Lechosław Herz rezygnuje z lekkiego i dowcipnego stylu na rzecz rozwiniętego zaangażowania emocjonalnego. Stale konfrontuje to, co minęło i już nie wróci z aktualną rzeczywistością – bez większego trudu da się tu zauważyć nostalgię i żal za utraconą, odległą przeszłością.
„Wardęga” to książka składana z małych zachwytów, malowana światłem (na każdym kroku spotyka się tu rozsłonecznione pejzaże i charakterystyczne, niemal funkcjonujące na prawach symbolu elementy polskich krajobrazów). Herz ożywia postacie ze starych podań i wierzeń, przypomina dawno nieistniejące miejsca i zapomniane zwyczaje. Autor wie, że „każdy z nas nosi w sobie obraz Polski ukształtowany przez sztukę, malarstwo i literaturę” – jego zapisana w krótkich tekstach opowieść jest przywołaniem tego wspólnego obrazu, sprawdzeniem go w praktyce, ale i uzupełnieniem o prywatne doznania. U Herza odpust pełen jest nie chińskiej tandety a polskiego ludowego rękodzieła. Tu liczą się artyści, nawet jeśli nigdy ich sława nie wyszła poza granice rodzinnego miasteczka. To jednocześnie opowieść utkana z tęsknot, azyl – być może w świecie, który bezpowrotnie przemija, szuka Herz szansy na ucieczkę ze wciąż przyspieszającego życia.
Nie jest to publikacja dla każdego – jej powolny rytm, smakowanie poszczególnych krajobrazów, chłonięcie Polski zapomnianej i niepopularnej – to elementy, które niecierpliwych odbiorców odstraszą. Dla tych jednak czytelników, którzy chcieliby wybrać alternatywę wobec cepeliowskiej ludowości i odnaleźć swojskość, dla tych, którzy chcieliby ocalić odrobinę oryginalności i uroku pejzaży, dla tych, którzy pragną znów odnaleźć na kartach książek doznania przedstawione w arcydziełach polskiej literatury – dla tych właśnie jest „Wardęga”.
Polskie drogi
Są takie doznania i emocje, które najlepiej wyrazili przed laty (a czasem nawet przed wiekami) ludzie pióra. Są frazy, które swoim wewnętrznym rytmem idealnie oddają nastrój miejsca, pozwalają budzić w wyobraźni – lub pamięci – charakterystyczne pejzaże, przynoszą, u wyczulonych na piękno otoczenia bądź sentymentalnych odbiorców silne wzruszenia. I chociaż we współczesnym świecie, nastawionym na pośpiech i przeliczanie czasu na pieniądze, opisy przyrody nie są najbardziej lubianym elementem lektur, istnieją przecież czytelnicy, którym statyczne literackie podróże wydają się szczególnie cenne. Dla takich właśnie koneserów przeznaczony jest tom „Wardęga. Opowieści z pobocza drogi” Lechosława Herza, zbiór krótkich esejów przepojonych z jednej strony zachwytem nad nieznanymi zakątkami kraju, z drugiej – erudycyjnymi wstawkami: fragmentami utworów literackich czy opisami dzieł malarstwa. Autor rozkoszuje się urokliwymi widokami i w odkrywanych przed czytelnikami krajobrazach naświetla Polskę, o jaką dziś nie tylko w tekstach coraz trudniej. Jest to wyprawa z daleka od miejsc opisywanych w przewodnikach, historia w wymiarze mikro, tak drobna, że niemal prywatna. Nieprzypadkowo w tytule zaakcentowane zostało pobocze drogi: Herz upomina się o rejony nieznane, a raczej dzieli się z odbiorcami własnym zachwytem. Mocno próbuje przekonać czytelników do sentymentalnych wzruszeń, choć zdaje sobie sprawę z tego, że nikogo nie można nauczyć wrażliwości – czy umiejętności odkrywania piękna nizinnych krajobrazów.
Interesująco wypada w tym zbiorze obraz autora. Z początku Lechosław Herz jawi się jako reportażysta z zacięciem badawczym. Ma ochotę utrwalać zasłyszane opowieści i anonimowych rozmówców unieśmiertelniać w tekstach. Z czasem kieruje się raczej ku już zapisanym komentarzom, tworząc glosy, dodatki na marginesach własnych lektur. Wreszcie odwraca się w stronę kronik, czerpie z zestawów danych – dat i faktów – które wprawdzie do ogólnopolskich podręczników wejść nie mogą, ale świadczą o tym, że nawet w najmniejszych miejscowościach da się znaleźć coś ciekawego – okruch przeszłości budujący genius loci. Teksty otwierające tom mają lekko felietonową konstrukcję, widać w nich ślady uśmiechu – lecz Lechosław Herz rezygnuje z lekkiego i dowcipnego stylu na rzecz rozwiniętego zaangażowania emocjonalnego. Stale konfrontuje to, co minęło i już nie wróci z aktualną rzeczywistością – bez większego trudu da się tu zauważyć nostalgię i żal za utraconą, odległą przeszłością.
„Wardęga” to książka składana z małych zachwytów, malowana światłem (na każdym kroku spotyka się tu rozsłonecznione pejzaże i charakterystyczne, niemal funkcjonujące na prawach symbolu elementy polskich krajobrazów). Herz ożywia postacie ze starych podań i wierzeń, przypomina dawno nieistniejące miejsca i zapomniane zwyczaje. Autor wie, że „każdy z nas nosi w sobie obraz Polski ukształtowany przez sztukę, malarstwo i literaturę” – jego zapisana w krótkich tekstach opowieść jest przywołaniem tego wspólnego obrazu, sprawdzeniem go w praktyce, ale i uzupełnieniem o prywatne doznania. U Herza odpust pełen jest nie chińskiej tandety a polskiego ludowego rękodzieła. Tu liczą się artyści, nawet jeśli nigdy ich sława nie wyszła poza granice rodzinnego miasteczka. To jednocześnie opowieść utkana z tęsknot, azyl – być może w świecie, który bezpowrotnie przemija, szuka Herz szansy na ucieczkę ze wciąż przyspieszającego życia.
Nie jest to publikacja dla każdego – jej powolny rytm, smakowanie poszczególnych krajobrazów, chłonięcie Polski zapomnianej i niepopularnej – to elementy, które niecierpliwych odbiorców odstraszą. Dla tych jednak czytelników, którzy chcieliby wybrać alternatywę wobec cepeliowskiej ludowości i odnaleźć swojskość, dla tych, którzy chcieliby ocalić odrobinę oryginalności i uroku pejzaży, dla tych, którzy pragną znów odnaleźć na kartach książek doznania przedstawione w arcydziełach polskiej literatury – dla tych właśnie jest „Wardęga”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






