* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nick Hornby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nick Hornby. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2015

Nick Hornby: Funny girl

Albatros, Warszawa 2015.

Świat komedii

Nick Hornby chce w powieści zapewnić bohaterom przynajmniej szczęście. Zupełnie na przekór środowisku i zwyczajom. Puszcza wodze fantazji, którą wzbogaca jeszcze o faktografię (materiał zdjęciowy, reprint okładki książki jednego z bohaterów czy biogramy postaci). Wszystko, żeby pokazać, że cuda się zdarzają. Wystarczy tylko determinacja i odwaga. Tych cech nie brakuje Barbarze. Kobieta bierze udział w konkursie piękności, wygrywa go i… rezygnuje z przyjęcia tytułu. Chce się wyrwać ze swojego miasteczka, a takie wyróżnienie skazałoby ją na co najmniej rok wegetacji w rodzinnych stronach. Przeraża ją brak perspektyw, ale i szans na realizację pragnień. Barbara marzy o byciu aktorką komediową. Chciałaby rozśmieszać ludzi, a ma nie tylko poczucie humoru, ale i świadomość komizmu – wie, jak podkreślać celne puenty, potrafi odróżnić oryginalne żarty od banalnych stereotypowych skojarzeń. To oczywiście nie wystarczy, do rozwijania wrodzonego talentu potrzebna jest scena. I dlatego Barbara musi uciec.

Nawet agent Barbary nie wierzy w nią. Planuje wykorzystać ładną dziewczynę jako ozdobnik, hostessę w bikini i złotej farbie. Zmienia jej też imię i nazwisko. Barbara jednak wciąż wierzy w siebie, chodzi na przesłuchania i w końcu trafia na producentów dawnego radiowego hitu. Ich obecne pomysły nie są nawet cieniem dawnej świetności, ale bohaterka podsuwa kilka twórczych wskazówek i szybko staje się gwiazdą Teatru Komedii.

Nic Hornby w „Funny girl” śmiech czyni tematem, ale nie narzędziem. Frustracja pary scenarzystów przenosi się też na autora – można powtarzać wiele zarzutów, którymi operuje Barbara już na początku, wobec dawnych idoli. W końcu jednak trzeba przyjąć, że Hornby nie zamierza bawić się w komika. Najwyraźniej nie czuje się dobrze w tej roli, może co najwyżej podrzucić kilka kwestii do stand-upu, ale też nie przebije się ze względu na zbyt oczywiste skojarzenia. Widać dokładnie miejsca obliczone na wywołanie śmiechu – to między innymi małżeńskie problemy jednego z twórców serialu (jego współpracownik jest homoseksualistą, obu mężczyznom tym trudniej więc znaleźć w motywacjach Barbary na scenie szczerość). Komiczna ma być też potęga dziewczyny z prowincji, która nagle wnosi do pracy świeżość i kasowe pomysły. Do tego dochodzi pozycja przegranego z definicji męża (pantoflarza), któremu to stereotypowi usiłuje przeciwstawić się odtwarzający go aktor. Nick Hornby najlepiej czuje się w prezentowaniu frustracji i braku umiejętności, najbardziej przekonujący jest przy goryczy i rozczarowaniach. Całe kulisy przygotowań serialu plasują się na drugim biegunie, przeciwległym do komizmu. „Funny girl” ma ton i tempo powieści roboczej, to jest ukazującej wydarzenia nieznane widzom. W ten sposób może autor uwypuklić problemy zawodowych komików i skutki wypalenia w pracy – a to nie są tematy uważane za lekkie i komediowe.

„Funny girl” to opowieść, która pod kątem zakulisowych faktów ma być bardzo precyzyjna. Autor nie pomija pełnych zwątpienia rozmów (często to właśnie takimi dyskusjami wypełnia czas), a przekonanie o sile pomysłów Barbary daje poznać jedynie z drugiej ręki, za sprawą fragmentów recenzji czy opinii zachwyconych widzów i dziennikarzy. Jednostronność z perspektywy widza i słuchacza dawałaby się łatwo wytłumaczyć, w jednostronności z perspektywy twórcy brakuje czegoś ważnego. Doświadczenia Barbary przypominają o codziennych wyzwaniach i pułapkach. Hornby osnuwa swoją powieść na sprzeczności między tym, jak jest i tym, jak być powinno. Zmusza czytelników i bohaterów do weryfikowania pochopnych ocen, ale sam nie wychodzi poza bezpieczny i oczywisty kontrast.

wtorek, 2 grudnia 2014

Nick Hornby: Wierność w stereo

Zysk i S-ka, Poznań 2014.

Muzyka i miłość

Rob to facet przegrany. Ma trzydzieści pięć lat i nie osiągnął w życiu nic, z czego mógłby być dumny. Co więcej – nie ma żadnych ciekawych perspektyw i żadnych nadziei na odmianę losu. Prowadzi sklep z płytami i to jedyny pewnik w jego szarej egzystencji. Nie jest to typ herosa ani zdobywcy – nic więc dziwnego, że jego związki szybko się rozpadają. Zresztą do kolejnych niepowodzeń Rob dorabia sobie własną filozofię. Przechodzi kryzys wieku średniego, a to okazja do kilku poważnych podsumowań.

W życiu Roba znaczenie mają tylko kobiety i muzyka. Tyle że kobiet, w odróżnieniu od muzyki, nie traktuje poważnie. „Wierność w stereo” rozpoczyna się wyliczeniem pięciu najbardziej spektakularnych i bolesnych rozstań – kres związku podważa zasadność całego jego istnienia, a Rob zdaje się czerpać przewrotną satysfakcję z miłosnych porażek. Posługuje się czarnym humorem i puszcza oko do czytelników – tu nic nie zasługuje na pesymizm i czarną rozpacz. Nie ma rzeczy wiecznych, poza muzyką. To muzyka kształtuje wybory Roba. Bohater ocenia ludzi po tym, kogo słuchają, układa w myślach listy najważniejszych utworów i porównuje te zestawienia z listami wybranek. Wie, że nie mógłby się dogadać z kimś o odmiennych muzycznych gustach. Pytanie tylko, o co tak naprawdę toczy się gra.

W „Wierności w stereo” temat miłości i damsko-męskich relacji staje się obiektem satyrycznych ataków. Nick Hornby sprowadza go najpierw do seksu, chcąc stworzyć przeciwwagę dla babskich czytadeł. Świat kobiet to świat łóżkowych podbojów, faceci nie cierpią z miłości – co nie przeszkadza bohaterowi wywlekać na światło dzienne przejawów zazdrości i bólu po rozstaniach. Rob wybiera wygodne życie – bez przywiązywania się do kolejnych partnerek (bo przez przywiązanie zbyt wiele traci, kiedy związek się rozpada). Z ironią, która ma zastąpić wszelkie wzniosłe i mniej chwalebne uczucia, relacjonuje swoją egzystencję. Odkrywa dzięki temu mimochodem sekret prawdziwego szczęścia.

„Wierność w stereo” nie jest ciepłą obyczajówką i męskim odpowiednikiem książek typu love story. To powieść trochę rozrachunkowa, mocno prześmiewcza, pełna kąśliwych uwag i dowcipu podszytego złośliwością. W ten sposób Hornby nie tylko oddala sentymentalizm, ale też zapewnia sobie uznanie męskiej części publiczności literackiej. Znana tematyka zostaje atrakcyjnie przekształcona. Bohater zwraca się często do swoich czytelników, zmuszając ich do dogłębnego analizowania sensu pozornie lekkich słów. Hornby nie przestaje tu grać. O miłości z punktu widzenia faceta nie chce opowiadać łzawo ani rozwlekle.

Szorstki jest tu również sam sposób prowadzenia narracji. Powieść składa się z drobnych scenek, jakby fragmentów wspomnień, które wymykają się uszeregowaniu. Unika tym samym autor szczególnego przywiązania do dalszoplanowych postaci i może szybko zmieniać charakter opowieści i opisywanych właśnie relacji. „Wierność w stereo” prowokuje i rozśmiesza, jest jednocześnie tomem bardzo mocno zakorzenionym w czasie (mimo poszukiwań uniwersalnych muzycznych fascynacji) i zyskującym charakter ponadczasowy za sprawą świata uczuć. Nick Hornby prowadzi swojego bohatera przez mocno spóźnione dojrzewanie – bawi się jego niepowodzeniami i trybem życia, by w końcu dać mu pewną szansę i sprawdzić, czy poradzi sobie z wyzwaniem.