* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konrad T. Lewandowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konrad T. Lewandowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 sierpnia 2017

Konrad T. Lewandowski: Szatan i spółka. Dalsze przygody Szatana z siódmej klasy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Wirtualna podróż

Kontynuacje znanych historii zwykle przynoszą rozczarowanie, nawet jeśli przygotowane są przez autorów pierwszych „bestsellerów”. Tym więcej protestów spotyka „nowych” autorów, którzy próbują powtórzyć sukces poprzedników, wykorzystuje ich pomysły na bohaterów. Ale nawet jeśli podejdzie się do lektury „Szatana i spółki” Konrada T. Lewandowskiego z takim nastawieniem, szybko się ono zmieni. To powieść, która zachwyci. Fanów „Szatana z siódmej klasy” przynajmniej do połowy tekstu, dzisiejszych młodych odbiorców być może nawet w całości. „Szatan i spółka” to historia wielowymiarowa.

Gimnazjalista Adaś Cisowski to prawnuk Adasia Cisowskiego – sławnego Szatana. Pan Adam ma obecnie 93 lata i ani myśli rozstawać się ze światem. To tym przedwojennego dżentelmena o przenikliwym wciąż umyśle. Szarmancki i mądry, może służyć radą. Za sobą ma bujną przeszłość (i między innymi walkę pod Monte Cassino). Wiele razy wykazywał się brawurą, więc nie nada się do powstrzymywania zapędów młodego pokolenia, przyda się za to przy najpoważniejszych problemach. Adaś Cisowski, późny wnuk Szatana, to informatyczny geniusz. Zapracowani rodzice to powód, dla którego chłopak od dziecka ćwiczy hakerskie sztuczki. Jeśli włamie się na serwer firmy, może bez przeszkód komunikować się z rodzicami. A że dysponuje rozmaitymi gadżetami, potrafi zwizualizować sobie korporację jako dżunglę, a dzięki avatarom wprowadza motyw gry komputerowej łamanej przez historię fantasy. To lektura na miarę XXI wieku – w dodatku nie dziecinna, bo Lewandowski rozszyfrowuje w niej… zasady działania wielkich korporacji.

Koleżanka z klasy Adasia, Ewa, chce pomóc przyjaciółce walczyć o sprawiedliwość. Tata Basi został zwolniony z pracy, gdy wykrył zalążek wielkiej afery. Aferę ktoś stara się zatuszować, przyjaciółka się martwi, a Ewa zamierza dostać się do prezesa firmy i wytłumaczyć mu sprawę. Ale nie tak łatwo w drapaczu chmur dotrzeć na pilnie strzeżone piętro. Na szczęście Adaś rozumie struktury i mechanizmy działania korporacji, a w połączeniu z umiejętnościami informatycznymi zyskuje cień szansy na zrealizowanie misji. Na początek czyni Ewę niewidzialną dla kamer i przygotowuje jej przepustkę. Ale to pierwszy krok gigantycznej przygody.

Od połowy tomu autor traci impet i sadza postacie przed komputerem na dłużej – odbiorcy śledzą ich wirtualne przygody jak powieść fantasy, chociaż nawet mafia nie zapewni tego poziomu adrenaliny co pierwsze wyprawy i spotkania. Najpierw bowiem Konrad T. Lewandowski uzasadnia związek Adasia Cisowskiego z dawnym Szatanem. Przedstawia szkolne przygody, które zaakceptowaliby i Makuszyński, i Niziurski. Szybko portretuje bohatera, by przejść do sedna – czyli walki jednostki (niepełnoletniej) z korporacją. Ale i tu dba o adrenalinę, wysyła Ewę do wielkiego biurowca, pozwala jej odkryć robinsonów i odwołuje się do najbardziej absurdalnych praktyk rządzących korpoprzedsiębiorstwami. W tym sporo jest Dilberta, choć na inną skalę. Mimo że teoretycznie to świat obcy młodym czytelniczkom, nikomu nie znudzi się śledzenie tych przygód. Konrad T. Lewandowski sprawia, że historia bywa życiowo pouczająca, ale też bardzo śmieszna. Ma wprawę w opowieściach fantasy, ale dzięki przejściu na realizm powiększy grono czytelników. DO jednej tylko drobnostki można się przyczepić. Niby to oczywiste, że skazani na swoje towarzystwo klasowa piękność o czystym charakterze oraz spryciarz poczują coś do siebie – również przez udział w emocjonujących wydarzeniach. A tu postacie raz chwytają się za ręce, by na finał zrobić to po raz drugi. Nie ma w tym oczekiwanego romantyzmu, Kornel Makuszyński lepiej radzi sobie z tematami sercowymi. Nie ulega jednak wątpliwości, że Lewandowski podsuwa młodzieży lekturę ambitną i zabawną, przygodę Szatana na miarę czasów. „Szatan i spółka” to tom, który z przyjemnością można przeczytać, by przeżyć przygodę wirtualną a dostarczającą realnych emocji. Nie trzeba się tej książki bać.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Konrad T. Lewandowski: Saga o Kotołaku. Różanooka

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

Pragnienie

Walka o władzę jest brutalna i bezwzględna, szczególnie w świecie Ksina – który zresztą w czwartym tomie Sagi o Kotołaku znika z pola widzenia – i nie wiadomo, czy w ogóle da się go odnaleźć. W „Różanookiej” na pierwszy plan wychodzi Mino, jeden z prostych wojowników. I Mino od początku cierpi, rozpacz zalewa hektolitrami alkoholu i czeka na jakiś znak, dzięki któremu dowiedziałby się, co robić dalej. Najłatwiej byłoby popełnić samobójstwo – ale skoro się nie udało, Mino musi opracować plan działania. Wszystko przez to, że jego ukochana, Rida, została skazana na śmierć przez powieszenie, a Mino nie zdołał jej ocalić. Szybko wychodzi na jaw, że Rida przemieniła się w strzygę i zemści się na swoich prześladowcach. Żeby nawiązać z nią kontakt, Mino udaje się aż do tysiącznicy – traf chce, że to Różanooka, piękna kobieta o czerwonych oczach. W rzeczywistości Różanooka, tak jak i Mino, może w każdej chwili dostąpić Przemiany, a to stawia bohaterów na równi ze sobą. Od tej pory będą podążać razem – i mierzyć się z zupełnie niespodziewanym uczuciem. „Różanooka” odrobinę zmienia zwykłe proporcje u Konrada T. Lewandowskiego – autor z dość niespodziewanym sentymentem odnosi się do pożądania między bohaterami. To, co zwykle stanowiło jeden ze sposobów spędzania czasu w brudnym i stylizowanym na średniowiecze świecie Ksina, teraz staje się niemal sakralizowane. Temat zakochania przeplata cały wątek podróży i zapewnia przeciwwagę dla nieustannych, bardzo brutalnych walk. Tyle tylko, że wciąż istnieje pamięć o Ridzie, która po przekroczeniu swojej granicy przestała przejmować się dawnym kochankiem. Mino musi przeboleć stratę, żeby w ogóle zwrócić uwagę na Różanooką – i na jej uczucia. Wobec obopólnego zauroczenia nawet temat groźnych Przemian słabnie – prawdziwą siłę daje miłość.

Ale „Różanooka” nie jest powieścią romansową. Lewandowski znów wypełnia strony scenami brutalnych walk – i to na poziomie międzygatunkowym. Trzeba pamiętać, że żelazem można zabić tylko raz, że strzygi należy tępić za sam fakt bycia strzygami i że żaden z wrogów nie zna litości. Normalne są tu śmiertelne ciosy, odrąbywanie głów i niebezpieczne rany – nawet jeśli ktoś posiada nadnaturalne umiejętności w zakresie regeneracji, potrzebuje kilku dni spokoju i wypoczynku, żeby wrócić do siebie. Chyba że ma jeszcze inne motywacje, jak Mino. W „Różanookiej” autor popisuje się batalistyczną wyobraźnią, opisy prezentuje bardzo plastycznie, tak samo jak dokładnie pilnuje hierarchii w wykreowanym świecie. Na początku dla wprowadzenia czytelników w klimat korzysta z elementów quasi-średniowiecznej obyczajowości, pokazuje migawki ze zwyczajności, nigdy sielskiej, ale przynajmniej zrozumiałej. Kiedy po raz pierwszy zasygnalizuje istnienie czarów i stworów ożywianych po śmierci, odrzuca ludzkie towarzystwo (i organizację codzienności), by całkowicie zanurzyć się w krainie mroku. Tutaj wszystko odbywa się na innych prawach – przejrzystych i surowych, wręcz bezlitosnych. Przejście tej granicy nie oznacza rezygnacji z ludzkich (to jest zrozumiałych dla odbiorców) uczuć. Tyle tylko, że tu wszystko jest bardziej intensywne i jednoznaczne. Jeśli walka – to na śmierć i życie, jeśli podstęp – to bez litości dla przeciwnika. „Różanooka” nie oznacza przełamania tej tendencji, podkreśla ją właśnie za sprawą emocjonalnej odskoczni do relacji Mina i Irian, Lewandowski w fantastyce najbardziej ceni zło kontrolowane przez krwawe bitwy czy potyczki. Nie przymyka oczu, gdy mowa o „wojennych” zbrodniach, starciami wypełnia czas. Teraz jednak pozwala także odkryć bohaterom ich prawdziwe cele i marzenia. To koloryzuje opowieść i wyznacza jej dodatkowy sposób odbioru. „Różanooka” rozpędza się coraz bardziej – i stopniowo oczyszcza z dodatkowych wyjaśnień, pozostaje w całej surowości (i turpistyczności?) jako powieść-wyzwanie. Lewandowski stworzył świat, który nie podlega upływowi czasu.

sobota, 28 listopada 2015

Konrad T. Lewandowski: Saga o kotołaku. Ksin sobowtór

Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Nienasycenie

Kotołak Ksin to jeden z tych bohaterów, którzy wyznaczają trendy w fantastyce. Chociaż Konrad T. Lewandowski korzysta z oczywistych schematów fabularnych – najbardziej angażuje go powieść drogi – potrafi tchnąć życie w Ksina i sprawić, by ta postać zwracała na siebie uwagę. „Ksin sobowtór” to trzeci tom serii Saga o kotołaku – cś dla czytelników rozmiłowanych w klimatach fantasy. Lewandowski wychodzi od pomysłu na bohatera, który poza cechami przywódczymi posiada jeszcze i skazę. Nikt tak dobrze jak Ksin nie wie, że łatwo jest przemienić się w demona i zejść na drogę, z której nie ma już powrotu. Tyle że Ksin dysponuje naprawdę silną wolą – nie poddaje się łatwo, a świadomość zagrożenia pozwala mu podejmować odpowiednie decyzje.

Kapitan Ksin jest mądrym dowódcą – daje tego świadectwo podczas wyprawy najeżonej niebezpieczeństwami. Myśli o swoich podwładnych i traktuje ich jak przyjaciół, co przydaje się w bezwzględnym świecie w obliczu kolejnych zagrożeń. Kiedy sam staje do walki, może zamienić się w kotołaka, dzięki temu zyskuje podwójną szansę na ocalenie. Podczas wyprawy zmienia się rzecz jasna skład osobowy ekipy – w tomie „Ksin sobowtór” na szczególną uwagę zasługuje Bertia. To kobieta niezwykła: żeby uniknąć przemiany, musi bez przerwy oddawać się mężczyznom. W sztuce kochania pokonuje wszystkie prostytutki wyzwane na pojedynek. Wśród postronnych budzi na przemian gniew i szacunek – sama wyzbywa się wszelkiej emocjonalności. Staje się mistrzynią we współżyciu, może dawać rozkosz, ale sama już jej nie zaznaje. U boku jednego z kompanów Ksina wiele może się zmienić. Kotołak ma za to okazję udowodnić swoją zdolność przewidywania konsekwencji. Tu Konrad T. Lewandowski najdalej odchodzi od żelaznych tematów fantastyki i wychodzi mu to na dobre – oryginalny portret nimfomanki z konieczności sprawia, że tom zyskuje nowe brzmienie i wyróżnia się spośród historii o drodze do dobra.

Konrad T. Lewandowski uwielbia jednak sceny batalistyczne i mroczne okrucieństwo. Z upodobaniem opisuje sceny walk, podczas których krew leje się strumieniami. Jest obecny przy wszystkich torturach, jakie mają miejsce w pobliżu kotołaka. Motywy wymierzania sprawiedliwości traktuje bardzo serio i próbuje pokazać z filmową dokładnością, za każdym razem analizuje nawet najdrobniejsze uszkodzenia ciała, co więcej, nigdy nie powtarza wprowadzonych raz rozwiązań. Rodzaje okaleczeń są logiczne dla opisywanego świata, ale też wymyślne i bezlitosne. „Ksin sobowtór” to powieść momentami naturalistyczna, a krew miesza się w niej z nasieniem.

Zachowuje tu autor kształt tradycji, chociaż od czasu do czasu lekko sobie z niej drwi (nie ma karczmy bez bójki). Próbuje urozmaicać bestiariusz, ale najczęściej czerpie z postaci dostępnych w fantastyce, co najwyżej nieco je modyfikując. Chętnie wykorzystuje „średniowieczne” przestrzenie – bohaterowie o magicznych właściwościach dobrze wyglądają na tle bezmyślnego motłochu, a tłum nie przeszkadza w odmalowywaniu zła, przeciwnie – sam jeszcze je podkreśla. Lewandowski nie planuje wychodzenia poza konwencję, raczej oswaja to wszystko, co zaobserwować można w klasyce gatunku, ewentualnie lekko modyfikując pomysły. Otrzymuje w ten sposób cykl dla fanów, w miarę bezpieczny, a do tego przesycony silnymi uczuciami tłumaczącymi nawet największą brawurę. Ksin nie jest tu jednowymiarową postacią, to bohater, który ma stanowić fundament opowieści, musi zatem wywoływać silne reakcje czytelników.