* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hubert Selby Jr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hubert Selby Jr. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 września 2010

Hubert Selby Jr: Requiem dla snu

Niebieska Studnia, Warszawa 2010.

Jak narkotyk

„Requiem dla snu” to powieść, którą bez wahania można określić jako zachwycającą. Mimo że przedstawia świat zdegenerowany i pozbawiony nadziei, mimo że napisana jest językiem, który co bardziej wrażliwych odbiorców zapewne oburzy – książka ta zasługuje na najwyższe uznanie. Gdyby z „Requiem dla snu” wypreparować fabularny szkielet, tom okazałby się dość przewidywalny, a losy bohaterów – schematyczne. Ale Hubert Selby Jr wydarzenia z powieści opisuje w sposób wręcz hipnotyzujący – i chociaż nie ma możliwości, by sądzić, że odwrócą się losy postaci, książka będzie fascynować do ostatnich słów. Słowa – to prawdziwa siła „Requiem dla snu”. Poza słowami – zmysł obserwacji, umiejętność oddania stanów psychicznych bohaterów, doskonale umotywowane zachowania.

Harry i Tyrone to dwaj przyjaciele, narkomani. Ich myśli wciąż obracają się wokół tematu, jak zdobyć pieniądze na kolejne porcje heroiny. Harry co pewien czas oddaje w zastaw telewizor matki, Sary (Sara natychmiast udaje się do komisu i telewizor wykupuje). I Harry, i Tyrone widzą, co dzieje się z uzależnionymi od narkotyków ludźmi – obiecują sobie, że nigdy nie upadną tak nisko, nie przekroczą ustalonych granic i nie pozwolą, by narkotyk przejął nad nimi władzę. Wpadają też na pomysł, jak zarobić mnóstwo pieniędzy – oczywiście na handlu heroiną. Do ich działań chętnie przyłącza się Marion, młoda narkomanka, dziewczyna Harry’ego. Z czasem okazuje się, że o pieniądze na heroinę – a i o sam narkotyk – jest coraz trudniej, a uzależnienie pcha bohaterów do przełamywania kolejnych psychicznych barier, aż po całkowity upadek.

Matka Harry’ego także nie ma łatwego życia. Jej marzeniem jest wystąpienie w telewizyjnym programie, a nadzieja na udział w teleturnieju staje się bodźcem do zmiany wyglądu. Sara usiłuje się odchudzić – i błyskawicznie uzależnia się od przepisanych jej przez lekarza-konowała tabletek. Wkrótce zamieni się w cień człowieka, a leki i wstręt do jedzenia wpędzą ją w chorobę psychiczną. Wstrząsający obraz upadku starej kobiety wybrzmiewa w „Requiem dla snu” silniej nawet niż historia zniszczonej miłości Harry’ego i Marion.

U Selby’ego nie ma radykalnych zmian sytuacji, wyrazistych punktów zwrotnych w historii. Wszystko rozgrywa się tu płynnie, a każde następne wydarzenie jest naturalną konsekwencją poprzedniego. Tylko dzięki takiemu rozplanowaniu fabuły bohaterowie nie mają szans zorientować się w swoim rzeczywistym stanie – i muszą przegrać. Każdy z nich potrafi, przynajmniej na początku, marzyć, snuć śmiałe plany i wierzyć w siebie, żaden nie dostrzeże niebezpieczeństw płynących z uzależnienia. Opisy wstrzykiwania sobie heroiny są naturalistyczne i sugestywne, ale Hubert Selby Jr jest prawdziwym geniuszem, gdy przedstawia – nie wychodząc poza sferę myśli i odczuć postaci – jak zmienia się świat po działce. Rytm książki przekształca się, w zależności od tego, czy bohaterowie są na narkotykowym głodzie, czy na haju, ale zmiany te podczas lektury wyłapuje się podświadomie, na pierwszy rzut oka są niedostrzegalne. Autor potrafi bez zbędnych objaśnień uchwycić cały sens relacji międzyludzkich i istotę uzależnienia, jest w tym szokujący, ale też przekonujący.

Co ciekawe, chociaż narracja przesycona jest przekleństwami, a brutalność i szokująca tematyka dominują, książka wcale nie jest wulgarna. Urzeka swoim głębokim pięknem, zaskakuje i kusi, czasem odpycha – ale wciąga w mroczny świat. Pełną emocji powieścią Selby rzuca innym wyzwanie. Nie wystarczy szorstki, agresywny język czy prowokujący główny motyw – trzeba jeszcze mieć coś ciekawego do powiedzenia. „Requiem dla snu” to publikacja, która nie ma sobie równych. Powieść sprzed trzech dekad do dziś może być przykładem oryginalności w ujmowaniu trudnych zagadnień – i dowodem na możliwości twórcze tkwiące w języku.

czwartek, 7 stycznia 2010

Hubert Selby Jr: Piekielny Brooklyn

Niebieska Studnia, Warszawa 2009.


Ludzie z marginesu

Nie ulega wątpliwości, że „Piekielny Brooklyn: jest powieścią dla czytelników cierpliwych i wytrwałych, dla fascynatów nurtem undergroundu i wielbicieli brutalizmu. Nada się dla amatorów perwersji i dewiacji oraz dla tych, którzy w odważnej prozie poszukują silnych wrażeń i doznań, jakich nie zapewnią ugrzecznione powieści obyczajowe. Hubert Selby Jr w połowie lat 60. XX wieku zaszokował Amerykę bezwzględnym obrazem nizin społecznych i zestawieniem relacji, jakie łączą jego bohaterów – ludzi z marginesu. „Piekielny Brooklyn” uznać można za zintensyfikowany przegląd problemów dotąd w literaturze tabuizowanych bądź przemilczanych.
W pozycji, jaką polskim czytelnikom proponuje Niebieska Studnia, roi się od przemocy i tragedii. Książkę zaludniają gangsterzy, prostytutki i drobni przestępcy. Ponadto mnóstwo tu homoseksualistów (i wulgaryzowanych opisów ich zbliżeń obok subtelniejszych nieco prób ukazania narodzin głębszego uczucia), transwestytów (mężczyźni przebierają się w damskie fatałaszki i wieczorami w knajpach wyszukują sobie kochanków. Przybierają też kobiece pseudonimy i uważają się za przedstawicielki płci pięknej, ku uciesze nietrzeźwych bywalców spelunek). Są tu brutalne bijatyki i zbiorowe gwałty, narkomania, kradzieże, rękoczyny oraz ciągłe kłótnie między małżonkami. Pojawia się pedofilia – ale i prostytucja nieletnich. Bohaterowie uwikłani w przestępczy światek nie mogą i nie chcą wyrwać się z piekielnego kręgu. Hubert Selby Jr w pejzażu ulic Brooklynu zgromadził chyba wszystkie możliwe patologie, nie oszczędzając żadnej postaci. Galeria tych, mimo jednostronności wysiłków, okazuje się przebogata, a historia przecina losy poszczególnych bohaterów, obnażając bezcelowość ich egzystencji i skazanie na ciągłe dramaty. Georgette to jeden z drag queens. Kocha się w Vinniem, przywódcy brooklyńskiego gangu, człowieku, który po raz pierwszy trafił za kratki w wieku dwunastu lat. Tralala jako piętnastolatka rozpoczęła przygodę z płatnym seksem – by wkrótce dorabiać sobie, okradając kolejnych klientów. Harry, przywódca strajku robotniczego poznaje smak seksu z transwestytami – wierzy, że znalazł prawdziwą miłość, odrzuca względy żony, jednak gdy traci pieniądze, traci też życzliwość kochanków. Vinnie porozumiewa się z żoną wyłącznie krzykiem i pięściami. Małe dzieci są świadkami kolejnych awantur i libacji.
O niektórych bohaterach słuch ginie z chwilą zakończenia przynależnych im części opowieści, inni powracają czasem zupełnie niespodziewanie – nigdy jednak nie uda im się zaznać szczęścia: to uczucie w brooklyńskim światku praktycznie nieznane. Bohaterowie szukają zatem rozrywki w ogromnych ilościach benzedryny i alkoholu – ukojenia natomiast w przygodnych związkach. Hubert Selby Jr nie daje im nadziei.
Charakterystyczny jest tu język historii. Maciej Potulny, tłumacz, wyjaśnia w posłowiu, że autor posługiwał się często dialektem brooklyńskim. W polskiej wersji został on zastąpiony agresywnym, wulgarnym językiem, który znakomicie oddaje problemy bohaterów. Twórca nie skupia się na neutralnej narracji – to zjawisko w „Piekielnym Brooklynie” nieznane: wszystkie opowieści w książce przefiltrowane są przez specyfikę otoczenia i mentalność postaci, nie ma więc ani chwili wytchnienia. Zaskakujące przy tym, że powieść, która kipi od emocji, napisana została prosto, dynamiczna fabuła nadaje jej jeszcze smaku. Książka ta ma także charakterystyczny rytm, który – mimo natłoku wulgaryzmów i mrożących krew w żyłach scen – przyciąga.
Nagromadzenie dramatów i koszmarów, prezentacja patologii i życia nizin – wiele pomysłów czerpał Selby z własnych doświadczeń. Piętno niezwykłości nadaje też powieści zachowanie specyficznej ortografii (użycie ukośnika zamiast apostrofu czy cyfr w miejsce liczebników, brak podziałów na dialogi, akapity rozpoczynane w punkcie zakończenia poprzednich).