Must Read, Media Rodzina, Poznań 2026.
Pozory
Jennifer Lynn Barnes to autorka, która wie doskonale, co zrobić, żeby lektura młodym czytelnikom się nie dłużyła. Do tego nie boi się odważnych akcji – jej bohaterowie ocierają się o zbrodnie i o wielką politykę, o interesy dorosłych i o naprawdę mroczne intrygi. Kolejna seria, The Fixers, przyciągnie fanów sensacji i dostarczy wielu wrażeń. Wszystko zaczyna się od Tess Kendrick. Siedemnastoletnia bohaterka mieszka na ranczu i opiekuje się dziadkiem. Niestety dziadek cierpi na demencję i coraz gorzej funkcjonuje – potrzebna mu będzie fachowa opieka, a to znaczy, że Tess nie może pozostać sama na wielkiej farmie, choćby nie wiadomo jak dobrze sobie na niej radziła. Z dnia na dzień i bez wyboru – musi przeprowadzić się do siostry, do Waszyngtonu. Trafia do elitarnej szkoły – w której uczą się dzieci dyplomatów i głów państw. Ale nie są to drzwi do wielkiego świata, raczej do świata wielkich przekrętów. Dziadek jednego z nowych kolegów Tess umiera na stole operacyjnym. Problem w tym, że nic mu wcześniej nie dolegało, operacja miała być rutynowym zabiegiem, a pewna dziewczyna z klasy Tess odkrywa, że w całą sprawę może być zamieszany jej ojciec. I tak lawina rusza, nastolatki chcą samodzielnie rozwiązać zagadkę, w którą wplątany jest między innymi prezydent kraju. Ale nawet to nie musi mieć znaczenia, kiedy bohaterka odkrywa, czym tak naprawdę zajmuje się Ivy, starsza siostra, która w pewnym momencie życia ją porzuciła.
„The Fixers. Mroczne sekrety” to doskonała opowieść dla tych wszystkich, którzy potrzebują sensacji, żeby sięgać po lektury. Czas płynie tu zupełnie inaczej niż w zwykłych opowieściach, a poziom ryzyka jest znacznie większy. Wrogowie czają się wszędzie, nikomu nie można ufać, a im wyżej ktoś znajduje się w sferach towarzyskich i politycznych, tym bardziej niebezpieczny się staje. W to wszystko jest wrzucona nastolatka, która do tej pory musiała sobie radzić sama – więc wyrobiła sobie i spryt, i poczucie odpowiedzialności. Pierwsze pozwala jej odnaleźć się w nowej społeczności wypełnionej intrygami, drugie – nie wpaść w złe towarzystwo mimo licznych pokus. Dzieje się tu bardzo dużo, a większość spraw łączy się z kryminałem. Niebezpieczeństwa są bardzo poważne, ryzyko – ogromne, a do tego wszystkiego dochodzą jeszcze osobiste sprawy samej Tess, która naprawdę chciałaby wiedzieć, dlaczego została w to wszystko wrzucona i co dzieje się z jej dziadkiem, a także – dlaczego to właśnie jej siostra trzęsie światem nie tylko polityki. Fixersi mają w społeczeństwie jasno określone role – ale mało kto ma szansę poznać ich działania od kulis. Tess nadaje się jak mało kto, nawet jeśli jeszcze nie ma pojęcia o takim zawodzie – ma jednak wszystkie cechy pozwalające jej na radzenie sobie z kryzysami i to może przesądzić. Na razie Tess zdaje swój najważniejszy egzamin w kompletnej nieświadomości – i ku radości czytelników. Jennifer Lynn Barnes sprawia, że po jej książki chce się sięgać dla potężnej dawki adrenaliny.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jennifer Lynn Barnes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jennifer Lynn Barnes. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 lipca 2026
piątek, 20 marca 2026
Jennifer Lynn Barnes: Love story tak i wspak
Must Read, Media Rodzina, Poznań 2026.
Uzdrawianie
To zdecydowanie powieść young adult dla tych, którzy znają świat z The Inheritance Games, dodatek do głównego nurtu – drobna historia, która rozgrywa się zupełnie na marginesie wydarzeń, ale niesie z sobą wielkie pokłady emocji. Bohaterowie to Hannah i Toby, zwany Harrym. Oboje po przejściach, oboje z rodzin, które nie wybaczają. U Hannah to handlarze narkotyków, mafia trzymająca wszystkich w szachu. U Toby’ego – majętni i wpływowi rodzice. Ci dwoje nigdy by się ze sobą nie zetknęli, gdyby nie tragiczny wypadek na wyspie. Chociaż bogate dzieciaki chciały się zemścić i zniszczyć coś, co do nich nie należało, sprawiły, że życie stracił ktoś, kto nie powinien był ucierpieć. Teraz prawda nie może wyjść na jaw – a jedyny ocalały z katastrofy, Toby, trafia w ręce siostry zmarłej dziewczyny. Hannah jest pozbawiona sentymentów, nie lubi być od nikogo zależna, a do tego ma wszelkie powody, żeby trzymać się z daleka od Toby’ego. Jednak kiedy rybak wyławia go z wody i alarmuje Hannah, pewne jest jedno: nie można wzywać policji ani pogotowia, Hannah – ucząca się na pielęgniarkę i wiele razy opatrująca rany swoich krewnych – musi dać sobie radę bez pomocy. Opiekuje się Tobym, pielęgnuje go, opatruje mu rany i podejmuje grę, którą inauguruje zakochany w niej coraz bardziej mężczyzna.
Chociaż Jennifer Lynn Barnes opiera się na schemacie enemies to lovers, wybiera bardzo trudną drogę do chwilowego spełnienia, a w dodatku stosuje pewien skrót, który pozwoli poznać losy postaci już po ich najważniejszym spotkaniu. Żadnego „żyli długo i szczęśliwie” po tej historii spodziewać się nie można z prostego powodu: tu nie da się przezwyciężyć pewnych ograniczeń i barier. Opowieści są dwie: ta z perspektywy Hannah pozwala na zrozumienie stworzonych barier i rozwiązywanie zagadek (łamanie szyfrów). Ta z perspektywy Toby’ego naświetla relację między Hannah i starym rybakiem – buduje więc pomost między właściwym nurtem narracji – i dokłada wątek miłosny, chociaż trochę trudny do podchwycenia. Toby zakochuje się szybko, mocno i bez ważniejszych powodów, autorka lepsza jest w tworzeniu zagadek niż w psychologicznych aspektach związku. Dwie narracje umożliwiają także powiedzenie, co stanie się później – kiedy już nie będzie możliwe prowadzenie podwójnej opowieści.
„Love story tak i wspak” to książka, w której silne emocje mają zapewnić odbiorczyniom więcej wrażeń niż schematyczna relacja miłosna – ale Jennifer Lynn Barnes wie doskonale, że jej atutem jest tworzenie sensacyjnych fabuł i tego się na szczęście trzyma. Funduje bohaterom huśtawkę emocjonalną i mnóstwo niepewności, zmusza ich do przekraczania własnych barier i do pokonywania kolejnych trudności. Jest w tym bezkompromisowa – i dlatego może zwrócić na siebie uwagę szerokiego grona odbiorców. Ta powieść ma w sobie silną dramaturgię, a w dodatku toczy się dość nieprzewidywalnie – widać też kotwice, którymi autorka zapewnia sobie nawiązania do The Inheritance Games.
Uzdrawianie
To zdecydowanie powieść young adult dla tych, którzy znają świat z The Inheritance Games, dodatek do głównego nurtu – drobna historia, która rozgrywa się zupełnie na marginesie wydarzeń, ale niesie z sobą wielkie pokłady emocji. Bohaterowie to Hannah i Toby, zwany Harrym. Oboje po przejściach, oboje z rodzin, które nie wybaczają. U Hannah to handlarze narkotyków, mafia trzymająca wszystkich w szachu. U Toby’ego – majętni i wpływowi rodzice. Ci dwoje nigdy by się ze sobą nie zetknęli, gdyby nie tragiczny wypadek na wyspie. Chociaż bogate dzieciaki chciały się zemścić i zniszczyć coś, co do nich nie należało, sprawiły, że życie stracił ktoś, kto nie powinien był ucierpieć. Teraz prawda nie może wyjść na jaw – a jedyny ocalały z katastrofy, Toby, trafia w ręce siostry zmarłej dziewczyny. Hannah jest pozbawiona sentymentów, nie lubi być od nikogo zależna, a do tego ma wszelkie powody, żeby trzymać się z daleka od Toby’ego. Jednak kiedy rybak wyławia go z wody i alarmuje Hannah, pewne jest jedno: nie można wzywać policji ani pogotowia, Hannah – ucząca się na pielęgniarkę i wiele razy opatrująca rany swoich krewnych – musi dać sobie radę bez pomocy. Opiekuje się Tobym, pielęgnuje go, opatruje mu rany i podejmuje grę, którą inauguruje zakochany w niej coraz bardziej mężczyzna.
Chociaż Jennifer Lynn Barnes opiera się na schemacie enemies to lovers, wybiera bardzo trudną drogę do chwilowego spełnienia, a w dodatku stosuje pewien skrót, który pozwoli poznać losy postaci już po ich najważniejszym spotkaniu. Żadnego „żyli długo i szczęśliwie” po tej historii spodziewać się nie można z prostego powodu: tu nie da się przezwyciężyć pewnych ograniczeń i barier. Opowieści są dwie: ta z perspektywy Hannah pozwala na zrozumienie stworzonych barier i rozwiązywanie zagadek (łamanie szyfrów). Ta z perspektywy Toby’ego naświetla relację między Hannah i starym rybakiem – buduje więc pomost między właściwym nurtem narracji – i dokłada wątek miłosny, chociaż trochę trudny do podchwycenia. Toby zakochuje się szybko, mocno i bez ważniejszych powodów, autorka lepsza jest w tworzeniu zagadek niż w psychologicznych aspektach związku. Dwie narracje umożliwiają także powiedzenie, co stanie się później – kiedy już nie będzie możliwe prowadzenie podwójnej opowieści.
„Love story tak i wspak” to książka, w której silne emocje mają zapewnić odbiorczyniom więcej wrażeń niż schematyczna relacja miłosna – ale Jennifer Lynn Barnes wie doskonale, że jej atutem jest tworzenie sensacyjnych fabuł i tego się na szczęście trzyma. Funduje bohaterom huśtawkę emocjonalną i mnóstwo niepewności, zmusza ich do przekraczania własnych barier i do pokonywania kolejnych trudności. Jest w tym bezkompromisowa – i dlatego może zwrócić na siebie uwagę szerokiego grona odbiorców. Ta powieść ma w sobie silną dramaturgię, a w dodatku toczy się dość nieprzewidywalnie – widać też kotwice, którymi autorka zapewnia sobie nawiązania do The Inheritance Games.
sobota, 1 listopada 2025
Jennifer Lynn Barnes: Małe wielkie skandale
Must Read, Media Rodzina, Poznań 2025.
Odkrycia
W „Małych wielkich kłamstwach” debiutantki w pięknych balowych sukniach siedziały zamknięte w areszcie i bajerowały funkcjonariuszy – i ten przerywnik z teraźniejszości Jennifer Lynn Barnes wybrała, żeby przypominać odbiorczyniom, że nastolatki z wyższych sfer wcale nie muszą być grzeczne i nudne. W „Małych wielkich skandalach” bohaterki – teraz już niemal przyjaciółki – odkrywają między innymi potęgę kobiecej mocy. Tylko że aktualnie próbują się wydostać spod ziemi, przynajmniej niektóre z nich. Za to w niedalekiej przeszłości… Sawyer i Lily, Sadie-Grace i wiele innych debiutantek chcą przystąpić do Białych Rękawiczek, elitarnego i oczywiście tajnego stowarzyszenia. Jednak proces rekrutacji jest wyjątkowo trudny: tu skoki nago do wody z klifu są niczym przy kolejnych, coraz bardziej niebezpiecznych wyzwaniach. Ale wszystko ma swój powód – chodzi o stworzenie siostrzanej więzi i absolutne zaufanie, dzielenie się swoimi sekretami i znajdowanie w sobie odwagi do realizowania najbardziej ryzykownych misji, które przynosi samo życie. Bo chociaż Sawyer nie musi już rozpaczliwie poszukiwać ojca wśród kilku prawdopodobnych kandydatów, to jednak niekoniecznie może o swoich odkryciach opowiedzieć najbliższym. Pakt, jaki przed niemal dwiema dekadami zawarły nastolatki – o tym, żeby równocześnie zajść w ciążę – teraz wpływa na kolejne pokolenie. A przecież to dopiero początek sekretów. Sawyer coraz pewniej czuje się w towarzystwie, zwłaszcza że została zaakceptowana przede wszystkim przez groźną babkę – ale i pozostałe debiutantki. Teraz nie przejmuje się tak bardzo konwenansami, przywykła do nich i coraz lepiej radzi sobie, operując ironią jako bronią. Siłę zdobywa również dzięki silnym uczuciom – chłopak, na którego zwróciła uwagę, także należy do buntowników, którzy lubią ryzyko i stawianie wszystkiego na jedną kartę. Tymczasem Sawyer musi postępować ostrożnie, żeby nie skrzywdzić tych rówieśniczek, które jej zaufały.
Wydawało się, że po „Małych wielkich kłamstwach” autorka nie będzie już mogła bardziej skomplikować fabuły, tymczasem udowadnia ona, że wszystko jeszcze jest do zrobienia – także w dziedzinie gmatwania przeszłości. W pewnym momencie odbiorczyniom przydałoby się wręcz rozrysowanie zależności, układów i powiązań rodzinnych, bo nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Ale impulsem do poznawania historii staje się możliwość odkrywania niewesołej sytuacji, w jakiej aktualnie tkwią bohaterki. Jennifer Lynn Barnes nie zajmuje się błahymi problemami powtarzanymi do znudzenia w literaturze dla młodzieży – tworzy własny zestaw komplikacji i wyzwań, które na zawsze zmienią powieściowe dziewczyny. Dla odbiorczyń to odejście od schematów i wytchnienie, ucieczka przed powtarzalnością i nudą. Kryminalna wręcz akcja nie jest tym, czego spodziewałyby się czytelniczki – tym bardziej będzie wciągać. Świat debiutantek tylko z pozoru jest wypełniony dbaniem o konwenanse – pod powierzchnią kipi od burzliwych uczuć i nietypowych sposobów radzenia sobie z poważnymi problemami. Jest w tej książce szybkie tempo akcji, jest też zestaw wydarzeń dalekich od przewidywalnych – a bohaterki, które powinny zachowywać się zgodnie z wymogami starszyzny, potrafią zamienić się w intrygantki i bez wahania działać, gdy trzeba walczyć o prawdę z dużo silniejszymi przeciwnikami. I to może się podobać.
Odkrycia
W „Małych wielkich kłamstwach” debiutantki w pięknych balowych sukniach siedziały zamknięte w areszcie i bajerowały funkcjonariuszy – i ten przerywnik z teraźniejszości Jennifer Lynn Barnes wybrała, żeby przypominać odbiorczyniom, że nastolatki z wyższych sfer wcale nie muszą być grzeczne i nudne. W „Małych wielkich skandalach” bohaterki – teraz już niemal przyjaciółki – odkrywają między innymi potęgę kobiecej mocy. Tylko że aktualnie próbują się wydostać spod ziemi, przynajmniej niektóre z nich. Za to w niedalekiej przeszłości… Sawyer i Lily, Sadie-Grace i wiele innych debiutantek chcą przystąpić do Białych Rękawiczek, elitarnego i oczywiście tajnego stowarzyszenia. Jednak proces rekrutacji jest wyjątkowo trudny: tu skoki nago do wody z klifu są niczym przy kolejnych, coraz bardziej niebezpiecznych wyzwaniach. Ale wszystko ma swój powód – chodzi o stworzenie siostrzanej więzi i absolutne zaufanie, dzielenie się swoimi sekretami i znajdowanie w sobie odwagi do realizowania najbardziej ryzykownych misji, które przynosi samo życie. Bo chociaż Sawyer nie musi już rozpaczliwie poszukiwać ojca wśród kilku prawdopodobnych kandydatów, to jednak niekoniecznie może o swoich odkryciach opowiedzieć najbliższym. Pakt, jaki przed niemal dwiema dekadami zawarły nastolatki – o tym, żeby równocześnie zajść w ciążę – teraz wpływa na kolejne pokolenie. A przecież to dopiero początek sekretów. Sawyer coraz pewniej czuje się w towarzystwie, zwłaszcza że została zaakceptowana przede wszystkim przez groźną babkę – ale i pozostałe debiutantki. Teraz nie przejmuje się tak bardzo konwenansami, przywykła do nich i coraz lepiej radzi sobie, operując ironią jako bronią. Siłę zdobywa również dzięki silnym uczuciom – chłopak, na którego zwróciła uwagę, także należy do buntowników, którzy lubią ryzyko i stawianie wszystkiego na jedną kartę. Tymczasem Sawyer musi postępować ostrożnie, żeby nie skrzywdzić tych rówieśniczek, które jej zaufały.
Wydawało się, że po „Małych wielkich kłamstwach” autorka nie będzie już mogła bardziej skomplikować fabuły, tymczasem udowadnia ona, że wszystko jeszcze jest do zrobienia – także w dziedzinie gmatwania przeszłości. W pewnym momencie odbiorczyniom przydałoby się wręcz rozrysowanie zależności, układów i powiązań rodzinnych, bo nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Ale impulsem do poznawania historii staje się możliwość odkrywania niewesołej sytuacji, w jakiej aktualnie tkwią bohaterki. Jennifer Lynn Barnes nie zajmuje się błahymi problemami powtarzanymi do znudzenia w literaturze dla młodzieży – tworzy własny zestaw komplikacji i wyzwań, które na zawsze zmienią powieściowe dziewczyny. Dla odbiorczyń to odejście od schematów i wytchnienie, ucieczka przed powtarzalnością i nudą. Kryminalna wręcz akcja nie jest tym, czego spodziewałyby się czytelniczki – tym bardziej będzie wciągać. Świat debiutantek tylko z pozoru jest wypełniony dbaniem o konwenanse – pod powierzchnią kipi od burzliwych uczuć i nietypowych sposobów radzenia sobie z poważnymi problemami. Jest w tej książce szybkie tempo akcji, jest też zestaw wydarzeń dalekich od przewidywalnych – a bohaterki, które powinny zachowywać się zgodnie z wymogami starszyzny, potrafią zamienić się w intrygantki i bez wahania działać, gdy trzeba walczyć o prawdę z dużo silniejszymi przeciwnikami. I to może się podobać.
niedziela, 13 lipca 2025
Jennifer Lynn Barnes: Małe wielkie kłamstwa
Must Read, Media Rodzina, Poznań 2025.
Sojusz
Trudno sobie wyobrazić bohaterkę mniej pasującą do życia wyższych sfer niż Sawyer Taft. Sawyer pracuje w warsztacie samochodowym i zaczyna spełniać swoje marzenia o naprawianiu silników – długo uczyła się fachu, przyglądała się, jak zajmować się pojazdami i teraz może funkcjonować jako pełnowartościowy pracownik. Nauczona jest zarabiania na siebie od dawna, nie może liczyć na matkę, która ma swoje problemy i prowadzi swoje życie, bardzo często w oddaleniu od córki. Sawyer nie przejmuje się brakiem rodzicielki, jest samodzielna i zdecydowana, wie, jak o siebie zadbać i z pewnością nie wpadnie w żadne tarapaty. Tyle że w jej życiu pojawia się ktoś, kogo do tej pory nie było: babka. Lilian Taft to dama w każdym calu. Posiadaczka olbrzymiej fortuny i bardzo stanowczego charakteru: to Lilian wyrzuciła z domu swoją spodziewającą się dziecka córkę – i zerwała kontakty z pociechą, przynajmniej pozornie. Lilian zgłasza się do Sawyer z propozycją nie do odrzucenia. Dziewczyna ma wziąć udział w balu debiutantek – za pozbycie się problemów finansowych. Sawyer oczywiście podejmuje wyzwanie, ale nie zamierza dopasowywać się do środowiska. I tak zaczyna się powieść „Małe wielkie kłamstwa”.
Sawyer może poznać swoje kuzynki, dziewczyny, o których istnieniu nie miała pojęcia – w ogóle wchodzi do rodziny, która odcięła się wcześniej od jej matki. A to dla niej szansa na odnalezienie kawalera, który prawie dziewiętnaście lat wcześniej spotkał się z jej matką. Najważniejsze jest jednak to, że za fasadą pozorów skrywają się wielkie niespodzianki. Jedna z dziewczyn wypisuje na swojej skórze sekrety nadsyłane przez innych i fotografuje je, publikując na specjalnym blogu. Inna jest urodzoną intrygantką i potrafi planować długofalową zemstę, jeszcze inna nie radzi sobie z własnymi uczuciami. Towarzystwo debiutantek dalekie będzie od myślenia o balu i strojach. Tu liczy się wielka walka ze światem, z którym bohaterki wcale nie muszą się zgadzać. I chociaż Sawyer musi kombinować, żeby przetrwać – to nie ona wiedzie prym w wymyślaniu złożonych podstępów. A jak cztery młode kobiety w strojach balowych znalazły się w celi na komisariacie – to już zagadka dla odbiorców.
Ta powieść to migawki z celi i retrospekcje, które do tego momentu doprowadziły. Jennifer Lynn Barnes zaczyna od trzęsienia ziemi, a potem ma dla odbiorczyń coraz więcej atrakcji. Funduje silne emocje i jest niestrudzona w wymyślaniu kolejnych problemów. Motyw debiutantek to tylko tło, dzięki któremu bardzo różniące się od siebie charakterami dziewczyny mogą (albo wręcz muszą) zacząć współpracować. I wcale nie będzie tu akcji opartej na wzajemnych uszczypliwościach i drobnych złośliwostkach – sprawy wielkiego kalibru nadają rytm opowieści. Rówieśnicze niesnaski to tylko dodatek do fabuły. „Małe wielkie kłamstwa” to powieść, która może się spodobać – jest inna niż by się zapowiadało, burzliwa i wypełniona nietypowymi rozwiązaniami. Barnes nie boi się ryzyka w akcji – wie, jak rozwiązywać problemy bohaterek w nietuzinkowy sposób. Proponuje autorka bardzo dynamiczną książkę, wyłamującą się ze schematów, ale jednocześnie wpisującą się w modę na „zeszłowieczne” historie z ponadczasowymi uczuciami. Kto poszukuje niebanalnej relacji i odważnych fabularnych pomysłów, może śmiało sięgać po przygody debiutantek – Jennifer Lynn Barnes nie rozczaruje.
Sojusz
Trudno sobie wyobrazić bohaterkę mniej pasującą do życia wyższych sfer niż Sawyer Taft. Sawyer pracuje w warsztacie samochodowym i zaczyna spełniać swoje marzenia o naprawianiu silników – długo uczyła się fachu, przyglądała się, jak zajmować się pojazdami i teraz może funkcjonować jako pełnowartościowy pracownik. Nauczona jest zarabiania na siebie od dawna, nie może liczyć na matkę, która ma swoje problemy i prowadzi swoje życie, bardzo często w oddaleniu od córki. Sawyer nie przejmuje się brakiem rodzicielki, jest samodzielna i zdecydowana, wie, jak o siebie zadbać i z pewnością nie wpadnie w żadne tarapaty. Tyle że w jej życiu pojawia się ktoś, kogo do tej pory nie było: babka. Lilian Taft to dama w każdym calu. Posiadaczka olbrzymiej fortuny i bardzo stanowczego charakteru: to Lilian wyrzuciła z domu swoją spodziewającą się dziecka córkę – i zerwała kontakty z pociechą, przynajmniej pozornie. Lilian zgłasza się do Sawyer z propozycją nie do odrzucenia. Dziewczyna ma wziąć udział w balu debiutantek – za pozbycie się problemów finansowych. Sawyer oczywiście podejmuje wyzwanie, ale nie zamierza dopasowywać się do środowiska. I tak zaczyna się powieść „Małe wielkie kłamstwa”.
Sawyer może poznać swoje kuzynki, dziewczyny, o których istnieniu nie miała pojęcia – w ogóle wchodzi do rodziny, która odcięła się wcześniej od jej matki. A to dla niej szansa na odnalezienie kawalera, który prawie dziewiętnaście lat wcześniej spotkał się z jej matką. Najważniejsze jest jednak to, że za fasadą pozorów skrywają się wielkie niespodzianki. Jedna z dziewczyn wypisuje na swojej skórze sekrety nadsyłane przez innych i fotografuje je, publikując na specjalnym blogu. Inna jest urodzoną intrygantką i potrafi planować długofalową zemstę, jeszcze inna nie radzi sobie z własnymi uczuciami. Towarzystwo debiutantek dalekie będzie od myślenia o balu i strojach. Tu liczy się wielka walka ze światem, z którym bohaterki wcale nie muszą się zgadzać. I chociaż Sawyer musi kombinować, żeby przetrwać – to nie ona wiedzie prym w wymyślaniu złożonych podstępów. A jak cztery młode kobiety w strojach balowych znalazły się w celi na komisariacie – to już zagadka dla odbiorców.
Ta powieść to migawki z celi i retrospekcje, które do tego momentu doprowadziły. Jennifer Lynn Barnes zaczyna od trzęsienia ziemi, a potem ma dla odbiorczyń coraz więcej atrakcji. Funduje silne emocje i jest niestrudzona w wymyślaniu kolejnych problemów. Motyw debiutantek to tylko tło, dzięki któremu bardzo różniące się od siebie charakterami dziewczyny mogą (albo wręcz muszą) zacząć współpracować. I wcale nie będzie tu akcji opartej na wzajemnych uszczypliwościach i drobnych złośliwostkach – sprawy wielkiego kalibru nadają rytm opowieści. Rówieśnicze niesnaski to tylko dodatek do fabuły. „Małe wielkie kłamstwa” to powieść, która może się spodobać – jest inna niż by się zapowiadało, burzliwa i wypełniona nietypowymi rozwiązaniami. Barnes nie boi się ryzyka w akcji – wie, jak rozwiązywać problemy bohaterek w nietuzinkowy sposób. Proponuje autorka bardzo dynamiczną książkę, wyłamującą się ze schematów, ale jednocześnie wpisującą się w modę na „zeszłowieczne” historie z ponadczasowymi uczuciami. Kto poszukuje niebanalnej relacji i odważnych fabularnych pomysłów, może śmiało sięgać po przygody debiutantek – Jennifer Lynn Barnes nie rozczaruje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






