* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Czyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Czyńska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2026

Małgorzata Czyńska: Pisz do mnie na Łódź! Życie kulturalne i towarzyskie w tymczasowej stolicy

Marginesy, Warszawa 2026.

Schronienie

Jak to możliwe, że po drugiej wojnie światowej to Łódź stała się kolebką kultury i schronieniem dla powracających z tułaczki artystów? Małgorzata Czyńska z tym zagadnieniem rozprawia się nawet dość szybko – liczy się dla niej możliwość przekonania czytelników, że faktycznie życie kulturalne w tym miejscu kwitło. Ale zaczyna książkę od scen przedstawiających wyzwolenie, od traktowania żołnierzy i – budzenia nadziei na niedaleką przyszłość. „Pisz do mnie na Łódź! Życie kulturalne i towarzyskie w tymczasowej stolicy” to publikacja pokazująca odbiorcom organizację codzienności od strony artystów – czy to gwiazd estrady i kabaretu, czy aktorów lub pisarzy. Po drugiej wojnie światowej Warszawa jest kompletnie zniszczona – trzeba ją jak najszybciej odgruzować i odbudować, a to oznacza, że nie ma za bardzo miejsca na tworzenie – ani publiczności, która zdecyduje się na poświęcanie czasu, żeby wspierać artystów. Kraków błyskawicznie się zapełnia – zaludnia się tymi, którzy uciekali w poszukiwaniu normalności. Tymczasem Łódź w wyniku działań wojennych straciła mnóstwo mieszkańców, ma zatem wiele mieszkań dla poszukujących schronienia – mieszkania są ogromne, wielopokojowe, tak, że do przybywających można dokwaterowywać kolejnych lokatorów – każdy znajdzie swój kąt. Ponieważ pojawiają się tu prawdziwe sławy, ściągają za sobą znajomych i przyjaciół – i bardzo szybko organizują kolejne sceny teatralne. Znajduje się zatem i lokal mieszkalny, i praca dla chcących wrócić do normalnego rytmu życia.

I Małgorzata Czyńska przygląda się działaniom, wykorzystuje komentarze i zwierzenia, zapiski gwiazd – szczęśliwych, że mogą robić to, co kochają. Pokazuje muzyków, którzy szukają kolegów po fachu na ulicy, żeby zorganizować jak najszybciej próby orkiestry. Pokazuje budowanie uniwersytetu, żeby jak najszybciej załatać problem z brakiem szkoły wyższej. Pokazuje też domy dla pisarzy – skupiska sprzyjające pracy twórczej. Pokazuje wydawnictwo i czasopisma, które się tu tworzyły. Ale przede wszystkim pokazuje zapał do pracy, chęć do przywrócenia normalności jak najszybciej. Oczywiście zgromadzenie w jednym miejscu wielkich talentów pozwala na obejrzenie z różnych perspektyw charakterów i życia towarzyskiego – i to też w tomie „Pisz do mnie na Łódź” ma duże znaczenie: niektórzy potrafią w miarę szybko zorganizować sobie wszystko, co potrzebne, dla innych proszenie się o garnki stanowi raczej powód do wstydu lub ujmę na honorze – a przecież pewnych zachowań nie da się odrzucić, przynajmniej na początku. Łódź zmienia swoje oblicze: nie jest już skupiskiem fabryk, raczej – terenem działań artystycznych. Przynajmniej do czasu, kiedy twórcy zdecydują się ruszyć dalej i poszukać szczęścia gdzie indziej.

W „Pisz do mnie na Łódź” znalazło się sporo materiałów graficznych trochę pomagających zrozumieć atmosferę miejsca i wyjątkowość czasów. To publikacja, która dość szybko wprowadzi czytelników w temat Łodzi jako kolebki życia kulturalnego po wojnie – i zaprosi do samodzielnych poszukiwań kolejnych ciekawostek czy anegdot. Małgorzata Czyńska zwraca uwagę na fakt, który często może umykać badaczom skoncentrowanym na Warszawie i Krakowie jako ośrodkach twórczych – uzupełnia zatem lukę na rynku wydawniczym o zestaw danych dotyczących artystów.

niedziela, 19 listopada 2023

Małgorzata Czyńska: Dwurnik. Robotnik sztuki

Marginesy, Warszawa 2023.

Wymyślanie

Edward Dwurnik przyznaje się dość szybko w rozmowie z Małgorzatą Czyńską do konfabulowania i ubarwiania rzeczywistości, zresztą Czyńska też zdaje sobie z tego sprawę i na wszelki wypadek nie docieka przesadnie, co jest prawdą, a co zmyśleniem. Ewentualnie wprowadza korekty, kiedy bezpośrednio w rozmowie przyłapie Dwurnika na zmyślaniu. Rozmowa przeprowadzona osiem lat temu pokazuje nie tylko stosunek Dwurnika do sztuki jako takiej i do procesu tworzenia, ale też część jego życia. Oczywiście - jak to w luźnych rozmowach bywa - wątki się przeplatają, dygresje wkraczają do wywodów i raczej trudno byłoby na podstawie takiej rozmowy stworzyć biografię artystyczną. Jednak warto też zauważyć, że to rozmowa dość treściwa, wypełniona ciekawostkami i anegdotycznymi wspomnieniami. Edward Dwurnik naturalnie kreuje tutaj siebie, ale dzięki takiej postawie pomaga też w zrozumieniu artystycznych decyzji, niezależnie od pobudek, jakie nim kierowały. Sporo mówi też o swojej córce Poli, a także o przyjaźniach - chociaż nie wspiera się w twórczości grupami malarskimi, wydaje się świadomy i pewny siebie aż do przesady - to jednak ludzie są w jego codzienności ważni. Można między wierszami sporo wyczytać na temat kobiet, jakie go przyciągały, ale też na temat alkoholu i jego znaczenia w codzienności. Dwurnik może niektórych zirytować swoimi postawami, ale nie ogląda się na innych i nie przejmuje się tym, jak zostanie odebrany. Stara się z dystansem podchodzić do wszystkiego, co go w życiu spotyka, bez względu na to, czy mówi o pieniądzach, samochodach, czy o chorobie. Podsuwa czytelnikom klucz do zrozumienia swoich obrazów - tłumaczy, które motywy były czym inspirowane i jak dochodziło do powstawania cykli tematycznych. Małgorzata Czyńska dobrze orientuje się w jego sztuce, wie, jak wydobywać na światło dzienne rozmaite ciekawostki - przeważnie jednak i ona daje się ponieść wartkiej opowieści i po prostu nie przeszkadza artyście, który odmalowuje przed czytelnikami kolejne obrazy ze swojej działalności.

Dwurnik lubi być kontrowersyjny i nie ma zamiaru podporządkowywać się oczekiwaniom odbiorców. Nic pod publiczkę - albo właśnie pod publiczkę wszystko, bo raczej jest też świadomy, że im więcej silnych emocji wzbudza, tym lepiej, bo ma szansę na uzyskanie rozgłosu poza artystycznymi dokonaniami. Czasami wypowiada się na temat innych twórców, czasami zastanawia się nad losami swoich dzieł - ale opowiada ciekawie i ze swadą. Nawet kiedy będzie wygłaszać niezbyt popularne poglądy, nie zostanie przez to w lekturze odrzucony - bo potrafi też przyciągać. "Dwurnik. Robotnik sztuki" to bardzo udany wywiad-rzeka, zestaw rozmów o urozmaiconym rytmie. Ale jednocześnie jest ta książka całkiem ładnym albumem: reprodukcje nie są w niej najważniejsze i nie stanowią celu publikacji, a uzupełnienie rozmów, ale pozwalają części czytelników przypomnieć sztukę Dwurnika i stanowią dobrą ilustrację do wywiadu. Bardzo ciekawa jest ta publikacja - a po śmierci Dwurnika jawi się też jako specyficzne upamiętnienie artysty. Warto zwrócić na nią uwagę.

niedziela, 25 grudnia 2022

Małgorzata Czyńska: Kobiety z obrazów. Polki

Marginesy, Warszawa 2022.

Życiorysy

Małgorzata Czyńska przybliża czytelnikom kolejne panie z portretów - tym razem sięga po historie Polek znanych z obrazów, ale i z życia towarzyskiego i obecności wśród przedstawicieli bohemy. "Kobiety z obrazów. Polki" to opowieść dla odbiorców, którzy niekoniecznie chcą pogłębiać wiedzę z historii sztuki, ale chętnie poznaliby garść ciekawostek i plotek dotyczących kulis powstawania sławnych prac różnych artystów. W przypadku "Polek" autorka ma trochę ułatwione zadanie, bo sięga po sylwetki pań doskonale już odbiorcom znanych. Są tu między innymi siostry Pareńskie, Olga Boznańska, Helena Modrzejewska, Helena Rubinstein czy Zofia Stryjeńska - panie wielokrotnie przedstawiane i w różnych kontekstach opisywane. Małgorzata Czyńska za klucz przyjmuje ich obecność na obrazach, ale w zestawieniu z poprzednimi tomami wydaje się, że tu istnienie konkretnych portretów stało się sprawą wtórną. Autorka skupia się na tym, co kolejne bohaterki tomu robiły i jak wprowadzały się do codzienności artystów, by dopiero w tle zasygnalizować ich malarskie odpowiedniki. Panie, które stawały się inspiracją malarzy (ale nie tylko, bo pojawia się tu też i rzeźba), miały bogate życiorysy i słynęły z przełamywania konwenansów. Udawało im się zaistnieć ze względu na silne charaktery i pomysły na siebie - nie funkcjonowały wyłącznie jako muzy, raczej fascynowały artystów do tego stopnia, że ci postanawiali poświęcić swój czas i energię, żeby uwiecznić je na portretach. Małgorzata Czyńska rezygnuje zatem z przedstawiania swoich bohaterek: wie, że czytelnicy są świadomi tego, z kim akurat mają do czynienia i nie potrzebują encyklopedycznych wyjaśnień - może dzięki temu zająć się wytyczaniem anegdotycznych dróg w swoich esejach. Za każdym razem zajmuje się rolą wybranej kobiety i jej znaczeniem w społeczeństwie, pokazuje, na czym polegała jej wyjątkowość i jakie emocje budziła. "Kobiety z obrazów. Polki" to zatem odrobinę zmieniony rozkład sił - zupełnie jakby Małgorzata Czyńska uznała, że dotychczas stosowany rytm opowieści nie jest już do końca wystarczający. Przy ogromie silnych charakterów trudno się temu dziwić: bohaterki książki same w sobie były interesujące (i są interesujące dla dzisiejszych odbiorców jako te, które przecierały szlaki lub nie bały się żyć po swojemu) - nie udałoby się Czyńskiej przerzucić uwagi odbiorców na sztukę bez komentarza dotyczącego egzystencji pań.

Czyńska tym razem mniej zajmuje się samymi artystami. Pozwala za to dowiedzieć się, kto i dlaczego był portretowany (oraz - przez kogo), przynosi sporo reprodukcji, tak, by odbiorcy łatwiej zorientowali się, o jakich dziełach mowa i żeby mogli wypracowywać samodzielne opinie na temat kobiet z obrazów. Jest to książka, która może i nie pozwala zanurzyć się głęboko w historii sztuki - nie o to zresztą chodzi. Autorka popularyzuje wiedzę i chce, żeby czytelnicy sami z siebie zaczęli się interesować historiami oglądanych dzieł - tak, żeby płótna w muzeach nie były dla nich jedynie prezentacją umiejętności artysty, a żeby zaczęły opowiadać swoje historie.

poniedziałek, 12 września 2022

Małgorzata Czyńska: Witkacy i kobiety. Harem metafizyczny

Marginesy, Warszawa 2022.

Z portretów

Małgorzata Czyńska przygląda się z lubością modelkom, które pojawiają się na słynnych obrazach. Kolejny tom to zawężenie literacko-biograficznych poszukiwań do jednego artysty i jego muz: Stanisław Ignacy Witkiewicz portrety tworzył wręcz nałogowo, uwieczniał kolejne partnerki i kochanki. Po latach pomagają one w przedstawieniu historii romansów i fascynacji Witkacego, a na pewno ubarwiają biograficzne śledztwo. Małgorzata Czyńska układa opowieści tematycznie i chronologicznie: koncentruje się na kolejnych podbojach sercowych. Proponuje odbiorcom przegląd relacji. Tu nie będzie banałów, bo też i kolejne związki artysty nie należały do schematycznych.

"Witkacy i kobiety. Harem metafizyczny" to książka złożona z drobnych szkiców, w których mniej liczy się zestawianie życiorysów, a bardziej - istoty kontaktów interpersonalnych. Witkacy wyszukuje niezwykłe kobiety, podporządkowuje się swoim zauroczeniom i znajduje sposoby na to, by przyciągnąć do siebie kolejne wielbicielki. Nie wszystkie jednak realizują z góry założony scenariusz, więc tym ciekawiej wypadnie przegląd charakterów. Małgorzata Czyńska funduje czytelnikom opowieść z pozoru plotkarską i opartą na anegdotach: wypełnia kolejne strony scenkami towarzyskimi, zestawem ciekawostek z życia artystów. Nikogo nie tłumaczy i nie usprawiedliwia: akceptuje wszystkie dziwactwa i niezwykłości, pozwala swoim bohaterom na przeżywanie po swojemu czy to miłości, czy związków z rozsądku. Te opowieści toczą się wokół portretów: Czyńska wie doskonale, że kobiety z obrazów Witkacego mogą intrygować. Zapewnia zatem odbiorcom dostęp do ich sekretów i podejścia do codzienności. Na tym tle portretuje też samego Witkacego, sięga do jego wyznań i korespondencji, analizuje podejście artysty, żeby móc przedstawić czytelnikom genezę wyborów sercowych. Od czasu do czasu trafia na niemal kryminalne wydarzenia, wstrząsające światkiem artystycznym i odbijające się szerokim echem w społeczeństwie - ale zdarza się też, że bohaterki szkiców przechodzą do historii przede wszystkim dzięki portretom. Małgorzata Czyńska wydobywa na światło dzienne wpływ kolejnych modelek na życie Witkacego, a jeśli to tylko możliwe - zaznacza również siłę ich indywidualności. Witkacy przestaje mieć znaczenie - to następna narracja o kobietach z obrazów. Wizerunki pań (nie tylko obrazy, o których mowa) stanowią dodatek do rozdziałów: to metoda na przyciągnięcie czytelników do lektury i przypomnienie im, że artysta wybierał sobie partnerki o różnych typach urody.

Każdy rozdział to fragment wspólnej biografii Witkacego i ważnej w jego życiu kobiety: bez sentymentów i bez podręcznikowego tonu, Czyńska wie, jak przekonać do czytania. Podsuwa odbiorcom wiadomości pod pozorami opowiastki towarzyskiej. Nie stara się przybliżać specyfiki epoki ani całego kontekstu obyczajowego: pozwala sobie na rejestrowanie autentycznych uczuć i uniwersalnych - aktualnych do teraz - wzajemnych relacji. Książka "Witkacy i kobiety" to publikacja popularyzująca wiedzę. Czyńska jednak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że aby przykuć uwagę czytelników, musi połączyć pikantne fakty z celną narracją. Tu nie ma przegadania, autorka pozostawia nawet lekki niedosyt - chciałoby się śledzić tę opowieść dalej.

czwartek, 23 grudnia 2021

Małgorzata Czyńska: Kobiety z obrazów. Nowe historie

Marginesy, Warszawa 2021.

Inspiracje

„Kobiety z obrazów”, zestaw szkiców popularyzujących wiedzę z zakresu historii sztuki, doczekał się kontynuacji. Małgorzata Czyńska przybywa z tomem „Kobiety z obrazów. Nowe historie” i jest w nim znacznie lepsza niż w pierwszej publikacji. Przywołuje sylwetki kolejnych dziesięciu muz malarzy i artystek, które przełamywały granice i dorównywały mężczyznom w sztuce. Pojawiają się tu Alma Mahler, Bella Chagall, Berthe Morisot, Sofonisba Anguissola, Elizabeth Siddal, Kiki z Montparnasse'u, Marie Laurencin, Suzanne Valadon, Vanessa Bell oraz Dagny Przybyszewska: panie, które miały pomysł na siebie, odnajdowały się w malarstwie i wzbudzały podziw postronnych, panie, które rozsmakowały się w wolności i nie bały się żyć i zachowywać na przekór konwenansom: wdając się w rozmaite związki i relacje miłosne. Panie, które portretowane były przez wielu twórców, ale same potrafiły zaproponować ciekawe autoportrety. Modelki z aktów i kobiety, których twarze pojawiają się na najsłynniejszych płótnach. Za każdą postacią kryje się wielowymiarowa obyczajowa historia – i tę Małgorzata Czyńska w gawędziarskim szkicu przedstawia.

Zależy jej tym razem na podkreślaniu niezależności bohaterek. W tomie „Kobiety z obrazów. Nowe historie” znajdują się panie wyprzedzające czas, odważne i wyzwolone – a do tego oddane sztuce. Część z nich może doskonalić swój talent pod okiem najlepszych, inne muszą mierzyć się z krytycznymi osądami ze strony bliskich. Jedne robią karierę i mogą zyskać sławę jeszcze za życia, inne dopiero zostaną odkryte i docenione. Jeśli w tle powstawania obrazów istnieje jakaś historia (najlepiej miłosna, ale nie ma w tym reguły), Małgorzata Czyńska ją przytoczy, by uświadomić odbiorcom, jakie emocje towarzyszyły narodzinom konkretnych dzieł. Aż szkoda, że nie udaje się przywołać wszystkich obrazów, o których mowa w tekście (trzeba będzie skorzystać z internetu i dopowiedzieć sobie to, czego na kartach tomu zabrakło): autorka wie, jak zaintrygować czytelników i zasugerować im niezwykłość sytuacji czy postaci. „Kobiety z obrazów. Nowe historie” to książka, która wciąga zestawem towarzyskich opowieści. Nie ma tu zagłębiania się w szczegóły biograficzne – o ile nie wpływają one na ocenę postaci. Czytelnicy dowiadują się jednak czegoś o kulisach powstawania obrazów i mogą dzięki temu zainteresować się sztuką, prześledzić osiągnięcia konkretnych twórców lub wyszukiwać znane już twarze na różnych płótnach. Namiętności (w tym zakazane uczucia), życiowa odwaga, ważne decyzje i zmiany pomysłów. Tu wszystko ma szansę zadziałać na wyobraźnię czytelników - „Kobiety z obrazów. Nowe historie” to propozycja dla tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś o sztuce, albo po prostu – liczą na porcję pikantnych historyjek. Małgorzata Czyńska pisze z pomysłem, z lekkim dystansem i – ciekawie. Unika pouczania, stara się tworzyć szkice tak, żeby wiadomości przemycać subtelnie i nie zniechęcać odbiorców nadmiernym dydaktyzmem.

piątek, 29 października 2021

Małgorzata Czyńska: Nie opuszczam rąk. Rozmowa z Leonem Tarasewiczem

Czarne, Wołowiec 2021.

Z życia

Małgorzata Czyńska przepytuje Leona Tarasewicza ze zwyczajnego życia. Interesują ją zwłaszcza kolejne etapy edukacji i przygotowań do pracy artystycznej – bardziej powiązane z życiem prywatnym niż będące analizą twórczości. To swoisty autobiograficzny dopisek do dzieł – i coś w sam raz dla tych, którzy wolą artystę poznawać od strony domowej. W przypadku Leona Tarasewicza sporo miejsca zajmuje temat Białorusi i życia pomiędzy krajami. Tarasewicz zresztą już w pierwszych zdaniach tłumaczy, że najgorzej to „próbować rozmawiać z malarzem o jego malarstwie” - i zgodnie z tą wytyczną Małgorzata Czyńska przechodzi do innych zagadnień, na których może budować całą konstrukcję niewielkiego przecież tomu. Leon Tarasewicz opowiada jej o swoim dzieciństwie i młodości, o poszukiwaniach artystycznych i o konsekwencjach przypadków w życiu. Dzieli się wspomnieniami – tymi najbardziej osobistymi, nawet bez wartości dla przyszłych biografów – ale odtwarza precyzyjnie doświadczenia i refleksje z różnych etapów egzystencji. Wskrzesza pamięć o bliskich i sąsiadach, pozwala wyobraźni błądzić w przeszłości i wydobywać z niej bardzo malownicze scenki, nie zawsze tchnące optymizmem, ale przeważnie przefiltrowane przez sentyment. Leon Tarasewicz wykazuje się oczywiście ogromną spostrzegawczością i umiejętnością przenoszenia wspomnień na słowa – czytelnicy będą podążać razem z nim przez kolejne odkrycia. Autor poczęstuje odbiorców i własnoręcznie robioną kiełbasą, i chłodnikiem litewskim, przyjrzy się młodzieńczym lekturom, zabierze na wycieczkę, ale też przedstawi różnice między tym, co dzisiaj świat ma do zaoferowania młodzieży, a tym, co czekało na rówieśników Tarasewicza. Dopiero z czasem pojawia się miejsce na opowiadanie o sztuce, o podejściu do tworzenia, o technikach i możliwościach związanych z kontekstem społeczno-politycznym (bo przecież nawet dostęp do określonych rodzajów farb wpływał na ostateczne efekty prac). Leon Tarasewicz unika jednak długiego dywagowania na tematy abstrakcyjne dla odbiorców, znacznie lepiej mu sięgać do wspomnień i dzielić się tym, co wypada dzisiaj niemal egzotycznie – podobnie zresztą jak potrafi uwodzić czytelników wizją własnej codzienności i krążenia między Waliłami i Warszawą.

„Nie opuszczam rąk” to opowieść bardzo ładnie skomponowana. Sięga Małgorzata Czyńska do typowych elementów biografii i autobiografii, pozwala Tarasewiczowi na zaprezentowanie poglądów, sposobu na życie albo urywków z przeszłości, które najlepiej go zdefiniują – a kiedy temat zostaje już wyeksploatowany, zgrabnie nawiązuje do samej filozofii tworzenia. Są w tej książce konkretne historie i anegdoty, są ważne dla odbiorców przemyślenia oraz informacje. Leon Tarasewicz proponuje zatem spory materiał do przemyśleń i pozwala lepiej poznać siebie – nie tylko jako twórcę. „Nie opuszczam rąk” to książka ciekawie przygotowana. Chociaż poszczególne punkty „obowiązkowe” się tu pojawiają, nie ma poczucia, że realizowane są na siłę czy według schematów literackich.

środa, 30 grudnia 2020

Małgorzata Czyńska: Kobiety z obrazów

Marginesy, Warszawa 2020.

Tożsamości

Muzy, partnerki, kochanki, modelki - kiedy ogląda się obrazy sprzed wieków, jednym z częściej pojawiających się pytań staje się to o relacje z portretowanymi osobami. Osobiste powiązania malarzy i ich modelek kuszą laików znacznie bardziej niż techniki tworzenia czy ceny płócien. Małgorzata Czyńska wykorzystuje ten motyw, żeby trafić do szerokiego grona odbiorców tomem popularyzatorskim "Kobiety z obrazów". Przygląda się najbardziej znanym wizerunkom oraz kontaktom twórców i ich muz (a czasami - losom samych muz). Przedstawia odbiorcom najbardziej znane małżeństwa lub romanse, prezentuje też drogi do obrazów. Zwykli czytelnicy przeważnie nie będą wiedzieli, o kim mowa - przynajmniej rzadko będą w stanie rozpoznać z nazwiska bohaterki dzieł, więc czynnikiem przyciągającym do lektury będą nazwiska artystów wszech czasów. A pojawiają się tu Dali i Goya, Modigliani, Da Vinci, Vermeer, Manet, Klimt czy Picasso. Kobiety z ich obrazów poznać można dzięki reprodukcjom (a czasem też zdjęciom). Autorka wydobywa na światło dzienne historie osobiste, pokazuje, skąd wzięły się konkretne osoby w otoczeniu malarzy, jak ich bliscy zapatrywali się na pozowanie i co działo się z samymi niedokończonymi jeszcze dziełami. Do tego pojawia się tu kilka kobiet samodzielnych (w sztuce i w życiu) - trafiły na karty tej książki Tamara Łempicka, Mela Muter czy Frida Kahlo i ich autoportrety.

Małgorzata Czyńska niewiele pisze o samej sztuce. Nie analizuje stylów, nie koncentruje się na wpływach epok, nie zajmuje się też opowiadaniem o technikach. Jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś o warsztacie każdego z wymienionych artystów, będzie musiał raczej zajrzeć do książek z historii sztuki. Małgorzata Czyńska zajmuje się popularyzowaniem tej dziedziny wiedzy, jednak zwraca uwagę na to, co przyciągnie szerokie grono odbiorców: na międzyludzkie sprawy. Interesują ją zwłaszcza związki, które ze sztuki przenosiły się na życie: sprawdza, który artysta potrzebował obecności muzy, który działał na zamówienie i traktował malowanie jako sposób na zarobek. Skupia się autorka w pierwszej kolejności na życiorysach: nie zamierza tworzyć pełnych notek biograficznych (ani artystów, ani modelek), bo to byłoby raczej niestrawne dla dzisiejszej publiczności literackiej) - ale wydobywa co ciekawsze informacje z kolejnych etapów życia i twórczości. Szuka przede wszystkim obecności kobiet na płótnach (w drugiej kolejności i w biografiach). Opowiada o tym, co może być ważne dla bohaterów, albo o tym, co na pewno stanie się reklamą dla odbiorców. "Kobiety z obrazów" to relacja towarzyska. Nie zabraknie tu też spotkań z dziełami, które każdy zna (chociaż autorka pokusiła się i o przytoczenie mniej charakterystycznych). Nie chodzi tu przecież o rozbudowywanie wiedzy - a o zapewnienie niezbędnych podstaw, w dodatku - w zakresie niekoniecznie kojarzonym z lekcji dotyczących historii sztuki. Czyńska wybiera sobie swoistą niszę: tak poprowadzony cykl szkiców można przecież rozbudowywać o kolejne tematy istniejące w dziełach.

Jest to książka złożona z krótkich rozdziałów: czasami aż chce się czytać dalej, a autorka już przechodzi do kolejnych postaci. Zdarza się jej, że odczytuje intencje lub emocje z obrazów - to chyba jedyne przejście w stronę sztuki zamiast koncentrowania się na samych ludziach - ale i tak jest w stanie zainspirować odbiorców i przekonać ich, że warto zająć się odkrywaniem tajemnic z obrazów.