* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

czwartek, 1 grudnia 2022

Anna Musiałówna: Z drugiej strony szkła

Czytelnik, Warszawa 2022.

Przed obiektywem

Bardzo nietypowa jest ta publikacja. Anna Musiałówna w tomie "Z drugiej strony szkła" teoretycznie - jak głosi podtytuł - ma tworzyć autoportret fotoreporterki. W praktyce to w znacznie większym stopniu autoportret zapośredniczony, złożony z obrazów, które powstawały przy okazji pracy z aparatem. Nie ma tu wiele o życiu autorki, nie ma też wiele o robieniu zdjęć jako takim - a może właśnie dlatego da się między wierszami wyczytywać znacznie więcej niż można by się spodziewać. Anna Musiałówna rezygnuje z szablonowego opisywania własnych doświadczeń. Unika schematów biograficznych i rutyny w przedstawianiu kolejnych etapów życia. Daje się czytelnikom poznać w sposób inny niż memuary - za sprawą szeregu reportaży albo migawek z poszukiwań tematów do zdjęć. Same zdjęcia - w dużym formacie - też się tu znajdują i czasami bywają wstrząsające, bo Anna Musiałówna najchętniej zajmuje się utrwalaniem problemów społecznych. Nie do końca zależy jej na atrakcyjności ujęcia i na jego estetyce czy pięknie - owszem, zdarzają się kadry, które urzekają rodzajem kompozycji i spostrzeżeniem, które autorka wyznacza odbiorcom. Jednak znacznie częściej chodzi o zarejestrowanie pewnej historii, ukazanie krzywdy, biedy albo klęski. Anna Musiałówna na zdjęciach rozprawia się z dramatami ludzkimi, jest tam, gdzie należałoby interweniować, żeby kogoś ocalić przed jeszcze gorszym losem. Oddala swoimi fotografiami powody do samozadowolenia odbiorców, zamienia się w sumienie społeczeństwa. Ale okazuje się, że zdjęcia nie mówią wszystkiego. Owszem, pozwalają w jakiś sposób scharakteryzować bohaterów lub ich aktualne bolączki, jednak duża część historii pozostaje poza kadrem i nie daje się przekazać. I na to właśnie jest miejsce w "Z drugiej strony szkła". Każdy rozdział to opowieść o innej postaci - z różnych względów wartej wyróżnienia z tłumu. Anna Musiałówna czasami po prostu zagaduje kogoś, kto stanie na jej drodze - nie boi się nawet konfrontacji z miejscowymi bandziorami. Innym razem celowo szuka kontaktu do kogoś, kto ją zaintrygował - wie, że dzięki spotkaniom może zdobyć bardzo ciekawe materiały. I kiedy rejestruje takie momenty na kliszy, pozostają w niej wspomnienia związane z samymi bohaterami zdjęć. Te właśnie wspomnienia spisuje jako reportaże i stanowią one znaczną część książki "Z drugiej strony szkła". W ten sposób Anna Musiałówna zajmuje się opisywaniem siebie ale bez zwracania na siebie uwagi - interesują ją inni ludzie, a siebie definiuje przez wrażliwość czy wyczulenie na określone sytuacje. Dopiero w pojedynczych akapitach tworzonych przy okazji rozmów z kimś, kto zaraz znajdzie się na zdjęciu, może wprowadzać detale dotyczące własnego życia - i tak opowiada o swoim synu i jego stosunku do wykonywanego przez mamę zawodu, o rozczarowaniu związanym z przedwczesnym końcem kariery baletowej. Przedstawia bliskich: brata, który umierał na raka i którego stan był utrzymywany przed rodzicami w tajemnicy, sparaliżowaną siostrę wymagającą trudnej rehabilitacji... Dużo tu nieszczęść i komplikacji. Anna Musiałówna pisze zajmująco. Widać tu wyczulenie na szczegóły i chęć zbliżania się do spraw niemedialnych. Proces budowania kariery można odtworzyć ze wzmianek, z informacji rozproszonych po tekście i niekoniecznie eksponowanych. "Z drugiej strony szkła" to książka starannie przygotowana pod kątem narracji i opracowania graficznego, jest też imponująca edytorsko - ale to tylko dodatek do treści. Anna Musiałówna zabiera czytelników na wyprawę niezbyt łatwą i nie zawsze wypełnioną pozytywnymi emocjami, proponuje sceny i sytuacje, które będą budzić różne uczucia - jednak jest to książka, która przyciąga i zatrzymuje. Złożona z migawek, uchwyconych momentów i skojarzeń - stanowi rodzaj kroniki świata autorki, a przez to najlepiej portretuje ją samą.

środa, 30 listopada 2022

Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle Gdzie żyją zwierzęta?

Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.

Lekcje przyrody

Rok w lesie w wykonaniu Emilii Dziubak cieszy się ogromnym uznaniem dzieci i ich rodziców, nie dziwi zatem fakt, że duży picture book z wyszukiwankami doczekał się kolejnych zestawów gier i gadżetów. Puzzle Rok w lesie "Gdzie żyją zwierzęta" to następna budząca radość maluchów propozycja rozrywkowo-edukacyjna. Dzieci mogą tutaj nie tylko tworzyć kilkuelementowe układanki, ale też przypominać sobie, jakie środowiska są charakterystyczne dla których stworzeń. Puzzle "Gdzie żyją zwierzęta" to trochę inne niż do tej pory zabawki dla najmłodszych. Przede wszystkim nie łączy się tu zwierząt w pary, trzeba włożyć odrobinę więcej wysiłku w pracę - bo cztery pięcioelementowe układanki wymagają od odbiorców wiedzy. Są tu cztery "środowiska", miejsca, w których można znaleźć rozmaite żyjątka: ptaki, ssaki, płazy, ale i owady. Jest drzewo, rzeka, podziemne korytarze i runo leśne - czyli obrazki charakterystyczne dla lasu, bo Emilia Dziubak nie odbiega od wyściowego zagadnienia. Każde z tych środowisk to centralne koło, najważniejszy i najbardziej kolorowy punkt układanki. Do tego punktu trzeba dopasować cztery obrazki z mieszkańcami danego miejsca: trzeba zatem wymyślić, że mrówka będzie przebywać w ściółce, żaba przy rzece, a nietoperz na drzewie. Nie ma podpowiedzi obrazkowych (nie da się dopasować elementu po samym tylko obrazku, bo też i nie ma tu typowych dla puzzli układanek i całostek: gra została obmyślona tak, żeby każdy klocek stanowił osobny element. Co więcej - część ilustracji po dołączeniu do centralnego obrazka będzie do góry nogami wobec układającego. To spore wyzwanie i dzieci będą musiały uruchomić wyobraźnię oraz posiadane wiadomości, żeby wypełnić zadanie. Można zestaw układanek potraktować jako grę dla całej rodziny i wprowadzić na przykład losowanie kolejnych fragmentów albo zgadywanki, można urozmaicać sobie układanie zagadkami i rozmowami albo wspólną lekturą. Chodzi o to, żeby zapewnić rozrywkę w dawnym stylu, bez komputerów.

Jednym z efektów zabawy z propozycjami Emilii Dziubak będzie oczywiście rozbudzana miłość do przyrody - autorka odwołuje się do świata zwierząt i przedstawia je w bajkowy sposób, z charakterystycznymi komiksowymi minami, które każdego malucha przekonają, że układanie puzzli to świetna rozrywka. Sympatycznie wyglądające żyjątka wyzwalają zainteresowanie lasem i najbliższym otoczeniem, zachęcają do wyjścia na spacer i pozwalają na ćwiczenie umiejętności narracyjnych - dużo tu motywów, które da się wykorzystać pod kątem edukowania najmłodszego pokolenia czy poruszania tematu ekoświadomości, ale mnóstwo też pomysłów wyzwalających czystą radość. Taka układanka nie jest zbyt czasochłonna i nie prowadzi do zmęczenia małych użytkowników, zapewnia za to trochę uciechy. Emilia Dziubak ilustruje znakomicie - co do tego odbiorców przekonywać nie trzeba. Nawet w tak niewielkim zakresie jak kilkuelementowe puzzle widać kunszt w obrazkach - to zabawka także do podziwiania.

wtorek, 29 listopada 2022

Janice Kaplan: Dzienniki wdzięczności

Rebis, Poznań 2022.

Zmiana na lepsze

Chociaż rynek zalewają publikacje poradnikowe podpowiadające, jak zmienić swoje życie i wprowadzić do codzienności drobne gesty, które zaowocują wielkimi metamorfozami, raczej niewielu ludzi się do tego stosuje. Tymczasem Janice Kaplan postanawia nie tylko zrealizować wskazówki trenerów personalnych i mentorów, ale też... przeprowadzić eksperyment na samej sobie. "Dzienniki wdzięczności" są zapisem trwających rok działań (a raczej ich efektów) i pokazują, jak wygląda praca nad sobą. To sugestia dla czytelników: że warto pójść w ślady autorki i wprowadzić proste podpowiedzi w życie, by już po roku móc ocenić odkrycia i wysnuć samodzielne wnioski na temat life-style'owych rozwiązań. Ale "Dzienniki wdzięczności" dalekie są od typowego poradnika. Nie chodzi tu o wskazywanie dróg działania i metod dla leniwych: Janice Kaplan dzieli się po prostu swoimi odkryciami i prowadzi notatki z codziennych zachowań. Taką strategię wybiera, żeby przekonać odbiorczynie - i całkiem nieźle się to sprawdza, a książka może stać się lekturą typowo rozrywkową i przynieść sporo interesujących rozwiązań do zastosowania w zwyczajności. Bo nawet jeśli Janice Kaplan wywodzi się z wielkiego świata, to jednak problemy i sprawy, które opisuje, wiążą się z normalnością znaną czytelnikom.

"Dzienniki wdzięczności" to książka dobrze przygotowana od strony literackiej. Jedyne, co może odbiorców irytować, to nastawienie na wdzięczność wszechobecną i trochę dziwną w nadmiarze. Nadużywanie "wdzięczności" prowadzi do rozdźwięku między autorką i czytelnikami, jednak wydaje się, że tylko w ten sposób, za sprawą przesady, da się dotrzeć do nieprzekonanych. Wdzięczność proponowana przez Janice Kaplan wiąże się z różnymi sferami życia: na początek to zjawisko dotyczące małżeństwa. Autorka opowiada, jak nauczyła się nie przejmować drobiazgami i doceniać męża za to, co robi dla niej - nie ma tu kalkulowania i zastanawiania się nad swoją pozycją w związku. Doceniany i chwalony mąż odpowiada podobną strategią wobec żony - praca daje zatem dość szybkie i wymierne efekty, nie ma tu poszkodowanych ani słabszych, wszyscy zyskują. Wdzięczność wobec dzieci i przyjaciół również odgrywa dużą rolę i pozwala na polepszenie więzi międzyludzkich. Wdzięczność przydaje się przy tematach zawodowych: ma spore znaczenie, kiedy chce się utrzymać dobrą atmosferę w pracy albo znaleźć nowe miejsce zatrudnienia, zdobyć podwyżkę albo przedefiniować cele życiowe. Janice Kaplan pokazuje, jak bardzo wdzięczność zapada w pamięć ludziom: podpowiada taką strategię, żeby znajdować nowe bratnie dusze albo dać się zauważyć osobom ze świecznika. Ale nie ma w tym wyrachowania, przynajmniej nie w warstwie narracji: wdzięczność to po prostu same korzyści, które kolejno wylicza Kaplan. Cała książka nie ma wymiaru dydaktycznego, liczy się w niej możliwość przeżywania razem z autorką biegu wydarzeń i sprawdzania, jak realizuje się plan roczny. Co pewien czas Janice Kaplan umawia się na spotkania i rozmowy z ludźmi, którzy zawodowo zajmują się tematem wdzięczności od strony psychologicznej - pozwala sobie na poszerzanie doświadczeń i na solidną podbudowę własnych spostrzeżeń badaniami naukowymi. Rozmowy ze specjalistami dają jej szansę na otwarcie horyzontów, na zaakcentowanie wagi zjawiska i na przekonanie nieprzekonanych. Na szczęście Kaplan rezygnuje z perswazji, wie, że to ciekawość i chęć powtórzenia jej dokonań może pchnąć czytelników we właściwym kierunku, skupia się zatem na tym, by odpowiednio przedstawić swoje przygody. To najbardziej kuszący element eksperymentu.

poniedziałek, 28 listopada 2022

Krystyna Mirek: Miłość, kłamstwa i sekrety

Luna, Warszawa 2022.

Poszukiwania

Krystyna Mirek dobrze czuje się w różnych gatunkach prozy rozrywkowej. "Miłość, kłamstwa i sekrety" to książka, która należy do lżejszych lektur - szybko się rozwija i zapewnia czytelniczkom wytchnienie na moment. Autorka nie buduje całych światów bohaterów, pozwala za to poznać ich w przełomowych dla nich momentach - i kibicować im w dążeniu do szczęścia. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest idealne, każdy ma swoje demony i smutki. Wiktoria, która codziennie zmienia kolor włosów, szykuje się do ślubu z Frankiem. Wprawdzie nie czuje wielkiej miłości, ale jest przekonana, że mężczyzna zapewni jej spokój i stabilizację. Franek nie podejrzewa nawet, że jego dziewczyna mogłaby mieć jakiekolwiek wątpliwości w kwestii przyszłości związku, dlatego też postanawia wyznać jej ostatnią rodzinną tajemnicę. Jest ona związana z Vincentem, sławnym youtuberem. Vincent chwali się słynnym przodkiem, dziadkiem, który karierę zrobił we francuskich restauracjach i który potrafił przyrządzić wykwintne dania. Nikt nie wie, co kryje się za olśniewającym sukcesem mężczyzny. Jest jeszcze Misia, najlepsza przyjaciółka Wiktorii i osoba, która tonuje szaleństwa samym swoim istnieniem. Misia nigdy nie porywa się na wielkie sprawy, nie wpycha się tam, gdzie jej nie chcą, żyje spokojnie i samotnie, ale nikomu niczego nie zazdrości. Jest jeszcze Mirka. Bardzo zdolna pani detektyw, była policjantka - Mirka otrzymuje od Wiki zlecenie, by znaleźć Vincenta. Tak uruchamia się cała lawina wydarzeń, która wszystkim zainteresowanym mocno namiesza w życiorysach. Widać wyraźnie, kto z kim sympatyzuje i raczej nie będzie wątpliwości, komu zaczną kibicować odbiorczynie podczas lektury: pary dopasują się w sposób naturalny, więc też autorka nie będzie miała trudnego zadania, przekona do siebie i do pomysłu czytelniczki błyskawicznie. Dzięki temu może rozwijać akcję bez rozbudowywania warstwy psychologicznej: staje się przekonująca i zaprasza do codzienności bohaterów przez ich czyny i wzajemne relacje, a nie przez odczucia - chociaż "Miłość, kłamstwa i sekrety" to książka, która ma przypominać o sile miłości i przywiązania, a także pomagać we wskazywaniu sedna międzyludzkich kontaktów. Krystyna Mirek tworzy powieść, która jest samograjem i która nie wymaga większych wysiłków lekturowych, czyta się sama i angażuje odbiorczynie emocjonalnie. Liczy się tu - poza zmiennością w sieci kontaktów - również umiejętność określania własnych potrzeb. Do tego autorka dorzuca garść tajemnic i konieczność ukrywania przed najbliższymi tego, co chciałoby się akurat wszystkim wykrzyczeć. Zapewnia rozrywkę i jednocześnie udaje jej się uniknąć banałów, a przecież przy tym tempie narracji nie byłoby to niczym dziwnym.

Krystyna Mirek nawiązuje do tego, co uniwersalne i poczytne (chociaż Vincent wykonuje nieznany jeszcze do niedawna zawód youtubera, nie stanowi to przeszkody w lekturze dla starszych pokoleń odbiorczyń), ma dobre pomysły na bohaterów, a ponieważ przerysowuje ich - ułatwia sobie opowiadanie historii. Pisze z wielką wprawą i przekonuje czytelniczki do siebie. Jest tu wprawdzie naiwny tytuł i bardzo dużo uproszczeń, ale całość - przyjemna.

niedziela, 27 listopada 2022

Tomasz Kwaśniewski, Anna Bedyńska: Jedno oko na Maroko

Dwie Siostry, Warszawa 2022. (wznowienie)

Nietypowość

Każdy, kto z jakiegoś powodu wyróżnia się w grupie ludzi naraża się na ciekawskie spojrzenia, złośliwe uwagi i niechciane komentarze. Żeby zminimalizować liczbę dorosłych, którzy w ten sposób reagują na inność, trzeba edukowanie rozpocząć od dzieci - zresztą rzadko kiedy ukrywających szczere reakcje na widok obcych. I tak powstaje książka "Jedno oko na Maroko" Tomasza Kwaśniewskiego i Anny Bedyńskiej - pokazująca, że ludzie są różni i natknąć się na "odmieńców" można wszędzie, a taka sytuacja nie należy do dziwnych, a już na pewno nie powinna wywoływać sensacji. Ta książka powraca na rynek (w przypadku jednej rozmowy zostały w niej zmienione zdjęcia, bo też i zmieniła się sytuacja prezentowanej osoby) i może trafiać do kolejnych grup czytelników, młodszych i starszych: bo jest to temat ciągle aktualny i wymagający objaśnień. Tomasz Kwaśniewski i Anna Bedyńska wcielają się tutaj w irytujące dzieci, które na widok dziwnych w ich mniemaniu ludzi bez wahania wygłaszają swoje komentarze lub zadają niewygodne (głównie dla rodziców) pytania: to ich pomysł na formułę wywiadu i sposób na dotarcie do najmłodszych odbiorców. Chodzi o to, żeby zaspokoić czystą ciekawość i żeby móc bez tematów tabu porozmawiać o tym, co zaskakujące.

Przeważnie autorzy wybierają na rozmówców osoby, które na pierwszy rzut oka wyróżniają się z tłumu. Jest tu ktoś o zupełnie białej skórze, ale i ktoś, kto pokrywa ciało tatuażami i przyczepia kolejne kolczyki. Jest ktoś gruby i ktoś niski, ktoś, kto pracuje nad atletyczną sylwetką i ktoś, kto źle czuł się w swoim ciele i postanowił zmienić płeć. Ale znajdą się też ludzie o mniej oczywistych przy pierwszym spotkaniu odmiennościach, na przykład ktoś, kto lubi chodzić nago, albo ktoś, kto był w więzieniu. Zestawienie bohaterów tej książki wcale nie wyczerpuje wachlarza odmienności: każdy czytelnik bez wahania wskaże kolejne cechy, które sprawiają, że ich właściciel musi liczyć się ze społecznym ostracyzmem albo uwagami na stronie. Chodzi jednak o to, żeby zrozumieć zasadę działania i żeby zminimalizować ryzyko zrobienia komuś przykrości mimo woli. Co ciekawe, nie ma w tej książce podążania za modami w kwestii traktowania swojego ciała - żadnych porad dotyczących samoakceptacji. Niektórzy lubią siebie, inni nie - i nie ma to związku z faktem, jak wyglądają. Tu nie owija się w bawełnę: jeśli ktoś jest gruby, to mówi, że jest gruby (i wyjaśnia, że w dzieciństwie jadł zbyt dużo słodyczy), nie ma miejsca na oszukiwanie siebie i czytelników. Autorzy zadają pytania celowo naiwne, takie, które zadałoby nieświadome dziecko - dopiero później, gdy uzyskają pierwsze informacje, mogą rozwinąć rozmowę i prowadzić do pogłębianych analiz sytuacji. Stawiają na świeczniku tych, którzy mogą jakoś wpłynąć na własne ciało, i tych, którzy zostali skazani na inność i nie mogą tego zmienić. Krótkie i treściwe wywiady dobrze się czyta - nie dlatego, że dają szansę podglądania innych ludzi, a dlatego, że sporo porządkują i przedstawiają odbiorcom ważne prawdy.

Jest to tom ozdobiony licznymi zdjęciami, chociaż wcale nie chodzi w nich o prezentowanie i eksponowanie tego, co odmienne u bohaterów - sporo tu dorysowywanych elementów i modyfikacji, żeby zatrzeć granice między tym, co niepotrzebnie wybija się na pierwszy plan i podkreślić, że w każdym człowieku można dopatrywać się zupełnie innych cech niż te, które wydają się wiodące. Miejscami co bardziej konserwatywnych czytelników spośród dorosłych taka publikacja mogłaby zaszokować (nawet po latach od pierwszego wydania), a to oznacza, że właśnie dlatego powinna trafić do jak największej grupy odbiorców.

sobota, 26 listopada 2022

David Isaacs: Szczepienia. Odkrycia medyczne, które zmieniły świat

bo.wiem, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2022.

Odkrycia

Kolejny pasjonujący reportaż historyczno-medyczny ukazuje się w serii #nauka Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w imprincie bo.wiem: "Szczepienia. Odkrycia medyczne, które zmieniły świat" to tom bardzo na czasie - w sam raz dla tych wszystkich, którzy zastanawiają się, jak wyglądają badania nad szczepionkami i czy na pewno korzystanie ze szczepionek na choroby, o których nie jest dzisiaj głośno, należy do bezpiecznych. Cichą wojnę wypowiada David Isaacs ruchom antyszczepionkowym, które rozbudowały się po wybuchu pandemii - i bezlitośnie szachuje wszystkich tych, którzy należą do sceptyków. Bo chociaż w historii zdarzały się wypadki, że szczepienia kończyły się tragicznie dla niewielkiego odsetka osób, to i tak dzięki odkryciom medycznym udało się uratować ludzkość. Dzisiaj niebezpieczeństwo powrotu którejś ze starych groźnych chorób rośnie wraz z liczbą osób nie zgadzających się na szczepienia swoich dzieci - i ten mechanizm Isaacs parę razy w tomie naświetla.

Ale nie o publicystyczne i retoryczne popisy tutaj chodzi, tylko o informowanie czytelników, jak wyglądała historia szczepionek. Sięga autor do przeszłości, żeby sprawdzić, jak badacze odkrywali lekarstwa na śmiertelne choroby. Niektóre rozwiązania mogą dzisiaj budzić grozę albo obrzydzenie (do najbardziej ekstremalnych należy korzystanie z krost chorych, żeby wyprodukować szczepionkę), inne - refleksję nad kreatywnością uczonych. Na pewno nie da się tu nudzić, bo każde kolejne wyzwanie chorobowe wiąże się z zestawem nietypowych działań prowadzących do znalezienia antidotum. Trwa wyścig z naturą: wirusy zwykle wyprzedzają człowieka, ale da się osiągnąć sukces nawet w sytuacjach, które wydają się przegrane. David Isaacs omawia szczepionki pod kątem kolejnych epidemii, przygląda się działaniom lekarzy i badaczy, odnotowuje też społeczne reakcje oraz wszelkiego rodzaju pomyłki czy niefortunne zbiegi okoliczności. Prowadzi do tego, żeby czytelnicy mogli zrozumieć, jak działają szczepionki - i żeby poznali historię ich tworzenia oraz wpływ na całe społeczeństwa. Pokazuje, jak szczepienia wyhamowywały epidemie i jak zapobiegały katastrofom na światową skalę, jakim wybawieniem stawały się dla ludzi i jak trafiały do zestawu obowiązkowych działań, którym należy poddawać wszystkie dzieci. Jednak nie prowadzi tu taniej propagandy: dba o to, żeby dostarczać czytelnikom informacje, zajmuje się prezentowaniem ciekawostek medycznych w formie reportażu. Dynamizuje opowieść tak, żeby czytelnicy mieli wrażenie uczestniczenia w akcji, podsuwa też mnóstwo anegdotycznych sytuacji. Umożliwia zaangażowanie się w temat - i nie pomija motywu skutków ubocznych. Przedstawia też największe porażki medycyny, szczepionki, które nie sprostały pokładanym w nich nadziejom - bo i takie karty w historii badań się znajdują. "Szczepionki" to tom obszerny i pogłębiający zagadnienie - ale nie jest napisany językiem hermetycznym czy niedostępnym dla szerokiego grona odbiorców. Każdy znajdzie tu dla siebie interesujące fakty i ciekawostki, którym warto się przyjrzeć. Jak zwykle w serii #nauka dane łączą się z atrakcyjną formą opowieści, wciągającą i pełną konkretów. David Isaacs oswaja odbiorców z tematem szczepień na przestrzeni dekad, dba o stronę faktograficzną, ale i o samą narrację - sprawia, że czytelnicy będą chcieli zaglądać do kolejnych tomów z serii #nauka i zaczną doceniać potencjał naukowych ciekawostek.

piątek, 25 listopada 2022

Woody Allen: Zero grawitacji

Rebis, Poznań 2022.

Komizm myśli

Nic dziwnego, że Daphne Merkin we wstępie do tomu "Zero grawitacji" skupia się przede wszystkim na tym, co Woody Allen robi z imionami bohaterów oraz na streszczaniu zawartości kolejnych mikrohistoryjek - dość trudno jest bowiem uchwycić istotę tych drobnych form tak, żeby nie odbierać czytelnikom przyjemności i zabawy. Zresztą polscy odbiorcy niekoniecznie będą się chcieli zatrzymywać na onomastycznych zabawach, docenią za to pomysły w portretowaniu bohaterów i w kompletnie niefilmowych opisach. "Zero grawitacji" to popis absurdu w zestawieniu ze statycznymi zgryźliwymi uwagami na temat kolejnych wkraczających na scenę postaci, Woody Allen wykorzystuje tu wiele pomysłów, które nie dadzą się przenieść na inne sztuki. W efekcie zaburza proporcje opowiadań, sprawia, że fabuła schodzi na dalszy plan, podobnie jak ramy konstrukcyjne utworów - za to wybijają się u niego dowcipy na poziomie charakterystyk i ironii narratora. Niewielki tom zbiera opowiadania publikowane w prasie i nowe - jest przyjemną niespodzianką dla tych wszystkich, którzy na kolejne utwory Allena w ramach literatury absurdu czekali - zwłaszcza że poprzednie zbiorki są raczej trudne do znalezienia na rynku i funkcjonowały często jako efemerydy.

Woody Allen wie, jakie tematy najbardziej rozśmieszą szeroką grupę odbiorców - ale tę wiedzę wykorzystuje dość nietypowo. Sięga po wielkie zagadnienia, w których łatwo byłoby o spłycanie komizmu przez najprostsze - najbardziej oczywiste - chwyty, jednak kieruje się do wymagających czytelników za sprawą inteligentnych zabaw tekstowych. Szuka humoru w kontrastach i w porzuceniu schematów, realizuje scenki na przekór wyobraźni odbiorców. Myli tropy i wprowadza bohaterów, którzy nie boją się zachowań dalekich od konwencji. Dzięki temu rozwiązaniu nie musi martwić się o prawdopodobieństwo akcji - zresztą na absurdzie opiera także bieg wydarzeń, to metoda pozwalająca między innymi na zdynamizowanie opowieści. Krótkie formy stają się dla autora szansą na przetestowanie jakości żartów, które nie sprawdziłyby się w sztukach wizualnych ze względu na swoją konstrukcję: wymagają bowiem uważności, otwarcia na błyskotliwe chociaż niekoniecznie pierwsze skojarzenia i cierpliwości w odkrywaniu stosunku do bohaterów. Woody Allen nie zamierza powielać oczywistych dowcipów. Buduje płaszczyznę porozumienia z odbiorcami kompletnie bez nawiązywania do historii humoru, stara się tworzyć własną wersję komizmu i śmieszności jako takiej. Prowadzi do konieczności przeanalizowania pomysłu autora - "Zero grawitacji" w tym sensie jest intelektualnym wyzwaniem, w którym nagroda to rozbawienie. Czytelnicy, którzy lubią kwieciste opisy i puenty wtapiane w rozbudowane komentarze mogą znaleźć tu wiele dla siebie. Tom z takimi opowiadaniami nie będzie raczej zbiorem aforyzmów - pokaże za to inny sposób komentowania rzeczywistości i przeglądania się w krzywym zwierciadle. Wśród niespodzianek, jakie autor szykuje, są gry formą i dowcipne porównania, karykatury i zgryźliwe uwagi. Różne rodzaje humoru przenikają się i wzajemnie uzupełniają, a na tych poszukiwaniach czegoś śmiesznego literatura jednak nie zyskuje: Woody Allen zatrzymuje się na poziomie chęci rozbawiania czytelników, ucieka za to od popisów czysto tekstowych.