Akapit Press, Łódź 2018.
Zamiana szkół
Kolejny tom Dzienników Nikki obfituje w zestaw burzliwych wydarzeń, jak zwykle w przypadku przygód tej bohaterki – skupiających się na relacjach z rówieśniczkami oraz na perypetiach z młodszą siostrą. Stosunkowo mało tu Brandona, szkolnej sympatii Nikki – za to największy nacisk kładzie Rachel Renée Russell na szkolne przyjaźnie i nieprzyjaźnie. W ramach wymiany uczniowskiej Nikki spędzi jeden tydzień z dala od swojej paczki – zostaje wysłana do szkoły, do której jakiś czas temu przeniosła się McKenzie. I tu czekają ją niespodzianki, bo chociaż piękny mundurek trochę osładza tęsknotę za przyjaciółkami, to jednak trudno będzie pokonać „królową ula”, najpopularniejszą dziewczynę w nowej szkole – i jej poplecznice. Tiffany uwielbia robić selfiaczki, znakomicie udaje przyjaźń i wsparcie (a pod płaszczykiem zachwytów potrafi nieźle wbijać szpile), ale kiedy poczuje się zagrożona, nie zawaha się przed brutalnym atakiem. Nic dziwnego, że McKenzie czuje się tu zaszczuta i przeżywa to, co sama fundowała kiedyś Nikki. Trzeba sojuszu z dawnym i potężnym wrogiem, żeby stawić czoła nowym wyzwaniom.
Mocno zajmuje się Russell tematem piekła, jakie urządzają sobie nawzajem dziewczyny. Tutaj prześladowania wydają się w miarę niegroźne (chociaż nagrywanie wpadek telefonem ociera się już o mobbing), z zewnątrz przynajmniej nie wypadają przesadnie przerażająco, zwłaszcza że Nikki przez cały czas może liczyć na pomoc przyjaciół. Jednak autorka podkreśla, do czego prowadzi bezmyślność i jak zło może obrócić się przeciwko atakującemu. Przypadek Nikki staje się jednocześnie przestrogą – a dziewczyna może przekonać się, jak wygląda druga strona medalu. Ktoś rozpuszcza na jej temat podłe plotki, ktoś próbuje zrujnować jej marzenia (a Nikki chciałaby wybrać się na wycieczkę do Paryża, w nagrodę za świetnie wykonaną pracę). Do tego bohaterka sama własną naiwnością zastawia na siebie liczne pułapki. Nie zabraknie tu przygód, a każda z nich przyniesie trochę śmiechu i trochę refleksji na temat relacji w gronie rówieśników. Nikki dowie się, czym jest prawdziwa przyjaźń, ale przekona się też, że i z wrogiem można się dogadać. Przy takim zestawie silnych emocji temat Brandona schodzi na daleki plan – tu nic nie trzeba uzgadniać, a urok pierwszej miłości udzieli się czytelniczkom. Z kolei mała siostrzyczka Nikki próbuje zdobyć sprawność kucharza, jednak w tej dziedzinie nie może poszczycić się żadnymi osiągnięciami. Nikki zawsze próbuje pomóc Briannie, więc i tym razem przystępuje do działania. Można się nastawić na liczne katastrofy. Co dziwne, autorka zapomina o szczeniaczku, którego wprowadziła na początku tomu.
Russell prowadzi tę opowieść piórem Nikki, zamienia relację w powieść komiksową, w której rysunki są cukierkowe do granic możliwości (w końcu to „dziewczyńska” seria) i dobrze, że Nikki na każdym z obrazków jest podpisana, bo inaczej odbiorczynie miałyby problem z odgadnięciem, która z piękności jest ich ulubioną bohaterką. Wkracza tu czasami humor ludyczny (Nikki z nerwów zwykle chce wymiotować, przyjaciółkom odbija się przy jedzeniu), ale z reguły opowieść – i w warstwie rysunkowej, i w tekście (pełnym emotek) nastawiona jest na silne przeżycia i ekspresję. To plus humor – stanowi zachętę do czytania, odbiorczynie pokochały już Dzienniki Nikki i teraz z ciekawością czekają na każdą kolejną przygodę bohaterki. Przekształcenie powieści komiksowej tak, by stała się czytadłem dla dziewczyn okazało się dobrym posunięciem, Russell za każdym razem zdobywa nowe grono wiernych fanek.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzienniki Nikki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzienniki Nikki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 stycznia 2019
sobota, 29 lipca 2017
Rachel Renée Russell: Dzienniki Nikki. Królowa dramatu
Akapit Press, Łódź 2017.
Wróg
Sytuacja Nikki powoli wraca do normy znanej przeciętnym nastolatkom: dziewczyna prowadzi zwyczajne życie, nie ma wokół niej już tłumów dziennikarzy. Sława odchodzi powoli w zapomnienie, teraz na pierwszy plan wysuwają się kłopoty z Brandonem. Nikki, myśląc, że wyżywa się na znienawidzonej MacKenzie Hollister, krzyczy na przyjaciela. Sytuację komplikuje fakt, że niedawno szkolny przystojniak zdobył się na odwagę i pocałował Nikki. Teraz nie jest pewny, czy dobrze zrobił, czuje się zagubiony i nie umie porozmawiać z Nikki, żeby wyjaśnić wątpliwości. Motyw pierwszego zauroczenia, pięknego w swojej naiwności, przyćmiewa tu jednak „dramat”. Nikki gubi swój dziennik, w którym zapisuje największe sekrety, hasło do szkolnej strony internetowej, poglądu na nauczycieli i kolegów, a i życiowe wpadki (czyli – całą dotychczasową powieść). Oczywiście najcenniejszy skarb Nikki przejmuje MacKenzie. Przejmuje, czyta, a potem… zaczyna komentować. Sama prowadzi zapiski, portretując Nikki z zewnątrz. To rozwiązanie daje Rachel Renée Russell szansę na odświeżenie schematu diariusza nastolatki. „Królowa dramatu”, tomik obszerniejszy niż zwykle, to opowieść na dwa – nierównoległe – głosy. Nikki jest od pewnego momentu „tą dobrą”, MacKenzie – czarnym charakterem, ale po lekturze można wyrobić sobie opinię na temat istoty sporu.
„Dzienniki Nikki. Królowa dramatu” to mimowolna autoprezentacja MacKenzie. Ta dziewczyna po prostu nie da się lubić. Zadziera nosa, chwali się bogactwem rodziców, wyśmiewa wszystko, co należy do Nikki. Jest zazdrosna o Brandona, więc stara się skłócić go ostatecznie z rywalką. Ale na horyzoncie pojawia się możliwość rozwiązania problemów: MacKenzie chce się przenieść do innej szkoły. Z tych planów zwierza się w dzienniku (oprawionym w materiał z markowej bluzki, żeby zadać szyku, ale i – by Nikki nie domyśliła się, co dzieje się z jej własnością). MacKenzie przez cały czas obserwuje Nikki, podsuwa jej nawet nowe miejsca do szukania dziennika. Napawa się chwilowym zwycięstwem.
Russell nawiązuje w tej publikacji do standardowych wśród nastolatków tematów czy problemów – które celowo wyostrza. Postacie są tu doprowadzone do karykatur, budzą śmiech postępowaniem, chociaż autorka dobrze wie, jak może to przerodzić się w prawdziwy dramat. Większość zarzutów MacKenzie bierze się z wybujałej wyobraźni, teraz dokładnie widać, gdzie jest źródło kłopotów, a co bardziej bystre czytelniczki zauważą też przyczyny jej postaw. Przy całym konflikcie obu bohaterek powieść nie przestaje jednak bawić. Russell stara się rozśmieszać odbiorczynie, nauczyć je dystansu do problemów – i radzenia sobie w podobnych sytuacjach w społecznościach.
To powieść komiksowa (chyba pierwsza w gatunku seria kierowana do dziewczyn), obrazki, całostronicowe i często imitujące połączenie mangi i dziecięcych „wróżkowych” serii podsycają dowcip książki. Nikki jest tu pięknością, MacKenzie – jeszcze większą. Ilustracje tworzą komentarze do relacji, nadają dynamiki całości i podkreślają puenty. Są czarno-białe i komiksowe, ale można je też potraktować jak kolorowanki i ozdabiać według własnego uznania. Także w warstwie graficznej dominuje humor, Russell ma dobry pomysł na serię. Nikki to bohaterka, którą odbiorczynie mogą polubić bez zastrzeżeń – a jej przykład uczy również, jakich błędów nie popełniać w relacjach z płcią przeciwną. „Królowa dramatu” ma dodatkowo oryginalny pomysł z dodaną zewnętrzną narracją – akcentowany także krojem czcionki. To książka dla młodych czytelniczek, fanek komicznych obyczajówek.
Wróg
Sytuacja Nikki powoli wraca do normy znanej przeciętnym nastolatkom: dziewczyna prowadzi zwyczajne życie, nie ma wokół niej już tłumów dziennikarzy. Sława odchodzi powoli w zapomnienie, teraz na pierwszy plan wysuwają się kłopoty z Brandonem. Nikki, myśląc, że wyżywa się na znienawidzonej MacKenzie Hollister, krzyczy na przyjaciela. Sytuację komplikuje fakt, że niedawno szkolny przystojniak zdobył się na odwagę i pocałował Nikki. Teraz nie jest pewny, czy dobrze zrobił, czuje się zagubiony i nie umie porozmawiać z Nikki, żeby wyjaśnić wątpliwości. Motyw pierwszego zauroczenia, pięknego w swojej naiwności, przyćmiewa tu jednak „dramat”. Nikki gubi swój dziennik, w którym zapisuje największe sekrety, hasło do szkolnej strony internetowej, poglądu na nauczycieli i kolegów, a i życiowe wpadki (czyli – całą dotychczasową powieść). Oczywiście najcenniejszy skarb Nikki przejmuje MacKenzie. Przejmuje, czyta, a potem… zaczyna komentować. Sama prowadzi zapiski, portretując Nikki z zewnątrz. To rozwiązanie daje Rachel Renée Russell szansę na odświeżenie schematu diariusza nastolatki. „Królowa dramatu”, tomik obszerniejszy niż zwykle, to opowieść na dwa – nierównoległe – głosy. Nikki jest od pewnego momentu „tą dobrą”, MacKenzie – czarnym charakterem, ale po lekturze można wyrobić sobie opinię na temat istoty sporu.
„Dzienniki Nikki. Królowa dramatu” to mimowolna autoprezentacja MacKenzie. Ta dziewczyna po prostu nie da się lubić. Zadziera nosa, chwali się bogactwem rodziców, wyśmiewa wszystko, co należy do Nikki. Jest zazdrosna o Brandona, więc stara się skłócić go ostatecznie z rywalką. Ale na horyzoncie pojawia się możliwość rozwiązania problemów: MacKenzie chce się przenieść do innej szkoły. Z tych planów zwierza się w dzienniku (oprawionym w materiał z markowej bluzki, żeby zadać szyku, ale i – by Nikki nie domyśliła się, co dzieje się z jej własnością). MacKenzie przez cały czas obserwuje Nikki, podsuwa jej nawet nowe miejsca do szukania dziennika. Napawa się chwilowym zwycięstwem.
Russell nawiązuje w tej publikacji do standardowych wśród nastolatków tematów czy problemów – które celowo wyostrza. Postacie są tu doprowadzone do karykatur, budzą śmiech postępowaniem, chociaż autorka dobrze wie, jak może to przerodzić się w prawdziwy dramat. Większość zarzutów MacKenzie bierze się z wybujałej wyobraźni, teraz dokładnie widać, gdzie jest źródło kłopotów, a co bardziej bystre czytelniczki zauważą też przyczyny jej postaw. Przy całym konflikcie obu bohaterek powieść nie przestaje jednak bawić. Russell stara się rozśmieszać odbiorczynie, nauczyć je dystansu do problemów – i radzenia sobie w podobnych sytuacjach w społecznościach.
To powieść komiksowa (chyba pierwsza w gatunku seria kierowana do dziewczyn), obrazki, całostronicowe i często imitujące połączenie mangi i dziecięcych „wróżkowych” serii podsycają dowcip książki. Nikki jest tu pięknością, MacKenzie – jeszcze większą. Ilustracje tworzą komentarze do relacji, nadają dynamiki całości i podkreślają puenty. Są czarno-białe i komiksowe, ale można je też potraktować jak kolorowanki i ozdabiać według własnego uznania. Także w warstwie graficznej dominuje humor, Russell ma dobry pomysł na serię. Nikki to bohaterka, którą odbiorczynie mogą polubić bez zastrzeżeń – a jej przykład uczy również, jakich błędów nie popełniać w relacjach z płcią przeciwną. „Królowa dramatu” ma dodatkowo oryginalny pomysł z dodaną zewnętrzną narracją – akcentowany także krojem czcionki. To książka dla młodych czytelniczek, fanek komicznych obyczajówek.
środa, 1 czerwca 2016
Rachel Renée Russell: Dzienniki Nikki. Będę w tv
Akapit Press, Łódź 2016.
Sława
Nikki, czyli dziewczęca odpowiedź na powieści komiksowe, przeżywa właśnie niezwykły sen o sławie. Ta bohaterka potrafiła w ekscytująco nastolatkowy sposób pokazywać swoją codzienność – szkolne sprawy, zabawy z siostrą czy potyczki z nielubianą koleżanką. Ale teraz ma do przekazania niewiarygodne informacje: staje się gwiazdą mediów. Najpierw zostaje wyłowiona przez gospodarza programu typu reality show poświęconego młodym talentom i zyskuje szansę nagrania ze swoim zespołem piosenki w profesjonalnym studiu. Ale to nie wszystko: trafi też do programu, a ekipa telewizyjna będzie śledzić każdy jej ruch w domu i w szkole, by zmontować z tego kilkuodcinkowy program. Z jednej strony to wspaniale: zwyczajna dziewczyna zyska szansę na popularność, o jakiej nawet nie śniła. Z drugiej to fatalnie, bo wszyscy mogą się dowiedzieć o pracy taty Nikki. A w dodatku dziewczynie właśnie zaczyna się układać z Brandonem i bohaterka jednak potrzebowałaby odrobiny prywatności, żeby nacieszyć się zauroczeniem.
„Dzienniki Nikki. Będę w tv” to kolejny tom popserii dla młodszych nastolatek, utrzymany w konwencji dziennika z obrazkami. Autorka przedstawia tu wady i zalety popularności. Nikki nie chce zmieniać się pod wpływem sukcesu, wciąż dba o przyjaciółki i – jak każda nastolatka – zauważa niezbyt chlubne przyzwyczajenia swoich rodziców, wciąż ma problemy z wredną MacKenzie. Teraz jeszcze dochodzą obowiązki związane z lekcjami śpiewu i nagraniami – w efekcie to, co było najważniejsze, czyli relacja z Brandonem, schodzi na najdalszy z możliwych planów. Dobrze, że chłopak jest cierpliwy i wyrozumiały – i że nie traktuje Nikki jak przypadkowego podboju. Russell dostarczy swoim czytelniczkom sporo materiału do refleksji nad związkami.
A przecież wszystko utrzymane jest w rozrywkowej konwencji. Nie tylko tajniki show-biznesu się tu liczą, ale i obyczajowość. Obecność telewizyjnych kamer nie w każdej sytuacji jest pożądana, o czym Nikki stale się przekonuje. Widzi też nastolatka, że aby spełnić marzenia, trzeba czasem sporo poświęcić. Bez moralizowania, przez proste wyciąganie oczywistych wniosków czytelniczki poznają zakulisowe sekrety młodzieżowych karier. Wszystko to utrzymane jest w nurcie pop, a bohaterka stara się z każdego tematu wyłuskać jak najwięcej emocji, ale uczuciowa strona opowieści nie przyćmi gorzkich prawd – przez co ten tomik staje się jeszcze bardziej atrakcyjny.
Nikki zachowuje się jak typowa nastolatka. W warstwie narracji widać to nie tylko w zakresie poruszanych tematów i w realizacji, ale też w akcentach zdaniowych, zaznaczanych graficznie. Ta postać nie ukrywa ekscytacji, potrafi też wciągnąć odbiorczynie w swoje przygody. Wrażeń czytelniczkom nie zabraknie, a sporo ich płynie nie tylko z dobrze dobranej fabuły, ale też z kreacji postaci, uzewnętrznianej między innymi w języku. Nikki mimo niespodziewanych wyróżnień pozostaje sobą.
Proste historyjki uzupełniane są dużymi ilustracjami w stylu mangi przefiltrowanej przez satyrę. Tu Nikki wykazuje się sporym poczuciem humoru w portretowaniu nieprzyjemnych czasem sytuacji. Co ciekawe, wszystkie bohaterki wyglądają na tych rysunkach olśniewająco (i przez to mało się od siebie różnią): to styl cukierkowy, bardzo skontrastowany z powieściami komiksowymi dla chłopców. Russell wysyła jasny sygnał co do kręgu odbiorczyń – i zapewnia im niemal stereotypową publikację. Trafi do swojej publiczności bez przeszkód, bo seria o Nikki jest porządnie przygotowana – z uwzględnieniem języka i zainteresowań czytelniczek. „Będę w tv” to dostosowanie się do trendów w poppowieściach, a i do oczekiwań odbiorczyń – ale bez zaniżania poziomu. Historyjka jest prosta, ale i tak przyciągnie – zwłaszcza fanki cyklu (chociaż może też zachęcić nowe czytelniczki).
Sława
Nikki, czyli dziewczęca odpowiedź na powieści komiksowe, przeżywa właśnie niezwykły sen o sławie. Ta bohaterka potrafiła w ekscytująco nastolatkowy sposób pokazywać swoją codzienność – szkolne sprawy, zabawy z siostrą czy potyczki z nielubianą koleżanką. Ale teraz ma do przekazania niewiarygodne informacje: staje się gwiazdą mediów. Najpierw zostaje wyłowiona przez gospodarza programu typu reality show poświęconego młodym talentom i zyskuje szansę nagrania ze swoim zespołem piosenki w profesjonalnym studiu. Ale to nie wszystko: trafi też do programu, a ekipa telewizyjna będzie śledzić każdy jej ruch w domu i w szkole, by zmontować z tego kilkuodcinkowy program. Z jednej strony to wspaniale: zwyczajna dziewczyna zyska szansę na popularność, o jakiej nawet nie śniła. Z drugiej to fatalnie, bo wszyscy mogą się dowiedzieć o pracy taty Nikki. A w dodatku dziewczynie właśnie zaczyna się układać z Brandonem i bohaterka jednak potrzebowałaby odrobiny prywatności, żeby nacieszyć się zauroczeniem.
„Dzienniki Nikki. Będę w tv” to kolejny tom popserii dla młodszych nastolatek, utrzymany w konwencji dziennika z obrazkami. Autorka przedstawia tu wady i zalety popularności. Nikki nie chce zmieniać się pod wpływem sukcesu, wciąż dba o przyjaciółki i – jak każda nastolatka – zauważa niezbyt chlubne przyzwyczajenia swoich rodziców, wciąż ma problemy z wredną MacKenzie. Teraz jeszcze dochodzą obowiązki związane z lekcjami śpiewu i nagraniami – w efekcie to, co było najważniejsze, czyli relacja z Brandonem, schodzi na najdalszy z możliwych planów. Dobrze, że chłopak jest cierpliwy i wyrozumiały – i że nie traktuje Nikki jak przypadkowego podboju. Russell dostarczy swoim czytelniczkom sporo materiału do refleksji nad związkami.
A przecież wszystko utrzymane jest w rozrywkowej konwencji. Nie tylko tajniki show-biznesu się tu liczą, ale i obyczajowość. Obecność telewizyjnych kamer nie w każdej sytuacji jest pożądana, o czym Nikki stale się przekonuje. Widzi też nastolatka, że aby spełnić marzenia, trzeba czasem sporo poświęcić. Bez moralizowania, przez proste wyciąganie oczywistych wniosków czytelniczki poznają zakulisowe sekrety młodzieżowych karier. Wszystko to utrzymane jest w nurcie pop, a bohaterka stara się z każdego tematu wyłuskać jak najwięcej emocji, ale uczuciowa strona opowieści nie przyćmi gorzkich prawd – przez co ten tomik staje się jeszcze bardziej atrakcyjny.
Nikki zachowuje się jak typowa nastolatka. W warstwie narracji widać to nie tylko w zakresie poruszanych tematów i w realizacji, ale też w akcentach zdaniowych, zaznaczanych graficznie. Ta postać nie ukrywa ekscytacji, potrafi też wciągnąć odbiorczynie w swoje przygody. Wrażeń czytelniczkom nie zabraknie, a sporo ich płynie nie tylko z dobrze dobranej fabuły, ale też z kreacji postaci, uzewnętrznianej między innymi w języku. Nikki mimo niespodziewanych wyróżnień pozostaje sobą.
Proste historyjki uzupełniane są dużymi ilustracjami w stylu mangi przefiltrowanej przez satyrę. Tu Nikki wykazuje się sporym poczuciem humoru w portretowaniu nieprzyjemnych czasem sytuacji. Co ciekawe, wszystkie bohaterki wyglądają na tych rysunkach olśniewająco (i przez to mało się od siebie różnią): to styl cukierkowy, bardzo skontrastowany z powieściami komiksowymi dla chłopców. Russell wysyła jasny sygnał co do kręgu odbiorczyń – i zapewnia im niemal stereotypową publikację. Trafi do swojej publiczności bez przeszkód, bo seria o Nikki jest porządnie przygotowana – z uwzględnieniem języka i zainteresowań czytelniczek. „Będę w tv” to dostosowanie się do trendów w poppowieściach, a i do oczekiwań odbiorczyń – ale bez zaniżania poziomu. Historyjka jest prosta, ale i tak przyciągnie – zwłaszcza fanki cyklu (chociaż może też zachęcić nowe czytelniczki).
Subskrybuj:
Posty (Atom)






