Kropka, Warszawa 2026.
Los kapitana
Bardzo ważna jest ta historia w procesie rozwoju Montgomery’ego Bonbona, czyli detektywa, który dziwnym trafem pojawia się wszędzie tam, gdzie jest Bonnie Montgomery (chociaż nigdy równocześnie) i ma strój wyglądający jak przebranie ze sklepu ze śmiesznymi rzeczami. Nikt jednak nie jest w stanie odkryć prawdziwej tożsamości słynnego detektywa, nawet jego mama nie ma pojęcia, kim naprawdę ów przenikliwy bohater jest. Bonnie wprawdzie pojawia się wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą najpoważniejsze zbrodnie, ale ma swojego wiernego towarzysza, dziadka Banksa. Dziadek Banks zna swoją rolę: do detektywa zwraca się słowami „mój stary” (do Bonnie – „kochanie”) i dyskretnie pilnuje bezpieczeństwa. Notuje wprawdzie także rozmaite wykroczenia Bonbona, ale nie czyni z tego użytku. Liczy się to, że jest i że można na nim polegać – a kiedy śledztwo utknie w martwym punkcie, wie, jak pchnąć sprawę do przodu. Od czasu swojego debiutu Bonnie doczekała się jeszcze prawdziwej przyjaciółki – Dana również wie, jak zachowywać się w towarzystwie detektywa, a do tego jest jego ogromną fanką. Tym razem każde wsparcie się przyda, bo zwłoki, które pojawiają się na statku w tomie „Awantura na morzu” są wyjątkowo ruchliwe i nieprzewidywalne. A przecież zaczyna się tak niewinnie: pierwszy raz Bonnie i Dana mogą pomagać mamie Bonnie. Liz Montgomery jest odpowiedzialna za przygotowanie pokazu fajerwerków podczas uroczystych obchodów Nocy Kapitana Grimma – tylko że zamiast rozłożonego w czasie delektowania się widowiskiem ze sztucznych ogni, wszyscy zgromadzeni otrzymują jeden wielki wybuch i chaos. Bonnie – jako Bonbon – musi rozwiązać zagadkę, żeby ocalić dobre imię rodzicielki. Zanim jednak uda się jej dojść do właściwych wniosków, okazuje się, że nie obyło się bez ofiar – kapitan nie daje znaku życia. I tak zaczyna się kolejne rozłożyste śledztwo wypełnione dowcipami i metamorfozami, ale również wizytami w niezwykłych przybytkach. Bonnie może liczyć na swoich wspólników, tym razem jednak jej priorytetem jest ocalenie mamy – jednej z głównych podejrzanych w sprawie śmierci kapitana. Zbiera zatem wszelkie możliwe dowody, analizuje sytuacje i łączy fakty w sposób niezwykle przenikliwy – czytelnicy będą musieli się bardzo wysilić, żeby nadążyć za jej tokiem myślenia. Do tego Alasdair Beckett-King chętnie odwołuje się do żartów słownych i do motywów niekoniecznie kojarzonych przez dzieci, będzie więc stawiać wysoko poprzeczkę małym czytelnikom. Ale dzieci, które lubią powieści detektywistyczne i sensacyjne jednocześnie, tu znajdą wiele dla siebie – choćby z tego względu, że Beckett-King unika infantylności w konstruowaniu akcji. Jedyny „naiwny” motyw u niego to przekonywanie czytelników, że nikt nie rozpozna w wielkim detektywie małej dziewczynki w zabawnym przebraniu. Ale na tym polega konstrukcja świata przedstawionego – i konwencja, którą wszyscy czytający ten cykl akceptują bez zastrzeżeń. Montgomery Bonbon musi odnieść kolejny sukces, na który starannie sobie zapracuje – tu nie ma taryfy ulgowej ani uproszczeń w śledztwie, a skoro rzecz dotyczy morderstwa, trzeba porządnie wysilić szare komórki. Alasdair Becket-King nie zamierza wyręczać czytelników w myśleniu, zachęca za to do przeżycia wielkiej przygody.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montgomery Bonbon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montgomery Bonbon. Pokaż wszystkie posty
piątek, 30 stycznia 2026
poniedziałek, 18 sierpnia 2025
Alasdair Beckett-King: Tajemnica starego dworu
Kropka, Warszawa 2025.
Wyzwanie
Nie żeby trzeba było sprawdzać umiejętności złodziei: raczej poradzą sobie, bo ci, którzy nie nadają się do złodziejskiego fachu, nie przetrwają w przestępczym półświatku. Fergus Croke jest najwyraźniej innego zdania: postanawia przetestować talenty swoich podwładnych, wyznaczając im ostatnie wyzwanie. To już nie przelewki, a walka o spadek: ten, kto poradzi sobie z rozszyfrowaniem wskazówek, wejdzie – zupełnie legalnie – w posiadanie cennego brylantu, pozostali będą musieli obejść się smakiem. Co prawda, żeby mówić o spadku, trzeba najpierw zejść ze świata, ale Croke najwyraźniej wie, co stanie się w najbliższej przyszłości: kiedy zostaje znaleziony martwy – i to w klatce z małpami, z których każda ma dość oryginalne miano – nie ulega wątpliwości, że gra się rozpoczyna. Smaczku dodaje fakt, że brylant dostarcza do Dworu Adderstone nie kto inny jak sam sławny detektyw Bonbon: chociaż nie ma świadomości, co znajduje się w tajemniczym pakunku, wie tylko, że musi doręczyć go do dworu. Bonnie radzi sobie z tym zadaniem jak zawsze dzięki wsparciu dziadka – bo przecież prawdziwy detektyw musi mieć towarzysza nie tylko do prowadzenia procesu dedukcji, ale też do wykonywania dodatkowych, pobocznych i nieistotnych z punktu widzenia śledztwa prac. Jak na przykład kierowanie samochodem.
Bonnie i jej dziadek wyruszają w kolejną podróż pełną śledztw, przygód i wyzwań – tym razem jednak towarzyszy im ktoś jeszcze. Do akcji włącza się Dana, samozwańcza asystentka detektywa Bonbona i skarbniczka oficjalnego stowarzyszenia wielbicieli Montgomery’ego Bonbona, nieoficjalnie – od niedawna – przyjaciółka Bonnie. Dana zna sekret i potrafi dochować tajemnicy, a co więcej – ma też bystry umysł, więc nadaje się na pomocnika w prowadzeniu śledztwa. Ale Dana ma też silny charakter i nie boi się przedstawiać swojego zdania, co czasami skutkuje burzliwymi dyskusjami – żeby nie powiedzieć: kłótniami. „Tajemnica starego dworu” to zatem nie tylko zadanie dla detektywa – Bonnie często będzie musiała sięgać po wąsy, które stanowią nieodłączny element wizerunku śledczego – ale i motywy psychologiczne, znacznie bliższe odbiorcom niż poszukiwanie zabójcy. Alasdair Beckett-King mocno wyolbrzymia wszystkie wydarzenia, ale to dla budowania komizmu i przyciągnięcia uwagi dzieci – jednak zdarzają się i momenty poza śledztwem, którym warto się przyjrzeć, bo powiedzą coś o pozaliterackim świecie. W serii Montgomery Bonbon – będącej bezpośrednią odpowiedzią na mody w literaturze czwartej – pojawia się zatem kolejne wyzwanie uczące logicznego myślenia, ekspresyjna opowieść i zestaw przygód podbarwionych drobnymi wyjaśnieniami relacji interpersonalnych. Tym razem będzie też trochę wybuchowo – a to za sprawą jednej z dalszoplanowych bohaterek, która ma słabość do wysadzania w powietrze wszystkiego, co stoi jej na drodze. Jak zawsze w przypadku przygód Bonnie – dziewczynki przebierającej się za detektywa i prowadzącej prawdziwe śledztwa ze sztucznymi wąsami – będzie tu mnóstwo śmiechu, mnóstwo zabawy i mnóstwo wyzwań. To coś dla dzieci, które nie tolerują nudy i chcą żywej i śmiesznej akcji.
Wyzwanie
Nie żeby trzeba było sprawdzać umiejętności złodziei: raczej poradzą sobie, bo ci, którzy nie nadają się do złodziejskiego fachu, nie przetrwają w przestępczym półświatku. Fergus Croke jest najwyraźniej innego zdania: postanawia przetestować talenty swoich podwładnych, wyznaczając im ostatnie wyzwanie. To już nie przelewki, a walka o spadek: ten, kto poradzi sobie z rozszyfrowaniem wskazówek, wejdzie – zupełnie legalnie – w posiadanie cennego brylantu, pozostali będą musieli obejść się smakiem. Co prawda, żeby mówić o spadku, trzeba najpierw zejść ze świata, ale Croke najwyraźniej wie, co stanie się w najbliższej przyszłości: kiedy zostaje znaleziony martwy – i to w klatce z małpami, z których każda ma dość oryginalne miano – nie ulega wątpliwości, że gra się rozpoczyna. Smaczku dodaje fakt, że brylant dostarcza do Dworu Adderstone nie kto inny jak sam sławny detektyw Bonbon: chociaż nie ma świadomości, co znajduje się w tajemniczym pakunku, wie tylko, że musi doręczyć go do dworu. Bonnie radzi sobie z tym zadaniem jak zawsze dzięki wsparciu dziadka – bo przecież prawdziwy detektyw musi mieć towarzysza nie tylko do prowadzenia procesu dedukcji, ale też do wykonywania dodatkowych, pobocznych i nieistotnych z punktu widzenia śledztwa prac. Jak na przykład kierowanie samochodem.
Bonnie i jej dziadek wyruszają w kolejną podróż pełną śledztw, przygód i wyzwań – tym razem jednak towarzyszy im ktoś jeszcze. Do akcji włącza się Dana, samozwańcza asystentka detektywa Bonbona i skarbniczka oficjalnego stowarzyszenia wielbicieli Montgomery’ego Bonbona, nieoficjalnie – od niedawna – przyjaciółka Bonnie. Dana zna sekret i potrafi dochować tajemnicy, a co więcej – ma też bystry umysł, więc nadaje się na pomocnika w prowadzeniu śledztwa. Ale Dana ma też silny charakter i nie boi się przedstawiać swojego zdania, co czasami skutkuje burzliwymi dyskusjami – żeby nie powiedzieć: kłótniami. „Tajemnica starego dworu” to zatem nie tylko zadanie dla detektywa – Bonnie często będzie musiała sięgać po wąsy, które stanowią nieodłączny element wizerunku śledczego – ale i motywy psychologiczne, znacznie bliższe odbiorcom niż poszukiwanie zabójcy. Alasdair Beckett-King mocno wyolbrzymia wszystkie wydarzenia, ale to dla budowania komizmu i przyciągnięcia uwagi dzieci – jednak zdarzają się i momenty poza śledztwem, którym warto się przyjrzeć, bo powiedzą coś o pozaliterackim świecie. W serii Montgomery Bonbon – będącej bezpośrednią odpowiedzią na mody w literaturze czwartej – pojawia się zatem kolejne wyzwanie uczące logicznego myślenia, ekspresyjna opowieść i zestaw przygód podbarwionych drobnymi wyjaśnieniami relacji interpersonalnych. Tym razem będzie też trochę wybuchowo – a to za sprawą jednej z dalszoplanowych bohaterek, która ma słabość do wysadzania w powietrze wszystkiego, co stoi jej na drodze. Jak zawsze w przypadku przygód Bonnie – dziewczynki przebierającej się za detektywa i prowadzącej prawdziwe śledztwa ze sztucznymi wąsami – będzie tu mnóstwo śmiechu, mnóstwo zabawy i mnóstwo wyzwań. To coś dla dzieci, które nie tolerują nudy i chcą żywej i śmiesznej akcji.
wtorek, 22 kwietnia 2025
Alasdair Beckett-King: Śmierć w latarni morskiej
Kropka, Warszawa 2025.
Wąsy
Montgomery Bonbon nie ma wakacji. Jeśli tylko Bonnie chce wyjechać z dziadkiem gdzieś, żeby odpocząć, trafia na kolejny trop afery kryminalnej i musi zająć się łapaniem przestępców. I to przestępców poważnych, skoro w grę wchodzi najprawdopodobniej morderstwo. Sytuacja wydaje się oczywista: pani, która pracowała na latarni morskiej, ginie podczas niesprzyjającej pogody. W takich warunkach bardzo łatwo o wypadek, nie ma co się zastanawiać nad biegiem wydarzeń. Jednak Bonnie wie doskonale, że to zadanie dla sławnego na całym świecie detektywa. Przykleja więc sztuczne wąsy, zakłada płaszcz i zamienia się w śledczego, którego trudno jest wywieść w pole. Dziadek to oczywiście asystent Banks, ten, który jest w stanie spieszyć z pomocą w kryzysowych sytuacjach, a w wolnych chwilach spisuje przewinienia detektywa, żeby poinformować Bonnie, jak daleko w przyszłość sięgać będzie jej kara. Na wyspie Cud wiele jest niespodzianek. Na przykład – zestaw zakazów. Bonnie odczytuje kolejne tabliczki, ale to nie powstrzyma jej przed łamaniem lokalnych przepisów. Zakazy zresztą wydają się bardzo bezsensowne, a Zakon Złocistego Polaru, stojący na straży przepisów, nie nadaje się do poważnego traktowania. Zresztą nic na tej wyspie nie wybrzmiewa normalnie. Wyspa Cud jako tło morderstwa (na początku – jednego, ale sytuacja jest rozwojowa) wypada mało wiarygodnie. Tym lepiej dla opowieści, bo akcja rozwija się w nieoczekiwanych kierunkach. Bonnie nie musi działać jako wykluczona z grona rówieśników – jest tu Dana, jej przyjaciółka, która jako jedyna poznała sekret monsieur Bonbona – i przez to naraziła się na odrzucenie ze strony Bonnie. Dziadek Banks z kolei czuwa nad bezpieczeństwem bohaterki. Bonnie wtrąca się do wszystkiego i zadaje niewygodne pytania, a przecież nie ma pojęcia, skąd nadeszło niebezpieczeństwo. Przyzwyczajona do wyzwań, ćwiczy logiczne myślenie, ale informacje zdobywa w sposób nieszablonowy. Wydaje się, że na wyspie – w odciętym od świata miejscu – nie ma zbyt wielu szans na ogromną przygodę, tymczasem Bonnie przyciąga wręcz katastrofy i wyzwania.
Alasdair Beckett-King stawia na rozśmieszanie czytelników i bardziej to go interesuje – niż konstruowanie samej intrygi. Przedstawia kolejne wady i drobiazgi, które wpływają na ocenę postaci – sam śmieje się z bohaterów, nie pozwala traktować ich poważnie. To sprawia, że może w fabule książki dla dzieci czerpać z motywu morderstwa. Nastawiony na modę na kryminalne historie dla najmłodszych, ucieka od wspólnej zabawy w detektywów: nie do końca chce, żeby odbiorcy zgadywali, kto zabił i dlaczego – raczej zależy mu na śledzeniu dynamicznej i barwnej opowieści. Oczywiście jeśli ktoś szuka poważnych historii, nie da sobie wmówić, że dziewczynka w przebraniu nabierze przestępców na swoją alternatywną tożsamość – jednak nie sposób odmówić uroku tym historiom. Seria dla fanów kryminałów rozwija się dość obiecująco.
Wąsy
Montgomery Bonbon nie ma wakacji. Jeśli tylko Bonnie chce wyjechać z dziadkiem gdzieś, żeby odpocząć, trafia na kolejny trop afery kryminalnej i musi zająć się łapaniem przestępców. I to przestępców poważnych, skoro w grę wchodzi najprawdopodobniej morderstwo. Sytuacja wydaje się oczywista: pani, która pracowała na latarni morskiej, ginie podczas niesprzyjającej pogody. W takich warunkach bardzo łatwo o wypadek, nie ma co się zastanawiać nad biegiem wydarzeń. Jednak Bonnie wie doskonale, że to zadanie dla sławnego na całym świecie detektywa. Przykleja więc sztuczne wąsy, zakłada płaszcz i zamienia się w śledczego, którego trudno jest wywieść w pole. Dziadek to oczywiście asystent Banks, ten, który jest w stanie spieszyć z pomocą w kryzysowych sytuacjach, a w wolnych chwilach spisuje przewinienia detektywa, żeby poinformować Bonnie, jak daleko w przyszłość sięgać będzie jej kara. Na wyspie Cud wiele jest niespodzianek. Na przykład – zestaw zakazów. Bonnie odczytuje kolejne tabliczki, ale to nie powstrzyma jej przed łamaniem lokalnych przepisów. Zakazy zresztą wydają się bardzo bezsensowne, a Zakon Złocistego Polaru, stojący na straży przepisów, nie nadaje się do poważnego traktowania. Zresztą nic na tej wyspie nie wybrzmiewa normalnie. Wyspa Cud jako tło morderstwa (na początku – jednego, ale sytuacja jest rozwojowa) wypada mało wiarygodnie. Tym lepiej dla opowieści, bo akcja rozwija się w nieoczekiwanych kierunkach. Bonnie nie musi działać jako wykluczona z grona rówieśników – jest tu Dana, jej przyjaciółka, która jako jedyna poznała sekret monsieur Bonbona – i przez to naraziła się na odrzucenie ze strony Bonnie. Dziadek Banks z kolei czuwa nad bezpieczeństwem bohaterki. Bonnie wtrąca się do wszystkiego i zadaje niewygodne pytania, a przecież nie ma pojęcia, skąd nadeszło niebezpieczeństwo. Przyzwyczajona do wyzwań, ćwiczy logiczne myślenie, ale informacje zdobywa w sposób nieszablonowy. Wydaje się, że na wyspie – w odciętym od świata miejscu – nie ma zbyt wielu szans na ogromną przygodę, tymczasem Bonnie przyciąga wręcz katastrofy i wyzwania.
Alasdair Beckett-King stawia na rozśmieszanie czytelników i bardziej to go interesuje – niż konstruowanie samej intrygi. Przedstawia kolejne wady i drobiazgi, które wpływają na ocenę postaci – sam śmieje się z bohaterów, nie pozwala traktować ich poważnie. To sprawia, że może w fabule książki dla dzieci czerpać z motywu morderstwa. Nastawiony na modę na kryminalne historie dla najmłodszych, ucieka od wspólnej zabawy w detektywów: nie do końca chce, żeby odbiorcy zgadywali, kto zabił i dlaczego – raczej zależy mu na śledzeniu dynamicznej i barwnej opowieści. Oczywiście jeśli ktoś szuka poważnych historii, nie da sobie wmówić, że dziewczynka w przebraniu nabierze przestępców na swoją alternatywną tożsamość – jednak nie sposób odmówić uroku tym historiom. Seria dla fanów kryminałów rozwija się dość obiecująco.
piątek, 10 stycznia 2025
Alasdair Beckett-King: Morderstwo w muzeum
Kropka, Warszawa 2024.
Wąsy
Ta mała dziewczynka znakomicie się bawi. Nikt nie musi się lękać o jej bezpieczeństwo, nawet jeśli w pobliżu grasuje tajemniczy morderca strzelający zatrutymi strzałkami. Bonnie Montgomery jest przecież zwykle z dziadkiem: nie tylko towarzyszem do spędzania czasu, ale i współpracownikiem. Bo kiedy trzeba, Bonnie wkłada za duży płaszcz i przykleja sobie sztuczne wąsy, a wtedy jest poważnym i szanowanym zagranicznym detektywem, który przedstawia się jako Montgomery Bonbon i czasami udaje, że nie do końca rozumie związki frazeologiczne (co ma swoją dobrą stronę: obcokrajowcowi wszyscy chętnie tłumaczą znaczenia, dziecku nikt nie miałby ochoty). Montgomery Bonbon to detektyw bystry i czujny, nawet jeśli miejscowa policja za nim nie przepada, to korzysta z jego usług – bo przecież nikogo lepszego w pobliżu nie ma. Kiedy zamienia się w Bonbona, Bonnie zwraca się do dziadka per „Banks”, chociaż przy rodzinie mówi zwykle „dziadku”. Dziadek też wie, że Bonnie to Bonnie, dopóki nie ma na twarzy sztucznego zarostu. I tak w miłej atmosferze ta para rozwiązuje skomplikowane zagadki kryminalne.
„Morderstwo w muzeum” to książka, która jest wzorowana na historiach z Sherlockiem Holmesem, widać zresztą wyraźne inspiracje nie tylko w kreacjach postaci, ale i w samej konstrukcji powieści – liczy się tutaj najpierw brawurowe śledztwo (bywa, że ocierające się o absurd, zwłaszcza kiedy trzeba odwiedzać podejrzanych i zdobywać wiadomości rozmaitymi kanałami, a do tego stale udawać kogoś innego), a później – wyjaśnienie zagadki morderstwa, z obowiązkową obecnością wszystkich podejrzanych, których alibi można wtedy po kolei podważać lub potwierdzać. Bonnie uwielbia teatralność swojego zawodu, nic dziwnego: kiedy jest Bonbonem, nikt nie widzi w niej dziecka – wszyscy traktują ją jak dorosłego i w pełni profesjonalnego detektywa. Alasdair Beckett-King nie musi tego wyjaśniać, tak po prostu jest i wystarczy to dziecięcym czytelnikom. Bonnie w przebraniu ma posłuch, poważanie i szacunek wszystkich, nawet wrogów.
Ale też zadania, których się podejmuje, nie należą do infantylnych. Na początek Bonnie staje się świadkiem morderstwa w muzeum – zestaw osobliwości przyciąga dziadka z zupełnie innych powodów niż Bonnie, jednak kiedy w muzealnej sali gaśnie światło, ginie jeden eksponat i pewien człowiek – to nie da się nad tym przejść do porządku dziennego. Bonnie prowadzi długie i żmudne śledztwo, nie może zostawić tej sprawy, w końcu to zadanie w sam raz dla ambitnego detektywa. Przebieranki to z kolei ukłon w stronę najmłodszych odbiorców, tych, których intryga nie do końca zachęci ze względu na swoje wewnętrzne pogmatwanie – śmiech jest tu wabikiem na dzieci. Sporo tematów pojawia się tylko po to, żeby wyśmiać konwencję, wprowadzić ironiczne spojrzenie na gatunek (kryminał) i żeby nadać lekkości brawurowej historii. Bonnie bierze udział w czymś niezwyczajnym i kiedy tylko chce – może stać się postacią z własnej wyobraźni. Ta wolność będzie najbardziej kusić odbiorców, nawet bardziej niż rozwiązanie zagadki dotyczącej morderstwa w muzeum. To powieść klasyczna w duchu, a jednocześnie bardzo nowoczesna przez śmiech.
Wąsy
Ta mała dziewczynka znakomicie się bawi. Nikt nie musi się lękać o jej bezpieczeństwo, nawet jeśli w pobliżu grasuje tajemniczy morderca strzelający zatrutymi strzałkami. Bonnie Montgomery jest przecież zwykle z dziadkiem: nie tylko towarzyszem do spędzania czasu, ale i współpracownikiem. Bo kiedy trzeba, Bonnie wkłada za duży płaszcz i przykleja sobie sztuczne wąsy, a wtedy jest poważnym i szanowanym zagranicznym detektywem, który przedstawia się jako Montgomery Bonbon i czasami udaje, że nie do końca rozumie związki frazeologiczne (co ma swoją dobrą stronę: obcokrajowcowi wszyscy chętnie tłumaczą znaczenia, dziecku nikt nie miałby ochoty). Montgomery Bonbon to detektyw bystry i czujny, nawet jeśli miejscowa policja za nim nie przepada, to korzysta z jego usług – bo przecież nikogo lepszego w pobliżu nie ma. Kiedy zamienia się w Bonbona, Bonnie zwraca się do dziadka per „Banks”, chociaż przy rodzinie mówi zwykle „dziadku”. Dziadek też wie, że Bonnie to Bonnie, dopóki nie ma na twarzy sztucznego zarostu. I tak w miłej atmosferze ta para rozwiązuje skomplikowane zagadki kryminalne.
„Morderstwo w muzeum” to książka, która jest wzorowana na historiach z Sherlockiem Holmesem, widać zresztą wyraźne inspiracje nie tylko w kreacjach postaci, ale i w samej konstrukcji powieści – liczy się tutaj najpierw brawurowe śledztwo (bywa, że ocierające się o absurd, zwłaszcza kiedy trzeba odwiedzać podejrzanych i zdobywać wiadomości rozmaitymi kanałami, a do tego stale udawać kogoś innego), a później – wyjaśnienie zagadki morderstwa, z obowiązkową obecnością wszystkich podejrzanych, których alibi można wtedy po kolei podważać lub potwierdzać. Bonnie uwielbia teatralność swojego zawodu, nic dziwnego: kiedy jest Bonbonem, nikt nie widzi w niej dziecka – wszyscy traktują ją jak dorosłego i w pełni profesjonalnego detektywa. Alasdair Beckett-King nie musi tego wyjaśniać, tak po prostu jest i wystarczy to dziecięcym czytelnikom. Bonnie w przebraniu ma posłuch, poważanie i szacunek wszystkich, nawet wrogów.
Ale też zadania, których się podejmuje, nie należą do infantylnych. Na początek Bonnie staje się świadkiem morderstwa w muzeum – zestaw osobliwości przyciąga dziadka z zupełnie innych powodów niż Bonnie, jednak kiedy w muzealnej sali gaśnie światło, ginie jeden eksponat i pewien człowiek – to nie da się nad tym przejść do porządku dziennego. Bonnie prowadzi długie i żmudne śledztwo, nie może zostawić tej sprawy, w końcu to zadanie w sam raz dla ambitnego detektywa. Przebieranki to z kolei ukłon w stronę najmłodszych odbiorców, tych, których intryga nie do końca zachęci ze względu na swoje wewnętrzne pogmatwanie – śmiech jest tu wabikiem na dzieci. Sporo tematów pojawia się tylko po to, żeby wyśmiać konwencję, wprowadzić ironiczne spojrzenie na gatunek (kryminał) i żeby nadać lekkości brawurowej historii. Bonnie bierze udział w czymś niezwyczajnym i kiedy tylko chce – może stać się postacią z własnej wyobraźni. Ta wolność będzie najbardziej kusić odbiorców, nawet bardziej niż rozwiązanie zagadki dotyczącej morderstwa w muzeum. To powieść klasyczna w duchu, a jednocześnie bardzo nowoczesna przez śmiech.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






