* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

piątek, 31 stycznia 2025

Gareth Moore: Ściśle tajne łamigłówki szpiegowskie

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Śledztwa

Żeby przekonać młodych odbiorców do wysiłku intelektualnego, trzeba czasami uciec się do fortelu. Książka „Ściśle tajne łamigłówki szpiegowskie” to popis pomysłowości i jednocześnie pokaz możliwości tkwiących w klasycznych łamigłówkach. Odbiorca ma się tu wcielić w szpiega lub agenta specjalnego o sporych umiejętnościach – i tropić przestępców, rozwiązywać zagadki i podążać za tymi, którzy mijają się z prawem. Technicznie nie ma tu niczego nieznanego i niewymyślonego: pełno tu labiryntów, porównywanek, cieni, albo testów na pamięć (trzeba przyjrzeć się obrazkowi, a później odpowiedzieć na pytania z następnej strony). Pojawiają się tu mapy – przechodzenie po planszy według podanego szyfru. Czasami zadania są bardzo trudne – kiedy trzeba wskazać portret przeciwnika z podanych kilku – poszczególne wersje różnią się od siebie nieznacznie i na pierwszy rzut oka w ogóle wyglądają identycznie.

Czarno-białe ilustracje sprawiają, że książka wypada bardziej młodzieżowo i poważnie – tego można po niej oczekiwać, bo tu żartów nie ma: niebezpieczni przestępcy, wyrafinowane gry i pułapki czyhają na każdym kroku. Trzeba nie lada wysiłku, żeby radzić sobie z takimi zadaniami. Każda strona to osobna łamigłówka, zbudowana na bazie znanych z dziecięcych tomików propozycji – ale przekształcona tak, by brzmiała odpowiednio do rangi zadania. Atmosfera, którą buduje tu Gareth Moore, jest bardzo ważna – pozwala bowiem na dopingowanie odbiorców do działania. Kto kupi konwencję, ten będzie rozwiązywać kolejne zagadki do skutku – a logicznych umysłowych zabaw nigdy dosyć.

Gareth Moore szuka przede wszystkim dobrych motywacji. Za każdym razem trzeba oczywiście albo zapobiec przestępstwu, albo przyczynić się do schwytania sprawcy, albo odzyskać skradziony przedmiot – przechytrzyć „złego” i stanąć w obronie dobra. Stąd pościgi i poszukiwania, akcje rodem z filmów sensacyjnych, przeniesione na świat łamigłówek. Da się ćwiczyć na tej publikacji logiczne myślenie i spostrzegawczość, można trenować uważność albo pamięć – wszystko to jest oczywiście potrzebne nie tylko podczas wypełniania szkolnych obowiązków. Gareth Moore zapewnia jednak przede wszystkim dobrą zabawę z odrobiną silnych emocji, adrenalina robi tu swoje: w końcu to od zaangażowania odbiorców zależy, czy misja się powiedzie. Nawet drobne akapitowe komentarze poprzedzające grafikę w zadaniu (i zawierające jego treść) stanowią rodzaj wprowadzenia do wielkiej przygody. Odbiorcy mogą się tutaj nauczyć, jak radzić sobie z rozmaitymi wyzwaniami – i spróbować swoich sił w wymyślaniu kolejnych intryg. Bez trudu dobudują sobie niedopowiedziane części historii, bo też i polecenia to wręcz wymuszają. „Ściśle tajne łamigłówki szpiegowskie” to zabawa w dobrym gatunku, bardziej ambitna niż dla kilkulatków – więc nadająca się dla odrobinę starszych dzieci. Wypełniona ciekawymi i nieszablonowmi treściami książka zapewni sporo rozrywki wszystkim tym, którzy chcieliby się wcielić w stróży porządku.

czwartek, 30 stycznia 2025

Muminek. Tatuś Muminka i wielka powódź

Harperkids, Warszawa 2025.

Fale

Muminki to przygody. Duże i małe (w wersji opowiadań przerabianych dla najmłodszych – przeważnie takie oswajane i mniej szarpiące nerwy, a przecież Tove Jansson doskonale wiedziała, co robi, dodając szczyptę grozy do historii). W tomiku z serii Muminek „Tatuś Muminka i wielka powódź” widać wyraźnie, jak dobrze robi lekturze trochę nieprzewidywalności i lęku. Przy okazji można przypomnieć sobie, że Muminki mają już osiemdziesiąt lat – co oznacza, że przyciągają do siebie całe pokolenia fanów.

Muminek potrzebuje opowieści przed snem. Cieszy się, że może leżeć bezpiecznie w łóżku, kiedy na zewnątrz szaleje kapryśna pogoda. To jednak okazja do przedstawienia historii o domu Muminków: o wyborze miejsca i przygodzie Tatusia Muminka, który dryfował na Symfonii Mórz wśród wzbudzonych fal i walczył o życie, kiedy wiatr szarpał wodą. To Tatuś Muminka musiał wpaść na pomysł, jak znaleźć żonę i małego synka, kiedy żywioł ich rozdzielił – i rzeczywiście udało mu się wprowadzić w życie rozwiązanie, które nie miało wad. Muminek – bezpieczny pod kołdrą – może wysłuchiwać owianych grozą relacji i przekonywać się, że jego zawsze poważny i spokojny Tatuś kiedyś dokonywał wielkich czynów. A skoro Tatusiowi udało się wygrać z żywiołem – i znaleźć bezpieczne schronienie dla całej rodziny – to przecież nie można bać się wichury. Przy okazji Muminek przypomina sobie, jak poznał Ryjka – pierwsze zwierzątko, które zawitało do gościnnych trolli i zostało z nimi na zawsze. Bo dom Muminków poza azylem dla samej Muminkowej rodziny, stał się natychmiast schronieniem dla wszystkich potrzebujących opieki, dachu nad głową albo towarzystwa. Nawet jeśli poza tym miejscem jest niebezpiecznie i źle, u Muminków można się schować. To coś, co dzieci i dorośli doceniają – ważny składnik opowieści, płynący obok fabuł i charakterów.

Tomik jest picture bookiem, na którym dzieci mogą samodzielnie ćwiczyć czytanie – nie ma tu zbyt wielkich bloków tekstu, a akcja wciąga na tyle, żeby chcieć się dowiedzieć, co będzie dalej. W związku z tym łatwo przyciągnąć uwagę najmłodszych i zapewnić ich zainteresowanie na dłużej. Przy okazji to świetna możliwość zareklamowania prawdziwej twórczości Tove Jansson – o ile najmłodszym przydadzą się historie uproszczone i przerobione na szybkie lektury przed snem, o tyle zainteresowani przygodami Muminków mają przecież do dyspozycji całe tomy wspaniałej literatury, która przetrwała próbę czasu i wciąż szlachetnieje. Twórczość Tove Jansson nie pasuje do dzisiejszych czasów – są tu składniki, które rynek obecnie próbuje wyeliminować, w źle pojętej trosce o dobro dzieci – warto jednak zaufać autorce, która stworzyła bohaterów tak nietuzinkowych i zabawnych, że do dzisiaj cieszą. Muminki to jakość sama w sobie, niezależnie od tego, czy zostaną przedstawione w komiksie, w kreskówce czy w picture booku – każde przeniesienie oryginalnych tematów na opowiastki dla najmłodszych wiąże się po prostu z budowaniem kolejnych grup fanów.

środa, 29 stycznia 2025

Jon Chad: Pierwiastki. Tajemnice cząstek budujących świat

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Walka z chemią

„Pierwiastki. Tajemnice cząstek budujących świat” to kolejny naukomiks, jaki proponuje odbiorcom Jon Chad – żeby oswoić ich z układem okresowym i przygotować na lekcje chemii, zaspokoić ciekawość, a także uporządkować wiedzę. Bohaterką jest tu Mel, postać, która wie wiele o pierwiastkach i mogłaby nawet edukować w tym zakresie innych – ale nie wierzy w siebie. Przez problemy z samooceną wypada gorzej wtedy, kiedy trzeba udowodnić, że ma się wiedzę, na przykład na szkolnych sprawdzianach i testach. W nabraniu pewności siebie pomoże jej lekko bezkształtny znajomy, Wodór. Wodór to bohater ze snu – i w onirycznej przestrzeni zabiera Mel do świata pierwiastków. Jest tu podstępny i zły pierwiastkodziej, czarny charakter, który planuje zniszczyć resztki poczucia własnej wartości Mel, a przy okazji uzyskać panowanie nad światem. Usiłuje pokazać, że to on ma władzę i wiedzę – zwłaszcza na temat pierwiastków. Mapą w drodze staje się układ okresowy, tablica przygotowana przez Mendelejewa – dla Mel nie ma ona tajemnic, dla odbiorców nie będzie miała po lekturze.

A wszystko zaczyna się gmatwać, kiedy Mel wprowadza nowego przyjaciela w tajniki chemii. Postanawia podążać za grupami pierwiastków, przedstawiając ich cechy (same pierwiastki zresztą zyskują animizowane ujęcie – funkcjonują jako mniej lub bardziej groźne stwory, istoty z wyobraźni albo sennych koszmarów). Jon Chad wyjaśnia, o co chodzi z przyciąganiem i oddawaniem elektronów, jak tworzą się substancje chemiczne i czym charakteryzują się poszczególne pierwiastki (a także – czy łatwo znaleźć je w stanie czystym w przyrodzie). Opowiada o pracy Mendelejewa, przedstawia drogi do grupowania pierwiastków, tłumaczy, jak powstał układ okresowy i co ze sobą przyniósł, jak jego autor przewidział cechy charakterystyczne nieodkrytych jeszcze pierwiastków. Takie odsłanianie kulis może być dla czytelników atrakcyjne – zresztą sama forma naukomiksu już uprzyjemnia pracę – a trzeba będzie podjąć spory wysiłek, żeby przechodzić przez wszystkie naukowe wyjaśnienia, nawet jeśli zamienione są w formę gry z niebezpiecznym przeciwnikiem. Sporo tu informacji, sporo też ciekawostek, więc zainteresowani chemią poczują się usatysfakcjonowani lekturą. Wątki poboczne – jak samoocena Mel – nie przyciągają przesadnie uwagi.

Jon Chad wyjaśnia wszystko przystępnie i dodatkowo bawi się jeszcze dynamicznymi grafikami. Nie ma łatwego zadania, zwłaszcza kiedy musi prezentować pierwiastki o zbliżonych właściwościach – i jakoś je różnicować w obrazkach, ale nastawienie na szybkie tempo akcji (i wysoki stopień zagrożenia, chociaż pierwiastkodziej przede wszystkim grozi sprawdzianami) pozwala mu na unikanie rutyny. W tej fabule obok miejsca na przekazywanie wiadomości z dziedziny chemii jest jeszcze trochę akcentu kładzionego na tożsamość i trochę podkręcania adrenaliny przez bliskość zagrożenia – na pewno forma komiksu bardziej przypadnie do gustu młodym odbiorcom niż podręcznikowe regułki, łatwiej też będzie nauczyć się, jak właściwie odczytywać wiadomości zakodowane w samym układzie okresowym pierwiastków. Jon Chad chce obudzić zainteresowanie chemią i pomóc w szkolnych pracach – i osiąga sukces.

wtorek, 28 stycznia 2025

Sherri Duskey Rinker: Koparka i cyfry

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Liczenie

Ta książeczka jest mała rozmiarem i kartonowa – wyróżnia się zatem w serii jako rodzaj gadżetu, a nie kolejna pełnowartościowa historia. To jednak pozory, „Koparka i cyfry” to tomik, który zawiera świetną opowiastkę – tyle tylko, że zamiast puenty w postaci gotowego gmachu pojawia się tu bardziej rozproszony cel – poznawanie kolejnych cyfr. Pracują tu tylko dwie bohaterki – koparka i wywrotka – ale muszą się bardzo uwijać, żeby zdążyć z pracą. Kopią tunele pod rury, wywożą zwały piasku i żwiru – nie mają ani chwili na odpoczynek. Obserwowanie, jak porozumiewają się ze sobą i jak funkcjonują we wspólnym zadaniu jest przyjemnością dla najmłodszych fanów ciężkiego sprzętu budowlanego. Ale prawdziwej rozrywki dostarcza sama rymowanka. Joanna Wajs doskonale sprawdza się tu w przekładach: jej teksty są lekkie, pozbawione błędów i trafiające w punkt. Nie trzeba wielu słów, żeby nakreślić sytuację, przedstawić kolejną cyfrę i jeszcze wszystko zgrabnie zrymować – ale trzeba do tego świadomości rymów i wyczucia rytmu. Tu tego nie zabraknie – „Koparka i cyfry” to naprawdę dobry przekład i warto to podkreślać.

Sherri Duskey Rinker i Ethan Long (tym razem) nie skupiają się na przedstawianiu nazw kolejnych maszyn albo na wskazywaniu, jak wyglądają kolejne etapy prac podczas budowy wybranego obiektu. To nie ma znaczenia – koparka i wywrotka są zajęte bez zwracania uwagi na szerszą perspektywę, skupiają się na tu i teraz. Działają, a nie interesują się choćby cyframi, których mają się uczyć odbiorcy. I dzięki takiemu podejściu znacznie lepiej będzie się dzieciom przyswajać liczebniki i sprawdzać na obrazkach, czy na pewno zgadzają się z rysunkiem. Tak ćwiczy się liczenie i oswaja z nazwami. Rymowanka łatwo wpada w ucho, więc nikogo nie zdziwi, jeśli maluchy nauczą się jej na pamięć – co również pomoże w nauce liczenia. Cyfry przedstawione są w formie liczebników w tekście (odpowiednio wyróżnione, żeby wpadały też w oko) i matematycznie – na marginesie, poza obrazkiem. Nie ma tu kombinowania z wtapianiem cyfr w ilustrację albo z eksponowaniem ich – każdy dojdzie do właściwego bohatera na rozkładówce bez trudu, a tymczasem może się zająć przygodami pojazdów z placu budowy – i mimochodem tylko przyswajać cyfry jako takie.

Książeczka jest przyjemnie ilustrowana – znani z serii bohaterowie są tu przedstawiani w ferworze zajęć i podczas wykonywania najciekawszych z perspektywy dzieci prac, nie dzieje się nic zaskakującego (bo trudno za takie uważać wykopywanie dołów i usypywanie górek z piasku) – ale brak ekscytacji w pojedynczych czynnościach nie oznacza braku ekscytacji w całej fabule, jest tu przecież mnóstwo akcji i to z gatunku tych, które przyciągają maluchy. Kto uwielbia przyglądać się codzienności na placu budowy, ten nie przejdzie obojętnie obok tej książki. „Koparka i cyfry” to nie tylko dyskretna pomoc w nauce liczenia – ale również ciekawa lektura dla najmłodszych.

poniedziałek, 27 stycznia 2025

Bluey. Jak narysować

Harperkids, Warszawa 2025.

Niebieskie zwierzaki

Świat Bluey raczej nie kojarzy się z ambitnymi rysunkami – proste kształty bohaterów kreskówki wydają się wręcz banalne. Jednak kiedy dochodzi do kursu rysowania, wszystko się zmienia. „Bluey. Jak narysować” to poradnik kierowany do najmłodszych – poradnik, który może uzmysłowić odbiorcom, jak bardzo trzeba się wysilić, żeby stworzyć sylwetkę ulubionej bohaterki albo postaci z jej otoczenia. Niemal wszystkie psy – Blue, jej siostra, rodzice, babcia… - budowane są na planie prostokąta. Jednak po prostokącie następuje jeszcze co najmniej osiem kroków do zrealizowania zanim będzie można przystąpić do kolorowania gotowego dzieła, czyli nadawania bohaterowi wyglądu znanego z telewizyjnej bajki. Będzie tu sporo wymazywania niepotrzebnych linii, a stopień trudności jest naprawdę spory – do tego stopnia, że pojawiają się w kolejnych kształtach (krokach z podpowiedzi) wręcz osobno zaznaczane nowe dodatki. Cierpliwe maluchy poradzą sobie z tym wyzwaniem, zresztą fani Blue i jej towarzyszy nie mogą przepuścić takiej okazji: zaczną trenować, aż osiągną mistrzostwo. Pierwszych prób zresztą nikt nie będzie widział, bo nie robi się ich bezpośrednio w książce – nie ma miejsca na to, żeby rysować Blue w tomiku, trzeba sięgnąć po blok rysunkowy albo luźne kartki. Żeby jednak nie zniechęcić dzieci do samodzielnego rysowania, klamrę kompozycyjną zapewniają tu dwa miejsca na własną inwencję. Najpierw trzeba przedstawić siebie (w dowolny sposób i bez wskazówek), a na koniec – dołożyć jakąś postać, której nie ma w kreskówce. I to już będzie prawdziwe wyzwanie, które pokaże, jak bardzo dzieci potrafią się zaangażować w wymyślanie światów i jak ciekawe miewają pomysły.

Każdy kolejny krok do rysunku opatrzony jest komentarzem słownym, zatem chociaż Bluey to cykl trafiający przede wszystkim do małych dzieci, przyda się pomoc rodziców w odszyfrowywaniu podpowiedzi. Co ciekawe, można tu rysować nie tylko stojących bohaterów, ale także ich ruch – więc dzięki takiemu treningowi być może dzieciom łatwiej będzie planować własne rysunki. W gotowej wersji bohaterowie z Bluey pozbawieni są konturów w umaszczeniu – jednak odbiorcy będą w stanie dokładnie odwzorować desenie z ich sierści, za to na pewno nauczą się, jak wymazywać niepotrzebne linie. „Bluey. Jak narysować” to wyjście naprzeciw oczekiwaniom małych rysowników – wprowadzenie do tajników kreskówki i pokazanie odbiorcom, że samodzielnie mogą tworzyć przygody Blue i jej przyjaciół. To zabawa w rysowanie, a jednocześnie ćwiczenie spostrzegawczości czy sprawności manualnej, to lekcja przed nauką pisania, wreszcie – to możliwość spotkania ulubionych postaci z bajek w wersji pozatelewizyjnej. Blue nadaje się do tego, żeby trenować umiejętności rysowania, ale żeby osiągnąć perfekcję w przenoszeniu na papier bohaterki z kreskówki, trzeba będzie sporo poćwiczyć.

niedziela, 26 stycznia 2025

Nora Roberts: Zabójczy spisek

Świat Książki, Warszawa 2025. (wznowienie)

Cięcie

„Zabójczy spisek” powraca na rynek. To powieść dla wszystkich tych, którzy kochają sensację w wersji delikatnie futurystycznej – i lubią mięsiste narracje. Nora Roberts proponuje czytelnikom serię o porucznik Eve Dallas, ale kolejne tomy w tym cyklu funkcjonują jako samodzielne historie. Jeśli komuś spodoba się kreacja bohaterów – może bez trudu znaleźć sobie inne opowieści z nimi. A nie ma wątpliwości, że Eve Dallas i jej mąż, Roarke, potrafią przyciągnąć do siebie odbiorców. Ona jest bezwzględna i niebezpieczna, jej mózg pracuje bez zarzutu, do tego jest też bardzo seksowna. On doskonale odczytuje jej nastroje i potrafi zapewnić azyl w świecie, w którym roi się od niebezpiecznych przestępców. Oboje mają się ku sobie – to małżeństwo, któremu wystarczy spojrzenie, żeby wylądować w łóżku albo zaplanować sobie ognisty wieczór i ze względu na te plany odrzucać wszelkie nieoczekiwane akcje z pracy. Wątki osobiste w tym wypadku schodzą w „Zabójczym spisku” na drugi plan, chociaż Nora Roberts wie, jak dzięki nim poszerzać grono czytelników. O wiele bardziej tym razem liczą się sprawy śledcze – i to w podwójnym wymiarze.

Z jednej strony jest bowiem morderca. Nieuchwytny, niebezpieczny i… utalentowany. Najprawdopodobniej wywodzi się z lekarskiego środowiska, a przynajmniej szkolił się u chirurgów – wycina on swoim ofiarom narządy. Precyzyjna robota budzi podziw fachowców – co nie zmienia faktu, że giną zwłaszcza bezdomni i ludzie, o których nikt by się nie upomniał. Z drugiej strony jest tu podwładna Eve Dallas, kobieta, która za wszelką cenę chce ją zniszczyć i pisze kolejne skargi, które mają zszargać reputację bohaterki. I ona sporo miesza w intrydze. Pikanterii całości dodaje przeniesienie akcji w niedaleką już przyszłość – to lata 50. XXI wieku, sporo elementów z dzisiejszej rzeczywistości wciąż funkcjonuje, ale autorka dodaje parę motywów, które jeszcze do niedawna mogły być uznawane za wytwór wyobraźni futurysty. Są tu androidy – roboty, które wyglądają i zachowują się jak ludzie, chociaż nieco się od nich różnią w detalach, są komputery, którym wydaje się głosowo polecenia (tu akurat rzeczywistość dogania akcję), są wreszcie medyczne eksperymenty, które dają nadzieję na długie życie bez cierpienia. I, jak to zwykle bywa w sytuacjach, w których nie ma ograniczeń – to etyka i pieniądze zmieniają świat. Narządy do nielegalnych operacji trzeba jakoś pozyskiwać, przynajmniej jeśli chce się dalej testować rozwiązania medyczne, które zrewolucjonizują naukę. Tymczasem silne emocje i ukrywane frustracje również nie zapewniają stabilności. W tym wszystkim opoką może być ktoś bliski i świadomy komplikacji w codzienności.

„Zabójczy spisek” to powieść wielowątkowa – nie tylko główne śledztwo przyciąga czytelników, równie mocno liczą się perypetie życiowe Eve Dallas, a już jej idealne relacje z mężem (również człowiekiem po przejściach) to dodatek na dosmaczenie fabuły. Nora Roberts wie, jak zapewnić sobie uznanie odbiorców, tworzy sycącą powieść rozrywkową bazującą na sensacji i odrobinie romansu – niby wykorzystuje typowe dla thrillerów motywy, a jednak nadaje im inny wymiar.

sobota, 25 stycznia 2025

Sabine Bohlmann: Jak wygląda opos

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Wyobraźnia

Takie historie są idealne dla Emilii Dziubak – i pozwalają dzieciom uruchamiać wyobraźnię. „Jak wygląda opos” to zabawna historyjka wymyślona przez Sabine Bohlmann i zamieniona w przepiękny picture book. Ilustracje pełnią tu bardzo ważną funkcję, bowiem dopowiadają wszystko to, co wyobrażają sobie kolejni bohaterowie. Fabuła bazuje na wyliczance i jest dosyć prosta – ale cudowny pomysł na całość sprawia, że książką zachwycą się dorośli na równi ze swoimi pociechami. Oto bowiem do myszki ma przybyć w odwiedziny opos. Mysz cieszy się na jego przyjęcie, tyle tylko, że… nie bardzo wie, kogo się spodziewać. I faktycznie – w literaturze czwartej rozmaite zwierzęta są portretowane, ale oposy wyjątkowo rzadko. Nic więc dziwnego, że bohaterka nie ma pojęcia, kogo wypatrywać. Opos to opos – nie opisuje, jak wygląda, nie wymienia znaków charakterystycznych – więc trzeba będzie sobie jakoś poradzić. Myszka zwraca się z prośbą o pomoc do kolejnych przyjaciół z lasu. Zadaje im jedno i to samo pytanie: jak wygląda opos. Każdy dziwi się, że bohaterka tego nie wie – a później przedstawia własną wizję stworzenia (którego też nie zna). I tak opos może być – w zależności od tego, kto prezentuje jego portret – małym robaczkiem, ptakiem z pięknymi kolorowymi piórami, albo wielkim wodnym stworzeniem, które przypomina zarośla. W efekcie, kiedy przychodzi prawdziwy opos, nikt go nie poznaje. Ale i sam opos ma coś do powiedzenia na temat wyglądu myszki, którą chciał odwiedzić… Jest to historyjka prosta i urzekająca swoją zabawnością. Pokazuje, do czego może doprowadzić zastępowanie braku wiedzy fantazją – ale jest też gloryfikowaniem wyobraźni. W końcu konfabulowanie na temat oposa nie czyni nikomu nic złego, za to zaludnia książkę istotami baśniowymi i wspaniałymi, uczy dzieci, jak tworzyć – jak proponować kolejne dziwne stwory, które nadadzą się do opowiedzenia historii lub namalowania jej. Dwie autorki akcentują znaczenie wyobraźni, ale też dają świetną lekcję jej sensu. To dzięki fantazjom pojawiają się w książce – realne tak samo jak bohaterowie – wytwory nieistniejące w rzeczywistości. Każdy z nich to droga do pełnowartościowej bajki. To trochę jak „Na szczęście mleko” Neila Gaimana: prosty motyw, który nie ma w sobie nic fantazyjnego, bajkowego czy ciekawego, zostaje bramą do świata wielkich przygód. Osobnym tematem staje się też humor – każdy może sobie szybciej niż myszka sprawdzić, na kogo bohaterowie czekają – a później porównywać pomysły kolejnych zwierząt z rzeczywistością (to samo stanie się też przy drugiej i następnych lekturach, bo wiadomo, że na jednym czytaniu i oglądaniu tej publikacji się nie skończy).

Emilia Dziubak sprawia, że ożywają istoty z fantazji, zamieniają zwyczajne oczekiwanie w zestaw potencjalnych przygód. To dzięki tej ilustratorce świetny pomysł nabiera jeszcze blasku – to grafiki przenoszą czytelników do bajki i to grafiki przypominają, jak potężną siłą jest umiejętność wyobrażania sobie różnych rzeczy. Dzieci zauważą, że własny umysł może zapewnić im lepsze doświadczenia i przygody niż telewizja czy komputer. Warto dać sobie taką szansę i nie zatrzymywać się na tym, co mierzalne i możliwe do zaobserwowania.