Mimochodem, Lublin 2012.
Świat uczuć zwykłych
Joanna Klara Teske w swojej „Snubajce” wybiera baśniową aurę i niekonkretność, mówienie o uczuciach w niemodny sposób i bohaterów z krainy wyobraźni – o ich przynależności gatunkowej dopowie rysunkami, zresztą cała akcja ma się rozegrać w onirycznym klimacie tak, aby czytelnicy pojęli wagę uczuć i potrzebę bliskości w ich uniwersalnym znaczeniu. „Snubajka” rozgrywa się powoli i pełna jest synestezyjnych opisów.
Pojawia się tu Marzeńka – rozmarzona istota, goniąca za ułudą, bo zakochana w tworze, który naprawdę nie istnieje. Pojawia się i Sobiepan, który musi zrozumieć smutek Marzeńki i sprawić, by deszcz przestał padać. Inni bohaterowie są właściwie nieistotni, cały ciężar historii przenosi się na relację między Marzeńką a Sobiepanem – to relacja dla najmłodszych o tyle skomplikowana, że – trudna do uchwycenia. Rodzi się niepostrzeżenie, przychodzi z sympatią, przyjaźnią i przywiązaniem, nie ma w niej miejsca na wielkie słowa czy baśniowe wyczyny – miłość wtapia się w zwyczajność, skrywa się w rutynie i nie chce zwracać na siebie uwagi. Przypuszczam, że to będzie dla dzieci przyzwyczajonych do literackiego rozmachu w tej dziedzinie największe wyzwanie. A przecież tu mieści się istota „Snubajki”.
Joanna Klara Teske stawia w tej historii na poetyckość, rozmywa kształt stworzonej przez siebie krainy i zaburza proporcje tradycyjnych opowieści, a przy tym i tak pisze niemal klasycznie, momentami wręcz anachronicznie. Odwołuje się do świata stałych wartości, chociaż nie chce operować wielkimi słowami i pojęciami – emocje próbuje natomiast wyzwolić u odbiorców. Mam wrażenie, że zależy autorce przede wszystkim na wywołaniu charakterystycznego baśniowego klimatu, wrażenia piękna – reszta schodzi na drugi plan. Teske chętnie operuje symbolami, ukrywa znaczenia, tak, by pole do popisu mieli interpretatorzy – i przez te zabawy nie poświęca wiele uwagi fabule – jednokierunkowej (choć przez kompozycję też modyfikowanej). Mocno ograniczone okazuje się działanie bohaterów – a w samym tekście akcja przegrywa z rozmowami i rozważaniami. Filozoficzny aspekt tomiku spowalnia jeszcze opowieść, ale autorce nie zależy najwyraźniej na dynamice. Chodzi jej o napisanie wzruszającej opowieści o miłości i przywiązaniu: z aurą baśniowości i urokiem naiwności. Taką historię uzyskuje – tyle że być może miejscami bardziej trafi nią do przekonania dorosłym, świadomym literackich zabiegów i pisarskich sztuczek.
Teske jest też autorką ilustracji i chociaż edytorsko książki Mimochodem stoją na wysokim poziomie (minus za nieznajomość zasad pisowni dotyczących kolorów!), tu grafiki wydają się zbyt ciemne. Autorka zdecydowała się na budowanie obrazków z niezliczonej ilości małych kresek wykonywanych kredkami w różnych – zgaszonych – kolorach, a jako tło wybrała czarny karton. Nawet najbardziej udane obrazki w tym stylu wprawić mogą czasem w przygnębienie, trzeba się będzie nieco wysilić, by dojrzeć w nich wszystkie szczegóły. Owszem, ratuje ten zabieg przed banałem i zwyczajnością – ale raczej sporym kosztem. Wystarczyłoby rozjaśnić te prace, by tchnąć w nie trochę życia – i aby książka zaczęła się wyróżniać. Pomysł był dobry, zabrakło tomikowi ostatecznego szlifu – ale i tak po „Snubajkę” warto sięgnąć. To publikacja niszowa i nieprzygotowana do konkurowania z produktami wielkich wydawnictw, daleka od trendów w literaturze czwartej – i z tego też względu ciekawa.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Klara Teske. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Klara Teske. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 października 2012
czwartek, 14 kwietnia 2011
Joanna Klara Teske: Szara mysz z chaty na skraju wspomnień
Mimochodem, Lublin 2009.
Magia opowieści
Przepis na ładną baśń, która rozbudzi wyobraźnię małych odbiorców (i trafi do przekonania starszym) odkryła Joanna Klara Teske, w pięknie wydanej historii „Szara mysz z chaty na skraju wspomnień”. Ta opowiastka może być pomostem między tradycyjnymi podaniami, a współczesnością, która wdziera się do literatury czwartej. Teske prowadzi klimatyczną historyjkę, niezbyt skomplikowaną za to niezwykle poetycką, prowadzoną pewnie, ale zawierającą też – w planie treści – wahania. Dzięki temu „Szarą mysz” czyta się z przyjemnością, bez względu na wiek. W swojej książce Joanna Klara Teske konwencję baśni wykorzystała, by zachęcić do lektury nie tylko dzieci: zwłaszcza że opracowanie tej publikacji bardziej zachwyci dorosłych odbiorców; to książka-rekwizyt, świetny upominek, tom wydany pomysłowo.
Szara mysz mieszka – jak to zwykle szare myszy w bajkach – w domu babci i dziadka. Tyle że babcia i dziadek wiedzą, że mysz z nimi mieszka, troszczą się o nią i traktują jak członka rodziny, porozumiewają się z nią – co nie dziwi, w końcu z chwilą rozpoczęcia czytania wkraczamy do rzeczywistości przefiltrowanej przez baśń. Nikogo nie zaskoczy też fakt, że kiedy szara mysz smutnieje (ze względu na brak ciepła płynącego z pieca), babcia i dziadek szukają sposobu, by ją rozweselić i ogrzać. Szara mysz wysłuchuje kolejnych opowieści, wygłaszanych na przemian przez swoich gospodarzy.
Te historie zgrabnie wplecione w fabułkę, przypominają najbardziej typowe opowiastki z życia wzięte – a stale obecne we wspomnieniach starszego pokolenia. Niektóre relacje opierają się natomiast na motywach z wyobraźni lub snów, te wkraczają w książkę na prawach kolejnej bajki, Joanna Klara Teske zapewnia zatem maluchom całkiem sporą dawkę przyjemnych emocji: zarówno rama kompozycyjna historii, jak i poszczególne małe wyznania przynoszą dzieciom pożywkę dla wyobraźni i stanowią ciekawą opowieść, która zaspokoi nawet najbardziej wybrednych.
Teske nawiązuje sposobem prowadzenia narracji i samą fabułką do klasyki literatury czwartej, co zaowocuje wrażeniem obcowania z tekstem znajomym, choć przecież zupełnie nieznanym. Autorka proponuje książkę spokojną i kojącą, wolną od silnych wzruszeń, raczej – opowiastkę dobrą do usypiania potomstwa niż typową dla współczesności przygodową relację.
Jakość wydania przypadnie do gustu jednak przede wszystkim starszym odbiorcom. Książka, utrzymana konsekwentnie w szarej tonacji kolorystycznej, zachwyca detalami: przewiązaną źdźbłami „traw” okładką i opracowaniem graficznym do tego motywu nawiązującym. Stylizowana na starą, zakurzoną i zapomnianą pozycję, „Szara mysz” jest jednocześnie obietnicą wspaniałych lekturowych doznań. Rysunki przypominają wciąż o rzeczywistości, którą wspomnienia i doświadczenia przenoszą w sferę fantazji. W „Szarej myszy” wszystko jest szare, co nie znaczy, że monotonne.
Ta książka nie przykuje uwagi dziecka w księgarni – za to może ucieszyć wrażliwców, którzy lubią przedmioty z duszą. Nie przebija się na agresywnym rynku wydawniczym, ale stanowi miłe urozmaicenie proponowanych głośnych tytułów. Żeby w pełni ją docenić, trzeba zgłębić się w prezentowane szarej myszy opowieści.
Magia opowieści
Przepis na ładną baśń, która rozbudzi wyobraźnię małych odbiorców (i trafi do przekonania starszym) odkryła Joanna Klara Teske, w pięknie wydanej historii „Szara mysz z chaty na skraju wspomnień”. Ta opowiastka może być pomostem między tradycyjnymi podaniami, a współczesnością, która wdziera się do literatury czwartej. Teske prowadzi klimatyczną historyjkę, niezbyt skomplikowaną za to niezwykle poetycką, prowadzoną pewnie, ale zawierającą też – w planie treści – wahania. Dzięki temu „Szarą mysz” czyta się z przyjemnością, bez względu na wiek. W swojej książce Joanna Klara Teske konwencję baśni wykorzystała, by zachęcić do lektury nie tylko dzieci: zwłaszcza że opracowanie tej publikacji bardziej zachwyci dorosłych odbiorców; to książka-rekwizyt, świetny upominek, tom wydany pomysłowo.
Szara mysz mieszka – jak to zwykle szare myszy w bajkach – w domu babci i dziadka. Tyle że babcia i dziadek wiedzą, że mysz z nimi mieszka, troszczą się o nią i traktują jak członka rodziny, porozumiewają się z nią – co nie dziwi, w końcu z chwilą rozpoczęcia czytania wkraczamy do rzeczywistości przefiltrowanej przez baśń. Nikogo nie zaskoczy też fakt, że kiedy szara mysz smutnieje (ze względu na brak ciepła płynącego z pieca), babcia i dziadek szukają sposobu, by ją rozweselić i ogrzać. Szara mysz wysłuchuje kolejnych opowieści, wygłaszanych na przemian przez swoich gospodarzy.
Te historie zgrabnie wplecione w fabułkę, przypominają najbardziej typowe opowiastki z życia wzięte – a stale obecne we wspomnieniach starszego pokolenia. Niektóre relacje opierają się natomiast na motywach z wyobraźni lub snów, te wkraczają w książkę na prawach kolejnej bajki, Joanna Klara Teske zapewnia zatem maluchom całkiem sporą dawkę przyjemnych emocji: zarówno rama kompozycyjna historii, jak i poszczególne małe wyznania przynoszą dzieciom pożywkę dla wyobraźni i stanowią ciekawą opowieść, która zaspokoi nawet najbardziej wybrednych.
Teske nawiązuje sposobem prowadzenia narracji i samą fabułką do klasyki literatury czwartej, co zaowocuje wrażeniem obcowania z tekstem znajomym, choć przecież zupełnie nieznanym. Autorka proponuje książkę spokojną i kojącą, wolną od silnych wzruszeń, raczej – opowiastkę dobrą do usypiania potomstwa niż typową dla współczesności przygodową relację.
Jakość wydania przypadnie do gustu jednak przede wszystkim starszym odbiorcom. Książka, utrzymana konsekwentnie w szarej tonacji kolorystycznej, zachwyca detalami: przewiązaną źdźbłami „traw” okładką i opracowaniem graficznym do tego motywu nawiązującym. Stylizowana na starą, zakurzoną i zapomnianą pozycję, „Szara mysz” jest jednocześnie obietnicą wspaniałych lekturowych doznań. Rysunki przypominają wciąż o rzeczywistości, którą wspomnienia i doświadczenia przenoszą w sferę fantazji. W „Szarej myszy” wszystko jest szare, co nie znaczy, że monotonne.
Ta książka nie przykuje uwagi dziecka w księgarni – za to może ucieszyć wrażliwców, którzy lubią przedmioty z duszą. Nie przebija się na agresywnym rynku wydawniczym, ale stanowi miłe urozmaicenie proponowanych głośnych tytułów. Żeby w pełni ją docenić, trzeba zgłębić się w prezentowane szarej myszy opowieści.
wtorek, 29 marca 2011
Joanna Klara Teske: Wschód i zachód słonia
Mimochodem, Lublin 2008.
Baśń o życiu
Proste baśniowe historyjki pisane tak, jakby były bajkami na dobranoc, jeśli są tylko dobrze wymyślone, mają swój urok, któremu nie oprą się dzieci ani dorośli. Z tomiku „Wschód i zachód słonia” zadowolone będą obydwie grupy: maluchy, którym przed snem Joanna Klara Teske podpowie tło do marzeń – i rodzice, czytający swoim pociechom. Bo „Wschód i zachód słonia” to historyjka urzekająca w swojej prostocie i ładna w przekazie: opowiadająca o sile marzeń i o przyjaźni – a może o czymś jeszcze? Dzięki Teske każdy z odbiorców będzie mógł dostrzec w tej opowiastce coś innego – ale każdego powinna zauroczyć przygoda pewnej Słoniczki.
Już na pierwszej stronie autorka pokazuje moc płynącą z nastrojów. Mała Słoniczka, kiedy jest szczęśliwa, czuje się tak lekka, że odrywa się od ziemi (i mama musi przywiązywać ją za ogonek do swojego ogona, by Słoniczka nie odleciała w przestworza). Gdy Słoniczce smutno, prawie zapada się w piasek (wówczas mama podtrzymuje jej brzuszek trąbą). Ale małą Słoniczka pragnie wyruszyć w świat, wyrwać się chociaż na trochę spod maminej opieki, by przeżyć jakąś przygodę. Spotyka na swej drodze Małpka, z którym się zaprzyjaźnia i z którym zwiedza świat. Razem poznają przeróżne ciekawe postacie – na przykład złośliwego i rozgoryczonego Paskudnego Wielbłąda, czy mądrego Hipopotama. Razem też będą musieli rozwikłać pewną baśniową zagadkę, by pomóc jednemu ze zwierząt. Fabuła zamienia tę opowiastkę w baśń i opowieść drogi, a stopień uogólnienia sprawia, że dzieci bez problemu pojmą lekcję, jakiej udzielają im Słoniczka i Małpek. We wzruszającej, a miejscami dowcipnej, bajce najważniejsze są uczucia – o ich znaczeniu przekonają się nie tylko bohaterowie.
Joanna Klara Teske proponuje czytelnikom piękną lekcję życia: w metaforycznych obrazach szyfruje wskazówki, dotyczące międzyludzkich relacji, uczy, co zrobić, by być szczęśliwym i uszczęśliwiać innych, ale nie stosuje przy tym pedagogicznych pogadanek ani nachalnych porad: wszystko zamyka w bajce o zgrabnym kształcie i prostej formie. Nieskomplikowanie jest tu kluczem lekturowym uniwersalnej historii. Ogromna część fabuły opiera się na dialogach, to rozmowy prowadzą opowieść coraz dalej – dzięki dialogom Słoniczka dowiaduje się, jak żyć i na co zwracać uwagę: swoimi mądrościami dzieli się z nią mama, potem szanse się wyrównują i bohaterowie – przyjaciele – wspólnie dochodzą do kolejnych prawd. Rozmowy pozwalają też otwierać tematy do dyskusji lub refleksji: Teske nie proponuje dogmatów, podsuwa jedynie możliwe rozwiązania – a czyni to tak, by były one akceptowalne.
Jedynym mankamentem, przynajmniej na początku lektury, jest nadmierna ortograficzna grzeczność – wszystkie zaimki, które w listach (i tylko tam!) pisane byłyby wielką literą, tu pojawiają się w tej formie w zwykłych dialogach – podobnie jak pełne czułości zwroty („Kochanie”): nie ma to żadnego uzasadnienia logicznego i mogłoby zostać poprawione.
Wyobraźnię maluchów pobudzać będą rysunki Magdaleny Słomskiej: jej słonie we wzorki, kropkowane tło, palmy i słońce z zawijasami wprowadzają nieco egzotyki do świata, który dzieci zdążą już poznać i polubić. Pełne dynamiki obrazki budzą zainteresowanie fabułą, a mimika postaci podkreśla jeszcze nastawienie na emocje. Coraz mniej dziś na rynku wydawniczym takich publikacji, warto więc „Wschód i zachód słonia” dostrzec…
Baśń o życiu
Proste baśniowe historyjki pisane tak, jakby były bajkami na dobranoc, jeśli są tylko dobrze wymyślone, mają swój urok, któremu nie oprą się dzieci ani dorośli. Z tomiku „Wschód i zachód słonia” zadowolone będą obydwie grupy: maluchy, którym przed snem Joanna Klara Teske podpowie tło do marzeń – i rodzice, czytający swoim pociechom. Bo „Wschód i zachód słonia” to historyjka urzekająca w swojej prostocie i ładna w przekazie: opowiadająca o sile marzeń i o przyjaźni – a może o czymś jeszcze? Dzięki Teske każdy z odbiorców będzie mógł dostrzec w tej opowiastce coś innego – ale każdego powinna zauroczyć przygoda pewnej Słoniczki.
Już na pierwszej stronie autorka pokazuje moc płynącą z nastrojów. Mała Słoniczka, kiedy jest szczęśliwa, czuje się tak lekka, że odrywa się od ziemi (i mama musi przywiązywać ją za ogonek do swojego ogona, by Słoniczka nie odleciała w przestworza). Gdy Słoniczce smutno, prawie zapada się w piasek (wówczas mama podtrzymuje jej brzuszek trąbą). Ale małą Słoniczka pragnie wyruszyć w świat, wyrwać się chociaż na trochę spod maminej opieki, by przeżyć jakąś przygodę. Spotyka na swej drodze Małpka, z którym się zaprzyjaźnia i z którym zwiedza świat. Razem poznają przeróżne ciekawe postacie – na przykład złośliwego i rozgoryczonego Paskudnego Wielbłąda, czy mądrego Hipopotama. Razem też będą musieli rozwikłać pewną baśniową zagadkę, by pomóc jednemu ze zwierząt. Fabuła zamienia tę opowiastkę w baśń i opowieść drogi, a stopień uogólnienia sprawia, że dzieci bez problemu pojmą lekcję, jakiej udzielają im Słoniczka i Małpek. We wzruszającej, a miejscami dowcipnej, bajce najważniejsze są uczucia – o ich znaczeniu przekonają się nie tylko bohaterowie.
Joanna Klara Teske proponuje czytelnikom piękną lekcję życia: w metaforycznych obrazach szyfruje wskazówki, dotyczące międzyludzkich relacji, uczy, co zrobić, by być szczęśliwym i uszczęśliwiać innych, ale nie stosuje przy tym pedagogicznych pogadanek ani nachalnych porad: wszystko zamyka w bajce o zgrabnym kształcie i prostej formie. Nieskomplikowanie jest tu kluczem lekturowym uniwersalnej historii. Ogromna część fabuły opiera się na dialogach, to rozmowy prowadzą opowieść coraz dalej – dzięki dialogom Słoniczka dowiaduje się, jak żyć i na co zwracać uwagę: swoimi mądrościami dzieli się z nią mama, potem szanse się wyrównują i bohaterowie – przyjaciele – wspólnie dochodzą do kolejnych prawd. Rozmowy pozwalają też otwierać tematy do dyskusji lub refleksji: Teske nie proponuje dogmatów, podsuwa jedynie możliwe rozwiązania – a czyni to tak, by były one akceptowalne.
Jedynym mankamentem, przynajmniej na początku lektury, jest nadmierna ortograficzna grzeczność – wszystkie zaimki, które w listach (i tylko tam!) pisane byłyby wielką literą, tu pojawiają się w tej formie w zwykłych dialogach – podobnie jak pełne czułości zwroty („Kochanie”): nie ma to żadnego uzasadnienia logicznego i mogłoby zostać poprawione.
Wyobraźnię maluchów pobudzać będą rysunki Magdaleny Słomskiej: jej słonie we wzorki, kropkowane tło, palmy i słońce z zawijasami wprowadzają nieco egzotyki do świata, który dzieci zdążą już poznać i polubić. Pełne dynamiki obrazki budzą zainteresowanie fabułą, a mimika postaci podkreśla jeszcze nastawienie na emocje. Coraz mniej dziś na rynku wydawniczym takich publikacji, warto więc „Wschód i zachód słonia” dostrzec…
Subskrybuj:
Posty (Atom)






