Mando, Kraków 2026.
Smaki
Akurat „Paprykarza z prodiża” raczej nikt z dorastających w PRL-u kojarzyć nie będzie, ale aliteracja w tytule ma po prostu przyciągać uwagę wszystkich poszukujących ciekawych smaków – lub tych, którzy kierują się sentymentem do minionych czasów. Łukasz Modelski tworzy esej, który – przesycony fotografiami z przeszłości – ma pokazywać nie tylko kulinarne przyzwyczajenia Polaków z drugiej połowy XX wieku, ale też zestaw możliwości i ograniczeń, z jakimi mierzyli się wszyscy. Łukasz Modelski przeprowadza czytelników przez różne posiłki (i różne okoliczności ich spożywania). Sprawdza między innymi, co zapamiętały dzieci z przysmaków, które mogły kupić za niewielkie kieszonkowe, ale interesuje go też między innymi, jak świętowano, co można było znaleźć w barach mlecznych, które fragmenty znanych filmów wiązały się z satyrycznym odzwierciedleniem rzeczywistości, jak rozwiązywało się problemy z brakami na rynku, a nawet – co pojawiało się w książkach kucharskich. Przez tematy przechodzi płynnie, prezentując kolejne odkrycia i przystanki w dążeniu do przypominania smaków. Prodiż pojawia się przede wszystkim jako narzędzie do pieczenia ciast, ale zyskuje też nietypowe porównania – i kojarzy się z rodzinnymi spotkaniami. Nawet opakowania kolejnych produktów spożywczych mają tu znaczenie i przynoszą konkretne wspomnienia. W zasadzie każdy z tych tematów, które autor porusza, nadawałyby się na duży, rozbudowany rozdział pracy popularnonaukowej – ale tak naprawdę Modelskiemu zależy raczej przede wszystkim na nawiązaniu porozumienia z odbiorcami. To książka bazująca na sentymentach i na wspólnocie doświadczeń – wielu odbiorców znajdzie tutaj swoje ulubione smaki i motywy, wielu zastanowi się, dlaczego nie pojawiło się coś dla nich istotnego – albo powraca tylko na marginesie. Bo wybór siłą rzeczy musi być subiektywny, przynajmniej w niektórych zagadnieniach. Łukasz Modelski stara się do tematu jedzenia podchodzić kompleksowo. Interesują go oryginalne smaki, produkty, które w mrokach dziejów zniknęły, „dziwne” pomysły i odkrycia i cała kultura przygotowywania posiłków. Przypomina, czym delektowali się kiedyś najmłodsi – i co kompletnie im obrzydło na przykład przez szkolne stołówki. Naświetla też rozbieżności między posiłkami przygotowywanymi w domu i tymi samymi daniami, które można było kupić. To wszystko dla odbiorców, którzy w PRL się wychowywali – albo dla tych, którzy chcieliby zrozumieć starsze pokolenie i pojąć sens niektórych przynajmniej ich wspomnień.
Jest to książka wielowymiarowa, znajdą się w niej ciekawostki w rodzaju maszyny do sprawdzania jajek – ale to przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy musieli stawiać czoło licznym wyzwaniom. Od czasu do czasu konkretne danie lub napój staje się punktem wyjścia do rozmaitych gier, zabaw czy spotkań – i to również autor odnotowuje, w efekcie uzyskując książkę wypełnioną ciekawostkami społecznymi i obyczajowymi. Jest to publikacja, obok której dzieci PRL-u nie przejdą obojętnie – i właśnie w tym celu stworzona. Autor nie będzie bowiem dążył do skompletowania wszystkich smaków PRL-u – ale znajduje ich naprawdę dużo i równie dużo odniesień pozakulinarnych dla nich ma w zanadrzu. Przypomni czytelnikom parę tematów, które z pewnością zasługują na ocalenie i na opowiadanie o nich młodszym pokoleniom.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Modelski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Modelski. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 lipca 2026
niedziela, 18 grudnia 2016
Łukasz Modelski: Kuchnia na plebanii
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
Stare i dobre przepisy
Skoro książki kucharskie i publikacje z kulinarnymi poradami cieszą się tak dużą popularnością na rynku, trzeba coraz dłużej szukać oryginalnego sposobu ujęcia tematu. Łukasz Modelski postawił na tradycję w najlepszej możliwej postaci. O przepisy na klasyczne i przygotowywane od pokoleń potrawy prosi… gospodynie z plebanii z całego kraju. Nie poprzestaje na zdobywaniu receptur – wciąż dopytuje o kulinarne wybory, rozwiązania czy upodobania księży, sprawdza, jaki stosunek mają rozmówczynie do określonych składników i jak radzą sobie z wyzwaniami – organizowaniem menu wielkich przyjęć imieninowych lub świąt.
„Kuchnia na plebanii” już w samym założeniu jest powrotem do tradycji. W stereotypach funkcjonujących do dzisiaj księża lubią dobrze zjeść, a do tego stale są zaopatrywani przez parafian w najlepsze produkty. Jednocześnie jadłospisy na plebaniach w obiegowej opinii opierają się zmianom i modom. Tu liczy się przyzwyczajenie do znanych smaków, a i potraw. Księża nie lubią eksperymentów, przynajmniej w ocenie gospodyń. A nawet gdyby lubili – nie zawsze się do tego przyznają. Łukasz Modelski rozmowy z gospodyniami księży traktuje jak możliwości zweryfikowania tych poglądów. Zyskuje szansę poznania skrywanych wiadomości, odsłonięcia przed czytelnikami tajników kuchni w starym stylu. Jego rozmowy nie mają cech wywiadów: to zapisy spotkań i wymiany doświadczeń, chociaż Modelski stawia się w pozycji naiwnego i zawsze dziwiącego się decyzjom kulinarnym gospodyń. To pozwala mu drążyć temat i zdobywać nowe cenne porady. Autor zostawia sobie miejsce na niedowierzanie i ciekawość, raz zachowuje się, jakby doskonale wiedział, dlaczego potrawa gospodyni nie powinna się udać, raz funkcjonuje, jakby liczył na poczęstunek. Trudno mu się dziwić, skoro od niektórych opisów można nabrać apetytu. Gospodynie przecież najczęściej sięgają do przepisów sprawdzonych, czerpią inspiracje z zeszytów od mam i babć, korzystają z doświadczeń poprzedniczek lub słuchają wskazówek księży. Wśród tych ostatnich rośnie świadomość znaczenia diet – nieraz okazuje się, że wikary lub proboszcz ze względów zdrowotnych postawili na mniej tłustą kuchnię, albo polubili lekkie dania i wprowadzili do menu.
Niektóre gospodynie poza przygotowywaniem potraw zajmują się też (lub zajmowały) sprawianiem zwierząt. Inne są metody na dziczyznę (każdą panią, która deklaruje znajomość tematu, autor wypytuje o szczegóły), inne na ptactwo. Zdarza się, że baranina udaje sarninę lub – że na księżowskim półmisku lądują… młode gołębie. Jedna z autorek przepisów przypomina sobie świetny sposób na zająca, inna opowiada o podawaniu prosiąt czy kaczek. Raczej trudno przypuszczać, żeby te wskazówki znalazły aktualnie szersze zastosowanie, są rodzajem ciekawostki i przypomnieniem receptur z czasów przed hipermarketami. Łukasz Modelski powraca do stałych motywów – święta dają mu okazję do przejrzenia dań regionalnych (każda gospodyni reprezentuje inną część kraju, choć można dyskutować, czy Dąbrowę Górniczą da się opisać jako „Śląsk”). Ale żeby nie stworzyć wyłącznie zestawu jadłospisów okazjonalnych, wypytuje też autor gospodynie o standardowe menu na plebanii: sprawdza, jak wygląda śniadanie księży, jakie lubią zupy lub – co podjadają między posiłkami. Osobną kategorię stanowią wypieki – i tu każda z pań ma swoje pewniaki i popisowe ciasta.
Autor nie ingeruje w treść wypowiedzi (nawet kiedy jedna z gospodyń zarzeka się, że w kuchni nie używa octu, a trochę później sama sobie zaprzecza), a przepisy przytacza w formie, jaką uzyskał. Stara się je ujednolicić o tyle, że na marginesach wypisuje składniki. Sposób przyrządzania trochę podporządkowuje stylowi samego wywiadu. Dzięki temu można płynnie przechodzić w lekturze od rozmowy do porad kulinarnych. Cała książka jest gęsto przetykana przepisami – zwykle wtedy, kiedy jakaś potrawa pojawi się w wypowiedzi, zaraz – jako naturalną konsekwencję – autor przytoczy też przepis. Gospodynie chętnie dzielą się zarówno doświadczeniem jak i poradami, nie strzegą tajemnic. Ale też gotowanie na plebanii nie wiąże się z koniecznością wyprzedzania konkurencji. W efekcie na książce Modelskiego skorzystać mogą wszyscy.
Stare i dobre przepisy
Skoro książki kucharskie i publikacje z kulinarnymi poradami cieszą się tak dużą popularnością na rynku, trzeba coraz dłużej szukać oryginalnego sposobu ujęcia tematu. Łukasz Modelski postawił na tradycję w najlepszej możliwej postaci. O przepisy na klasyczne i przygotowywane od pokoleń potrawy prosi… gospodynie z plebanii z całego kraju. Nie poprzestaje na zdobywaniu receptur – wciąż dopytuje o kulinarne wybory, rozwiązania czy upodobania księży, sprawdza, jaki stosunek mają rozmówczynie do określonych składników i jak radzą sobie z wyzwaniami – organizowaniem menu wielkich przyjęć imieninowych lub świąt.
„Kuchnia na plebanii” już w samym założeniu jest powrotem do tradycji. W stereotypach funkcjonujących do dzisiaj księża lubią dobrze zjeść, a do tego stale są zaopatrywani przez parafian w najlepsze produkty. Jednocześnie jadłospisy na plebaniach w obiegowej opinii opierają się zmianom i modom. Tu liczy się przyzwyczajenie do znanych smaków, a i potraw. Księża nie lubią eksperymentów, przynajmniej w ocenie gospodyń. A nawet gdyby lubili – nie zawsze się do tego przyznają. Łukasz Modelski rozmowy z gospodyniami księży traktuje jak możliwości zweryfikowania tych poglądów. Zyskuje szansę poznania skrywanych wiadomości, odsłonięcia przed czytelnikami tajników kuchni w starym stylu. Jego rozmowy nie mają cech wywiadów: to zapisy spotkań i wymiany doświadczeń, chociaż Modelski stawia się w pozycji naiwnego i zawsze dziwiącego się decyzjom kulinarnym gospodyń. To pozwala mu drążyć temat i zdobywać nowe cenne porady. Autor zostawia sobie miejsce na niedowierzanie i ciekawość, raz zachowuje się, jakby doskonale wiedział, dlaczego potrawa gospodyni nie powinna się udać, raz funkcjonuje, jakby liczył na poczęstunek. Trudno mu się dziwić, skoro od niektórych opisów można nabrać apetytu. Gospodynie przecież najczęściej sięgają do przepisów sprawdzonych, czerpią inspiracje z zeszytów od mam i babć, korzystają z doświadczeń poprzedniczek lub słuchają wskazówek księży. Wśród tych ostatnich rośnie świadomość znaczenia diet – nieraz okazuje się, że wikary lub proboszcz ze względów zdrowotnych postawili na mniej tłustą kuchnię, albo polubili lekkie dania i wprowadzili do menu.
Niektóre gospodynie poza przygotowywaniem potraw zajmują się też (lub zajmowały) sprawianiem zwierząt. Inne są metody na dziczyznę (każdą panią, która deklaruje znajomość tematu, autor wypytuje o szczegóły), inne na ptactwo. Zdarza się, że baranina udaje sarninę lub – że na księżowskim półmisku lądują… młode gołębie. Jedna z autorek przepisów przypomina sobie świetny sposób na zająca, inna opowiada o podawaniu prosiąt czy kaczek. Raczej trudno przypuszczać, żeby te wskazówki znalazły aktualnie szersze zastosowanie, są rodzajem ciekawostki i przypomnieniem receptur z czasów przed hipermarketami. Łukasz Modelski powraca do stałych motywów – święta dają mu okazję do przejrzenia dań regionalnych (każda gospodyni reprezentuje inną część kraju, choć można dyskutować, czy Dąbrowę Górniczą da się opisać jako „Śląsk”). Ale żeby nie stworzyć wyłącznie zestawu jadłospisów okazjonalnych, wypytuje też autor gospodynie o standardowe menu na plebanii: sprawdza, jak wygląda śniadanie księży, jakie lubią zupy lub – co podjadają między posiłkami. Osobną kategorię stanowią wypieki – i tu każda z pań ma swoje pewniaki i popisowe ciasta.
Autor nie ingeruje w treść wypowiedzi (nawet kiedy jedna z gospodyń zarzeka się, że w kuchni nie używa octu, a trochę później sama sobie zaprzecza), a przepisy przytacza w formie, jaką uzyskał. Stara się je ujednolicić o tyle, że na marginesach wypisuje składniki. Sposób przyrządzania trochę podporządkowuje stylowi samego wywiadu. Dzięki temu można płynnie przechodzić w lekturze od rozmowy do porad kulinarnych. Cała książka jest gęsto przetykana przepisami – zwykle wtedy, kiedy jakaś potrawa pojawi się w wypowiedzi, zaraz – jako naturalną konsekwencję – autor przytoczy też przepis. Gospodynie chętnie dzielą się zarówno doświadczeniem jak i poradami, nie strzegą tajemnic. Ale też gotowanie na plebanii nie wiąże się z koniecznością wyprzedzania konkurencji. W efekcie na książce Modelskiego skorzystać mogą wszyscy.
sobota, 17 września 2011
Łukasz Modelski: Dziewczyny wojenne. Prawdziwe historie
Znak, Kraków 2011.
Kartki ze wspomnień
Indywidualne, subiektywne wspomnienia z czasów drugiej wojny światowej do tej pory cieszą się popularnością czytelników. W prywatnych relacjach wielka historia ukazuje swoje najciekawsze oblicze: obok tonów patetycznych i romantyczno-martyrologicznych pojawiają się przecież także marzenia i doświadczenia zwykłych ludzi, nawet jeśli nie spektakularne to przecież niepowtarzalne i warte utrwalenia. W końcu każdy człowiek nosi w sobie materiał na książkę. Ale tom Łukasza Modelskiego przynosi coś jeszcze: wizję anonimowych dotąd bohaterek, które na różne sposoby radziły sobie z wojenną rzeczywistością. Publikacja „Dziewczyny wojenne. Prawdziwe historie” przynosi jedenaście zwierzeń kobiet, które w chwili wybuchu wojny wkraczały dopiero w dorosłe życie. Koneserom wspomnień już sam ten fakt wystarczy za zachętę do przeczytania sporej książki. Modelskiemu realizacja pomysłu udała się doskonale – od „Dziewczyn wojennych” trudno się oderwać.
Jedenaście kobiet opowiada o swoich losach. Wśród bohaterek znajduje się między innymi świeżo upieczona mężatka, którą jeszcze przed nocą poślubną zgarnia gestapo, nastolatka, która trafiła do oddziału wykonującego wyroki śmierci, pilot szybowca, zamieszkała w Polsce Rosjanka, krawcowa czy studentka matematyki. Niektóre dziewczyny mają już narzeczonych i myślą o ślubie, inne zastanawiają się nad wyborem zawodu, jeszcze inne realizują swoje pasje i korzystają z przywilejów młodości. Kiedy zastaje je wojna, większość szybko rozpoczyna działania w konspiracji (choć zdarzają się i takie, dla których nie ma tam zajęcia). Uczą się nowych zasad egzystencji, chronią swoich bliskich lub ratują obcych, przechodzą przyspieszony kurs dojrzewania. Niektóre odkrywają w sobie cechy, które nie wyszłyby na jaw gdyby nie czas próby: mogą z zimną krwią zastrzelić wroga lub pozwolić komuś bliskiemu umrzeć dla jego dobra. Przeżywają najdziwniejsze sytuacje: wesoły kilkunastodniowy kocioł i zesłanie w głąb Rosji, opatrują rany i uczą żydowskie dzieci chodzenia po ulicach, odgrywają teatr dla Niemców i Rosjan, by ocalić ukrywanych żołnierzy lub zapisują się jako ochotniczki do oddziału żywych torped. A poza tym – zakochują się i chcą być szczęśliwe. To uchwycenie postaw pełnych determinacji, odwagi i sprytu połączonych z normalnymi pragnieniami zwykłych kobiet bardzo się Modelskiemu udało. Jego bohaterki nie są idealne i nie próbują się w opowieściach wybielać – ale też autor pozwala im na subtelne nakreślanie spraw prywatnych, nie wywleka na światło dzienne tego, co zbyt intymne. Pikantnych szczegółów, tak przez dzisiejsze media poszukiwanych, w „Dziewczynach wojennych” nie będzie – wystarczająco dużo zróżnicowanych emocji zapewniają już same opowieści.
Jedenaście portretów i jedenaście różnych charakterów: w książce Modelski oddaje głos paniom. Narracje zdradzają odmienne temperamenty i indywidualne kodeksy wartości w skondensowanych całostkach mieści się ogrom ludzkich uczuć, nadziei i przeżyć. Relacje bohaterek nie przypominają oglądania albumu ze zdjęciami, pełne są ekspresji, przypominanych i na nowo ożywianych emocji, kipią od drobnych, istotnych dla bohaterek, zakodowanych w umysłach scenek. Nie ma się przy czytaniu wrażenia, że to spisane po latach przemyślenia – Modelski proponuje niemal reportażowe ujęcia akcji, dynamizuje teksty za sprawą krótkich i konkretnych zdań, nie pozwala na nudę czy przegadanie, a komentarze postaci przecina od czasu do czasu rzeczowymi informacjami o egzystencji bohaterów. Każdorazowo też dopowiada, co stało się z opisywanymi w poszczególnych historiach postaciami, by do końca zaspokoić ciekawość czytelników.
Te relacje są barwne i żywe, wolne od schematów i w każdym względzie zaskakujące, bo trudne do przewidzenia. Z wielu godzin wywiadów autor wybrał to, co najlepsze, konstruując książkę, którą czyta się z zafascynowaniem – ze względu na doznania jej bohaterek. „Dziewczyny wojenne” nie mają szans znudzić czytelników: ciekawość rośnie z każdą kartką, a historia odsłania tu swoją mniej znaną stronę.
Kartki ze wspomnień
Indywidualne, subiektywne wspomnienia z czasów drugiej wojny światowej do tej pory cieszą się popularnością czytelników. W prywatnych relacjach wielka historia ukazuje swoje najciekawsze oblicze: obok tonów patetycznych i romantyczno-martyrologicznych pojawiają się przecież także marzenia i doświadczenia zwykłych ludzi, nawet jeśli nie spektakularne to przecież niepowtarzalne i warte utrwalenia. W końcu każdy człowiek nosi w sobie materiał na książkę. Ale tom Łukasza Modelskiego przynosi coś jeszcze: wizję anonimowych dotąd bohaterek, które na różne sposoby radziły sobie z wojenną rzeczywistością. Publikacja „Dziewczyny wojenne. Prawdziwe historie” przynosi jedenaście zwierzeń kobiet, które w chwili wybuchu wojny wkraczały dopiero w dorosłe życie. Koneserom wspomnień już sam ten fakt wystarczy za zachętę do przeczytania sporej książki. Modelskiemu realizacja pomysłu udała się doskonale – od „Dziewczyn wojennych” trudno się oderwać.
Jedenaście kobiet opowiada o swoich losach. Wśród bohaterek znajduje się między innymi świeżo upieczona mężatka, którą jeszcze przed nocą poślubną zgarnia gestapo, nastolatka, która trafiła do oddziału wykonującego wyroki śmierci, pilot szybowca, zamieszkała w Polsce Rosjanka, krawcowa czy studentka matematyki. Niektóre dziewczyny mają już narzeczonych i myślą o ślubie, inne zastanawiają się nad wyborem zawodu, jeszcze inne realizują swoje pasje i korzystają z przywilejów młodości. Kiedy zastaje je wojna, większość szybko rozpoczyna działania w konspiracji (choć zdarzają się i takie, dla których nie ma tam zajęcia). Uczą się nowych zasad egzystencji, chronią swoich bliskich lub ratują obcych, przechodzą przyspieszony kurs dojrzewania. Niektóre odkrywają w sobie cechy, które nie wyszłyby na jaw gdyby nie czas próby: mogą z zimną krwią zastrzelić wroga lub pozwolić komuś bliskiemu umrzeć dla jego dobra. Przeżywają najdziwniejsze sytuacje: wesoły kilkunastodniowy kocioł i zesłanie w głąb Rosji, opatrują rany i uczą żydowskie dzieci chodzenia po ulicach, odgrywają teatr dla Niemców i Rosjan, by ocalić ukrywanych żołnierzy lub zapisują się jako ochotniczki do oddziału żywych torped. A poza tym – zakochują się i chcą być szczęśliwe. To uchwycenie postaw pełnych determinacji, odwagi i sprytu połączonych z normalnymi pragnieniami zwykłych kobiet bardzo się Modelskiemu udało. Jego bohaterki nie są idealne i nie próbują się w opowieściach wybielać – ale też autor pozwala im na subtelne nakreślanie spraw prywatnych, nie wywleka na światło dzienne tego, co zbyt intymne. Pikantnych szczegółów, tak przez dzisiejsze media poszukiwanych, w „Dziewczynach wojennych” nie będzie – wystarczająco dużo zróżnicowanych emocji zapewniają już same opowieści.
Jedenaście portretów i jedenaście różnych charakterów: w książce Modelski oddaje głos paniom. Narracje zdradzają odmienne temperamenty i indywidualne kodeksy wartości w skondensowanych całostkach mieści się ogrom ludzkich uczuć, nadziei i przeżyć. Relacje bohaterek nie przypominają oglądania albumu ze zdjęciami, pełne są ekspresji, przypominanych i na nowo ożywianych emocji, kipią od drobnych, istotnych dla bohaterek, zakodowanych w umysłach scenek. Nie ma się przy czytaniu wrażenia, że to spisane po latach przemyślenia – Modelski proponuje niemal reportażowe ujęcia akcji, dynamizuje teksty za sprawą krótkich i konkretnych zdań, nie pozwala na nudę czy przegadanie, a komentarze postaci przecina od czasu do czasu rzeczowymi informacjami o egzystencji bohaterów. Każdorazowo też dopowiada, co stało się z opisywanymi w poszczególnych historiach postaciami, by do końca zaspokoić ciekawość czytelników.
Te relacje są barwne i żywe, wolne od schematów i w każdym względzie zaskakujące, bo trudne do przewidzenia. Z wielu godzin wywiadów autor wybrał to, co najlepsze, konstruując książkę, którą czyta się z zafascynowaniem – ze względu na doznania jej bohaterek. „Dziewczyny wojenne” nie mają szans znudzić czytelników: ciekawość rośnie z każdą kartką, a historia odsłania tu swoją mniej znaną stronę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






