* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słownik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słownik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 lipca 2021

Agnieszka Żelewska: W domu. Moja pierwsza encyklopedia polsko-angielska z okienkami

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Zabawa ze słownikiem

Agnieszka Żelewska to ilustratorka, której prace dzieci bardzo lubią. Na rynku ukazuje się właśnie picture book tej autorki – połączenie kartonowej książki z okienkami do otwierania ze słownikiem polsko-angielskim. Nie ma tu ani instrukcji obsługi, ani specjalnych komentarzy, zresztą nie będą one dzieciom potrzebne do korzystania z tomiku. Każda rozkładówka to obrazek z podpisami poszczególnych elementów (podpisy są w dwóch językach, większa jest nazwa angielska, pod spodem – nieco mniejsze tłumaczenie, żeby łatwo było dzieciom utrwalać wiadomości i ćwiczyć sztukę czytania). Działanie pozwala nie tylko na zapamiętanie pisowni obcych słówek, ułatwia też przyswajanie sobie znaczeń dzięki skojarzeniom z rysunkami. I tak autorka zabiera dzieci najpierw do domu i ogrodu (prezentuje ładny pejzaż, w którym znalazło się także miejsce dla zwierząt – maluchy dowiedzą się, jak po angielsku nazywa się biedronka, żaba czy robak. Przekonają się także, jak określa się huśtawkę, schody czy chmurę. Dalej odbiorcy przechodzą do pokoju i sprawdzają, jak określić poszczególne elementy charakterystyczne dla pomieszczenia, w którym bawi się dziecko. Będzie tu i przedstawienie rodziny podczas przygotowań do przyjęcia urodzinowego, i ukazanie kuchni, zajęcia w łazience oraz w garażu czy przedpokoju. Niby nic, a jednak można poznać mnóstwo słówek, a co ważniejsze – dobrze się bawić. Część rysunków mieści w sobie bowiem otwierane okienka, pod które należy zajrzeć. Czasami okienka pojawiają się w nietypowych miejscach, tam, gdzie w ogóle nie ma rysunku albo słówka do poznania – i wówczas mogą budzić jeszcze większą ciekawość dzieci. Autorka wykorzystuje sytuację, żeby pozwolić odbiorcom myszkować w szafkach bohaterów, a nawet zaglądać do sedesu, szykuje rozmaite niespodzianki, dzięki którym może ubarwić zabawę i uprzyjemnić proces uczenia się. Zdarza się tak, że otwarcie okienka modyfikuje rysunek: wprowadza postać w przebraniu, albo jakiś skrywany wcześniej element (w ścianie łazienki można znaleźć żuka...). Bywa naturalnie: w dziupli drzemie sowa, a w koszu na śmieci znajduje się skórka od banana. Ale bywa też zaskakująco, kiedy dzieci odkryją w nietypowych miejscach nietypowych bohaterów – Agnieszka Żelewska od czasu do czasu bawi się po prostu kolejnymi motywami i rozbawia dzieci, tym samym przekonując je do wytężonej pracy (zwłaszcza odkrycie zawartości sedesu może dzieci rozśmieszyć). W ten sposób można sobie przyswajać słówka łatwo i szybko, uczyć się różnych nazw po angielsku i poszerzać swoje kompetencje językowe. Chociaż obrazki są tu bardzo proste, liczy się ich humor i mnogość na przedstawianych rozkładówkach. Agnieszka Żelewska przynosi dzieciom rozrywkę edukacyjną na długi czas. Możliwość bawienia się otwieranymi okienkami także przekonuje kilkulatki do lektury. To książeczka wspomagająca edukację maluchów, pozwalająca szybko zorientować się w nazwach przedmiotów codziennego użytku, części ciała, rzeczy znajdujących się w domu i – odrobinę – zwierząt, z którymi można się zetknąć na co dzień. Bardzo przyjemnie zrealizowana i bogata w treści.

sobota, 1 lutego 2020

Maya Hanisch: Tak wiele rzeczy. So many things

Nasza Księgarnia, Warszawa 2020.

Słownik

Jest to picture book wyjątkowy i bardzo pomagający w nauce języka. Z jednej strony poszerza słownictwo, z drugiej – od razu przygotowuje do lekcji angielskiego. Dostarcza dzieciom rozrywki, rozwija również wyobraźnię, a to za sprawą podawania wielu haseł z wybranych tematów. „Tak wiele rzeczy. So many things” to publikacja wielkoformatowa i obrazkowa, ciekawa przez ogrom informacji – i przystosowana do nielinearnej lektury. Najmłodsi będą z niej czerpać wiedzę, ale też – mogą potraktować książkę jak wyszukiwankę albo zestaw inspiracji. Możliwości jest wiele, ta podstawowa dotyczy słownikowych porównań. Książka została podzielona na rozkładówki – jedna rozkładówka to jeden temat (rzadko zdarza się przeniesienie motywu na kolejne dwie strony) i dwujęzyczne wskazówki dla dzieci. Dwa zdania wprowadzające po polsku – przełożone na angielski – oraz zestaw ilustracji z podpisami (po polsku i po angielsku) to okazja do zapoznania się z ciekawostkami i meandrami lingwistycznymi. Maya Hanisch sięga po zagadnienia, które na pewno zaintrygują dzieci (obowiązkowo są tu strony ze zwierzętami, zjawiska pogodowe czy elementy garderoby, przedmioty, które można znaleźć w szkole, w supermarkecie czy na plaży). Znalazło się też miejsce na poszerzanie doświadczeń maluchów: dania z różnych stron świata czy elementy miejskiego krajobrazu, gatunki ptaków (tutaj znajdą się takie, których nie można zaobserwować w najbliższym otoczeniu) lub kwiatów. O przyjemnościach przypomina dział „świętowanie”.

Sam pomysł nie jest nowy, w końcu nauka słówek u najmłodszych polega na śledzeniu podpisów do obrazków (albo rysowaniu kolejnych definicji), ale dziwić może stopień zaawansowania. Po lekturze tej publikacji dzieci dowiedzą się między innymi, jak nazwać jedwabną apaszkę, karczochy, taczkę, soczewicę, rolki czy pachołek drogowy. Uda się zaspokoić ich ciekawość w różnych dziedzinach: przy potrawach pojawiają się czasem skomplikowane dania, na przykład ceviche (często też – takie, których nazwy brzmią tak samo po „przełożeniu” na polski). Część rzeczy do jedzenia pojawi się w dziale „na targu” albo „w supermarkecie”: tu są składniki, a nie gotowe potrawy, ale to słówka podstawowe. Dzięki takim rozwiązaniom dzieci nie będą miały problemu z wymienianiem produktów, które należy kupić, poradzą sobie z nazwaniem ulubionych zabawek (choćby pojazdów z placu budowy). Zupełnie inaczej jest w przypadku gatunków ptaków: rzadko maluchy mają okazję zaobserwować pełzacza. W przypadku owadów – parecznika czy stonogę murową nawet po polsku nie wszystkie dzieci są w stanie nazwać. Przez to tomik będzie rozwijać możliwości leksykalne kolejnych odbiorców. Ta książka szybko się nie znudzi – ze względu na ogrom nietypowych informacji, możliwość prześledzenia nie tylko nazw znanych dzieciom przedmiotów w dwóch językach – ale też dzięki szansie na poznanie zupełnie nowych zjawisk i haseł. „Tak wiele rzeczy” to publikacja przystosowana do odbioru przez dzieci w różnym wieku – i o różnym stopniu zaawansowania językowego. Rozwija, nie ma co do tego żadnych wątpliwości – przynosi czytelnikom zestaw tematów potraktowanych nie infantylnie a odkrywczo.