Czarne, Wołowiec 2022.
Cena biznesu
Każdy, kto chociaż raz znalazł się w Zakopanem, wie, z jakimi problemami boryka się lokalna społeczność - i jakie problemy sama sobie stwarza przez nastawienie na szybki zarobek. "Podhale. Wszystko na sprzedaż" to zestaw minireportaży i scenek przytaczanych przez Aleksandra Gurgula, opowieść o tym, co w górach należy zmienić i na co nie powinno się wyrażać zgody. Rozpoczyna się od przykładów patodeweloperki: budują wszyscy, w sposób, który nie tylko niszczy bezpowrotnie krajobraz, ale też staje się zagrożeniem dla życia ludzi. Samowolki budowlane wyzwalają co najwyżej ciągnące się latami procesy, jednak od czasu do czasu zdarza się tragedia - i wtedy powraca dyskusja na temat granic wolności. Aleksander Gurgul odwołuje się do szpecących pejzaż tablic reklamowych - wszechobecnych na zakopiance i męczących każdego, kto chciałby nacieszyć oczy górami. Pojawia się tu kwestia smogu i śmieci, rozklekotanych busów i wycinki drzew. Autor przygląda się także sprawom skrzętnie ukrywanym przed sąsiadami: dociera do kobiet - ofiar przemocy domowej i do żon alkoholików. Sprawdza, jak funkcjonuje wiara na Podhalu - bo to też charakterystyczne dla mentalności miejscowych i wpływające na ich działania zjawisko. W tle - pokazuje polityków. Władze o określonych, najczęściej mocno konserwatywnych, poglądach, ludzi na wysokich stanowiskach, którzy sami się ośmieszają publicznymi wypowiedziami albo tym, co wyrywa im się w prywatnych rozmowach. Aleksander Gurgul gromadzi nie tylko oficjalne komentarze - przytacza również to, czego nie mieliby usłyszeć potencjalni wyborcy. Wszystko po to, by uzyskać jak najpełniejszy obraz tego, co na Podhalu niedobre. Z tomu wyłania się widok mało zachęcający, zwłaszcza że nikt nie dąży tutaj do wprowadzania tak potrzebnych zmian – i nikt nie buntuje się przeciwko zastanej rzeczywistości. Aleksander Gurgul jako człowiek z zewnątrz stara się podkreślać kontrasty między tym, czego spodziewaliby się zwyczajni odbiorcy, a tym, co prezentują bohaterowie jego opowieści. Nie ma tu miejsca na pobłażliwość i łagodność, wygląda to tak, jakby tom „Podhale. Wszystko na sprzedaż” narodził się z niezgody i zmęczenia zakopiańską codziennością przerodzonego w złość. Aleksander Gurgul wybiera tematy, z których odbiorcy zdają sobie sprawę – czasami przeprowadza bardziej zaawansowane dziennikarskie śledztwa, chociaż szybko może się przekonać, że miejscowi nie zechcą z nim współpracować. Nie musi komentować dodatkowo przedstawianych spraw – puenty pojawiają się same (co pokazuje wyczucie prasowej autora). Wyznacza Gurgul tereny do przemodelowania, a jednocześnie jest świadomy faktu, że tu trzeba znacznie potężniejszych środków niż medialna krytyka. Jeśli w grę wchodzi zarobek – ludzie nie cofną się przed niczym. I taki obraz Podhala wyłania się z tej książki. Tajemnica poliszynela rozpisana na wiele głosów owocuje bardzo gorzką analizą sytuacji – każdy kolejny motyw podkreśla jeszcze bardziej patologię wśród zakopiańczyków – a autor zmieści takich historii całkiem sporo. Rezygnuje z przedstawiania tego, co ciekawe, atrakcyjne i wyjątkowe, skupia się wyłącznie na problemach, więc „Podhale” staje się spisem spraw, nad którymi należy się pochylić, by wprowadzić zmiany i wreszcie zacząć żyć normalnie.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
niedziela, 2 października 2022
sobota, 1 października 2022
Susan David: Sprawność emocjonalna
Feeria, Łódź 2022.
Zrozumienie siebie
Susan David rozpracowuje świat emocji i impulsywnych reakcji tak, żeby pokazać odbiorcom, że mogą się nauczyć panować nad swoimi zachowaniami i wprowadzić więcej harmonii w swoje życie, a także poprawić jakość interpersonalnych kontaktów. Prowadzi do pełnego zrozumienia siebie i do sprawdzenia, jakie mechanizmy zwykle wstrzymują przed wprowadzaniem pożądanych i potrzebnych zmian. "Sprawność emocjonalna" nie jest typowym kioskowym poradnikiem - to publikacja psychologiczna dobrze przygotowana i wypełniona informacjami, również tymi o charakterze praktycznym. Można zatem tom potraktować jako zestaw wskazówek na życie, można też podejść do lektury inaczej - rozczytywać sam temat emocji w codzienności. Autorka uświadamia czytelnikom, jak bardzo emocje mogą fałszować sądy i jak wpływają na postrzeganie rzeczywistości. Chce, żeby odbiorcy zwiększali swoją sprawność emocjonalną - tłumacz wprawdzie nie jest do końca przekonany co do trafności tytułowego terminu, jednak wydaje się to pojęcie trafne i przejrzyste. Sprawność emocjonalna to umiejętność, która ma pomóc w panowaniu nad różnymi sferami życia: zarówno jeśli chodzi o samoakceptację i okiełznanie lęków, jak i o funkcjonowanie w społeczeństwie (w mikro i makrowymiarze). Sprawność emocjonalna uwypukla istnienie cech pożądanych, umożliwia spełnianie marzeń bez obaw i kompleksów. Daje szansę na odnoszenie zwycięstw w rozmaitych sferach, bez względu na wymiar tematu. Podpowiada, jak wyznaczać sobie cele i jak dążyć do ich realizacji, jak nie dać się schematom i pułapkom. Podsuwa przykłady związane z myśleniem tunelowym i przestrzega przed takim postępowaniem. Prowadzi narrację, w której znalazło się miejsce i na wyraziste przykłady, i na omówienie wyników badań psychologicznych - tak, żeby odbiorcy mieli możliwość zorientowania się w temacie nie tylko od strony własnych obserwacji i problemów do pokonania. "Sprawność emocjonalna" charakteryzuje się rzeczowym i spójnym stylem, a na uwagę zasługuje fakt, że do niektórych - nielicznych osobistych - wątków autorka potrafi wrócić w nieoczekiwanym momencie, wiele rozdziałów później. Czasami sięga po nawiązania kulturowe, odwołuje się do cytatów z dzieł filmu, literatury albo muzyki, żeby jeszcze bardziej podkreślić płaszczyznę porozumienia z odbiorcami. Susan David zna doskonale sposoby działania ludzi, wie, jakie reakcje najczęściej się pojawiają w konkretnych sytuacjach - i może to wykorzystać, żeby przekonywać do siebie. Oczywiście rozdziela analizy tematu na przestrzenie związane z wychowywaniem dzieci, z pracą czy z kontaktami interpersonalnymi w bardziej prywatnych sytuacjach. Przynosi jednak także sporo zaleceń i porad dla czytelników, którzy nauczą się już interpretować własne zachowania pod kątem emocji. Wprowadza niby plany naprawy - w rzeczywistości po prostu zgrabnie komentuje najbardziej sensowne metody działania umykające w ferworze emocji. Okazuje się, że impulsywne reakcje poddane dokładnemu oglądowi da się przełożyć na proste wskazówki działania - a to już przyda się wszystkim tym czytelnikom, którzy potrzebują porad. Susan David potrafi zaintrygować tematem i sposobem jego opracowania, "Sprawność emocjonalna" to publikacja inspirująca i tom jakościowo bardzo dobry. Nie jest to lektura, po jaką sięga się wyłącznie dla wskazówek i komentarzy zachowań - można czerpać przyjemność z poznawania jednego z aspektów badań psychologicznych. Susan David pozwala odbiorcom na zaprzyjaźnienie się z własnymi emocjami - to pierwszy krok na drodze do lepszego poznawania siebie.
Zrozumienie siebie
Susan David rozpracowuje świat emocji i impulsywnych reakcji tak, żeby pokazać odbiorcom, że mogą się nauczyć panować nad swoimi zachowaniami i wprowadzić więcej harmonii w swoje życie, a także poprawić jakość interpersonalnych kontaktów. Prowadzi do pełnego zrozumienia siebie i do sprawdzenia, jakie mechanizmy zwykle wstrzymują przed wprowadzaniem pożądanych i potrzebnych zmian. "Sprawność emocjonalna" nie jest typowym kioskowym poradnikiem - to publikacja psychologiczna dobrze przygotowana i wypełniona informacjami, również tymi o charakterze praktycznym. Można zatem tom potraktować jako zestaw wskazówek na życie, można też podejść do lektury inaczej - rozczytywać sam temat emocji w codzienności. Autorka uświadamia czytelnikom, jak bardzo emocje mogą fałszować sądy i jak wpływają na postrzeganie rzeczywistości. Chce, żeby odbiorcy zwiększali swoją sprawność emocjonalną - tłumacz wprawdzie nie jest do końca przekonany co do trafności tytułowego terminu, jednak wydaje się to pojęcie trafne i przejrzyste. Sprawność emocjonalna to umiejętność, która ma pomóc w panowaniu nad różnymi sferami życia: zarówno jeśli chodzi o samoakceptację i okiełznanie lęków, jak i o funkcjonowanie w społeczeństwie (w mikro i makrowymiarze). Sprawność emocjonalna uwypukla istnienie cech pożądanych, umożliwia spełnianie marzeń bez obaw i kompleksów. Daje szansę na odnoszenie zwycięstw w rozmaitych sferach, bez względu na wymiar tematu. Podpowiada, jak wyznaczać sobie cele i jak dążyć do ich realizacji, jak nie dać się schematom i pułapkom. Podsuwa przykłady związane z myśleniem tunelowym i przestrzega przed takim postępowaniem. Prowadzi narrację, w której znalazło się miejsce i na wyraziste przykłady, i na omówienie wyników badań psychologicznych - tak, żeby odbiorcy mieli możliwość zorientowania się w temacie nie tylko od strony własnych obserwacji i problemów do pokonania. "Sprawność emocjonalna" charakteryzuje się rzeczowym i spójnym stylem, a na uwagę zasługuje fakt, że do niektórych - nielicznych osobistych - wątków autorka potrafi wrócić w nieoczekiwanym momencie, wiele rozdziałów później. Czasami sięga po nawiązania kulturowe, odwołuje się do cytatów z dzieł filmu, literatury albo muzyki, żeby jeszcze bardziej podkreślić płaszczyznę porozumienia z odbiorcami. Susan David zna doskonale sposoby działania ludzi, wie, jakie reakcje najczęściej się pojawiają w konkretnych sytuacjach - i może to wykorzystać, żeby przekonywać do siebie. Oczywiście rozdziela analizy tematu na przestrzenie związane z wychowywaniem dzieci, z pracą czy z kontaktami interpersonalnymi w bardziej prywatnych sytuacjach. Przynosi jednak także sporo zaleceń i porad dla czytelników, którzy nauczą się już interpretować własne zachowania pod kątem emocji. Wprowadza niby plany naprawy - w rzeczywistości po prostu zgrabnie komentuje najbardziej sensowne metody działania umykające w ferworze emocji. Okazuje się, że impulsywne reakcje poddane dokładnemu oglądowi da się przełożyć na proste wskazówki działania - a to już przyda się wszystkim tym czytelnikom, którzy potrzebują porad. Susan David potrafi zaintrygować tematem i sposobem jego opracowania, "Sprawność emocjonalna" to publikacja inspirująca i tom jakościowo bardzo dobry. Nie jest to lektura, po jaką sięga się wyłącznie dla wskazówek i komentarzy zachowań - można czerpać przyjemność z poznawania jednego z aspektów badań psychologicznych. Susan David pozwala odbiorcom na zaprzyjaźnienie się z własnymi emocjami - to pierwszy krok na drodze do lepszego poznawania siebie.
Świerszczyk nr 10/2022, Świerszczyk Reporter nr 4/2022
Kulinarnie
Tematyczny październikowy "Świerszczyk" poświęcony jest warzywom - a to oznacza, że małe niejadki będą mieć sporo powodów do tego, by urozmaicić swoje kulinarne przyzwyczajenia i przekonać się do zdrowej diety. Tu warzywami bombarduje się dzieci na każdej stronie, w wersjach edukacyjnych (akapity dotyczące mniej znanych roślin), bajkowych, komiksowych i rozrywkowych. Są warzywne układanki, wyszukiwanki, krzyżówki i zagadki literowe. Jest też sporo opowiadań i wierszyków, w których ukrywane są skarby jesieni - czasami dzieci będą musiały uzupełnić historyjki za sprawą nazywania ilustrowanych podpowiedzi, innym razem zastanowić się nad ortografią albo po prostu sprawdzić, jak wyglądają warzywa w wyobraźni i nazwiskach - czy czym charakteryzować się może restauracja przyszłości. Chodzi o to, żeby było wesoło i ciekawie - i to się bardzo dobrze autorom udaje, nawet jeżeli czasami stają się nieco infantylni przez nadmiar zdrobnień albo zbyt oczywiste pouczenia kierowane do najmłodszych. Warzywa w roli głównej sprawdzają się idealnie, bo można temat potraktować na różne sposoby i nigdy nie nudzić powtarzalnością motywów - a już zupełnie zaskakujące bywają zdjęcia do wyszukiwania określonych rodzajów warzyw (w zabawnych wizerunkach). Dzieci mogą wybierać sobie swoje ulubione zadania albo rozrywki, bo przecież w "Świerszczyku" są stałe działy z określonymi zasadami, poza konkretnymi i zawsze realizowanymi łamigłówkami pojawia się między innymi gra planszowa (także warzywna, chociaż Wielka Dynia przywodzi na myśl Linusa z Fistaszków). Można tu nawet spróbować swoich sił w gotowaniu - a podpowiedzi rysunkowe urozmaicają rutynę przepisów i przekonują dzieci, że każdy powinien sięgać po tego typu zadania i wyzwania. Dość rzadko sprawdza się tu kreatywność dzieci, znacznie bardziej liczy się zdobywanie wiedzy i ćwiczenie umiejętności czytania czy liczenia, ale to nie przeszkodzi nikomu w lekturze magazynu - jak zawsze atrakcyjnego i obfitującego w ciekawostki oraz przyjemne zadania na zabicie czasu.
Reporter ze "Świerszczyka Reportera", czyli Bajetan Hops, zabiera odbiorców do Ameryki Południowej po to, by przedstawić szczerbaki - już sama nazwa powinna przyciągnąć uwagę najmłodszych. Będzie tu wywiad z mamą mrówkojada i przeszkadzającym jej w udzielaniu odpowiedzi dzieckiem, będą wyszukiwanki z pancernikami i leniwcami, zestaw ciekawostek o mrówkojadach i ich kuzynach, sensacyjny komiks z pancernikiem i pancernikowe ciekawostki. Będzie oczywiście rysowanie mrówkojada i pancernika, labirynty z leniwcami, gra planszowa, w której dzieci zamienią się w filmowców, a także... wariacje na temat w numerze. Szczerbaki służą do wywołania tematu zębów u ludzi, pojawia się też "latający mrówkojad", czyli dzięcioł czy obrzydliwe przekąski z różnych stron świata. A skoro już mrówkojady otworzyły tę opowieść, na finał - kilka ciekawostek o mrówkach. "Świerszczyk Reporter" to propozycja przede wszystkim dla tych dzieci, które lubią zdobywać wiedzę i interesują się otoczeniem, a także światem przyrody - tutaj poza łamigłówkami i rozrywką znajdzie się całkiem sporo wiadomości, które łatwo zapadną w pamięć z racji połączenia ich z zestawem zdjęć. Egzotyczne zwierzęta rozbudzą ciekawość, a zgrabne opisy sprawią, że nawet maluchy przyswoją sobie dane z magazynu.
Tematyczny październikowy "Świerszczyk" poświęcony jest warzywom - a to oznacza, że małe niejadki będą mieć sporo powodów do tego, by urozmaicić swoje kulinarne przyzwyczajenia i przekonać się do zdrowej diety. Tu warzywami bombarduje się dzieci na każdej stronie, w wersjach edukacyjnych (akapity dotyczące mniej znanych roślin), bajkowych, komiksowych i rozrywkowych. Są warzywne układanki, wyszukiwanki, krzyżówki i zagadki literowe. Jest też sporo opowiadań i wierszyków, w których ukrywane są skarby jesieni - czasami dzieci będą musiały uzupełnić historyjki za sprawą nazywania ilustrowanych podpowiedzi, innym razem zastanowić się nad ortografią albo po prostu sprawdzić, jak wyglądają warzywa w wyobraźni i nazwiskach - czy czym charakteryzować się może restauracja przyszłości. Chodzi o to, żeby było wesoło i ciekawie - i to się bardzo dobrze autorom udaje, nawet jeżeli czasami stają się nieco infantylni przez nadmiar zdrobnień albo zbyt oczywiste pouczenia kierowane do najmłodszych. Warzywa w roli głównej sprawdzają się idealnie, bo można temat potraktować na różne sposoby i nigdy nie nudzić powtarzalnością motywów - a już zupełnie zaskakujące bywają zdjęcia do wyszukiwania określonych rodzajów warzyw (w zabawnych wizerunkach). Dzieci mogą wybierać sobie swoje ulubione zadania albo rozrywki, bo przecież w "Świerszczyku" są stałe działy z określonymi zasadami, poza konkretnymi i zawsze realizowanymi łamigłówkami pojawia się między innymi gra planszowa (także warzywna, chociaż Wielka Dynia przywodzi na myśl Linusa z Fistaszków). Można tu nawet spróbować swoich sił w gotowaniu - a podpowiedzi rysunkowe urozmaicają rutynę przepisów i przekonują dzieci, że każdy powinien sięgać po tego typu zadania i wyzwania. Dość rzadko sprawdza się tu kreatywność dzieci, znacznie bardziej liczy się zdobywanie wiedzy i ćwiczenie umiejętności czytania czy liczenia, ale to nie przeszkodzi nikomu w lekturze magazynu - jak zawsze atrakcyjnego i obfitującego w ciekawostki oraz przyjemne zadania na zabicie czasu.
Reporter ze "Świerszczyka Reportera", czyli Bajetan Hops, zabiera odbiorców do Ameryki Południowej po to, by przedstawić szczerbaki - już sama nazwa powinna przyciągnąć uwagę najmłodszych. Będzie tu wywiad z mamą mrówkojada i przeszkadzającym jej w udzielaniu odpowiedzi dzieckiem, będą wyszukiwanki z pancernikami i leniwcami, zestaw ciekawostek o mrówkojadach i ich kuzynach, sensacyjny komiks z pancernikiem i pancernikowe ciekawostki. Będzie oczywiście rysowanie mrówkojada i pancernika, labirynty z leniwcami, gra planszowa, w której dzieci zamienią się w filmowców, a także... wariacje na temat w numerze. Szczerbaki służą do wywołania tematu zębów u ludzi, pojawia się też "latający mrówkojad", czyli dzięcioł czy obrzydliwe przekąski z różnych stron świata. A skoro już mrówkojady otworzyły tę opowieść, na finał - kilka ciekawostek o mrówkach. "Świerszczyk Reporter" to propozycja przede wszystkim dla tych dzieci, które lubią zdobywać wiedzę i interesują się otoczeniem, a także światem przyrody - tutaj poza łamigłówkami i rozrywką znajdzie się całkiem sporo wiadomości, które łatwo zapadną w pamięć z racji połączenia ich z zestawem zdjęć. Egzotyczne zwierzęta rozbudzą ciekawość, a zgrabne opisy sprawią, że nawet maluchy przyswoją sobie dane z magazynu.
Moje pierwsze zadania do wyklejania. Zawody. Przygody Misia Paddingtona
Harperkids, Warszawa 2022.
Logika
Miś Paddington, chociaż dzięki filmowi familijnemu otrzymał drugie życie i trafił do świadomości dzisiejszych maluchów, nie jest postacią aż tak popularną jak Bing czy lokomotywa Tomek - także dlatego, że wywodzi się z klasyki literatury na wysokim poziomie i trafia raczej do bardziej wymagających odbiorców. Jednak ponieważ zaistniał w bajkowej wersji, pojawia się od czasu do czasu w gadżetowych publikacjach - na przykład w serii Moje pierwsze zadania do wyklejania. W tym cyklu znani z kreskówek bohaterowie przekonują dzieci do rozwiązywania prostych łamigłówek i do ćwiczenia w ten sposób zdolności manualnych czy spostrzegawczości. W przypadku tomiku "Zawody" chodzi także o ćwiczenie logicznego myślenia - zestaw zagadek wiąże się bowiem z zadaniami, które na co dzień wykonują przyjaciele z otoczenia Paddingtona.
Strony w tym zeszycie są bardzo kolorowe i przykuwają wzrok. Ponieważ dzieci nie zawsze będą mogły uzupełniać obrazki kredkami czy flamastrami, pojawiają się naklejki, którymi trzeba uzupełniać rozkładówki. Naklejki funkcjonują tu też jako nagrody czy znaczki wskazujące wykonanie zadania. To motywatory dla najmłodszych - propozycja prosta i sprawdzona. Miś Paddington jest tu przewodnikiem po świecie zawodów, a to oznacza, że zagadki dla dzieci będzie rozwiązywał razem z odbiorcami - czasem prosząc ich o pomoc. Wśród łamigłówek są tu porównywanki, wyszukiwanki, labirynty, puzzle czy nauka kolorów. W odpowiednie miejsca na stronach trzeba przyklejać rozwiązania (grafiki są już przedstawione, tyle tylko że w bledszej wersji - trochę zbyt duże to ułatwienie dla maluchów. Kiedy zadanie zostanie rozwiązane - można dostać nagrodę, naklejkową łapkę do przyklejenia w odpowiednim miejscu. Dodatkiem do zadań są rozmaite ćwiczenia - z liczeniem, nazywaniem kolorów czy na zapamiętywanie. Zadania są zróżnicowane (i powiązane z postaciami znanymi z przygód Paddingtona): po to, żeby dzieciom tomik zbyt szybko się nie znudził. Zachęcanie do zabawy za pomocą ciekawych sytuacji i scenek z udziałem bajkowych postaci to także zaproszenie do wytężonej pracy - która zaprocentuje w szkolnych latach. Dzieci nie zauważą wysiłku wkładanego w wypełnianie tego zeszytu: w końcu niemal każde uwielbia zabawę naklejkami, a pozostałe zadania wydają się dodatkiem do rozrywki. Maluchy przekonają się, jak różne mogą być zawody wykonywane przez dorosłych, co rozwinie ich wyobraźnię i z pewnością przyda się przy snuciu śmiałych planów i rozwijaniu zainteresowań. Moje pierwsze zadania do wyklejania. Zawody to seria przygotowana tak, żeby zachęcić najmłodszych do działania, łączy się ze sprawdzonymi pomysłami i nadaje się dla wszystkich małych odbiorców: ci, którzy niespecjalnie interesowali się do tej pory Paddingtonem, nie zostają wykluczeni, bo znajomość bajki wcale nie jest konieczna do wypełniania zadań. Łamigłówki dla kilkulatków w kolejnej wersji to propozycja dla tych dzieci, które trzeba chociaż na chwilę oderwać od mediów elektronicznych i przekonać do ćwiczeń.
Logika
Miś Paddington, chociaż dzięki filmowi familijnemu otrzymał drugie życie i trafił do świadomości dzisiejszych maluchów, nie jest postacią aż tak popularną jak Bing czy lokomotywa Tomek - także dlatego, że wywodzi się z klasyki literatury na wysokim poziomie i trafia raczej do bardziej wymagających odbiorców. Jednak ponieważ zaistniał w bajkowej wersji, pojawia się od czasu do czasu w gadżetowych publikacjach - na przykład w serii Moje pierwsze zadania do wyklejania. W tym cyklu znani z kreskówek bohaterowie przekonują dzieci do rozwiązywania prostych łamigłówek i do ćwiczenia w ten sposób zdolności manualnych czy spostrzegawczości. W przypadku tomiku "Zawody" chodzi także o ćwiczenie logicznego myślenia - zestaw zagadek wiąże się bowiem z zadaniami, które na co dzień wykonują przyjaciele z otoczenia Paddingtona.
Strony w tym zeszycie są bardzo kolorowe i przykuwają wzrok. Ponieważ dzieci nie zawsze będą mogły uzupełniać obrazki kredkami czy flamastrami, pojawiają się naklejki, którymi trzeba uzupełniać rozkładówki. Naklejki funkcjonują tu też jako nagrody czy znaczki wskazujące wykonanie zadania. To motywatory dla najmłodszych - propozycja prosta i sprawdzona. Miś Paddington jest tu przewodnikiem po świecie zawodów, a to oznacza, że zagadki dla dzieci będzie rozwiązywał razem z odbiorcami - czasem prosząc ich o pomoc. Wśród łamigłówek są tu porównywanki, wyszukiwanki, labirynty, puzzle czy nauka kolorów. W odpowiednie miejsca na stronach trzeba przyklejać rozwiązania (grafiki są już przedstawione, tyle tylko że w bledszej wersji - trochę zbyt duże to ułatwienie dla maluchów. Kiedy zadanie zostanie rozwiązane - można dostać nagrodę, naklejkową łapkę do przyklejenia w odpowiednim miejscu. Dodatkiem do zadań są rozmaite ćwiczenia - z liczeniem, nazywaniem kolorów czy na zapamiętywanie. Zadania są zróżnicowane (i powiązane z postaciami znanymi z przygód Paddingtona): po to, żeby dzieciom tomik zbyt szybko się nie znudził. Zachęcanie do zabawy za pomocą ciekawych sytuacji i scenek z udziałem bajkowych postaci to także zaproszenie do wytężonej pracy - która zaprocentuje w szkolnych latach. Dzieci nie zauważą wysiłku wkładanego w wypełnianie tego zeszytu: w końcu niemal każde uwielbia zabawę naklejkami, a pozostałe zadania wydają się dodatkiem do rozrywki. Maluchy przekonają się, jak różne mogą być zawody wykonywane przez dorosłych, co rozwinie ich wyobraźnię i z pewnością przyda się przy snuciu śmiałych planów i rozwijaniu zainteresowań. Moje pierwsze zadania do wyklejania. Zawody to seria przygotowana tak, żeby zachęcić najmłodszych do działania, łączy się ze sprawdzonymi pomysłami i nadaje się dla wszystkich małych odbiorców: ci, którzy niespecjalnie interesowali się do tej pory Paddingtonem, nie zostają wykluczeni, bo znajomość bajki wcale nie jest konieczna do wypełniania zadań. Łamigłówki dla kilkulatków w kolejnej wersji to propozycja dla tych dzieci, które trzeba chociaż na chwilę oderwać od mediów elektronicznych i przekonać do ćwiczeń.
piątek, 30 września 2022
Małgorzata Mostowska: Wystarczająco dobra
Media Rodzina, Poznań 2022.
Joga i optymizm
Małgorzata Mostowska to autorka, którą odbiorczynie mogą kojarzyć z youtubowych treningów jogi albo z mediów społecznościowych, w których dzieli się swoimi pomysłami na życie. "Wystarczająco dobra" to opowieść o spełnianiu własnych marzeń i o drodze do samoakceptacji, zestaw inspiracji dla czytelniczek i wskazówek - jak żyć, żeby nie poddawać się lękom i smutkom. Wprawdzie dla części publiczności będzie to książka zbyt przesłodzona i zbyt idealizująca rzeczywistość (chociaż co pewien czas autorka przypomina, że przecież jest zwyczajna, też popełnia błędy i miewa chwile kryzysu, a obrazki pokazywane w social mediach są kreowane na potrzeby zdobywania lajków i klientów), jednak w obliczu codziennego pośpiechu można to potraktować jako nawoływanie do wytchnienia. Opowiada Małgorzata Mostowska o swojej drodze do jogi: pokazuje, jak zdecydowała się na zmiany w swoim życiu i jak zaplanowała kolejne działania przybliżające ją do celu. Opowiada odbiorczyniom także o samej jodze, jej rodzajach i odłamach - skrótowo, żeby każda z czytelniczek mogła od razu stwierdzić, czy dana forma aktywności jej odpowiada, czy lepiej poszukać sobie czegoś innego. Stopniowo coraz częściej zahacza o życie prywatne, przedstawia siebie - i to, jak joga wpływa na jej rodzinę. Później w ogóle pojawia się brak pomysłów na kolejne rozdziały i autorka trochę się zapętla w swoich komentarzach. Jest to książka złożona między innymi z wpisów internetowych, jednak narracja została zaplanowana tak, by wszystko razem wypadało jak jedno zwierzenie. Zdarzają się wyliczenia (dzięki którym łatwiej będzie się zdecydować na pójście w ślady autorki), zdarzają się fragmenty refleksyjne i nastawione na robienie wrażenia na mniej ambitnych czytelniczkach - Małgorzata Mostowska dzieli się swoimi przemyśleniami, a nie tylko poradami. Bardzo zależy jej na tym, żeby czytelniczki postrzegały ją jako "swoją", jedną ze zwyczajnych kobiet - a nie celebrytkę czy osobę publiczną. Podkreśla rolę pozytywnego myślenia i przemyca szereg wskazówek już wiele razy w poradnikach dotyczących samorozwoju omówionych: uczy, jak zadbać o swoją psychikę i o dobre samopoczucie najprostszymi możliwymi środkami. Próbuje otulać odbiorczynie wizją kubka kakao i "kocyka", czułość jest wyznacznikiem spajającym tę narrację: Małgorzata Mostowska zawsze będzie z uśmiechem i łagodnością zachęcać odbiorczynie do wprowadzania potrzebnych zmian (lub do kierowania się modą na uprawianie jogi). Nie ma tu forsowania własnych metod działania (zresztą Mostowska nie wprowadza żadnego "własnego" programu samorozwoju dla odbiorczyń, przedstawia im jedynie to, co już istnieje i najczęściej się powtarza w poradnikach), nie ma nachalnego argumentowania, że coś powinno się zrobić tak a nie inaczej - chyba że za taką postawę uznać ciągłe powtarzanie fraz o zadowoleniu z siebie.
Jest to zatem publikacja zwłaszcza dla odbiorczyń, które przypadkowo trafiły na zajęcia z jogi i chcą się czegoś dowiedzieć o możliwościach wyboru, jakie mają. Dla fanek Małgorzaty Mostowskiej - to z nich przede wszystkim będą się rekrutować czytelniczki tomu "Wystarczająco dobra". Dla tych, którzy wciąż poszukują poradników z dziedziny samorozwoju i chcą sprawdzić, czy da się jeszcze powiedzieć coś nowego w tej kwestii. "Wystarczająco dobra" to książka, w której sporo jest fotografii z profesjonalnych sesji zdjęciowych przedstawiających autorkę w różnych momentach życia, w różnych pozach i w różnych tłach - to ujęcia, które bardzo uwidaczniają kontrast między instagramowym kreowaniem rzeczywistości a tym, do czego Małgorzata Mostowska próbuje przekonywać - że jest zwyczajna i nieidealna.
Joga i optymizm
Małgorzata Mostowska to autorka, którą odbiorczynie mogą kojarzyć z youtubowych treningów jogi albo z mediów społecznościowych, w których dzieli się swoimi pomysłami na życie. "Wystarczająco dobra" to opowieść o spełnianiu własnych marzeń i o drodze do samoakceptacji, zestaw inspiracji dla czytelniczek i wskazówek - jak żyć, żeby nie poddawać się lękom i smutkom. Wprawdzie dla części publiczności będzie to książka zbyt przesłodzona i zbyt idealizująca rzeczywistość (chociaż co pewien czas autorka przypomina, że przecież jest zwyczajna, też popełnia błędy i miewa chwile kryzysu, a obrazki pokazywane w social mediach są kreowane na potrzeby zdobywania lajków i klientów), jednak w obliczu codziennego pośpiechu można to potraktować jako nawoływanie do wytchnienia. Opowiada Małgorzata Mostowska o swojej drodze do jogi: pokazuje, jak zdecydowała się na zmiany w swoim życiu i jak zaplanowała kolejne działania przybliżające ją do celu. Opowiada odbiorczyniom także o samej jodze, jej rodzajach i odłamach - skrótowo, żeby każda z czytelniczek mogła od razu stwierdzić, czy dana forma aktywności jej odpowiada, czy lepiej poszukać sobie czegoś innego. Stopniowo coraz częściej zahacza o życie prywatne, przedstawia siebie - i to, jak joga wpływa na jej rodzinę. Później w ogóle pojawia się brak pomysłów na kolejne rozdziały i autorka trochę się zapętla w swoich komentarzach. Jest to książka złożona między innymi z wpisów internetowych, jednak narracja została zaplanowana tak, by wszystko razem wypadało jak jedno zwierzenie. Zdarzają się wyliczenia (dzięki którym łatwiej będzie się zdecydować na pójście w ślady autorki), zdarzają się fragmenty refleksyjne i nastawione na robienie wrażenia na mniej ambitnych czytelniczkach - Małgorzata Mostowska dzieli się swoimi przemyśleniami, a nie tylko poradami. Bardzo zależy jej na tym, żeby czytelniczki postrzegały ją jako "swoją", jedną ze zwyczajnych kobiet - a nie celebrytkę czy osobę publiczną. Podkreśla rolę pozytywnego myślenia i przemyca szereg wskazówek już wiele razy w poradnikach dotyczących samorozwoju omówionych: uczy, jak zadbać o swoją psychikę i o dobre samopoczucie najprostszymi możliwymi środkami. Próbuje otulać odbiorczynie wizją kubka kakao i "kocyka", czułość jest wyznacznikiem spajającym tę narrację: Małgorzata Mostowska zawsze będzie z uśmiechem i łagodnością zachęcać odbiorczynie do wprowadzania potrzebnych zmian (lub do kierowania się modą na uprawianie jogi). Nie ma tu forsowania własnych metod działania (zresztą Mostowska nie wprowadza żadnego "własnego" programu samorozwoju dla odbiorczyń, przedstawia im jedynie to, co już istnieje i najczęściej się powtarza w poradnikach), nie ma nachalnego argumentowania, że coś powinno się zrobić tak a nie inaczej - chyba że za taką postawę uznać ciągłe powtarzanie fraz o zadowoleniu z siebie.
Jest to zatem publikacja zwłaszcza dla odbiorczyń, które przypadkowo trafiły na zajęcia z jogi i chcą się czegoś dowiedzieć o możliwościach wyboru, jakie mają. Dla fanek Małgorzaty Mostowskiej - to z nich przede wszystkim będą się rekrutować czytelniczki tomu "Wystarczająco dobra". Dla tych, którzy wciąż poszukują poradników z dziedziny samorozwoju i chcą sprawdzić, czy da się jeszcze powiedzieć coś nowego w tej kwestii. "Wystarczająco dobra" to książka, w której sporo jest fotografii z profesjonalnych sesji zdjęciowych przedstawiających autorkę w różnych momentach życia, w różnych pozach i w różnych tłach - to ujęcia, które bardzo uwidaczniają kontrast między instagramowym kreowaniem rzeczywistości a tym, do czego Małgorzata Mostowska próbuje przekonywać - że jest zwyczajna i nieidealna.
czwartek, 29 września 2022
Agnieszka Żelewska: W mieście. Moja pierwsza encyklopedia polsko-angielska z okienkami
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Odkrycia
Najłatwiej nakłonić maluchy do ćwiczenia słówek z angielskiego przez zabawę i wesołe obrazki. Agnieszka Żelewska po raz drugi pojawia się na rynku z ilustrowaną encyklopedią polsko-angielską z okienkami - czyli kontynuuje pomysł, który dobrze się sprawdził. "W mieście" to tomik kartonowy, picture book z otwieranymi okienkami, wypełniony niespodziankami dla dzieci. Agnieszka Żelewska bawi się motywami związanymi z codziennością, odwołuje się do obserwacji najmłodszych, pokazuje, co można zauważyć na spacerze czy wyprawie do przedszkola albo szkoły. Każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie, do tego - okienka skrywają różne treści, nigdy nie wiadomo, co można będzie znaleźć pod nimi: niektóre zawierają podpowiedzi lub pozwalają wywnioskować treści. Inne nie rzucają się w oczy - trzeba przyjrzeć się stronie, żeby wykryć, że należy otworzyć szybę lub zajrzeć pod chmurę. Niespodzianek będzie bardzo dużo.
"W mieście" to przegląd sytuacji od rana do wieczora. Poranek w mieście pozwala na przyjrzenie się składnikom pejzażu. Pojawia się tu śmieciarka i skuter, pojawia się piekarnia i dach, ale też mniej oczywiste elementy - drabina, miotła albo... szalik. Autorka zabiera dzieci na skrzyżowanie: pokazuje im biurowiec z dyrektorem w windzie, hotel z basenem na dachu, sygnalizację świetlną i kolejne pojazdy. Pisze o pracy w mieście, znów odwołując się do zagadnień, które dzieci najbardziej cenią: zagląda między innymi na budowę. Są tu różne rodzaje sklepów, można też zajrzeć do pudełka niesionego przez dziewczynkę albo - do studzienki. Osobna rozkładówka to wizyta w markecie: znów sposób na zaprezentowanie różnych słówek. Na koniec - wieczór w mieście, coś, czego dzieci się nie spodziewają.
Liczy się tu możliwość zamieszczenia w tomiku mnóstwa słówek (wydawnictwo podaje, że jest ich ponad 200): ale samo oglądanie rozkładówek i wyszukiwanie na nich kolejnych szczegółów to za mało, żeby zaintrygować odbiorców. Dlatego też istotne są tu zagadki: bez dodatkowej narracji wprowadza się pytania kierowane do dzieci: trzeba poszukać wyjaśnień, odpowiedzi, co można ukryć pod konkretnym okienkiem - fragmentem ilustracji. Wprowadza to element rozrywkowy i dodatkowo ułatwia zapamiętywanie słówek: każde okienko to bodziec dla pamięci, metoda na wprowadzenie kolejnego słówka do świadomości maluchów. Oglądanie książki to jednocześnie ćwiczenie liter i - słówek. Agnieszka Żelewska nie ogranicza się do wyrazów absolutnie podstawowych, znanych z pierwszych lekcji angielskiego. Urozmaica zatem naukę, daje dzieciom szansę zabawy. Tomik jest bardzo kolorowy i utrzymany w humorystycznym stylu, obrazki przyciągają wzrok - kojarzą się z prostymi wyszukiwankami, zresztą można je tak potraktować. Odbiorcom spodoba się tak przygotowana książka: to nie tylko propozycja edukacyjna, ale też sposób na zajęcie maluchów i stworzenie im wyzwań w ramach zabawy.
Odkrycia
Najłatwiej nakłonić maluchy do ćwiczenia słówek z angielskiego przez zabawę i wesołe obrazki. Agnieszka Żelewska po raz drugi pojawia się na rynku z ilustrowaną encyklopedią polsko-angielską z okienkami - czyli kontynuuje pomysł, który dobrze się sprawdził. "W mieście" to tomik kartonowy, picture book z otwieranymi okienkami, wypełniony niespodziankami dla dzieci. Agnieszka Żelewska bawi się motywami związanymi z codziennością, odwołuje się do obserwacji najmłodszych, pokazuje, co można zauważyć na spacerze czy wyprawie do przedszkola albo szkoły. Każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie, do tego - okienka skrywają różne treści, nigdy nie wiadomo, co można będzie znaleźć pod nimi: niektóre zawierają podpowiedzi lub pozwalają wywnioskować treści. Inne nie rzucają się w oczy - trzeba przyjrzeć się stronie, żeby wykryć, że należy otworzyć szybę lub zajrzeć pod chmurę. Niespodzianek będzie bardzo dużo.
"W mieście" to przegląd sytuacji od rana do wieczora. Poranek w mieście pozwala na przyjrzenie się składnikom pejzażu. Pojawia się tu śmieciarka i skuter, pojawia się piekarnia i dach, ale też mniej oczywiste elementy - drabina, miotła albo... szalik. Autorka zabiera dzieci na skrzyżowanie: pokazuje im biurowiec z dyrektorem w windzie, hotel z basenem na dachu, sygnalizację świetlną i kolejne pojazdy. Pisze o pracy w mieście, znów odwołując się do zagadnień, które dzieci najbardziej cenią: zagląda między innymi na budowę. Są tu różne rodzaje sklepów, można też zajrzeć do pudełka niesionego przez dziewczynkę albo - do studzienki. Osobna rozkładówka to wizyta w markecie: znów sposób na zaprezentowanie różnych słówek. Na koniec - wieczór w mieście, coś, czego dzieci się nie spodziewają.
Liczy się tu możliwość zamieszczenia w tomiku mnóstwa słówek (wydawnictwo podaje, że jest ich ponad 200): ale samo oglądanie rozkładówek i wyszukiwanie na nich kolejnych szczegółów to za mało, żeby zaintrygować odbiorców. Dlatego też istotne są tu zagadki: bez dodatkowej narracji wprowadza się pytania kierowane do dzieci: trzeba poszukać wyjaśnień, odpowiedzi, co można ukryć pod konkretnym okienkiem - fragmentem ilustracji. Wprowadza to element rozrywkowy i dodatkowo ułatwia zapamiętywanie słówek: każde okienko to bodziec dla pamięci, metoda na wprowadzenie kolejnego słówka do świadomości maluchów. Oglądanie książki to jednocześnie ćwiczenie liter i - słówek. Agnieszka Żelewska nie ogranicza się do wyrazów absolutnie podstawowych, znanych z pierwszych lekcji angielskiego. Urozmaica zatem naukę, daje dzieciom szansę zabawy. Tomik jest bardzo kolorowy i utrzymany w humorystycznym stylu, obrazki przyciągają wzrok - kojarzą się z prostymi wyszukiwankami, zresztą można je tak potraktować. Odbiorcom spodoba się tak przygotowana książka: to nie tylko propozycja edukacyjna, ale też sposób na zajęcie maluchów i stworzenie im wyzwań w ramach zabawy.
środa, 28 września 2022
Laura Steven: Nic wam nie jestem winna
Must Read, Media Rodzina, Poznań 2022.
Nierówność
Bardzo ważne tematy porusza Laura Steven, a robi to z wyczuciem i dobrym pomysłem, w sam raz, żeby trafić do nastolatków i przestrzec ich przed pewnymi działaniami w internecie. Do kwestii revenge porn i slut-shamingu dodaje jeszcze motyw nierówności ze względu na płeć - i to wątek, który wypada najbardziej archaicznie w tej historii. "Nic wam nie jestem winna" to jednocześnie opowieść o pokonywaniu trudności, o kryzysach i biedzie, a także o prawdziwej przyjaźni. Bardzo dużo się tu dzieje, a wszystko jest relacjonowane przez dziewczynę, która chce zostać komikiem lub przynajmniej zająć się pisaniem scenariuszy dla Hollywood: w związku z tym przy każdej okazji ucieka w dowcip, zasłania w ten sposób prawdziwe uczucia i ratuje się przed okrucieństwem świata. Który, nawiasem mówiąc, okazuje się przeraźliwie zacofany.
Izzy O'Neill to dziewczyna, która nie ma kompleksów ani wszczepionych przez dorosłych lęków. Straciła rodziców, wychowuje ją babcia. Izzy nie myśli nawet o pójściu na studia: chce poszukać pracy, żeby odciążyć ukochaną opiekunkę finansowo, każda kwota jest dla niej zaporowa, co oczywiście nie przysparza jej uznania rówieśników. Ale nie to staje się powodem społecznego ostracyzmu. Izzy nie boi się seksu: na jednej imprezie uprawia go z dwoma chłopakami (w tym - synem senatora). Traf chce, że w tym czasie zakochuje się w niej jej najlepszy przyjaciel. I to moment, w którym wszystko zaczyna się psuć. Do sieci wyciekają nagie zdjęcia Izzy, najpierw ustosunkowuje się do nich cała szkoła, a następnie dziennikarze rozdmuchują sprawę jeszcze bardziej. W efekcie zaszczuta nastolatka traci wsparcie kolegów i przekonuje się, że zawsze może być gorzej. Nauczyciele nie wiedzą, jak zachować się w obliczu seksskandalu, a najlepsza przyjaciółka Izzy boryka się z własnymi problemami płynącymi z ograniczeń kulturowych. Trudno w tym wszystkim zachować poczucie humoru, ale Izzy bez przerwy rozbawia swoich czytelników i nie poddaje się mimo kolejnych komplikacji. Jej przykład pokazuje, co może się stać, kiedy zaufa się niewłaściwej osobie. Laura Steven oskarża dorosłych, którzy nie mają pomysłu na powstrzymanie lawiny oskarżeń i właściwe wytypowanie ofiary oraz prześladowców. Ta powieść ma szerzyć wiedzę na temat slut-shamingu, zjawiska dość młodego, ale w pełni zrozumiałego dla młodszego pokolenia. Co ciekawe, przemyca też autorka motyw akceptowania własnego ciała, przypomina, że każdy ma prawo do cieszenia się seksem i że popełnianie błędów w dziedzinie relacji damsko-męskich (oraz w parach jednopłciowych) wcale nie jest domeną młodych ludzi, przytrafia się każdemu. Jest to powieść ciekawa jako historia rozrywkowa, ale sprawdzi się też, żeby dotrzeć do młodzieży i zasugerować im kilka rozwiązań. Autorka będzie wyzwalać bunt w odbiorczyniach, uświadomi im, jak trudno przełamać społeczne schematy. "Nic wam nie jestem winna" to książka ważna i daleka od realizowania typowych scenariuszy. Przyciąga odwagą w kreowaniu akcji i w komentowaniu trudnych tematów. Chociaż bohaterka przeżywa sporo przykrości, nie ma w narracji narzekania ani załamywania się, jest śmiech mimo wszystko.
Nierówność
Bardzo ważne tematy porusza Laura Steven, a robi to z wyczuciem i dobrym pomysłem, w sam raz, żeby trafić do nastolatków i przestrzec ich przed pewnymi działaniami w internecie. Do kwestii revenge porn i slut-shamingu dodaje jeszcze motyw nierówności ze względu na płeć - i to wątek, który wypada najbardziej archaicznie w tej historii. "Nic wam nie jestem winna" to jednocześnie opowieść o pokonywaniu trudności, o kryzysach i biedzie, a także o prawdziwej przyjaźni. Bardzo dużo się tu dzieje, a wszystko jest relacjonowane przez dziewczynę, która chce zostać komikiem lub przynajmniej zająć się pisaniem scenariuszy dla Hollywood: w związku z tym przy każdej okazji ucieka w dowcip, zasłania w ten sposób prawdziwe uczucia i ratuje się przed okrucieństwem świata. Który, nawiasem mówiąc, okazuje się przeraźliwie zacofany.
Izzy O'Neill to dziewczyna, która nie ma kompleksów ani wszczepionych przez dorosłych lęków. Straciła rodziców, wychowuje ją babcia. Izzy nie myśli nawet o pójściu na studia: chce poszukać pracy, żeby odciążyć ukochaną opiekunkę finansowo, każda kwota jest dla niej zaporowa, co oczywiście nie przysparza jej uznania rówieśników. Ale nie to staje się powodem społecznego ostracyzmu. Izzy nie boi się seksu: na jednej imprezie uprawia go z dwoma chłopakami (w tym - synem senatora). Traf chce, że w tym czasie zakochuje się w niej jej najlepszy przyjaciel. I to moment, w którym wszystko zaczyna się psuć. Do sieci wyciekają nagie zdjęcia Izzy, najpierw ustosunkowuje się do nich cała szkoła, a następnie dziennikarze rozdmuchują sprawę jeszcze bardziej. W efekcie zaszczuta nastolatka traci wsparcie kolegów i przekonuje się, że zawsze może być gorzej. Nauczyciele nie wiedzą, jak zachować się w obliczu seksskandalu, a najlepsza przyjaciółka Izzy boryka się z własnymi problemami płynącymi z ograniczeń kulturowych. Trudno w tym wszystkim zachować poczucie humoru, ale Izzy bez przerwy rozbawia swoich czytelników i nie poddaje się mimo kolejnych komplikacji. Jej przykład pokazuje, co może się stać, kiedy zaufa się niewłaściwej osobie. Laura Steven oskarża dorosłych, którzy nie mają pomysłu na powstrzymanie lawiny oskarżeń i właściwe wytypowanie ofiary oraz prześladowców. Ta powieść ma szerzyć wiedzę na temat slut-shamingu, zjawiska dość młodego, ale w pełni zrozumiałego dla młodszego pokolenia. Co ciekawe, przemyca też autorka motyw akceptowania własnego ciała, przypomina, że każdy ma prawo do cieszenia się seksem i że popełnianie błędów w dziedzinie relacji damsko-męskich (oraz w parach jednopłciowych) wcale nie jest domeną młodych ludzi, przytrafia się każdemu. Jest to powieść ciekawa jako historia rozrywkowa, ale sprawdzi się też, żeby dotrzeć do młodzieży i zasugerować im kilka rozwiązań. Autorka będzie wyzwalać bunt w odbiorczyniach, uświadomi im, jak trudno przełamać społeczne schematy. "Nic wam nie jestem winna" to książka ważna i daleka od realizowania typowych scenariuszy. Przyciąga odwagą w kreowaniu akcji i w komentowaniu trudnych tematów. Chociaż bohaterka przeżywa sporo przykrości, nie ma w narracji narzekania ani załamywania się, jest śmiech mimo wszystko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






