MG, Kraków 2018.
Historia nieopowiedziana
Nie dziwi, bo i dziwić nie może, że „Prowincja pełna marzeń i gwiazd” jako dwie powieści obyczajowe w jednym potężnym tomie powraca na rynek – w końcu odbiorczynie spragnione są takich „życiowych” historii z osobistymi wyznaniami w tle. A jeśli do nich dołożyć drobne porady dotyczące życia w zgodzie z naturą czy przepisy na miłość lub jej brak – wiadomo, ze jest to prosta droga do bestsellerów. Katarzyna Enerlich robi jeszcze coś, co zapewnia jej uznanie lokalnych władz, to znaczy: przedstawia Mazury, regionalne zwyczaje i problemy ludzi, lokalny patriotyzm odzwierciedla się w powieści w prezentowaniu choćby miejscowych walczących na przykład o ocalenie starych drzew, którymi przodkowie wysadzali aleje – ale nie tylko. Próbuje między innymi też obalać stereotyp złych Niemców, którzy powracają na te ziemie, żeby – według społeczności – odzyskiwać swoje domy. Robi zatem Enerlich sporo dobrego dla promocji regionu i łagodzenia konfliktów. W warstwie fabularnej skupia się natomiast na historii Ludmiły Gold, trzydziestoparolatki u progu wielkich życiowych zmian.
Na początku Ludka jest dziennikarką miejscowej gazety, po zmianie szefa doświadczającą mobbingu i coraz bardziej sfrustrowaną. Nie ma rodziny, ale marzy o założeniu własnej. Wpada w ramiona Martina, Niemca, który przyjechał, by znaleźć dawne mieszkanie ojca. Ludmiła wierzy, że wystarczy mieć marzenia, a wszechświat natychmiast zajmie się ich spełnianiem – tak też się dzieje. Kobieta nie tylko spotyka na swojej drodze życzliwe osoby, ale też krok po kroku realizuje własny plan na szczęście. Przechodzi rozmaite zawirowania i kryzysy sercowe, a także małżeńskie burze, aż w końcu przekonuje się, że siły może szukać tylko w sobie. Dopiero wtedy osiąga upragnioną stabilizację. Jej wybory nie zawsze będą zrozumiałe dla czytelniczek, do części wydarzeń Ludmiła nie przekona, ale dostarcza przynajmniej huśtawki emocji, a to już dużo w obyczajówce.
Problem w tym, że mimo szczerości uczuciowej Katarzyna Enerlich pisze słabo i nie chodzi tu wyłącznie o błędy do wyłapania przez korektę (pierwsze wydanie „Prowincji pełnej marzeń” było pod tym względem tragiczne, ale i tu literówek jest mnóstwo). Najpierw ma skłonność do popadania dodatkowe tłumaczenia: jeśli kogoś przedstawia alb odnosi się do nowej dla czytelniczek sytuacji, od razu następny akapit – obowiązkowo – poświęca na rozwinięcie zagadnienia. Czasami tłumaczy się z rzeczy niepotrzebnych i błahych, upodobań, które nic nie wnoszą albo są jednorazowe (kogo obchodzi, że „kamzelka” bez i w środku brzmi dla bohaterki fajniej, skoro w kilkusetstronicowej książce pojawia się to raz?), czasami zamienia się w moralistkę i zwyczajnie poucza odbiorczynie. Potem wpada w manię dublowania określeń w celu ich rzekomego doprecyzowania (i stosują ten chwyt wszyscy bohaterowie, co męczy). W drugim tomie co pewien czas nawiązuje do wiedzy z pierwszego. Łatwo ulega zachwytom i egzaltacji, wtedy nieświadomie zaczyna „dziubdziać” w tekście. Niepotrzebnie tłumaczy oczywiste uczucia bohaterki albo gubi się w ich eksponowaniu. I tak bez końca. W rezultacie fanki obyczajówek będą przy tej książce trwać ze względu na ciekawość zakończenia – i zgrzytać zębami przy rozwiązaniach formalnych. Wychwalanie prowincji nie wystarczy, żeby odnieść sukces: trzeba jeszcze umieć opowiedzieć historię bez infantylnych tonów, a tego Enerlich – niestety – nie zapewni.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Enerlich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Enerlich. Pokaż wszystkie posty
piątek, 11 stycznia 2019
poniedziałek, 7 maja 2018
Katarzyna Enerlich: Piękno z pól i łąk
MG, Kraków 2018.
Przepisy na zdrowie
Życie w zgodzie z naturą to w ostatnich czasach hasło tyle modne, co trudne do zrealizowania. Jednak dzięki łatwości wymieniania się opiniami i pomysłami za sprawą internetu slow-life zatacza coraz szersze kręgi. Nie jest to wyłącznie trend: zmiana trybu życia ma zaowocować też lepszym zdrowiem i oszczędnościami. Tymi argumentami posługuje się Katarzyna Enerlich, kiedy usiłuje nakłonić czytelniczki do odrzucenia drogich i nafaszerowanych chemią kosmetyków. W tomie "Piękno z pól i łąk" staje się przewodniczką dla odbiorczyń gotowych na zmiany. Nie zajmuje się zbytnio przekonywaniem do swojego trybu życia, w przeciwnym razie musiałaby przymierzyć się do zagadnienia najtrudniejszego: jak znaleźć czas na zabiegi pielęgnacyjne i przygotowywanie kolejnych receptur. Jednak tym paniom, które szukają inspiracji i chciałyby dbać o siebie bez wydawania majątku na kosmetyki pokaże, jak wykorzystywać dary natury i tanie, łatwo dostępne produkty spożywcze. Każdy rozdział w tej książce jest poświęcony osobnej grupie przepisów: na szampony, mydła, odżywki, peelingi, "kąpiele", żele pod prysznic, toniki itp. Autorka przedstawia też zestaw ziół i roślin, z których można korzystać - a które do zebrania są na każdej łące (tu przydałyby się jednak ilustracje, żeby uniknąć nieporozumień: niby łatwo dotrzeć do zdjęć, kiedy dysponuje się nazwą rośliny, ale szybciej byłoby mieć ją po prostu obok tekstu, na obrazku). Bezustannie zachęca do eksperymentowania i samodzielnych poszukiwań odpowiednich zapachów - daje też rady, które pozwolą się nie zniechęcić na starcie. Poza tym, że radzi, co z czym i dla jakiego efektu mieszać, tłumaczy też przyczyny niektórych zabiegów: sięga do wiadomości z chemii, żeby omówić bazę kremu czy zjawiska zachodzące przy tworzeniu kolejnych mazideł. Staje się dla odbiorczyń autorytetem (z którym, w dodatku, można porozmawiać o zainteresowaniach, bo autorka podaje swój adres mailowy i zachęca do korespondencji). Rozwija więc w odbiorczyniach pasję do samodzielnego przygotowywania kosmetyków. Można tu znaleźć informacje, co i jak przechowywać, jak długo można korzystać z danego produktu, albo – do czego wykorzystać większą ilość danego składnika, żeby nic się nie zmarnowało.
Podstawową część tomu stanowią przepisy, sprowadzone do najprostszych form: krótkich akapitów, bez szczegółowych wyliczeń ilości i czasu przygotowania. Co z czym wymieszać i w jakim celu – co można zastąpić czymś innym, albo jaki będzie wpływ mikstury na organizm – i tyle. Wprowadza Enerlich do opowieści również swoje spostrzeżenia i przemyślenia, czasami podsuwa czytelniczkom ostrzeżenia, innym razem po prostu dzieli się doświadczeniami, dzięki czemu odbiorczynie będą mogły uniknąć jej błędów. To, że prezentuje sprawdzone wiadomości, przekona do eksperymentowania - zresztą Katarzyna Enerlich często powtarza, że warto szukać własnych receptur. Otwiera to przed czytelniczkami morze możliwości w ramach tworzenia indywidualnych zestawów kosmetyków. Czasami tylko autorka napomyka, że musi upłynąć trochę czasu zanim da się zaobserwować dobroczynne działanie łąki i ogólnie - przejścia z chemii na naturalność. To odstraszy te czytelniczki, które wolą efekty widzieć natychmiast. Ale też nie dla nich jest to książka.
Enerlich staje się specjalistką od zdrowia pochodzącego z natury i usprawnia proces szukania dalszych inspiracji przez przedstawienie kilku blogerek, które mają coś do zaoferowania w tej dziedzinie. Udowadnia, że temat slow-life i dbania o własne zdrowie może przybierać różne oblicza i stać się sposobem na życie. Katarzyna Enerlich najpierw wyrobiła sobie markę jako autorka powieści obyczajowych - dzięki temu teraz może łatwiej trafiać do odbiorczyń zainteresowanych naturalnymi kosmetykami. W końcu obok pokrzepienia duszy zapewnia coś dla ciała.
Przepisy na zdrowie
Życie w zgodzie z naturą to w ostatnich czasach hasło tyle modne, co trudne do zrealizowania. Jednak dzięki łatwości wymieniania się opiniami i pomysłami za sprawą internetu slow-life zatacza coraz szersze kręgi. Nie jest to wyłącznie trend: zmiana trybu życia ma zaowocować też lepszym zdrowiem i oszczędnościami. Tymi argumentami posługuje się Katarzyna Enerlich, kiedy usiłuje nakłonić czytelniczki do odrzucenia drogich i nafaszerowanych chemią kosmetyków. W tomie "Piękno z pól i łąk" staje się przewodniczką dla odbiorczyń gotowych na zmiany. Nie zajmuje się zbytnio przekonywaniem do swojego trybu życia, w przeciwnym razie musiałaby przymierzyć się do zagadnienia najtrudniejszego: jak znaleźć czas na zabiegi pielęgnacyjne i przygotowywanie kolejnych receptur. Jednak tym paniom, które szukają inspiracji i chciałyby dbać o siebie bez wydawania majątku na kosmetyki pokaże, jak wykorzystywać dary natury i tanie, łatwo dostępne produkty spożywcze. Każdy rozdział w tej książce jest poświęcony osobnej grupie przepisów: na szampony, mydła, odżywki, peelingi, "kąpiele", żele pod prysznic, toniki itp. Autorka przedstawia też zestaw ziół i roślin, z których można korzystać - a które do zebrania są na każdej łące (tu przydałyby się jednak ilustracje, żeby uniknąć nieporozumień: niby łatwo dotrzeć do zdjęć, kiedy dysponuje się nazwą rośliny, ale szybciej byłoby mieć ją po prostu obok tekstu, na obrazku). Bezustannie zachęca do eksperymentowania i samodzielnych poszukiwań odpowiednich zapachów - daje też rady, które pozwolą się nie zniechęcić na starcie. Poza tym, że radzi, co z czym i dla jakiego efektu mieszać, tłumaczy też przyczyny niektórych zabiegów: sięga do wiadomości z chemii, żeby omówić bazę kremu czy zjawiska zachodzące przy tworzeniu kolejnych mazideł. Staje się dla odbiorczyń autorytetem (z którym, w dodatku, można porozmawiać o zainteresowaniach, bo autorka podaje swój adres mailowy i zachęca do korespondencji). Rozwija więc w odbiorczyniach pasję do samodzielnego przygotowywania kosmetyków. Można tu znaleźć informacje, co i jak przechowywać, jak długo można korzystać z danego produktu, albo – do czego wykorzystać większą ilość danego składnika, żeby nic się nie zmarnowało.
Podstawową część tomu stanowią przepisy, sprowadzone do najprostszych form: krótkich akapitów, bez szczegółowych wyliczeń ilości i czasu przygotowania. Co z czym wymieszać i w jakim celu – co można zastąpić czymś innym, albo jaki będzie wpływ mikstury na organizm – i tyle. Wprowadza Enerlich do opowieści również swoje spostrzeżenia i przemyślenia, czasami podsuwa czytelniczkom ostrzeżenia, innym razem po prostu dzieli się doświadczeniami, dzięki czemu odbiorczynie będą mogły uniknąć jej błędów. To, że prezentuje sprawdzone wiadomości, przekona do eksperymentowania - zresztą Katarzyna Enerlich często powtarza, że warto szukać własnych receptur. Otwiera to przed czytelniczkami morze możliwości w ramach tworzenia indywidualnych zestawów kosmetyków. Czasami tylko autorka napomyka, że musi upłynąć trochę czasu zanim da się zaobserwować dobroczynne działanie łąki i ogólnie - przejścia z chemii na naturalność. To odstraszy te czytelniczki, które wolą efekty widzieć natychmiast. Ale też nie dla nich jest to książka.
Enerlich staje się specjalistką od zdrowia pochodzącego z natury i usprawnia proces szukania dalszych inspiracji przez przedstawienie kilku blogerek, które mają coś do zaoferowania w tej dziedzinie. Udowadnia, że temat slow-life i dbania o własne zdrowie może przybierać różne oblicza i stać się sposobem na życie. Katarzyna Enerlich najpierw wyrobiła sobie markę jako autorka powieści obyczajowych - dzięki temu teraz może łatwiej trafiać do odbiorczyń zainteresowanych naturalnymi kosmetykami. W końcu obok pokrzepienia duszy zapewnia coś dla ciała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






