Rebis, Poznań 2019.
Wszechstronność
Rzadko się zdarza, żeby wywiad rzeka powracał na rynek w uzupełnionym wydaniu: spora część tego typu publikacji to jedynie gadżety, sposób na przypomnienie o sobie również w księgarniach – funkcjonują przez krótką chwilę i giną w zalewie podobnych książek. „Stuhrmówka” jednak należy do wyjątków. W wersji „A imię jego czterdzieści i cztery” pojawia się ponownie – i będzie uświadamiać czytelnikom, że można ambitniej, ciekawiej i lepiej, bez pośpiechu, za to z dużą elegancją i wyczuciem opowiadać o doświadczeniach aktorskich. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką zwierza się z najróżniejszych przygód i życiowych wyborów, przedstawia swoją drogę sceniczną – kabaret, film, teatr, dubbing, konferansjerkę, seriale, produkcje ambitne i masowe. Odnosi się do szeregu nieprzyjemnych wydarzeń, ale nie zamierza z niczego się tłumaczyć czy usprawiedliwiać, przedstawia swój punkt widzenia. Opowiada o szkole aktorskiej i o kolegach ze scen, o reżyserach i o rodzinie. Na każdy temat ma mnóstwo anegdot – potrafi je przedstawiać z wyczuciem puenty, idealnie podbija komiczne sytuacje, ma się wręcz wrażenie, że celowo zbiera dowcipne scenki, żeby móc ubarwiać opowieści. Przy takim podejściu przecież znacznie lepiej śledzić się będzie tekst. Owszem, są zagadnienia, przy których miejsca na śmiech nie ma, wtedy aktor stawia na oryginalne doświadczenia. Lekkość i finezyjny dowcip w całości sprawiają, że „Stuhrmówka” bez trudu podbije rynek po raz kolejny. Beata Nowicka pilnuje kierunku rozmowy i prowadzi ją w te rejony, które interesują czytelników nieszukających sensacji; zdarza się, że w imieniu czytelników zadaje pytania najbardziej naiwne (jak to jest z zapamiętywaniem tekstu) – ale odpowiedzi Macieja Stuhra nudzić na pewno nie będą.
Jest to opowieść o scenicznych przyjaźniach i inspiracjach, o wykorzystywaniu szans i kierowaniu własną karierą. Maciej Stuhr wybrał teatr, w którym może unikać porównań z ojcem, zresztą o tej „rywalizacji” też jest w książce mowa. Ma do zaprezentowania mnóstwo ciekawostek, uzupełnia więc wiedzę przeciętnego odbiorcy i uświadamia mu, jak nie dać się zaszufladkować. To rzeczywiście rodzaj artystycznej wizytówki, sposób na zwrócenie uwagi czytelników na pewne – istotne dla autora – kwestie, ale i źródło rozrywki – bo doświadczenie kabaretowe procentuje przy anegdotach. W efekcie Maciej Stuhr skupia na sobie całą uwagę, komentarze z zewnątrz na jego temat mogłyby w zasadzie nie istnieć. Istnieją, bo przyjęło się w tego typu książkach zamieszczanie laurek na temat artysty. Wprawdzie niektórzy twórcy próbują być oryginalni lub zabawni, niektórzy odwołują się do wydarzeń, których byli świadkami albo uczestnikami – ale i tak nie dorównują bohaterowi tej książki w umiejętności prowadzenia zajmującej narracji. Teksty z zewnątrz pełnią rolę ozdobników, podobnie jak liczne fotografie – można by się bez nich spokojnie obyć. „Stuhrmówka” to książka, po którą sięgnąć warto, żeby przekonać się, że wywiad rzekę powinno się przygotowywać bez pośpiechu, starannie i kiedy ma się do powiedzenia coś więcej niż wyliczenie ról. To pozycja nie tylko dla fanów Macieja Stuhra.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Stuhr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Stuhr. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 listopada 2019
środa, 21 października 2015
Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką
Znak, Kraków 2015.
Decyzje
Do grona aktorów opowiadających o swoim życiu i pracy w wywiadach-rzekach dołączył Maciej Stuhr – i dołączył, jak to on, brawurowo. „Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności” nie tylko tytuł ma dobry, imponuje też zawartością. Beata Nowicka doskonale orientuje się w meandrach artystycznego dorobku i w rodzinnych sprawach swojego rozmówcy, wie, co chce uzyskać i potrafi w wywiadzie nie przeszkadzać. Maciej Stuhr z kolei na pytania odpowiada rzeczowo i nie pospiesznie, dzięki czemu uzyskuje dość szczegółowe autoanalizy. W dialogach czasem posługuje się dowcipem, czasem stawia na głęboką szczerość (z rzadka przeradzającą się w rozgoryczenie). Czytelnicy i fani mają szansę zobaczyć od innej strony liczne działania aktora.
Maciej Stuhr nie koncentruje się tu na sprawach dla siebie oczywistych, a Beata Nowicka także nie uściśla i nie drąży poruszanych kwestii. Rozmówcy dobrze się znają i sami sobie nie chcą zajmować czasu powtarzaniem motywów, które zostały już na wiele sposobów przerobione przez media i tabloidy: o wiele bardziej interesują ich tematy artystyczne i obyczajowe pozbawione etykietki skandalu. Od medialnych nagonek trudno co prawda uciec – i kilka razy nawiązania do nich przewijają się przez tekst – ale nie zabierają zbyt dużo miejsca. Wiadomo, że w takiej namiastce autobiografii nie da się opowiedzieć o wszystkim, a sama konwencja rozmowy wymusza poleganie na zawodnej pamięci i chwilowych skojarzeniach, ale Maciej Stuhr stara się opowiadać wyczerpująco i, co rzadkie w tego typu publikacjach, dość literacko. Przebija się przez tom inteligentny humor i osobowość aktora, przebija się i ważne porozumienie z Beatą Nowicką. Wywiad zamienia się w opowieści trochę fragmentaryczne i nie zawsze układane chronologicznie, ale za to rozbudzające ciekawość odbiorców. O wszystkim chciałoby się czytać więcej.
„Stuhrmówka” to mniej wywiad nakierowany na aktorstwo, a bardziej – na wszechstronność artysty. Mowa tu o teatrze – i o decyzjach podejmowanych w tej dziedzinie, o wielkich wyzwaniach i spektaklach przynoszących łzy, o uczeniu studentów, o karierze filmowej, o dubbingu, o konferansjerce, o kabarecie, o zabawach literackich i felietonach… Każdy z tych tematów chciałoby się rozbudować do rozmiarów osobnej książki, bo mimo że aktor opowiada sporo, to czyni to tak zajmująco, że po lekturze czuje się niedosyt. Różnorodność tematyczna staje się zatem największą zaletą i jednocześnie wadą tomu: pokazuje, ile jeszcze ciekawostek mógłby Maciej Stuhr przedstawić.
Tom nie zamienia się w zbiór anegdot. Nie ma w nim tendencji do rozśmieszania odbiorców, nie ma też prób przedstawiania się w jak najlepszym świetle: Maciej Stuhr nie unika mówienia o słabościach czy trudnościach swojego zawodu. Nie musi się też natrętnie promować. „Stuhrmówka” to opowieść na marginesie zawodowych wyzwań: chroni prywatność aktora, ale daje też przegląd jego wyborów, szczęśliwych zbiegów okoliczności czy historii zamienionych w piękne wspomnienia.
Jakość wydania dorównuje tu jakości samej rozmowy. Publikacja jest bogato ilustrowana zdjęciami z różnych spektakli czy filmów (a autor dodaje do tych kadrów wyjaśniające podpisy). Nie zabrakło tu i luster, czyli obrazu Macieja Stuhra w oczach przyjaciół, rodziny czy kolegów po fachu – na szczęście w tym wypadku większość autorów rezygnuje z konwencjonalnych pochwał na rzecz konkretów i osobistych uwag. Jest „Stuhrmówka” tomem, który czyta się z ciekawością niesłabnącą od pierwszej do ostatniej strony. Chociaż ta publikacja powstała w odpowiedzi na rynkową modę, przygotowana została bez zarzutu – i staje się atrakcyjną lekturą nie tylko dla fanów. Warto sprawdzić, co do powiedzenia ma Maciej Stuhr i jak zaprezentuje się w takiej formie. „Stuhrmówka” to książka dobrze przemyślana.
Decyzje
Do grona aktorów opowiadających o swoim życiu i pracy w wywiadach-rzekach dołączył Maciej Stuhr – i dołączył, jak to on, brawurowo. „Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności” nie tylko tytuł ma dobry, imponuje też zawartością. Beata Nowicka doskonale orientuje się w meandrach artystycznego dorobku i w rodzinnych sprawach swojego rozmówcy, wie, co chce uzyskać i potrafi w wywiadzie nie przeszkadzać. Maciej Stuhr z kolei na pytania odpowiada rzeczowo i nie pospiesznie, dzięki czemu uzyskuje dość szczegółowe autoanalizy. W dialogach czasem posługuje się dowcipem, czasem stawia na głęboką szczerość (z rzadka przeradzającą się w rozgoryczenie). Czytelnicy i fani mają szansę zobaczyć od innej strony liczne działania aktora.
Maciej Stuhr nie koncentruje się tu na sprawach dla siebie oczywistych, a Beata Nowicka także nie uściśla i nie drąży poruszanych kwestii. Rozmówcy dobrze się znają i sami sobie nie chcą zajmować czasu powtarzaniem motywów, które zostały już na wiele sposobów przerobione przez media i tabloidy: o wiele bardziej interesują ich tematy artystyczne i obyczajowe pozbawione etykietki skandalu. Od medialnych nagonek trudno co prawda uciec – i kilka razy nawiązania do nich przewijają się przez tekst – ale nie zabierają zbyt dużo miejsca. Wiadomo, że w takiej namiastce autobiografii nie da się opowiedzieć o wszystkim, a sama konwencja rozmowy wymusza poleganie na zawodnej pamięci i chwilowych skojarzeniach, ale Maciej Stuhr stara się opowiadać wyczerpująco i, co rzadkie w tego typu publikacjach, dość literacko. Przebija się przez tom inteligentny humor i osobowość aktora, przebija się i ważne porozumienie z Beatą Nowicką. Wywiad zamienia się w opowieści trochę fragmentaryczne i nie zawsze układane chronologicznie, ale za to rozbudzające ciekawość odbiorców. O wszystkim chciałoby się czytać więcej.
„Stuhrmówka” to mniej wywiad nakierowany na aktorstwo, a bardziej – na wszechstronność artysty. Mowa tu o teatrze – i o decyzjach podejmowanych w tej dziedzinie, o wielkich wyzwaniach i spektaklach przynoszących łzy, o uczeniu studentów, o karierze filmowej, o dubbingu, o konferansjerce, o kabarecie, o zabawach literackich i felietonach… Każdy z tych tematów chciałoby się rozbudować do rozmiarów osobnej książki, bo mimo że aktor opowiada sporo, to czyni to tak zajmująco, że po lekturze czuje się niedosyt. Różnorodność tematyczna staje się zatem największą zaletą i jednocześnie wadą tomu: pokazuje, ile jeszcze ciekawostek mógłby Maciej Stuhr przedstawić.
Tom nie zamienia się w zbiór anegdot. Nie ma w nim tendencji do rozśmieszania odbiorców, nie ma też prób przedstawiania się w jak najlepszym świetle: Maciej Stuhr nie unika mówienia o słabościach czy trudnościach swojego zawodu. Nie musi się też natrętnie promować. „Stuhrmówka” to opowieść na marginesie zawodowych wyzwań: chroni prywatność aktora, ale daje też przegląd jego wyborów, szczęśliwych zbiegów okoliczności czy historii zamienionych w piękne wspomnienia.
Jakość wydania dorównuje tu jakości samej rozmowy. Publikacja jest bogato ilustrowana zdjęciami z różnych spektakli czy filmów (a autor dodaje do tych kadrów wyjaśniające podpisy). Nie zabrakło tu i luster, czyli obrazu Macieja Stuhra w oczach przyjaciół, rodziny czy kolegów po fachu – na szczęście w tym wypadku większość autorów rezygnuje z konwencjonalnych pochwał na rzecz konkretów i osobistych uwag. Jest „Stuhrmówka” tomem, który czyta się z ciekawością niesłabnącą od pierwszej do ostatniej strony. Chociaż ta publikacja powstała w odpowiedzi na rynkową modę, przygotowana została bez zarzutu – i staje się atrakcyjną lekturą nie tylko dla fanów. Warto sprawdzić, co do powiedzenia ma Maciej Stuhr i jak zaprezentuje się w takiej formie. „Stuhrmówka” to książka dobrze przemyślana.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






