Obrazy kobiecości
„Biała bluzka” ma w sobie coś magnetycznego. Kiedy czytałam tę rozpisaną na dwa głosy mikropowieść kilkanaście lat temu, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Potem do lektury wracałam kilkakrotnie – za każdym razem z tym samym uczuciem zachwytu, które towarzyszyło pierwszej lekturze. I dzisiaj, kiedy przebiegam wzrokiem historię rozpoczynającą tom „Biała bluzka. Najpiękniejsze opowiadania” wiem, że pozostało we mnie naiwne zdziwienie i radość z dawnego zetknięcia się z tym tekstem. Bo „Biała bluzka” to nie tylko psychologiczny majstersztyk, to przede wszystkim piękny literacki portret kobiety. Kobiety zagubionej, niepewnej, trochę szalonej. Kobiety niekochanej przez matkę i rozpaczliwie walczącej o uczucie wymarzonego mężczyzny. Kobiety, dla której przyziemna rzeczywistość PRL-u nie ma żadnego znaczenia wobec porywów namiętności i niepokojów duszy. „Biała bluzka” przedstawiona jest w formie korespondencji Krysi – oschłej, rzeczowej i surowej oraz Eli – zwariowanej, barwnej dziewczyny, która wybiera życie w świecie fantazji. Ela czasem daje się uwieść słowom na skraj absurdu, lekkość podkreśla rzucanymi tu i ówdzie rymami, a swą egzystencję przedstawia nie zawsze zgodnie z prawdą. Przed czytelnikami otwiera się jednak w ten sposób przestrzeń, w którą trudno nie wkroczyć. Można Osieckiej nie lubić za jej piosenki – za „Białą bluzkę” każdy ją pokocha.
„Biała bluzka” się kończy, ale przygody Eli nie – w tomie pojawia się bowiem „Ćma”, kontynuacja opowieści z bohaterami starszymi o dziesięć lat. „Ja tylko kiedy tak cholernie cierpię, że już ścierpieć tego nie mogę to taki – no właśnie – taki niby pajacyk ze mnie wychodzi” – wyjaśnia wówczas Ela, a „pajacyk” jest znakiem rozpoznawczym dwóch utworów, o których nie da się zapomnieć. Odmienną poetykę przynosi opowiadanie „Zabiłam ptaka w locie”. Tu mamy do czynienia nie z piosenkowym strumieniem uwolnionych słów, a z narracją kostyczną i urywaną. Krótkie obrazki, jakie docierają do odbiorców przez sekwencje bardzo skondensowanych akapitów, niosą historię tragiczną – i jak to u Osieckiej często bywa, osnutą wokół mikrodramatu, maleńkiego cierpienia, którego nie da się pokonać. W „Czarnej wiewiórce” oraz „Salonie gier” autorka rozpracowuje ponownie motyw zdrady i pragnienia miłości – w pierwszym opowiadaniu wykpieniu podlega rodzaj międzyludzkich relacji, w drugim – nadzieje na wzniosłe uczucie. „Mimi Mahometanka”, publikowana tu po raz pierwszy, jest grą z konwencją kryminału, ale też wiąże się z odejściem od charakterystycznego dla Osieckiej zaangażowanego uczuciowo stylu prowadzenia historii. Na wydarzenia spogląda się z zewnątrz – co oswojonych już z prozatorskimi formami tej autorki odbiorców może zaskoczyć – podobnie zresztą jak finał historii.
Trzy miniatury, dotąd niewydawane, zamykają ten tom. W „Śniło mi się że moja łódź tonie” Osiecka zdaje się powracać do pomysłu z „Zabiłam ptaka w locie” (choć zmienia się niemal wszystko, konstrukcja charakterystyki bohaterki pozostaje), proponując dwustronicowy zaledwie i nasycony emocjami portret psychologiczny postaci. W „Retro” proponuje rozwiązanie absurdalne, udowadniając, że dobrze czuje się w surrealistycznych sceneriach. „Albańska noga” jest natomiast krótkim studium stosunku córki do toksycznej matki – zresztą ten motyw, obok kwestii zdrady, powraca w tomie najczęściej.
„To aż śmieszne: na robienie zwykłych domięśniowych zastrzyków trzeba mieć specjalne pozwolenie, ale majstrować przy duszy ludzkiej może praktycznie każdy, kto zechce: ksiądz, agitator, kochanek, przechodzień. Nikt” – zauważa Agnieszka Osiecka. Być może dlatego tak wiele w jej opowiadaniach bohaterek o okaleczonej duszy. Postacie z tych utworów dałoby się zdiagnozować, poddać psychologicznym i psychiatrycznym analizom – lecz to, co im naprawdę dolega, to nie problemy z psychiką, a ogromny głód miłości. Osiecka nie odwołuje się do banalnych i kiczowatych obrazów, choć porusza tematy znane i wielokrotnie prezentowane.
Przewijają się przez tom „Biała bluzka. Najpiękniejsze opowiadania” nawiązania do codzienności PRL-u, raz szarość egzystencji podkreślana jest mocniej, dla kontrastu ze światem uczuć, to znowu rozmywa się – bo ważniejsze są przeżycia i rozterki bohaterek. Wszystkie teksty układają się natomiast w jedną ogromną opowieść o poszukiwaniu miłości. „Ja bym dla ciebie chciała zrobić coś przecudownego, coś super, pożar dusz na wszechświatową skalę. Ale skoro taka twoja wola, no to marsz do cyrku i za godzinę wracam: kartki, kolej i praca!” – obiecuje bohaterka tytułowego opowiadania. Zdradza tym samym podstawowe rozdarcie większości kobiet z utworów.
Agnieszka Osiecka znana jest przede wszystkim z twórczości piosenkowej – warto jednak także przyjrzeć się jej prozie, zwłaszcza opowiadaniom z opublikowanego właśnie tomu.






