* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Miłoszewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Miłoszewski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Zygmunt Miłoszewski: Kwestia ceny

W.A.B., Warszawa 2020.

Ocalanie pamięci

Rozgrywa się ta powieść Zygmunta Miłoszewskiego w dwóch planach, w przeszłości i teraźniejszości, a pokazuje przy tym tęsknotę za dawnymi wielkimi narracjami. Autor postanawia zaimponować czytelnikom tym, czego na próżno mogą szukać w większości pozycji pop ukazujących się na rynku: gęstą prozą, ze starannie poprowadzoną stroną formalną. Na opisy poświęca niemal całą energię, zależy mu na tym, żeby zaprezentować czytelnikom określone klimaty, zasugerować zmiany perspektywy oraz otoczenia. Pisze tak, by czytelnicy niemal odczuwali przechodzenie do dalekiej Syberii i do dzisiejszych, pozornie neutralnych czasów i przestrzeni. Udaje mu się budzić skojarzenia z powieściami podróżniczymi i przygodowymi czy też awanturniczymi, a w przejściu do teraźniejszości – ucieka w thriller i reportażowość. Operuje zatem dość imponującym wachlarzem środków literackich i rozmachem rzadko obecnie w literaturze rozrywkowej spotykanym. Dość wspomnieć, że najnowsza książka Miłoszewskiego ma ponad pięćset stron, jeśli więc ktoś ma dosyć prostych i szybkich opowiastek, tu może znaleźć coś dla siebie. Oczywiście nastawienie na formę ma też poważne wady, najważniejszą z nich jest ograniczanie warstwy fabularnej czy też dynamiki akcji. Zygmunt Miłoszewski jest prestidigitatorem, potrafi opowiadać historię, ale nie do końca tym razem udowadnia, że potrafiłby ją też skonstruować. Dużo tu rozdmuchiwania opisów, charakterów i zachowań, niewiele przykuwających uwagę zagadnień.

A nawet sam temat nadający ton opowieści wydaje się zbyt prosty i przewidywalny, żeby móc się nim cieszyć: oto przeszło sto lat temu zesłańcy na Syberii odkrywają lek, medykament, jaki zrewolucjonizowałby współczesny świat. Ów lek – którego skład trzymany jest w ścisłej tajemnicy – bardzo by się przydał obecnie. Tyle tylko, że funkcjonuje w sferze mitu. Niby istniał, ale dotarcie do niego wymagać będzie sporo samozaparcia, a także pieniędzy. Zresztą – to pieniądze rządzą światem i nie można się spodziewać, że ktoś postanowi dla dobra ludzkości wprowadzić na rynek odkrycie dawnych uczonych. Idee nie mają tu żadnej siły przebicia, rozpoczyna się bezwzględna walka. W końcu kto znajdzie dostęp do usuwających problemy zdrowotne receptur, ten zyska nieograniczoną władzę – będzie mógł dyktować warunki innym i błyskawicznie dojdzie do bogactwa. W czasach współczesnych Miłoszewski prezentuje postać Zofii, profesor historii sztuki. Zofia zmaga się z psychicznym wyzwaniem: jej mąż traci pamięć i codziennie na nowo uczy się podstawowych wiadomości dotyczących historii związku. Stara się dokładnie odrabiać lekcje, ale żadne zaangażowanie nie przynosi tego, na czym zależało kobiecie. Zofia jest zdeterminowana: pragnie znaleźć remedium, w przeciwnym razie jej cierpliwość w końcu się wyczerpie.

I chociaż trudno odmówić autorowi racji w kwestii dążeń ludzi do ratowania swoich bliskich za wszelką cenę, czegoś w książce brakuje. I tym czymś nie jest warsztat: autor z tekstem radzi sobie znakomicie. Jednak w przesłaniach pomysłów jest za mało – oparcie potężnego tomu na jednym oczywistym dla wszystkich rozwiązaniu nie zachęca do śledzenia kolejnych perypetii.

wtorek, 30 stycznia 2018

Zygmunt Miłoszewski: Jak zawsze

W.A.B., Warszawa 2018.

Wybory życiowe

Ona i on bardzo się kochają, a przez kilka dekad nauczyli się też rozpoznawać i akcentować swoje potrzeby. Wypracowali sobie niedostępną dla innych płaszczyznę porozumienia. Są ze sobą szczęśliwi i nawet jeśli od czasu do czasu o coś się spierają, to nigdy na tyle, by mieć siebie dość. Pół wieku wcześniej spotkali się w jego gabinecie. Ona była jego pacjentką, on miał żonę. Postanowili zostać ze sobą i teraz, gdy dobiegają osiemdziesiątki i przygotowują się do łóżkowego świętowania ważnej dla siebie rocznicy – mogą być zadowoleni z życia. Może tylko starość im przeszkadza. Na nią jednak nie ma rady. A gdyby była?

Grażyna i Ludwik po erotycznym spełnieniu budzą się w zupełnie innej rzeczywistości. Jest druga połowa XX wieku, Polska. Staromodnie umeblowane mieszkanie należy do Ludwika i jego pierwszej żony i jest obecnie szczytem luksusu. Grażyna mieszka z przyjaciółkami i przeżywa wielką miłość do Adama. Nikt nie wie, co się właściwie stało – pewne jest jedno. Bohaterowie otrzymują od losu szansę. Szansę na to, by przeżyć życie jeszcze raz. Ze świadomością konsekwencji przynajmniej niektórych wyborów. Z życiowym doświadczeniem, mądrością staruszków i ciałami w kwiecie wieku. Ani Grażyna, ani Ludwik nie znają reguł tej sytuacji. Zgadzają się co do chęci spłodzenia syna – ale poza tym pokus jest coraz więcej. Ludwik zaczyna dostrzegać zalety pierwszej żony – to, co przegapił, kiedy pozostawał pod urokiem wielkich oczu i wielkiego biustu Grażyny. Z kolei Grażyna przypomina sobie, co pociągało ją w Adamie. Niby przez cały czas porównuje narzeczonego z Ludwikiem, ale ciekawość przeważa nad zdrowym rozsądkiem. Miłoszewski przedstawia – w niewytłumaczalnej przeszłości z rzeczywistości alternatywnej – kilka motywów, które rozbudowuje do rozmiarów apetycznej powieści. Pierwszym stają się relacje między Ludwikiem i Grażyną – jakby do tej pory bohaterowie, rozumiejący znaczenie kompromisów i dyplomacji, stracili zahamowania i postawili na bezwzględną szczerość. Drugim są w naturalny sposób relacje sercowe pary bohaterów z innymi postaciami, obecnymi niegdyś w ich życiorysach. Dalej: Miłoszewski mimo wyobcowania podróżników w czasie umożliwia im nawiązywanie kolejnych znajomości. Tu na uwagę zasługuje zwłaszcza odkrywanie tajemnicy szkoły dla dziewcząt – to, jak Grażyna znajduje nić porozumienia z nastolatkami. Międzyludzkie kontakty równoważone są przez kwestie polityczno-społeczne. W panoramie Warszawy nie ma Pałacu Kultury i Nauki – ale całe osiedla, pomniki i budowle nabierają rangi symboli i dzielą społeczeństwo. Polityki Miłoszewski wprowadza raczej niewiele, bardziej stara się nakreślić niezbędne tło niż bawić się budowaniem państwowych struktur (w wymiarze również międzynarodowym). Unika zbytniego zaangażowania w te kwestie, mimo że częściowo traktuje je na prawach katalizatora akcji. Dzieje się – ale trochę poza postaciami – nie może wpływać na ich losy. W ten sposób autor ukrywa niekompletność tej rzeczywistości, nie musi bowiem koncentrować się na tym, co nie wywołuje emocji postaci. Radzi sobie za sprawą doskonałego opanowania warsztatu. Zręcznie omija mielizny, zatrzymując uwagę odbiorców na intrydze.

„Jak zawsze” to historia z umiejętnie zadawanymi pytaniami. Sprawdzi się jako materiał do refleksji nad życiowymi wyborami i relacjami. Miłoszewski jest bezbłędny w temacie uczuć między postaciami, więc do tego potrzebuje jeszcze tylko dodać odpowiednie tło. Proponuje czytelnikom wartką lekturę z ciekawymi problemami. Łączy fantastykę (i tutaj nie rozwija tematu, nie szuka możliwości, uzasadnień ani nawet rozwiązań, cudowne przeniesienie w czasie to dla niego zjawisko, którego się nie kwestionuje, narzucony fakt) i obyczajowość, realizm przefiltrowany przez zmodyfikowaną poetykę PRL.