Italianna, Lublin 2015 (wznowienie).
Zwiedzanie
Moda na spokojny rytm życia w Toskanii trwa, a to oznacza, że popularnością cieszą się też książki dotyczące tego regionu. Anna Maria Goławska i Grzegorz Lindenberg dzielą się toskańską fascynacją w nowej edycji „Przewodnika subiektywnego”. Po raz kolejny odbiorcy mogą śledzić wędrówki po Toskanii i Umbrii, planować własne trasy i cieszyć się stałą obecnością kotów. Tym „Toskania i Umbria” różni się od standardowych przewodników, że wciąż aktualizowane informacje filtruje przez doświadczenia autorów. To oznacza, że do historycznych, kulturowych i organizacyjnych wskazówek dojdą jeszcze prywatne uwagi i podpowiedzi spoza kanonu oficjalnych porad. Goławska i Lindenberg rozumieją uroki Toskanii, ale poza zachwytami potrafią też wskazywać uciążliwości miejscowych zwyczajów, przygotowują odbiorców także na nieprzyjemności i rozczarowania. Dla czytelników, choćby i przypadkowych, rozczarowanie może być jedno: zbyt mało kotów na zdjęciach. Te czworonogi, które do niewielkiego tomiku trafiły, budzą zachwyt – chciałoby się więc oglądać następne, zwłaszcza że w narracji Anny Marii Goławskiej pojawiają się jak stały refren. To ożywia przewodnik i sprawia, że odbiorcom będzie się przyjemnie śledzić tekst, nawet jeśli nie zamierzają podążać śladami autorów. „Toskania i Umbria” daje szansę odbycia podróży bez wychodzenia z domu – a podróżnikom ułatwia zaplanowanie trasy i przygotowanie się do wyprawy. Goławska pamięta o wszystkim – obok rejestru wartych odwiedzenia zabytków i poznawaniu lokalnych zwyczajów przywołuje ulubione restauracje, miejsca z noclegami czy lodziarnie. Podpowiada, w jakich miejscach lepiej zapytać o cenę przed złożeniem zamówienia i kiedy zrezygnować z hotelu na rzecz wynajętego pokoju. Zachęca do odwiedzenia sprawdzonych lokali – i widać, że nie jest to reklama, a rzeczywisty zachwyt. Do tego przedstawia autorka motywy, które ją zafascynowały, a których nie potrafi odtworzyć lub odnaleźć – pisze o nich bez nostalgii, raczej ze zdziwieniem, że w doskonale znanej okolicy nie ustrzegła się niespodzianek. Zwykłym czytelnikom zresztą spodoba się ta akcentowana osobista perspektywa opowieści. Anna Maria Goławska wplata do narracji Grzegorza Lindenberga, pisze też o subiektywnych doświadczeniach na tyle często, by traktować ją jako osobistego – profesjonalnego, ale zaprzyjaźnionego – przewodnika.
Początek tego tomu jest zestawieniem dwóch relacji, dzisiejszej i cytatów z przewodników sprzed wieku. Pełnią one rolę historycznej ciekawostki i uatrakcyjniają wiadomości, które w każdym przewodniku powinny się znaleźć. Potem Anna Maria Goławska ma do dyspozycji wiadomości z historii sztuki, które bardzo zgrabnie dokłada do rytmu prywatnej podróży. Doradza, na co nie warto tracić czasu, a gdzie należy koniecznie zajrzeć. Jej tekst jest bardzo zachęcający: do tego stopnia, że znajdą się zapewne odbiorcy, którzy wyruszą na wyprawę tylko posiłkując się książką „Toskania i Umbria”. Nieprzypadkowo ta publikacja doczekuje się kolejnych wydań: zestawia zalety przewodnika i dziennika podróży. Wraz z autorami można poznawać Toskanię i cieszyć się prostymi przyjemnościami życia.
Tomik ma podręczny format, chociaż jego wagę zwiększa kredowy papier. Dla oszczędzenia miejsca zastosowany został drobny druk. Jednak rodzaj papieru dyktowany jest albumowym charakterem tej pozycji. W książce jest mnóstwo zdjęć, rzadko artystycznych, najczęściej dość zwyczajnych, takich, które każdy przywozi z wypraw (wyjątek w tych kadrach stanowią ujęcia kotów!). To również konsekwencja przyjęcia perspektywy przewodnika subiektywnego: autorzy nie chcą jawić się jako bardziej wtajemniczeni od czytelników: są po prostu ludźmi zakochanymi w Toskanii i jako tacy mogą dzielić się prywatnymi wrażeniami i prywatnymi zdjęciami. Takie wybory nie zakłócają profesjonalizmu przygotowania książki, za to uprzyjemniają lekturę. Niepozorna książeczka zawiera ogrom przydatnych wiadomości, a napisana jest stylem o literackim zacięciu. Anna Maria Goławska i Grzegorz Lindenberg nie promują nachalnie siebie, a przez pomysł na narrację stają się bliscy czytelnikom.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Maria Goławska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Maria Goławska. Pokaż wszystkie posty
piątek, 5 czerwca 2015
środa, 4 sierpnia 2010
Anna Maria Goławska: Włochy. Podróż na południe
Nowy Świat, Warszawa 2010.
Sztuka, kuchnia i koty
Jest coś takiego w książkach Anny Marii Goławskiej, czemu trudno się oprzeć. Może to harmonijna i pełna spokoju narracja, może zamiłowanie do sztuki, kotów i dobrego jedzenia, może po prostu miłość do Włoch – faktem jest, że po arcyciekawym tomie „Toskania, Umbria i okolice” proponuje nam ta autorka kolejną historię podróżniczą, tym razem kierującą czytelników na południe Włoch. Wydany przez Nowy Świat tom staje się połączeniem przewodnika literackiego i dziennika – autorka szczególnie często odnosi się do zapisków Jarosława Iwaszkiewicza i Michała Wiszniewskiego, konfrontując spostrzeżenia tych postaci z własnymi, odległymi w czasie a przecież podobnymi pod względem doznań odczuciami. Książka „Włochy. Podróż na południe” to zestaw refleksji i notatek, wzbogaconych o wiadomości o miejscowej kulturze i zwyczajach.
Anna Maria Goławska nie przytłacza czytelników nagromadzeniem faktów. Chociaż informacji jest tu rzeczywiście bardzo dużo, nie mogą one znużyć odbiorców, bo przefiltrowane są przez nieustającą opowieść o odkrywaniu włoskiego stylu życia. Wszelkie dane okrasza autorka subiektywnymi uwagami, wiedzę o zabytkach i miejscach godnych polecenia obudowuje pamiętnikarsko-reportażową narracją. Nie oddziela przewodnikowych wskazówek od porad prywatnych, zachowuje się za to jak dobry gospodarz, szczery i wart zaufania. Goławska chętnie pisze o odwiedzanych, a czasem przypadkowo odkrywanych, miejscach, a jeszcze chętniej – o ludziach, których spotkała na swojej drodze: o tych życzliwych bratnich duszach, dzięki którym udało się znaleźć ciekawe miejsca czy tanie noclegi. Nie ma w tym tomie prób uogólniania, nie ma poszukiwań szerokiej i trafnej charakterystyki mieszkańców – dla autorki liczą się napotkane jednostki, nie truizmy i wnioski wysnuwane na szybko według innych książek.
Można tę publikację pokochać ze względu na smakowitą narrację: Goławska rozkoszuje się dziełami sztuki, perłami architektury, ale nawet zwyczajnym życiem – i swój zachwyt potrafi przekuć na równie atrakcyjną opowieść. Bez zarzutu przedstawia także doznania kulinarne: jej książka jest najlepszą zachętą do rozsmakowania się w kuchni włoskiej – choć przepisów w niej nie ma. Stosuje tu autorka sprytne zabiegi, czasem rozwodzi się nad odkrytym właśnie daniem, innym razem przenosi się myślami do własnych odczuć z daną potrawą związanych. Opisy dotyczące jedzenia są w książce równie zmysłowe, co przedstawienia architektury i sztuki. Ale Goławska znalazła motyw, który wyróżnia ją z coraz bardziej obszernej (głównie za sprawą toskanianów) półki z literaturą autobiografiującą, powiązaną z Italią: to koty. I Anna Maria Goławska, i Grzegorz Lindenberg, to miłośnicy tych futrzastych stworzeń – i do zachwytów nad dorobkiem kulturowym dołączają wciąż drobne opowiastki o spotykanych we Włoszech kotach. Są tu biedne, wychudzone i przestraszone kocie maleństwa, dokarmiane przez parę specjalnie noszonym w tym celu kocim jedzeniem, są koty rozleniwione i wygrzewające się na słońcu w starych murach. Zyskują one miejsce w reportażowej opowieści, trafiają także na zdjęcia (podobnie jak w tomie „Toskania, Umbria…” książkę zamyka zestaw fotografii) – można więc podzielać zachwyt autorki nad tymi stworzeniami.
Goławska przytacza całe mnóstwo ciekawostek, anegdot zrodzonych pod wpływem chwili i opowieści, które nadają książce lekkości. „Włochy. Podróż na południe” to subiektywny przewodnik, ale też pozycja obowiązkowa dla tych wszystkich, którzy wybierają się do Italii – i dla tych, którzy wolą podróżowanie palcem po mapie przy sycącej, spokojnej lekturze.
Sztuka, kuchnia i koty
Jest coś takiego w książkach Anny Marii Goławskiej, czemu trudno się oprzeć. Może to harmonijna i pełna spokoju narracja, może zamiłowanie do sztuki, kotów i dobrego jedzenia, może po prostu miłość do Włoch – faktem jest, że po arcyciekawym tomie „Toskania, Umbria i okolice” proponuje nam ta autorka kolejną historię podróżniczą, tym razem kierującą czytelników na południe Włoch. Wydany przez Nowy Świat tom staje się połączeniem przewodnika literackiego i dziennika – autorka szczególnie często odnosi się do zapisków Jarosława Iwaszkiewicza i Michała Wiszniewskiego, konfrontując spostrzeżenia tych postaci z własnymi, odległymi w czasie a przecież podobnymi pod względem doznań odczuciami. Książka „Włochy. Podróż na południe” to zestaw refleksji i notatek, wzbogaconych o wiadomości o miejscowej kulturze i zwyczajach.
Anna Maria Goławska nie przytłacza czytelników nagromadzeniem faktów. Chociaż informacji jest tu rzeczywiście bardzo dużo, nie mogą one znużyć odbiorców, bo przefiltrowane są przez nieustającą opowieść o odkrywaniu włoskiego stylu życia. Wszelkie dane okrasza autorka subiektywnymi uwagami, wiedzę o zabytkach i miejscach godnych polecenia obudowuje pamiętnikarsko-reportażową narracją. Nie oddziela przewodnikowych wskazówek od porad prywatnych, zachowuje się za to jak dobry gospodarz, szczery i wart zaufania. Goławska chętnie pisze o odwiedzanych, a czasem przypadkowo odkrywanych, miejscach, a jeszcze chętniej – o ludziach, których spotkała na swojej drodze: o tych życzliwych bratnich duszach, dzięki którym udało się znaleźć ciekawe miejsca czy tanie noclegi. Nie ma w tym tomie prób uogólniania, nie ma poszukiwań szerokiej i trafnej charakterystyki mieszkańców – dla autorki liczą się napotkane jednostki, nie truizmy i wnioski wysnuwane na szybko według innych książek.
Można tę publikację pokochać ze względu na smakowitą narrację: Goławska rozkoszuje się dziełami sztuki, perłami architektury, ale nawet zwyczajnym życiem – i swój zachwyt potrafi przekuć na równie atrakcyjną opowieść. Bez zarzutu przedstawia także doznania kulinarne: jej książka jest najlepszą zachętą do rozsmakowania się w kuchni włoskiej – choć przepisów w niej nie ma. Stosuje tu autorka sprytne zabiegi, czasem rozwodzi się nad odkrytym właśnie daniem, innym razem przenosi się myślami do własnych odczuć z daną potrawą związanych. Opisy dotyczące jedzenia są w książce równie zmysłowe, co przedstawienia architektury i sztuki. Ale Goławska znalazła motyw, który wyróżnia ją z coraz bardziej obszernej (głównie za sprawą toskanianów) półki z literaturą autobiografiującą, powiązaną z Italią: to koty. I Anna Maria Goławska, i Grzegorz Lindenberg, to miłośnicy tych futrzastych stworzeń – i do zachwytów nad dorobkiem kulturowym dołączają wciąż drobne opowiastki o spotykanych we Włoszech kotach. Są tu biedne, wychudzone i przestraszone kocie maleństwa, dokarmiane przez parę specjalnie noszonym w tym celu kocim jedzeniem, są koty rozleniwione i wygrzewające się na słońcu w starych murach. Zyskują one miejsce w reportażowej opowieści, trafiają także na zdjęcia (podobnie jak w tomie „Toskania, Umbria…” książkę zamyka zestaw fotografii) – można więc podzielać zachwyt autorki nad tymi stworzeniami.
Goławska przytacza całe mnóstwo ciekawostek, anegdot zrodzonych pod wpływem chwili i opowieści, które nadają książce lekkości. „Włochy. Podróż na południe” to subiektywny przewodnik, ale też pozycja obowiązkowa dla tych wszystkich, którzy wybierają się do Italii – i dla tych, którzy wolą podróżowanie palcem po mapie przy sycącej, spokojnej lekturze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






