* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toon Tellegen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toon Tellegen. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 marca 2016

Toon Tellegen: Tata

Dwie Siostry, Warszawa 2016.

Prawda wyobraźni

Toon Tellegen do tej pory zajmował się absurdalnymi (choć zadziwiająco bliskimi życia) opowiastkami ze świata zwierząt. W „Tacie” przenosi się do znanej każdemu rzeczywistości w kompletnie nieznanym wymiarze. Przyjmuje perspektywę dziecka, żeby zaprezentować wyjątkowość ojca – w pełni mu się to udaje, bo „Tata” jest książką tak niezwykłą jak jej bohater. Podczas lektury każdy, bez względu na wiek, może przenieść się do własnych wspomnień i odczuć z dzieciństwa, by porównać je ze spostrzeżeniami narratora, małego chłopca, dla którego tajemniczy i fascynujący tata jest trochę superbohaterem, a trochę magiem. Jest też nieodłącznym elementem dzieciństwa, bez niego życie byłoby niepełne.

Relację dziecka i ojca Tellegen prezentuje baśniowo. Tata wie, jak smyrgać zbirami (zapewnia więc bezpieczeństwo, a nie ignoruje żadnych zagrożeń, nawet potworów), staje się towarzyszem zabaw, wszystko wie, a w dodatku to największy człowiek na świecie: można się na niego wspinać, choć bywa, że przełamie się na pół. Józef (tata zwraca się do syna pełną wersją imienia) obserwuje ojca w chwilach zagrożenia i załamania, wesołości i smutku. Z ojca czyni obiekt wyobraźniowych eksperymentów. Tata czasami gdzieś znika, zapada się pod ziemię lub wraca po pracy zagoniony – a wszystko to w oczach dziecka przybiera kształt oryginalnej i ekstremalnej historii, którą można zaimponować innym. Nie ma w tym dziecięcego szczebiotu, który nadawałby całości brzemię infantylizmu. Józef jest bardzo poważny i wierzy w kolejne metamorfozy czy własne oceny sytuacji. Przy takim tacie nie może zresztą być inaczej: tata Józefa budzi respekt i jest prawdziwym wyzwaniem dla racjonalnie myślących dorosłych.

Najlepsze jest to, że Józef w portretowaniu taty nie kłamie. Naprawdę może tak postrzegać rzeczywistość – wzbogaconą o interpretacje kilkulatka. Ten absurd ma swoją wewnętrzną logikę, czasem zresztą wiążącą się z typowymi tematami dziecięcych analiz (to skojarzenie powraca przy zagadnieniu śmierci). Tata znajdujący się w centrum uwagi nie może się znudzić. Józef pozwala spojrzeć na tę życiową rolę oczami dziecka, ale i bajkopisarza, tata jest jak bohater szalonej baśni, nie zna żadnych ograniczeń, imponuje zwyczajnymi (dla siebie) umiejętnościami. Ten filtr z postawy malucha sprawia, że każdy absurd, jaki Tellegen wymyśli, ma swoje uzasadnienie i zostanie bez zastrzeżeń zaakceptowany.

Bardzo dobrze czyta się krótkie opowiadania – charakterystyki kolejnych dziwności w wykonaniu taty. Autor posługuje się prostym stylem, często wprowadza partie dialogowe – nie musi uciekać się do rozbudowanych opisów, bo potrafi bardzo precyzyjnie przedstawiać sytuacje, w jakich znalazł się bohater. Magia tej prozy polega również na zwięzłości wspomagającej i absurd, i dowcip. Tellegen dostarcza czytelnikom licznych wzruszeń, zapewnia sobie żywe reakcje na każdą uwagę. Bawi, owszem, ale przy tym daje też do myślenia, pokazuje, jak ważny w życiu malucha jest ojciec (zdolny do mimikry, czyli do wyobraźniowych i nieskomplikowanych dla dorosłych metamorfoz). Tata u Tellegena podejmuje grę – a czasem sam ją wyzwala. Sprawia, że Józef zyskuje niezapomniane przeżycia i szereg miłych zabaw, uczy się wrażliwości, ale przede wszystkim odnajduje w tacie potrzebny autorytet. Jeszcze nie musi doceniać wartości doświadczeń, zrozumienie tego przyjdzie z czasem. Doskonale wie o tym sam autor, który „Tatą” może zdobywać literackie nagrody i ogromne grono zwolenników. To książka bardzo potrzebna, podobnie jak taki tata.

Toon Tellegen ma dar filozofowania bez nudnych teorii. Pokazuje idealnego tatę w działaniach, unikając przy tym rutyny. Ta publikacja w duchu jest dziecięca, ale i tak zaskakująco dojrzała, szczera i pełna ważnych prawd. Tellegen trafi nią do maluchów, które bez trudu pojmą perspektywę Józefa i odkryją ślady własnych marzeń czy rozrywek – ale i do rodziców. Dla ojców to przecież przewodnik, jak postępować, by nawiązać z dzieckiem najlepsze relacje. Tellegen nie zawodzi.

wtorek, 8 lipca 2014

Toon Tellegen: Urodziny prawie wszystkich

Dwie Siostry, Warszawa 2014.

Absurd wszystkich

Uwielbiam Tellegena. I chociaż tworzy on filozoficzne bajki dla dzieci, pokochają go chyba wszyscy dorośli. Za absurd i za przypomnienie, co wyobraźnia może zrobić ze znanym światem. Po „Nie każdy umiał się przewrócić” w Dwóch Siostrach ukazuje się drugi tom opowiadań tego autora, „Urodziny prawie wszystkich”, z zasygnalizowanym w tytule tematem przewodnim. Tellegen zaprasza odbiorców do świata nonsensu, świata, w którym nic nie dziwi, a jeśli coś jednak zdziwi – to musi być bardzo dziwne. Bohaterowie, bezimienne zwierzęta z lasu, po kolei obchodzą urodziny. Bez względu na to, czy rzeczywiście mija rocznica ich przyjścia na świat (w przypadku jętki jednodniówki to byłoby w końcu niemożliwe), czy po prostu postanowiły akurat poświętować. Ale myli się ten, kto sądzi, że monotematyczność przyniesie nudę – Tellegen zadbał o to, by każdą kolejną historię (a jest ich 49) zaskoczyć czytelników.

Każdy ma inny pogląd na to, jak powinno się świętować urodziny. Wiadomo, że powinny być torty, prezenty i przyjęcie. Ale niektórzy chcą spędzić ten dzień sami i proszą o brak towarzystwa, inni dopuszczają do siebie tylko jednego przyjaciela. Niedźwiedź chce dostać dużo tortów, które będą mu smakowały, myszoskoczek nie wie, o co chodzi, a pawica gruszówka składa się na czworo i daje unosić wiatrowi. Zdarzają się pomysły czysto fabularne, o bajkowym rodowodzie (przyrząd do sięgania po najlepsze kawałki tortu), ale i opowiadania, które wywodzą się wprost z filozoficznych refleksji. Toon Tellegen nigdy nie powiela rozwiązań, popisuje się za to niebywałą wyobraźnią w kreowaniu kolejnych urodzinowych sytuacji. W dodatku niemal całkowicie odsuwa aspekt przemijania, koncentrując się raczej na tym, czy zwierzęta wybiorą towarzystwo i wesołą zabawę, nastawią się na prezenty czy też zdecydują na samotność, która przyniesie im szczęście. Przy tym podejściu nie dziwi już, że w lesie u Tellegena trwa specyficzna moda na obchodzenie urodzin – zresztą może to nie moda a przypadek, w końcu czas ma tu mniejsze znaczenie i nie porządkuje akcji. Każde opowiadanie czytać można niezależnie od innych, co więcej – lepiej podzielić lekturę i smakować ją powoli, z każdej przypowiastki wyciągając własne wnioski. Z „Urodzinami prawie wszystkich” czas cudownie zwalnia tempo – istnieje, ale nie zwraca na siebie uwagi, na przekór tematowi.

Holenderski autor nie boi się nonsensu. Tu słoń w dalszym ciągu wdrapuje się na wysokie drzewa tylko po to, żeby z nich spadać (i za każdym razem jest tak samo zdumiony upadkiem), żółw może latać, a wiewiórka niewiele rozumie i musi czerpać z mądrości mrówki. Każde zwierzę ma jakąś charakterystyczną cechę, która wprowadza w świat absurdu. Przy lekturze nikt nie zastanawia się, jak to możliwe (jedynie najmłodsi zyskają w ten sposób rozrywkę) – każdy z przyjemnością zanurzać się będzie w nietypowym świecie rządzącym się swoimi prawami.

Ewa Stiasny ilustruje ten tom na swój sposób. Stawia na klimat i grafiki, które absolutnie nie kojarzą się z literaturą czwartą (i słusznie, w końcu Tellegen jest dla wszystkich, to rodzaj mniej fabularnego „Kubusia Puchatka”). Zwierzęta wyłaniają się z nieregularnych plam farby, kiedy piszą do siebie listy, bardzo gryzmolą, kolory są tu często zgaszone, a rysunki wyglądają jak brudnopisowa wprawka wykonywana dziecięcą ręką. To zjawiska, które zmieniają postrzeganie całej książki, nakazują uważniej przyjrzeć się światu z opowiastek Tellegena i wymuszają używanie wyobraźni – co ma swoje wyjaśnienie w samej lekturze.

czwartek, 11 lipca 2013

Toon Tellegen: Nie każdy umiał się przewrócić

Dwie Siostry, Warszawa 2013.

Filozofia zwierząt

Dość rzadko trafiają się takie książki wśród propozycji z literatury czwartej, ale kiedy już się pojawią, stanowią lekturowe olśnienie. Toon Tellegen zaprasza małych i dużych czytelników do świata absurdu, wyrozumiałości i dziwności, która staje się normą. W zgodzie i harmonii żyją tu zwierzęta, które mają swoje nietypowe przyzwyczajenia i odważne marzenia. Wiewiórka przyjaźni się z mrówką, słoń uwielbia dobijać do drzew, jeż chciałby zostać słońcem, a żółw próbuje zaryczeć. Każdy pomysł i każde zachowanie może stać się przedmiotem głębokiej zadumy lub filozoficznego pytania. Sporo rozgrywa się w planie rozmów, ale bohaterowie Tellegena nie boją się też działania. Sprawdzają w praktyce własne twierdzenia, by żadna kwestia nie została skazana na zapomnienie bez rozwiązania. Zdarza się też, że bohaterowie obywają się bez konkretów – wtedy, gdy chodzi o zrozumienie i siłę przyjaźni, która nie potrzebuje czynów. Tellegen proponuje więzi niezwykłe – ale też zwierząt nie traktuje stereotypowo: są dla niego jedynie nośnikiem wrażeń, a i magnesem dla dzieci. Czytelników bardzo ucieszą postawy bohaterów oraz ich oryginalne pomysły. Wszystko bierze swój początek w nieskrępowanej wyobraźni autora i w zawierzeniu absurdowi jako tworzywu historii.

„Nie każdy umiał się przewrócić” to seria bardzo krótkich opowiadań oraz scenek opartych w dużej części na dialogach. Za każdym razem bohaterowie, którzy spotykają się ze sobą (lub funkcjonują przez moment samotnie), napędzają do nietypowego z punktu widzenia odbiorców działania. Dla postaci wszystko jest w największym porządku, żaden bohater nie wątpi w swoje umiejętności, stąd biorą się odkrywcze pomysły i postawy. Oczywiście zderzenie oczekiwań odbiorców z zachowaniami bohaterów rodzi komizm czerpiący z głębi absurdu. To niezwykle trudna sztuka, absurd bazuje bowiem na stałym zdziwieniu i zaskakiwaniu odbiorców – tymczasem Tellegenowi udaje się to robić przez 120 stron (ponad 50 opowiadań) i to bez znużenia czy powtarzania rozwiązań. Pierwsze wkroczenie w świat bohaterów oznacza akceptację reguł proponowanych przez autora – do ostatniej strony nie da ię opuścić niemal magicznej przestrzeni, w której możliwe jest wszystko to, o czym się pomyśli. Przestrzeń oddziałuje z wielką siłą, chociaż dialogi zwierząt mogłyby rozgrywać się wszędzie. Tellegen jednak osiąga taki poziom absurdu, który pozwala mu niemal na wszystko. Nic więc dziwnego, że jego sympatyczni bohaterowie czasem sprawdzają znaczenie słów, innym razem przez wiatr wysyłają sobie niewiele mówiące listy, mogą pytać, jak to jest być kimś innym niż na co dzień lub posiadać nietypowe umiejętności.

Toon Tellegen bawi się słowami a także sytuacjami. Pozwala ideom zaistnieć w rozmowach, zanim wcieli je w życie. Nadaje to książce filozoficznego smaku i trafi do dzieci. Autor pokazuje siłę sprawczą języka, dzięki któremu może też bawić. Nie chodzi mu wcale o proste rozśmieszanie czytelników. Owszem, dostarcza rozrywki, ale nie jest to rozrywka płytka, humor jest tutaj subtelny i nieoczywisty, a przez to bardziej szlachetny i precyzyjny. Bohaterowie zawsze budzą sympatię – przede wszystkim za sprawą dylematów, obcych ich naturalnym odpowiednikom. Tellegen ujawnia świat głębokich znaczeń, cennych odkryć i ważnych przemyśleń, które wcale nie muszą mieć przełożenia na codzienność.

Ewa Stiasny ilustruje tę książkę w sposób daleki od bajkowego. Bohaterowie są u niej niewyraźnymi plamami koloru, wykańczanymi seriami bazgrołkowych kresek. W tego typu rozwiązaniach nadaje się postaciom dynamiki i charakteru, za to całkowicie odbiera infantylny wygląd. U Tellegena królują obrazki szarpane, jakby kreślone w dużym pośpiechu. To styl potrzebny przy pełnym refleksyjności tonie opowiadań – a i oderwany od typowych publikacji z dziedziny literatury czwartej. Także zatem za sprawą ilustratorki tom okazuje się pozycją niepowtarzalna. Do Tellegena warto sięgnąć, by przekonać się, że historyjki dla dzieci nie muszą wiązać się z nadmiernymi uproszczeniami lub pouczeniami, mogą natomiast czerpać z pokładów wyobraźni i tak rzadkiego u współczesnych autorów absurdu.