Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.
Wyznanie
Po śmierci Marii Czubaszek wiele osób martwiło się o Wojciecha Karolaka i w tomie Krystyny Pytlakowskiej „Małżeństwo doskonałe” kilku rozmówców czy autorów wspomnień do tego się otwarcie przyznaje. Sama Pytlakowska z kolei, jako wieloletnia przyjaciółka Karolaków, pozwala interlokutorowi na wypowiedzenie swojego żalu i gniewu. Przywołuje jeszcze jeden portret Marii Czubaszek, niezaskakujący wprawdzie, ale wzbogacony o ogrom miłości, z którą wcześniej Wojciech Karolak nie mógł się obnosić w aż tak dużym stopniu. Jest to książka bardzo osobista i chociaż w warstwie wspomnieniowej nieco konwencjonalna, poruszy czytelników. Chociaż to rozmowa z Karolakiem – znakomitym muzykiem, kompozytorem, jazzmanem, postacią-legendą, to w olbrzymiej części poświęcona jest Marii Czubaszek i pomysłowi na udany związek. To wzruszające świadectwo miłości, a i spowiedź z błędów, których już nie da się naprawić. Wiele razy Wojciech Karolak żałuje tu, że nie przestał pić wcześniej – decyzja, której od niego oczekiwali inni, zagwarantowałaby ukochanej kilka lat spokoju. Karolak opowiada bez cenzury o kryzysach w małżeństwie, o chwilach, kiedy Maria chciała od niego odejść, a i z humorem o konfliktach kończących się… połamanymi żebrami. Pokazuje, jak „zagracał” przestrzeń Marii Czubaszek swoimi instrumentami. Nie wymienia oczywiście każdego drobiazgu, stara się raczej ogólnie nakreślić sytuację. Obok nieuchronnych w każdym związku tarć podaje jednak przepis na naprawdę udaną relację. Nieraz akcentuje ogromną miłość, w której w ogóle nie ma zaborczości. Wojciech Karolak i Maria Czubaszek dawali sobie nawzajem sporo wolności, unikali kontrolowania siebie i szanowali prawo do prywatności. Nawet po śmierci Marii Wojciech Karolak nie chce poznawać jej sekretów czy przeglądać rzeczy osobistych. Jest w tym głęboka mądrość i prawdziwe uczucie.
Wojciech Karolak bardzo cierpi. Niektóre wspomnienia wyraźnie sprawiają mu ból, w rozmowach czasem wpada w złość. Z Krystyną Pytlakowską znajduje wspólną płaszczyznę porozumienia – w końcu ona też doskonale znała Marię i może coś dodać do opowieści. Czasami wyznania zyskują ton serdeczny, pełne są ciepła i sentymentu, zdarzają się też motywy komiczne. Karolak prezentuje Marię Czubaszek od domowej, rodzinnej strony. Niekiedy powracają „medialne” tematy (wałkowany do znudzenia wątek aborcji), ale dużo więcej tu opowieści familiarnych, ciekawych właśnie ze względu na oderwanie od powszechnie kojarzonego wizerunku.
Marię Czubaszek od strony zawodowej przedstawiają za to koledzy z pracy, satyrycy i dziennikarze. Każdy rozdział tomu kończy się tutaj jednym krótkim wspomnieniem: na liście znajdują się między innymi Michał Urbaniak, Edward Lutczyn, Hanna Śleszyńska, Jacek Fedorowicz, Ewa Bem czy Ryszard Marek Groński. Oni opowiadają, jaka była Maria Czubaszek w pracy. Owszem, powtarzają się tu niektóre kwestie (niechęć do jedzenia czy miłość do zwierząt), ale wyłania się z tych wspomnień drugi obrazek, portret Marii Czubaszek, która kocha swój zawód. Tym razem, kiedy autorzy wspomnień odkreślają wyjątkowość i niepowtarzalność postaci, nie są to standardowe elementy wspomnień: taką Marię Czubaszek poznali też widzowie, słuchacze i czytelnicy. „Małżeństwo doskonałe” kusi więc nie tylko prawdziwością (w tym prawdziwością uczuć), ale i jeszcze jednym spotkaniem z nietuzinkową postacią. To książka, która musiała powstać jako pożegnanie – ale jest też zaproszeniem do prywatnego mikroświata dwojga kochających się ludzi. Jakby opowieści i wzruszeń było mało, Wojciech Karolak dzieli się hojnie zdjęciami z domowego archiwum – i wtedy robi się jeszcze bardziej sentymentalnie. Tego jednak nikt publikacji – ani autorom – nie będzie mieć za złe. „Małżeństwo doskonałe” to książka potrzebna.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Karolak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Karolak. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 lipca 2017
niedziela, 3 listopada 2013
Maria Czubaszek, Wojciech Karolak w rozmowie z Arturem Andrusem: Boks na Ptaku, czyli każdy szczyt ma swój Czubaszek i Karolak
Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.
Familiarny śmiech
Maria Czubaszek i Wojciech Karolak przez długi czas znani byli pewnym kręgom zainteresowanych (satyrą lub jazzem). Artur Andrus przypomniał Marię Czubaszek szerszemu gronu odbiorców, a już niemal celebrycką karierę zapewnił autorce tekstów satyrycznych brawurowy występ w improwizowanym serialu „Spadkobiercy”. Tak Marii Czubaszek udało się przejście z enklawy satyryków do masowej publiczności – i chociaż część tej publiczności przygląda się znacznie chętniej kontrowersyjnym decyzjom Marii Czubaszek – większość uwielbia jej abstrakcyjne skojarzenia i absurdalne poczucie humoru. Jedno i drugie pojawiło się już w tomie „Każdy tom ma swój Czubaszek”. Wojciech Karolak, znakomity muzyk, pozostał wówczas w cieniu rozsławionej żony – chociaż dysponuje równie wspaniałym poczuciem humoru i dystansem do siebie oraz rzeczywistości. Teraz zyskuje szansę na zaprezentowanie się odbiorcom. Tom „Boks na Ptaku” to druga część rozmów Artura Andrusa – tym razem on i Maria Czubaszek mają stanowić tło dla Wojciecha Karolaka snującego wspomnienia i opowiadającego anegdoty z różnych momentów życia. Nie jest to jednak klasyczny wywiad-rzeka, ani też rozmowa o charakterze biograficznym. Zdarza się, że na niezamierzone tory kierują dyskusję obrazy z telewizji, albo zupełnie nieistotne dygresje. W końcu nie chodzi tu o precyzyjne odtwarzanie życiorysu Wojciecha Karolaka, a o znakomitą zabawę czytelników. To „Boks na Ptaku” gwarantuje.
Artur Andrus łączy tu role dziennikarza, satyryka, przyjaciela, ale i odbiorcy, słuchacza, który lubi się śmiać, dostrzega paradoksy i operuje ironią równie swobodnie jak jego rozmówcy. To sprawia, że czytelnicy tomu będą się podczas lektury dobrze bawić – zapewnia lekki ton i brak narzucanych kierunków dialogów. Andrus nie wycofa się i kiedy rozmowa zaczyna toczyć się w kierunku niepotrzebnego w biografiach absurdu – pozwala na skojarzenia satyryczne i ciekawe oraz ważne dla rozrywkowej wymowy tomu. Do dyskusji Andrus i Karolak włączają Marię Czubaszek, czyniąc ją często obiektem żartów – ale też Maria Czubaszek potrafi w nieoczekiwanym momencie zdziwić się naiwnie czy znaleźć drugie dno rozmowy i całkowicie odmienić jej atmosferę. Nie mówi tu zbyt wiele, to Wojciech Karolak snuje wspomnienia – ale dzięki obecności wybitnych satyryków wytwarza się nastrój, który spodoba się czytelnikom.
Jedną warstwę opowieści stanowi humor i cała seria zabawnych skojarzeń, które rodzą się podczas dyskusji. To wartość oczywista, której odbiorcy oczekują – i nie będą rozczarowani, bo śmiechu tu nie zabraknie. Drugą zapewniają doświadczenia i wspomnienia Wojciecha Karolaka: to przejście od satyry do branży muzycznej i spojrzenie na środowisko jazzmanów od wewnątrz. Trzecim motywem w tomie jest miłość. „Boks na Ptaku” to opowieść o niezwykłym małżeńskim porozumieniu, o umiejętności wybaczania i o cieszeniu się sobą. Ta historia mieści się między wierszami, daje się odczytywać z drobnych przekomarzanek i ciepłych wzajemnych kpin ze swoich słabostek. Artur Andrus nie porusza tematów, które łatwo stałyby się pożywką dla brukowców – potrafi subtelnie i ostrożnie przejść nad sprawami trudnymi. Jego rozmówcy wyznają tyle, na ile mają ochotę, nie ma tu mowy o dziennikarskich śledztwach i wywlekaniu sensacji. Familiarny charakter rozmowy pozwala na takie rozwiązania. Kolejną sprawą są odnalezione w walizce teksty Marii Czubaszek oraz ilustracje (rysunki i fotomontaże) Wojciecha Karolaka. Do tego wszystkiego Artur Andrus dorzuca jeszcze serię anegdotek, które dobrze charakteryzują bohaterów tomu, a nie zmieściłyby się w podstawowym nurcie rozmowy. Całość bawi do ostatniej strony, a Andrus, Czubaszek i Karolak dbają o to, by lektura nie znudziła się czytelnikom, mimo że wydają się nie pamiętać o odbiorcach. Oba tomy zasługują na uwagę, oba są zjawiskiem niezwykłym na rynku wydawniczym. „Boks na Ptaku” przedłuża jeszcze „prywatne” rozrywkowe spotkanie – i mam nadzieję, że będzie jeszcze dalszy ciąg.
Familiarny śmiech
Maria Czubaszek i Wojciech Karolak przez długi czas znani byli pewnym kręgom zainteresowanych (satyrą lub jazzem). Artur Andrus przypomniał Marię Czubaszek szerszemu gronu odbiorców, a już niemal celebrycką karierę zapewnił autorce tekstów satyrycznych brawurowy występ w improwizowanym serialu „Spadkobiercy”. Tak Marii Czubaszek udało się przejście z enklawy satyryków do masowej publiczności – i chociaż część tej publiczności przygląda się znacznie chętniej kontrowersyjnym decyzjom Marii Czubaszek – większość uwielbia jej abstrakcyjne skojarzenia i absurdalne poczucie humoru. Jedno i drugie pojawiło się już w tomie „Każdy tom ma swój Czubaszek”. Wojciech Karolak, znakomity muzyk, pozostał wówczas w cieniu rozsławionej żony – chociaż dysponuje równie wspaniałym poczuciem humoru i dystansem do siebie oraz rzeczywistości. Teraz zyskuje szansę na zaprezentowanie się odbiorcom. Tom „Boks na Ptaku” to druga część rozmów Artura Andrusa – tym razem on i Maria Czubaszek mają stanowić tło dla Wojciecha Karolaka snującego wspomnienia i opowiadającego anegdoty z różnych momentów życia. Nie jest to jednak klasyczny wywiad-rzeka, ani też rozmowa o charakterze biograficznym. Zdarza się, że na niezamierzone tory kierują dyskusję obrazy z telewizji, albo zupełnie nieistotne dygresje. W końcu nie chodzi tu o precyzyjne odtwarzanie życiorysu Wojciecha Karolaka, a o znakomitą zabawę czytelników. To „Boks na Ptaku” gwarantuje.
Artur Andrus łączy tu role dziennikarza, satyryka, przyjaciela, ale i odbiorcy, słuchacza, który lubi się śmiać, dostrzega paradoksy i operuje ironią równie swobodnie jak jego rozmówcy. To sprawia, że czytelnicy tomu będą się podczas lektury dobrze bawić – zapewnia lekki ton i brak narzucanych kierunków dialogów. Andrus nie wycofa się i kiedy rozmowa zaczyna toczyć się w kierunku niepotrzebnego w biografiach absurdu – pozwala na skojarzenia satyryczne i ciekawe oraz ważne dla rozrywkowej wymowy tomu. Do dyskusji Andrus i Karolak włączają Marię Czubaszek, czyniąc ją często obiektem żartów – ale też Maria Czubaszek potrafi w nieoczekiwanym momencie zdziwić się naiwnie czy znaleźć drugie dno rozmowy i całkowicie odmienić jej atmosferę. Nie mówi tu zbyt wiele, to Wojciech Karolak snuje wspomnienia – ale dzięki obecności wybitnych satyryków wytwarza się nastrój, który spodoba się czytelnikom.
Jedną warstwę opowieści stanowi humor i cała seria zabawnych skojarzeń, które rodzą się podczas dyskusji. To wartość oczywista, której odbiorcy oczekują – i nie będą rozczarowani, bo śmiechu tu nie zabraknie. Drugą zapewniają doświadczenia i wspomnienia Wojciecha Karolaka: to przejście od satyry do branży muzycznej i spojrzenie na środowisko jazzmanów od wewnątrz. Trzecim motywem w tomie jest miłość. „Boks na Ptaku” to opowieść o niezwykłym małżeńskim porozumieniu, o umiejętności wybaczania i o cieszeniu się sobą. Ta historia mieści się między wierszami, daje się odczytywać z drobnych przekomarzanek i ciepłych wzajemnych kpin ze swoich słabostek. Artur Andrus nie porusza tematów, które łatwo stałyby się pożywką dla brukowców – potrafi subtelnie i ostrożnie przejść nad sprawami trudnymi. Jego rozmówcy wyznają tyle, na ile mają ochotę, nie ma tu mowy o dziennikarskich śledztwach i wywlekaniu sensacji. Familiarny charakter rozmowy pozwala na takie rozwiązania. Kolejną sprawą są odnalezione w walizce teksty Marii Czubaszek oraz ilustracje (rysunki i fotomontaże) Wojciecha Karolaka. Do tego wszystkiego Artur Andrus dorzuca jeszcze serię anegdotek, które dobrze charakteryzują bohaterów tomu, a nie zmieściłyby się w podstawowym nurcie rozmowy. Całość bawi do ostatniej strony, a Andrus, Czubaszek i Karolak dbają o to, by lektura nie znudziła się czytelnikom, mimo że wydają się nie pamiętać o odbiorcach. Oba tomy zasługują na uwagę, oba są zjawiskiem niezwykłym na rynku wydawniczym. „Boks na Ptaku” przedłuża jeszcze „prywatne” rozrywkowe spotkanie – i mam nadzieję, że będzie jeszcze dalszy ciąg.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






