Dwa światy
Pomysł fabularny na „Elę-Sanelę” Katarzyna Pranić miała dobry – oryginalny i nietypowy. Za to wykonanie może trochę miejscami rozczarowywać, chyba że ktoś lubi opowieści rozwijające się bardzo powoli i przenoszone z dialogu do narracji zanim cokolwiek w tym dialogu się rozwinie. Zdobywczyni nagrody w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren popełnia całą masę debiutanckich błędów, a jednocześnie działa na czytelników hipnotyzująco przez niedookreślaną atmosferę tajemniczości i dość niechętne odkrywanie przeszłości i tożsamości postaci.
Ela naprawdę nazywa się Sanela Hasani – ale tego mali odbiorcy dowiedzą się dopiero na 97. stronie. Dziewczynka mieszka na wsi razem z babcią – i przez długi czas o jej pochodzeniu świadczyć może tylko nietypowa fryzurka – z kręconych (bohaterka twierdzi, że baranich) loków. Ela czuje się dość osamotniona, na szczęście zauważa w pobliżu domu kota, którego próbuje oswoić. Do tego odwiedza miejscową grupkę teatralnych zapaleńców, którzy przygotowują właśnie inscenizację „Małego Księcia”, ulubionej historii Eli. Mimo kilku lokalnych tajemnic, kryjących się w mrokach teatru i na strychu domu, opowieść przez długi czas toczy się dość sennie i raczej leniwie, spokojnie i usypiająco, jakby autorka potrzebowała miejsca na rozpisanie się. Dopiero potem zaczyna się prawdziwa akcja: Sanela dostaje list od swojej starszej siostry, o której istnieniu nie miała pojęcia. Dowiaduje się, jak potoczyły się losy części członków jej rodziny (chociaż o rodzicach nikt nie może niczego powiedzieć, dziewczynka nie traci nadziei, że żyją i że kiedyś ich spotka) i pilnie uczy się języków, by móc się porozumieć z odnalezionymi krewnymi. Sprawy teatru i kota, które zeszły na dalszy plan (a, uczciwiej mówiąc, na długo zniknęły z opowieści) także zyskują rozwiązanie. Autorka wplata tu jeszcze kilka mniej istotnych przygód, choć już do końca najważniejsza będzie nowa siostra.
Katarzyna Pranić otwiera dialogi bohaterów konwencjonalnymi pozdrowieniami i mało znaczącymi uwagami. W chwili, kiedy rozpocząć się powinna właściwa rozmowa, autorka przechodzi na tryb relacjonowania jej – jeśli lepiej czuje się w tej formie prowadzenia opowieści, mogłaby więc w ogóle nie inicjować dialogów. Daje się zauważyć nierównomierne rozplanowanie punktów kulminacyjnych, książka nie może się rozkręcić – a potem akcja galopuje zbyt szybko. To oczywiste błędy debiutantki, ale nie przekreślają one tomu „Ela-Sanela”, da się je wybaczyć dzięki oryginalnej tematyce.
Przez długi czas nie ma mowy o właściwych przyczynach wyobcowania Eli – ale nawet gdy wychodzi na jaw przeszłość dziewczynki, nie ma mowy o żadnych traumach czy lękach, bohaterka przyjmuje rzeczywistość spokojnie, jakby to, co ją spotkało, było najbardziej w świecie naturalne. W historii dla starszych odbiorców tego typu kreacje byłyby odbierane jako mało wiarygodne i płynące ze złego rozplanowania całości (autorka nie odnosi się do sfery psychiki postaci, bo zwyczajnie zabrakło jej na to czasu) – ale dla dzieci ta właśnie książka i taki obraz bohaterki będą w sam raz. Spokój Eli jest niezbędny, by nie straszyć niepotrzebnie młodych odbiorców i umożliwić im śledzenie akcji. Dla Saneli sprawy związane z różnymi wyznaniami i narodowościami, wojna, która rozdziela bliskich, to tematy naturalne, nad którymi nie ma sensu zbyt długo się rozwodzić. Przecież i tak ważniejsi są prawdziwi przyjaciele. Zaletą tomu będzie wplecenie do opowieści paru ogólnych motywów (ocenianie ludzi po pozorach, bezwarunkowa miłość rodziny) i bardzo prosty język, którym Pranić mówi o czasem skomplikowanych sprawach.






