Buchmann, Warszawa 2022.
Ratunek
Jest to publikacja stworzona z głębokich rozmów - z ludźmi, którzy przejmują się losami planety i którzy zachęcają do zmiany przyzwyczajeń. Wszystko ma prowadzić do stworzenia nowej wersji codzienności: metoda małych kroków nie pomoże, tu trzeba radykalnie odciąć się od tego, co niszczy Ziemię. Areta Szpura we współpracy z Emilią Padoł znajduje ekspertów w różnych dziedzinach: zajmujących się środowiskiem, biznesem, psychologią, umiejętnością współdziałania ludzi, edukacją czy sferą żywności - i zadaje im pytania, jak postępować, żeby uratować świat i zapewnić dobrą przyszłość kolejnym pokoleniom. Każdy prezentuje optymistyczne i niekoniecznie krzepiące obrazki z własnego obszaru zainteresowań, a ponieważ rozmówcy autorki są jednocześnie mocno zaangażowani w to, czym się zajmują, potrafią opowiadać z pasją i przyciągać czytelników. Dostrzegają błędy systemowe i problemy płynące z różnych mód, podpowiadają, co jest dobre, a jakie rozwiązania stają się w kontekście przyszłości kompletnie nieprzydatne, a tylko uspokajają sumienia. Mnóstwo tu recept, które jednak trudno wprowadzać w życie na poziomie jednostki, równie dużo nawoływań do podjęcia konkretnych kroków. Nie ma w tomie hermetyczności: każdy stara się dotrzeć do wyobraźni odbiorców, posługuje się czytelnymi przykładami i komentarzami zanurzonymi w emocjach. Rozmowy należą do długich - nie da się oczywiście wyczerpać w nich poruszanych tematów, jednak Areta Szpura dąży do tego, żeby czytelnicy nie mieli poczucia niedosytu czy powierzchowności wywiadów. Dociera do informacji, które nie mieszczą się w powszechnej świadomości - między innymi przedstawia kwestię zanieczyszczania środowiska przez korzystanie z poczty elektronicznej czy zdobyczy technologii. Chociaż zagadnienia poruszane w tomie wiążą się z dbałością o planetę, sporo uwagi przeznacza się tutaj na odnotowywanie wydarzeń w mikroskali: lokalne społeczności mogą się zorganizować inaczej niż do tej pory, żeby skuteczniej walczyć z zagrożeniami i dbać o przyrodę. Jednak rozwiązania, jakie podsuwają rozmówcy Arety Szpury nie należą do łatwych: trzeba niejednokrotnie zmiany mentalności, żeby w ogóle zacząć myśleć o podobnych zadaniach dla sąsiadów. Eksperci kierują się do ludzi, którzy mają sporo czasu i mogą na przykład zająć się uprawami permakulturowymi albo tworzyć autorskie programy nauczania dla dzieci. Wskazówek i podpowiedzi jest sporo - i czytelnicy, którzy potrzebują czegoś nowego i inspirującego znajdą tu coś dla siebie. Każdy wywiad kończy się zestawem książek, po które warto sięgnąć, adresów internetowych czy filmów. Dzięki temu zainteresowani tematem dość szybko zostaną odesłani do odpowiednich źródeł i będą mogli pogłębiać wiedzę z wybranej dziedziny.
"Instrukcja obsługi przyszłości" to książka, której początkiem stała się bezsilność - i chęć działania, żeby wydobyć się z marazmu. To lektura dla ludzi potrzebujących zmian i poczucia, że coś od nich zależy. Siłą tej publikacji staje się różnorodność tematyczna - dość rozległe spojrzenie na problemy i możliwości działania. Nie jest to może zbyt rozbudowana tekstowo książka (objętość zostaje sztucznie rozdmuchana przez skład), ale da się w niej znaleźć wiele zagadnień ważnych i wartościowych, a przy tym odpowiednio opracowanych.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilia Padoł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilia Padoł. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 maja 2022
piątek, 12 lutego 2016
Emilia Padoł: Piosenkarki PRL-u. Spotkanie I
Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.
Muzyczne wspomnienie
Czytelnikom spodobały się książki Emilii Padoł i początkowe tomy o tych, których wszyscy znają i wspominają, przerodziły się w całkiem interesującą serię. Wprawdzie autorka odchodzi od czystych biografii na rzecz bardziej reportażowych szkiców, ale czyta się je dobrze i można znaleźć ciekawostki o mniej znanych dzisiaj postaciach. Opisać legendarne gwiazdy to niewielka sztuka (choć i to można zepsuć…), opisać jednak zapomniane obecnie przez odbiorców i częściowo media – to gwarancja ugruntowania swojej pozycji na rynku. Emilia Padoł tworzy w swojej serii opowieść o piosenkarkach z PRL-u, a podtytuł – „Spotkanie I” – przypomina, że to nie koniec szperania po archiwach. I dobrze.
Dla młodszych pokoleń nie ma w tej książce głośnych nazwisk, więc i ułatwień promocyjnych. Może części potencjalnych czytelników powie coś obecność w tomie Marii Koterbskiej, może ktoś słyszał o Ludmile Jakubczak czy Renie Rolskiej – ale już Martę Mirską, Joannę Rawik czy Hannę Rek kojarzyć będą nieliczni. Gdyby jednak pójść kluczem piosenek, okaże się, że przeboje żyją do dzisiaj i stanowią albo podstawy rozmaitych coverów, albo ilustracje muzyczne do konkretnych okazji, wciąż i wciąż odświeżane, nie mają możliwości zniknięcia, nawet mimo zmieniających się trendów w muzyce rozrywkowej.
Emilia Padoł tym razem i jeśli to tylko możliwe opiera się na osobistych spotkaniach z bohaterkami tomu. Przyjmuje postawę dziennikarki, która chętnie odsłania kulisy rozmów – opowiada o własnych obawach i o wrażeniach, jakie robiły na niej rozmówczynie, pozwala czytelnikom przejść ze sobą drogę do wywiadu, który następnie, odpowiednio opracowany, stanie się podstawą szkicu. Chociaż Padoł sugeruje kilka razy, że podąża tropem przebojów, piosenek nuconych prze całą Polskę, bardziej interesują ją osobowości wokalistek. W pewnym momencie odrzuca rejestrowanie tytułów, wymienia po kilka utworów, jakby w przekonaniu, że kolejne już nic odbiorcom nie powiedzą. W zamian a to przedstawia własne oceny rozmówczyń, pierwsze wrażenia, charaktery – to wszystko, co w biografiach znaleźć by się nie mogło. W „Piosenkarkach PRL-u” piosenki schodzą na daleki plan. Ich wykonawczynie natomiast mają szansę na nowo zaprezentować się publiczności. Padoł czasem sprawdza losy szlagieru przejmowanego przez kolejne wokalistki, częściej jednak przedstawia po prostu momenty ważne dla samych bohaterek tomu, bez względu na to, czy należące do sfery prywatnej czy zawodowej – stara się wychwycić to, co dawnym gwiazdom scen podsuwa pamięć, szanuje ich hierarchię wydarzeń. Nie odrzuca dowcipnych opowiastek czy historii na prawach anegdoty, nigdy natomiast nie wybiera plotek jako nadrzędnych tematów kolejnych historii.
„Piosenkarki PRL-u. Spotkanie I” to książka, która nie zastąpi biografii, nie będzie też konkurencją dla monumentalnej historii polskiej muzyki rozrywkowej – to raczej kierowana do szerokiej publiczności pozycja dość skrótowa, ale ciekawa. Czyta się ją dobrze ze względu na reportażowość i charakter pop. Emilia Padoł nie zarzuca czytelników szczegółami z życiorysów piosenkarek, wybiera za to smaczki z ich wspomnień i teraźniejszości. Nie zamierza budować pełnych faktów obojętnych notek, a dobre opowieści skomponowane pod od odbiorców. Autorka zgrabnie wykorzystuje niesłabnącą modę na opowieści z czasów PRL-u, a znajduje w tym nurcie dla siebie niszę. Dzięki temu, że sięga po nazwiska dzisiaj znacznie mniej kojarzone, ma szansę uniknąć męczących powtórzeń i znanych wszystkim opowiastek – a to również przyczynia się do zwiększenia zainteresowania lekturą. „Piosenkarki PRL” to dobry punkt wyjścia do poznawania sławnych niegdyś postaci. Emilia Padoł wydobywa z przeszłości sylwetki warte uwagi, pokazując przy okazji, jak wiele jeszcze młodsze pokolenia mają do odkrycia. Osiem bohaterek i osiem różnych dróg muzycznej kariery opisanych lekko – są „Piosenkarki PRL-u” jedną z bardziej atrakcyjnych części serii.
Muzyczne wspomnienie
Czytelnikom spodobały się książki Emilii Padoł i początkowe tomy o tych, których wszyscy znają i wspominają, przerodziły się w całkiem interesującą serię. Wprawdzie autorka odchodzi od czystych biografii na rzecz bardziej reportażowych szkiców, ale czyta się je dobrze i można znaleźć ciekawostki o mniej znanych dzisiaj postaciach. Opisać legendarne gwiazdy to niewielka sztuka (choć i to można zepsuć…), opisać jednak zapomniane obecnie przez odbiorców i częściowo media – to gwarancja ugruntowania swojej pozycji na rynku. Emilia Padoł tworzy w swojej serii opowieść o piosenkarkach z PRL-u, a podtytuł – „Spotkanie I” – przypomina, że to nie koniec szperania po archiwach. I dobrze.
Dla młodszych pokoleń nie ma w tej książce głośnych nazwisk, więc i ułatwień promocyjnych. Może części potencjalnych czytelników powie coś obecność w tomie Marii Koterbskiej, może ktoś słyszał o Ludmile Jakubczak czy Renie Rolskiej – ale już Martę Mirską, Joannę Rawik czy Hannę Rek kojarzyć będą nieliczni. Gdyby jednak pójść kluczem piosenek, okaże się, że przeboje żyją do dzisiaj i stanowią albo podstawy rozmaitych coverów, albo ilustracje muzyczne do konkretnych okazji, wciąż i wciąż odświeżane, nie mają możliwości zniknięcia, nawet mimo zmieniających się trendów w muzyce rozrywkowej.
Emilia Padoł tym razem i jeśli to tylko możliwe opiera się na osobistych spotkaniach z bohaterkami tomu. Przyjmuje postawę dziennikarki, która chętnie odsłania kulisy rozmów – opowiada o własnych obawach i o wrażeniach, jakie robiły na niej rozmówczynie, pozwala czytelnikom przejść ze sobą drogę do wywiadu, który następnie, odpowiednio opracowany, stanie się podstawą szkicu. Chociaż Padoł sugeruje kilka razy, że podąża tropem przebojów, piosenek nuconych prze całą Polskę, bardziej interesują ją osobowości wokalistek. W pewnym momencie odrzuca rejestrowanie tytułów, wymienia po kilka utworów, jakby w przekonaniu, że kolejne już nic odbiorcom nie powiedzą. W zamian a to przedstawia własne oceny rozmówczyń, pierwsze wrażenia, charaktery – to wszystko, co w biografiach znaleźć by się nie mogło. W „Piosenkarkach PRL-u” piosenki schodzą na daleki plan. Ich wykonawczynie natomiast mają szansę na nowo zaprezentować się publiczności. Padoł czasem sprawdza losy szlagieru przejmowanego przez kolejne wokalistki, częściej jednak przedstawia po prostu momenty ważne dla samych bohaterek tomu, bez względu na to, czy należące do sfery prywatnej czy zawodowej – stara się wychwycić to, co dawnym gwiazdom scen podsuwa pamięć, szanuje ich hierarchię wydarzeń. Nie odrzuca dowcipnych opowiastek czy historii na prawach anegdoty, nigdy natomiast nie wybiera plotek jako nadrzędnych tematów kolejnych historii.
„Piosenkarki PRL-u. Spotkanie I” to książka, która nie zastąpi biografii, nie będzie też konkurencją dla monumentalnej historii polskiej muzyki rozrywkowej – to raczej kierowana do szerokiej publiczności pozycja dość skrótowa, ale ciekawa. Czyta się ją dobrze ze względu na reportażowość i charakter pop. Emilia Padoł nie zarzuca czytelników szczegółami z życiorysów piosenkarek, wybiera za to smaczki z ich wspomnień i teraźniejszości. Nie zamierza budować pełnych faktów obojętnych notek, a dobre opowieści skomponowane pod od odbiorców. Autorka zgrabnie wykorzystuje niesłabnącą modę na opowieści z czasów PRL-u, a znajduje w tym nurcie dla siebie niszę. Dzięki temu, że sięga po nazwiska dzisiaj znacznie mniej kojarzone, ma szansę uniknąć męczących powtórzeń i znanych wszystkim opowiastek – a to również przyczynia się do zwiększenia zainteresowania lekturą. „Piosenkarki PRL” to dobry punkt wyjścia do poznawania sławnych niegdyś postaci. Emilia Padoł wydobywa z przeszłości sylwetki warte uwagi, pokazując przy okazji, jak wiele jeszcze młodsze pokolenia mają do odkrycia. Osiem bohaterek i osiem różnych dróg muzycznej kariery opisanych lekko – są „Piosenkarki PRL-u” jedną z bardziej atrakcyjnych części serii.
wtorek, 4 sierpnia 2015
Emilia Padoł: Dżentelmeni PRL-u
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Amanci
Po damach przyszedł czas na dżentelmenów PRL-u – Emilia Padoł postanowiła przywołać dziewięć portretów męskich dla ukazania barwności czasów szarzyzny. Sięgnęła po sylwetki aktorów i pisarzy, którzy zaistnieli w świadomości społecznej nie tylko artystycznymi dokonaniami, ale i sposobem bycia. Autorka nie odkrywa tu wielkich sekretów i spraw, o których odbiorcy zainteresowani tematem by nie słyszeli – stawia na zbiory ciekawostek i anegdot, splatając z nich skrócone biograficzne szkice, nieco plotkarskie, lekkie i przyjemne w lekturze.
„Dżentelmeni” to dla Padoł termin umowny – może bardziej do zaprezentowanych tu postaci pasowałoby określenie „amanci” lub „macho” – autorka zestawia razem teksty o ekranowych donżuanach, podrywaczach i o tych, których kariera zdominowana została przez jedną rolę. Redefiniuje pojęcie „dżentelmenów” tak samo, jak luźno traktuje pomysł kompozycyjny. Bohaterów tomu Emilia Padoł łączy za sprawą podobieństwa poglądów lub sytuacji, nie kłopocząc się specjalnie poważniejszymi wskazówkami. Ważne, żeby zyskać pretekst do opowiedzenia historii – ta historia natomiast obroni się już sama. Padoł wykorzystuje bowiem biografie obrosłe legendami i zabawnymi opowiastkami. Nie tworzy karykaturalnych jakości, a odtwarza to, co podoba się odbiorcom, bez względu na czasy. Proponuje esencję śmiesznych lub ekscentrycznych zachowań gwiazd, którym wybacza się wszystko, składa poszczególne teksty z szeregu nieencyklopedycznych danych, bo życiorysowy system bardzo ją nudzi. Uwzględnia przy tym mity, jakie tworzyli sami „dżentelmeni”, weryfikuje plotki, ale zawsze na tyle, żeby zostawić czytelnikom nieco rozrywki i nie niszczyć obiegowych opinii. W „Dżentelmenach PRL-u” dominuje nastawienie na przyciągnięcie odbiorcy do tekstu, Padoł proponuje podejście dziennikarskie: gromadzi jak najwięcej oryginalnych opowieści układa je w jeden spójny portret aktora lub pisarza. Takie quasi-biografie w pigułce całkiem dobrze się czyta dla rozrywki – sprawdzą się też jako internetowe publikacje: od czytelników nie wymagają wertowania kolejnych opracowań czy tomów biograficznych, zapewniają krótkotrwałą zabawę i szereg danych funkcjonujących niemal w roli żartu. Padoł zatrzymuje się na poziomie anegdotycznego życia, nie pogłębia tematów i nie chce oceniać bohaterów (chyba że może dać im szansę obrony własnych decyzji). Przebiega przez życiorysy, przystanki robiąc na przykład przy ocenach z zewnątrz lub wypowiedziach bohaterów. Z kawałeczków wspomnień skleja kolorowe szkice. Jeśli więc ktoś jest fanem przedstawianych tu postaci, większość opowieści będzie znać już z innych źródeł – trzeba jednak przyznać, że Emilia Padoł nie psuje efektu komicznego i podkreśla puenty, kiedy tylko może. A że temat barwnych postaci PRL-u został w ostatnich latach omówiony na rynku literatury faktu tak szczegółowo, że właściwie wyczerpująco, trudno nawet spodziewać się, by ta autorka wniosła do wiedzy o aktorach i pisarzach PRL-u coś nowego. Należy zatem przyjąć, że nie o nowinki tu chodzi – i cieszyć się lekturą.
Padoł pisze swobodnie i bez poszukiwania sensacji: zawsze staje po stronie swoich bohaterów, niezależnie od tego, jakie drogi wybierali. W związku z tym „Dżentelmeni PRL-u” to publikacja, która wielu odbiorcom stanie się zwyczajnie bliska. Tu gwiazdy – filmu i literatury – mają rozmaite słabostki, wybacza się je ze względu na nieodparty urok kolejnych bożyszczy kobiet. Ta książka wyjaśnia odrobinę fenomen Stanisława Mikulskiego, Lepolda Tyrmanda, Andrzeja Łapickiego czy Zbigniewa Cybulskiego zwykłym odbiorcom. Daje możliwość spotkania się ze sławami i poznania zestawu anegdot o nich. „Dżentelmenów PRL-u” czyta się dla rozrywki i dla zaspokojenia ciekawości – to skrótowe prezentacje składające się w atrakcyjny cykl. To też książka, w której dowcip jest bardzo ceniony, również jako element gwiazdorskich czy „kultowych” kreacji.
Amanci
Po damach przyszedł czas na dżentelmenów PRL-u – Emilia Padoł postanowiła przywołać dziewięć portretów męskich dla ukazania barwności czasów szarzyzny. Sięgnęła po sylwetki aktorów i pisarzy, którzy zaistnieli w świadomości społecznej nie tylko artystycznymi dokonaniami, ale i sposobem bycia. Autorka nie odkrywa tu wielkich sekretów i spraw, o których odbiorcy zainteresowani tematem by nie słyszeli – stawia na zbiory ciekawostek i anegdot, splatając z nich skrócone biograficzne szkice, nieco plotkarskie, lekkie i przyjemne w lekturze.
„Dżentelmeni” to dla Padoł termin umowny – może bardziej do zaprezentowanych tu postaci pasowałoby określenie „amanci” lub „macho” – autorka zestawia razem teksty o ekranowych donżuanach, podrywaczach i o tych, których kariera zdominowana została przez jedną rolę. Redefiniuje pojęcie „dżentelmenów” tak samo, jak luźno traktuje pomysł kompozycyjny. Bohaterów tomu Emilia Padoł łączy za sprawą podobieństwa poglądów lub sytuacji, nie kłopocząc się specjalnie poważniejszymi wskazówkami. Ważne, żeby zyskać pretekst do opowiedzenia historii – ta historia natomiast obroni się już sama. Padoł wykorzystuje bowiem biografie obrosłe legendami i zabawnymi opowiastkami. Nie tworzy karykaturalnych jakości, a odtwarza to, co podoba się odbiorcom, bez względu na czasy. Proponuje esencję śmiesznych lub ekscentrycznych zachowań gwiazd, którym wybacza się wszystko, składa poszczególne teksty z szeregu nieencyklopedycznych danych, bo życiorysowy system bardzo ją nudzi. Uwzględnia przy tym mity, jakie tworzyli sami „dżentelmeni”, weryfikuje plotki, ale zawsze na tyle, żeby zostawić czytelnikom nieco rozrywki i nie niszczyć obiegowych opinii. W „Dżentelmenach PRL-u” dominuje nastawienie na przyciągnięcie odbiorcy do tekstu, Padoł proponuje podejście dziennikarskie: gromadzi jak najwięcej oryginalnych opowieści układa je w jeden spójny portret aktora lub pisarza. Takie quasi-biografie w pigułce całkiem dobrze się czyta dla rozrywki – sprawdzą się też jako internetowe publikacje: od czytelników nie wymagają wertowania kolejnych opracowań czy tomów biograficznych, zapewniają krótkotrwałą zabawę i szereg danych funkcjonujących niemal w roli żartu. Padoł zatrzymuje się na poziomie anegdotycznego życia, nie pogłębia tematów i nie chce oceniać bohaterów (chyba że może dać im szansę obrony własnych decyzji). Przebiega przez życiorysy, przystanki robiąc na przykład przy ocenach z zewnątrz lub wypowiedziach bohaterów. Z kawałeczków wspomnień skleja kolorowe szkice. Jeśli więc ktoś jest fanem przedstawianych tu postaci, większość opowieści będzie znać już z innych źródeł – trzeba jednak przyznać, że Emilia Padoł nie psuje efektu komicznego i podkreśla puenty, kiedy tylko może. A że temat barwnych postaci PRL-u został w ostatnich latach omówiony na rynku literatury faktu tak szczegółowo, że właściwie wyczerpująco, trudno nawet spodziewać się, by ta autorka wniosła do wiedzy o aktorach i pisarzach PRL-u coś nowego. Należy zatem przyjąć, że nie o nowinki tu chodzi – i cieszyć się lekturą.
Padoł pisze swobodnie i bez poszukiwania sensacji: zawsze staje po stronie swoich bohaterów, niezależnie od tego, jakie drogi wybierali. W związku z tym „Dżentelmeni PRL-u” to publikacja, która wielu odbiorcom stanie się zwyczajnie bliska. Tu gwiazdy – filmu i literatury – mają rozmaite słabostki, wybacza się je ze względu na nieodparty urok kolejnych bożyszczy kobiet. Ta książka wyjaśnia odrobinę fenomen Stanisława Mikulskiego, Lepolda Tyrmanda, Andrzeja Łapickiego czy Zbigniewa Cybulskiego zwykłym odbiorcom. Daje możliwość spotkania się ze sławami i poznania zestawu anegdot o nich. „Dżentelmenów PRL-u” czyta się dla rozrywki i dla zaspokojenia ciekawości – to skrótowe prezentacje składające się w atrakcyjny cykl. To też książka, w której dowcip jest bardzo ceniony, również jako element gwiazdorskich czy „kultowych” kreacji.
wtorek, 3 marca 2015
Emilia Padoł: Damy PRL-u
Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Symbole seksu
Emilia Padoł to kolejna autorka, która sięga po ikony filmu i teatru z czasów PRL-u i proponuje odbiorcom ich skrócone biografie mocno podlewane anegdotami i komentarzami bliskich sław. „Damy PRL-u” to praca interesująca – mimo że od-twórcza: znajdzie się wielu czytelników, którzy przedstawiane tu opowieści już znają z autobiografii gwiazd lub z licznych wywiadów – czy z ich mozaikowych biografii. Bo te trzy rodzaje tekstów są dla Emilii Padoł skarbnicą wiedzy oraz cytatów. Trudno się dziwić, że tom zawiera osiemset przypisów – to z ciekawostek wynalezionych w książkach o damach PRL-u i z wywiadów, które inni z nimi przeprowadzali, Padoł tka swoją publikację. I chociaż na kilku pierwszych stronach udowadnia, że wprawnie posługuje się piórem, zaraz potem oddaje głos bohaterkom tomu i ich znajomym – by nigdy już nie powrócić w funkcji innej niż autorka rozczłonkowanej cytatami narracji. Emilii Padoł w tej książce jest bardzo mało: usuwa się w cień, żeby w zgrabnych szkicach zaprezentować życiorysy sławnych aktorek.
„Damy PRL-u” są wybierane kluczem demonów seksu. Padoł sprawdza, która z postaci zasłynęła na ekranie nagim biustem lub odsłoniętą pupą, która nogami, oczami czy ustami. Tak dzieli książkę, wprowadzając kolejne biograficzne szkice. Zwraca szczególną uwagę na atuty urody dam, ale nie tematyzuje nimi wywodów. Wyszukuje za to ciekawostki (w materiałach już kiedyś przez innych autorów przetworzonych), wprowadza samokomentujące się zestawy cytatów i uzupełnia faktami z życia aktorek. W wielu przypadkach nie ma zresztą możliwości zweryfikowania opinii. Ale nawet gdy ma, nie daje się skusić na rozmowę, woli podpierać się tekstami wygłaszanymi na użytek publiczny. Przegląda sporo materiałów na temat swoich bohaterek – i wybiera najbardziej apetyczne, więc i najbardziej znane kąski, którymi chce ponownie częstować publiczność. Takie podejście sprawia, że „Damy PRL-u” zawierają esencję anegdotycznych życiorysów w dobrze napisanych szkicach, ale nie wnoszą do wiedzy odbiorców nic nowego (czy przynajmniej – mało znanego).
„Damy PRL-u” stają się przewodnikiem po „symbolach kobiecości”, aktorkach, które urodą przyciągąły publiczność i do dziś funkcjonują w świadomości społecznej za sprawą oryginalnych kreacji. Co ważne, Emilia Padoł mimo „ucieleśniania” tematów kolejnych części tomu nie spłyca rozdziałów, nie spogląda na swoje bohaterki tylko przez pryzmat seksownych scen z filmów. Buduje zgrabny obraz kanonów piękna i zostawia z nim czytelników – bo nawet nie wprowadza do tomu żadnego zakończenia. „Damy PRL-u” wpisują się za to w nurt fascynacji minioną epoką i próbę odkrywania jej „kultowości” dla młodszych pokoleń. Dla starszych fakty z książki Padoł nie mogą raczej nosić znamion rewelacji czy odkryć – to wszystko już było, nawet nie trzeba daleko szukać. Jeśli jednak komuś nie chce się szukać, otrzyma tu szybki przegląd życiorysów, faktów, przyjaźni i wzajemnych ocen. Przewrotny tytuł tomu pozwala się zainteresować mniej duchowym wizerunkiem dam. Emilia Padoł przejawia tu dziennikarskie zacięcie i umiejętność pisania – nie wyjaśnia tylko dokładnie, dlaczego porusza temat tak ze wszech miar w ostatnich latach obadany i obgadany. Tego uzasadnienia mi w „Damach PRL-u” zabrakło. Czyta się tę książkę nieźle, mimo znajomości przytaczanych niemal bez przerwy faktów i cytatów.
Symbole seksu
Emilia Padoł to kolejna autorka, która sięga po ikony filmu i teatru z czasów PRL-u i proponuje odbiorcom ich skrócone biografie mocno podlewane anegdotami i komentarzami bliskich sław. „Damy PRL-u” to praca interesująca – mimo że od-twórcza: znajdzie się wielu czytelników, którzy przedstawiane tu opowieści już znają z autobiografii gwiazd lub z licznych wywiadów – czy z ich mozaikowych biografii. Bo te trzy rodzaje tekstów są dla Emilii Padoł skarbnicą wiedzy oraz cytatów. Trudno się dziwić, że tom zawiera osiemset przypisów – to z ciekawostek wynalezionych w książkach o damach PRL-u i z wywiadów, które inni z nimi przeprowadzali, Padoł tka swoją publikację. I chociaż na kilku pierwszych stronach udowadnia, że wprawnie posługuje się piórem, zaraz potem oddaje głos bohaterkom tomu i ich znajomym – by nigdy już nie powrócić w funkcji innej niż autorka rozczłonkowanej cytatami narracji. Emilii Padoł w tej książce jest bardzo mało: usuwa się w cień, żeby w zgrabnych szkicach zaprezentować życiorysy sławnych aktorek.
„Damy PRL-u” są wybierane kluczem demonów seksu. Padoł sprawdza, która z postaci zasłynęła na ekranie nagim biustem lub odsłoniętą pupą, która nogami, oczami czy ustami. Tak dzieli książkę, wprowadzając kolejne biograficzne szkice. Zwraca szczególną uwagę na atuty urody dam, ale nie tematyzuje nimi wywodów. Wyszukuje za to ciekawostki (w materiałach już kiedyś przez innych autorów przetworzonych), wprowadza samokomentujące się zestawy cytatów i uzupełnia faktami z życia aktorek. W wielu przypadkach nie ma zresztą możliwości zweryfikowania opinii. Ale nawet gdy ma, nie daje się skusić na rozmowę, woli podpierać się tekstami wygłaszanymi na użytek publiczny. Przegląda sporo materiałów na temat swoich bohaterek – i wybiera najbardziej apetyczne, więc i najbardziej znane kąski, którymi chce ponownie częstować publiczność. Takie podejście sprawia, że „Damy PRL-u” zawierają esencję anegdotycznych życiorysów w dobrze napisanych szkicach, ale nie wnoszą do wiedzy odbiorców nic nowego (czy przynajmniej – mało znanego).
„Damy PRL-u” stają się przewodnikiem po „symbolach kobiecości”, aktorkach, które urodą przyciągąły publiczność i do dziś funkcjonują w świadomości społecznej za sprawą oryginalnych kreacji. Co ważne, Emilia Padoł mimo „ucieleśniania” tematów kolejnych części tomu nie spłyca rozdziałów, nie spogląda na swoje bohaterki tylko przez pryzmat seksownych scen z filmów. Buduje zgrabny obraz kanonów piękna i zostawia z nim czytelników – bo nawet nie wprowadza do tomu żadnego zakończenia. „Damy PRL-u” wpisują się za to w nurt fascynacji minioną epoką i próbę odkrywania jej „kultowości” dla młodszych pokoleń. Dla starszych fakty z książki Padoł nie mogą raczej nosić znamion rewelacji czy odkryć – to wszystko już było, nawet nie trzeba daleko szukać. Jeśli jednak komuś nie chce się szukać, otrzyma tu szybki przegląd życiorysów, faktów, przyjaźni i wzajemnych ocen. Przewrotny tytuł tomu pozwala się zainteresować mniej duchowym wizerunkiem dam. Emilia Padoł przejawia tu dziennikarskie zacięcie i umiejętność pisania – nie wyjaśnia tylko dokładnie, dlaczego porusza temat tak ze wszech miar w ostatnich latach obadany i obgadany. Tego uzasadnienia mi w „Damach PRL-u” zabrakło. Czyta się tę książkę nieźle, mimo znajomości przytaczanych niemal bez przerwy faktów i cytatów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






