Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Na pamięć
Żeby ułatwić najmłodszym zapamiętywanie reguł ortografii, twórcy często sięgają po mnemotechniczne wierszyki. Rymowanki sprawiają, że nie tylko można oswoić się z zasadami pisowni, ale też wyćwiczyć skojarzenia wzrokowe. Na rynku pojawia się tomik Elizy Piotrowskiej „Ortografia – twardy orzech, ale każdy zgryźć go może”, bardzo kolorowa publikacja wypełniona wierszykami i ćwiczeniami dla najmłodszych. To pozycja wspomagająca proces edukacji i sprawiająca, że dzieci zechcą pracować nad językowymi umiejętnościami. Tomik został podzielony tematycznie (ze względu na ortograficzne zasady), a w ramach każdego działu pojawia się jeszcze przejrzysty dodatkowy układ (z wyróżnieniem konkretnych zasad pisowni). I tak osobna bajka dotyczyć będzie wymiany ó na o, ó na a lub ó na e, pisowni w końcówkach wyrazów czy wyjątków od reguł. Autorka szuka nie tylko tych znanych powszechnie wskazówek, wynajduje też serie wyrazów łączonych kolejnymi podobieństwami – i wskazuje je dzieciom. Robi to sprytnie: stara się w wierszykach zamieścić jak najwięcej słów pokazujących daną zasadę (graficzne wyróżnienia „kłopotliwych” liter czy dwuznaków pomagają w zapamiętywaniu). Rozśmiesza dzieci pomysłami na wierszyki – liczy się tu humor i absurd, nigdy nie wiadomo, w jakie rejony zaprowadzi autorkę wyobraźnia. Wierszyki wzbogacane są o dodatkowe komentarze albo polecenia dla odbiorców: można tutaj czasami uzupełniać samodzielnie brakujące litery, innym razem wskazywać zasadę, która została wykorzystana (i którą należy zapamiętać). Pytania do dzieci wzmacniają interaktywny charakter książki, ale przypominają też zeszyty z łamigłówkami: to zaproszenie do zabawy i do wysiłku umysłowego. Wykreślanki, diagramy, uzupełnianki – wszystko to, co może zaintrygować kilkulatki i przekonać do rozrywek intelektualnych się tu pojawia. Nadrzędne są oczywiście wierszyki, Eliza Piotrowska bawi się słowami. Poza ó i u, ch i h, rz i ż zajmuje się między innymi samogłoskami nosowymi (zwłaszcza w wygłosach wyrazów, świadoma, że tam sprawiają najwięcej kłopotów nie tylko dzieciom), pisownią „nie” z różnymi częściami mowy oraz zasadami pisowni wyrazów z wielkiej lub małej litery. To wszystko sprawia, że dzieci otrzymują swoistą podpowiedź dotyczącą słownikowych reguł – mniej rygorystyczną niż w podręcznikach, przyjemną w odbiorze, ciekawą i kojarzącą się z zabawą. Eliza Piotrowska bawi się tematem ortografii, jeśli zatem dzieci sięgną do jej książeczki, mogą się przekonać, że zasady pisowni to nic strasznego, da się je łatwo przyswoić, a nawet wykorzystać do łamigłówek. Tak przygotowana propozycja została wzbogacona o dowcipne ilustracje Oli Krzanowskiej: widać tu za każdym razem zmianę atmosfery rozkładówek, poszukiwania motywów, które zaintrygują maluchy. Ortografia wcale nie musi być nudna i nie musi kojarzyć się z regułami do wkuwania – ten tomik wyraźnie to pokazuje.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
środa, 6 października 2021
wtorek, 5 października 2021
W zakamarkach mózgu. Red. David J. Linden
Rebis, Poznań 2021.
Neurosekrety
David J. Linden wpadł na bardzo dobry pomysł, by przybliżyć szerokiemu gronu czytelników ciekawostki związane z pracą mózgu – i żeby zainteresować odbiorców neurologią, przynajmniej w niewielkim zakresie. Popularyzowanie wiedzy połączył z niespodziankami, także dla sporego grona autorów, których zaprosił do współpracy przy tworzeniu książki „W zakamarkach mózgu”. Idea wymyślania tematów w stanie upojenia alkoholowego to anegdota zapraszająca odbiorców do lektury. Jednak nadaje też ton całej książce. Kolejni badacze zajmują się prezentowaniem wybranych przez siebie zagadnień skrótowo i niebanalnie, bez uciekania się do hermetycznego języka czy do pojęć, które i tak zostaną szybko zapomniane. Wolą przedstawiać rozwiązania problemów albo nakreślać obszary poszukiwań niż edukować – dzięki temu „W zakamarkach mózgu” staje się książką rzeczywiście wyjątkową na rynku.
Każdy sięga po temat, który mógłby płynąć bezpośrednio z pytań odbiorców – gdyby odbiorcy zachowywali się jak kilkulatki i zachowali dociekliwość wobec świata i zachowań człowieka. Często kolejne rozdziały bazują na możliwych do dokonania przez zwyczajnego człowieka obserwacjach i stanowią wprowadzenie do tajemnic ludzkiego mózgu. Można przekonać się, jak działają połączenia nerwowe kształtujące umiejętności czy relacje z innymi, pojawi się analiza różnych zmysłowych doznań, motyw bólu i jego związek z mózgiem, ale też kontakty interpersonalne i umiejętności prowadzące do budowania struktur społecznych. Mózg pojawia się w temacie miłości i odkrywania orientacji seksualnej, w altruizmie i w docenianiu piękna. Mózg konkuruje z maszynami, pozwala na wypracowanie nawyków, kłamie, jeśli chodzi o poczucie czasu. Mózg to mnóstwo sztuczek, ale też wielkich odkryć: i chociaż każdy z badaczy wybiera zaledwie mały wycinek neurologii, to nie da się oderwać od tych wyjaśnień i analiz.
Teksty są bardzo krótkie, czasami wydaje się, że aż za krótkie – nie ma czasu na zagłębianie się w szczegóły medyczne, zresztą szerokie grono odbiorców tego by nie oczekiwało. Liczy się umiejętność błyskawicznego wstrzelenia się w temat (często autorzy wybierają wyjście od życiowej anegdoty, wspomnienia lub gafy, tak, żeby przyciągnąć czytelników pozorną zwyczajnością: dzięki temu mogą zasugerować, że tematy przez nich poruszane dotyczą codzienności i wcale nie są odległe). Badacze zadają pytania, na które przeciętny człowiek samodzielnie nie byłby w stanie odpowiedzieć – i proponują konkretne wyjaśnienia. Dzięki temu można się przekonać, jak pracuje ludzki mózg, ale też – jak przejawiają się jego działania na co dzień. Eseje cechują się sporą dawką humoru (rzadko spodziewanego w takich publikacjach) i lekkością: skorzystać z nich mogą czytelnicy, którzy chcą poszerzać wiedzę oraz ci zwyczajnie zainteresowani skomplikowanym zagadnieniem. „W zakamarkach mózgu” to tom, który pokazuje, że można połączyć bez problemu naukę i styl przystępny szerokiemu gronu odbiorców. To książka, która rozbudza apetyty na zagadki neurologii – i przyda się każdemu, kto kiedykolwiek zastanawiał się nad działaniem mózgu.
Neurosekrety
David J. Linden wpadł na bardzo dobry pomysł, by przybliżyć szerokiemu gronu czytelników ciekawostki związane z pracą mózgu – i żeby zainteresować odbiorców neurologią, przynajmniej w niewielkim zakresie. Popularyzowanie wiedzy połączył z niespodziankami, także dla sporego grona autorów, których zaprosił do współpracy przy tworzeniu książki „W zakamarkach mózgu”. Idea wymyślania tematów w stanie upojenia alkoholowego to anegdota zapraszająca odbiorców do lektury. Jednak nadaje też ton całej książce. Kolejni badacze zajmują się prezentowaniem wybranych przez siebie zagadnień skrótowo i niebanalnie, bez uciekania się do hermetycznego języka czy do pojęć, które i tak zostaną szybko zapomniane. Wolą przedstawiać rozwiązania problemów albo nakreślać obszary poszukiwań niż edukować – dzięki temu „W zakamarkach mózgu” staje się książką rzeczywiście wyjątkową na rynku.
Każdy sięga po temat, który mógłby płynąć bezpośrednio z pytań odbiorców – gdyby odbiorcy zachowywali się jak kilkulatki i zachowali dociekliwość wobec świata i zachowań człowieka. Często kolejne rozdziały bazują na możliwych do dokonania przez zwyczajnego człowieka obserwacjach i stanowią wprowadzenie do tajemnic ludzkiego mózgu. Można przekonać się, jak działają połączenia nerwowe kształtujące umiejętności czy relacje z innymi, pojawi się analiza różnych zmysłowych doznań, motyw bólu i jego związek z mózgiem, ale też kontakty interpersonalne i umiejętności prowadzące do budowania struktur społecznych. Mózg pojawia się w temacie miłości i odkrywania orientacji seksualnej, w altruizmie i w docenianiu piękna. Mózg konkuruje z maszynami, pozwala na wypracowanie nawyków, kłamie, jeśli chodzi o poczucie czasu. Mózg to mnóstwo sztuczek, ale też wielkich odkryć: i chociaż każdy z badaczy wybiera zaledwie mały wycinek neurologii, to nie da się oderwać od tych wyjaśnień i analiz.
Teksty są bardzo krótkie, czasami wydaje się, że aż za krótkie – nie ma czasu na zagłębianie się w szczegóły medyczne, zresztą szerokie grono odbiorców tego by nie oczekiwało. Liczy się umiejętność błyskawicznego wstrzelenia się w temat (często autorzy wybierają wyjście od życiowej anegdoty, wspomnienia lub gafy, tak, żeby przyciągnąć czytelników pozorną zwyczajnością: dzięki temu mogą zasugerować, że tematy przez nich poruszane dotyczą codzienności i wcale nie są odległe). Badacze zadają pytania, na które przeciętny człowiek samodzielnie nie byłby w stanie odpowiedzieć – i proponują konkretne wyjaśnienia. Dzięki temu można się przekonać, jak pracuje ludzki mózg, ale też – jak przejawiają się jego działania na co dzień. Eseje cechują się sporą dawką humoru (rzadko spodziewanego w takich publikacjach) i lekkością: skorzystać z nich mogą czytelnicy, którzy chcą poszerzać wiedzę oraz ci zwyczajnie zainteresowani skomplikowanym zagadnieniem. „W zakamarkach mózgu” to tom, który pokazuje, że można połączyć bez problemu naukę i styl przystępny szerokiemu gronu odbiorców. To książka, która rozbudza apetyty na zagadki neurologii – i przyda się każdemu, kto kiedykolwiek zastanawiał się nad działaniem mózgu.
poniedziałek, 4 października 2021
Olga Rudnicka: Na własną rękę
Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.
Poszukiwania
Matylda Dominiczak to bohaterka, która błyskawicznie zjednała sobie czytelników. Zwyczajna bibliotekarka postawiła na spełnianie własnych marzeń: rzuciła pracę i zrobiła kurs detektywistyczny. Obecnie pracuje dla Salomei Gwint, ekscentrycznej właścicielki agencji detektywistycznej. Matylda już w poprzednim tomie Olgi Rudnickiej przekonała się, że dobrze sobie radzi w nowym zawodzie. Teraz poświęca się poszukiwaniom komisarza Tomczaka: nie wiadomo, gdzie zniknął mężczyzna i dlaczego nikt nie potrafi pomóc w śledztwie. Przy okazji jednak wychodzą na jaw nowe szczegóły: nie tylko wewnętrzne policyjne poszukiwania mają tu znaczenie. Matylda Dominiczak charakteryzuje się ogromnym – pozornym – roztrzepaniem. Ludziom z zewnątrz wydaje się bardzo chaotyczna, ci pracownicy agencji, którzy mają nieszczęście z nią pracować, szybko zaczynają powątpiewać w swoje zdrowe zmysły. Matylda prowadzi bardzo rozbudowane dialogi wewnętrzne: odzywają się w niej głos i głosik, a bohaterka wchodzi z nimi w polemikę. Jednak dzięki takim dyskusjom łatwiej jej dojść do wniosków, na które wcześniej nie mogła wpaść. Matylda słynie z nieszablonowego myślenia oraz z umiejętności podejścia do ludzi. Radzi sobie tam, gdzie eksperci policyjni rezygnują. I to sprawia, że budzi sympatię. Aktualnie Matylda Dominiczak przeżywa jeszcze dodatkowo kryzys rodzinny: zastanawia się, czy nie powinna się rozwieść ze swoim mężem, flegmatycznym programistą Romanem. Nie wie, co mogłoby rozwiązać problemy domowe, ale też nie ma zbyt dużo czasu na podjęcie wyzwania. Pochłania ją ukochana praca.
Olga Rudnicka rozpina tę powieść między domowymi dylematami Matyldy i relacjami z członkami rodziny – a śledztwem. Bardzo dużo miejsca poświęca na opowieść kryminalną i sprawdzanie intrygi, bohaterka prowadzi liczne rozmowy z potencjalnymi świadkami. Chce wciągnąć czytelników w pierwszej kolejności w sprawę detektywistyczną, uświadomić im, że Matylda w nowej odsłonie poradzi sobie bardzo dobrze. Przy okazji ucieka trochę od komedii kryminalnej – prostej i niepoważnej – w stronę budowania prawdziwie skomplikowanych relacji, ciemnych sprawek i świata bandytów. To z nimi ma sobie poradzić rezolutna bibliotekarka – komizm książki istnieje tu w mniej eksponowanej płaszczyźnie, ale jest, jako zestawienie charakterów i nietypowych rozwiązań. Autorka pozwala odbiorcom śledzić przebieg wydarzeń i cały proces dochodzenia do prawdy. Olga Rudnicka przechodzi na teren klasycznych kryminałów i radzi sobie w tym znakomicie. Udaje jej się wiele razy zaskoczyć odbiorców pomysłami – czy to na błyskotliwe riposty w rozmowach, czy – na konstrukcję świata przestępczego. Wprowadza tematy, które przynajmniej trochę zasugerują różne warstwy opowieści. Znajdzie się w tej książce to, co u Olgi Rudnickiej bardzo dobre – kto szuka ciekawego kryminału z elementami obyczajowymi na pewno wie, że Matylda Dominiczak gwarantuje moc wrażeń. Najnowsza propozycja Olgi Rudnickiej oczywiście rozbudza apetyt na kontynuację – autorka wie, jak przywiązać do siebie czytelników.
Poszukiwania
Matylda Dominiczak to bohaterka, która błyskawicznie zjednała sobie czytelników. Zwyczajna bibliotekarka postawiła na spełnianie własnych marzeń: rzuciła pracę i zrobiła kurs detektywistyczny. Obecnie pracuje dla Salomei Gwint, ekscentrycznej właścicielki agencji detektywistycznej. Matylda już w poprzednim tomie Olgi Rudnickiej przekonała się, że dobrze sobie radzi w nowym zawodzie. Teraz poświęca się poszukiwaniom komisarza Tomczaka: nie wiadomo, gdzie zniknął mężczyzna i dlaczego nikt nie potrafi pomóc w śledztwie. Przy okazji jednak wychodzą na jaw nowe szczegóły: nie tylko wewnętrzne policyjne poszukiwania mają tu znaczenie. Matylda Dominiczak charakteryzuje się ogromnym – pozornym – roztrzepaniem. Ludziom z zewnątrz wydaje się bardzo chaotyczna, ci pracownicy agencji, którzy mają nieszczęście z nią pracować, szybko zaczynają powątpiewać w swoje zdrowe zmysły. Matylda prowadzi bardzo rozbudowane dialogi wewnętrzne: odzywają się w niej głos i głosik, a bohaterka wchodzi z nimi w polemikę. Jednak dzięki takim dyskusjom łatwiej jej dojść do wniosków, na które wcześniej nie mogła wpaść. Matylda słynie z nieszablonowego myślenia oraz z umiejętności podejścia do ludzi. Radzi sobie tam, gdzie eksperci policyjni rezygnują. I to sprawia, że budzi sympatię. Aktualnie Matylda Dominiczak przeżywa jeszcze dodatkowo kryzys rodzinny: zastanawia się, czy nie powinna się rozwieść ze swoim mężem, flegmatycznym programistą Romanem. Nie wie, co mogłoby rozwiązać problemy domowe, ale też nie ma zbyt dużo czasu na podjęcie wyzwania. Pochłania ją ukochana praca.
Olga Rudnicka rozpina tę powieść między domowymi dylematami Matyldy i relacjami z członkami rodziny – a śledztwem. Bardzo dużo miejsca poświęca na opowieść kryminalną i sprawdzanie intrygi, bohaterka prowadzi liczne rozmowy z potencjalnymi świadkami. Chce wciągnąć czytelników w pierwszej kolejności w sprawę detektywistyczną, uświadomić im, że Matylda w nowej odsłonie poradzi sobie bardzo dobrze. Przy okazji ucieka trochę od komedii kryminalnej – prostej i niepoważnej – w stronę budowania prawdziwie skomplikowanych relacji, ciemnych sprawek i świata bandytów. To z nimi ma sobie poradzić rezolutna bibliotekarka – komizm książki istnieje tu w mniej eksponowanej płaszczyźnie, ale jest, jako zestawienie charakterów i nietypowych rozwiązań. Autorka pozwala odbiorcom śledzić przebieg wydarzeń i cały proces dochodzenia do prawdy. Olga Rudnicka przechodzi na teren klasycznych kryminałów i radzi sobie w tym znakomicie. Udaje jej się wiele razy zaskoczyć odbiorców pomysłami – czy to na błyskotliwe riposty w rozmowach, czy – na konstrukcję świata przestępczego. Wprowadza tematy, które przynajmniej trochę zasugerują różne warstwy opowieści. Znajdzie się w tej książce to, co u Olgi Rudnickiej bardzo dobre – kto szuka ciekawego kryminału z elementami obyczajowymi na pewno wie, że Matylda Dominiczak gwarantuje moc wrażeń. Najnowsza propozycja Olgi Rudnickiej oczywiście rozbudza apetyt na kontynuację – autorka wie, jak przywiązać do siebie czytelników.
niedziela, 3 października 2021
Kasia i Zosia Pilitowskie: Ziemniak
Buchmann, Warszawa 2021.
Potrawy
Na rynku książek kulinarnych znajdzie się miejsce na każdą propozycję, a od dłuższego czasu w tym nurcie znajdują się albo pozycje celebrytów i znanych kucharzy, albo - tomy tematyczne, poświęcone wybranemu zagadnieniu. Nie inaczej jest w przypadku książki "Ziemniak" przygotowanej przez Kasię i Zosię Pilitowskie, czyli matkę i córkę prowadzące bar śniadaniowy w Krakowie. Wprawdzie ziemniaki ze śniadaniem kojarzą się raczej niespecjalnie, ale autorki z zadaniem radzą sobie bez zarzutu: gromadzą przepisy, przeprowadzają wirtualne podróże po świecie, a nawet wypytują różnych znajomych i kolegów po fachu o ulubione dania z ziemniaków. Dzielą się fascynacją, która po lekturze wyda się odbiorcom zrozumiała. Każdy znajdzie tu coś do przetestowania niemal obowiązkowego - nie tylko po to, żeby urozmaicić codzienne posiłki, ale też dla sprawdzenia podpowiedzi i przepisów. Autorki drwią sobie z obowiązkowego niemal polecenia dla niejadków "zjedz mięsko, ziemniaczki zostaw" - dla nich ziemniaki to najlepsza część dania i są w stanie przekonać do tego czytelników.
Zaczyna się od podstaw absolutnych, czyli ziemniaków jako dodatku do potraw, przyrządzanego na różne sposoby: nie tylko puree i frytki są do wyboru. Dalej przychodzi czas na rozmaite rodzaje klusek, knedli i kopytek. Kolejnym krokiem stają się różne wersje placków ziemniaczanych - na słono i na słodko - oraz kotlecików. Tu znalazło się też miejsce na rozmaite kanapki z ziemniakami. Nie zabraknie przepisów na zapiekanki, na eintopfy, ziemniaki w zupach i w pierogach, ziemniaki w chlebie i z kapustą. Nawet desery z ziemniaków się tu pojawią. Co ciekawe, autorki, które przygotowywały część książki w pandemii, musiały zadowolić się wirtualnymi podróżami, chociaż w planach miały zdobywanie informacji podczas wypraw do różnych krajów. Ślady międzykulturowych fascynacji ziemniakami wprowadzają do jednego rozdziału - a przecież w całej książce rozsiane są przepisy czy to z różnych regionów Polski, czy z różnych stron świata.
Każda rozkładówka zawiera zestaw składników, artystyczną fotografię oraz sposób przyrządzania potrawy podany tak, by odbiorcy nie mieli żadnych wątpliwości co do kolejności zadań. Ale co pewien czas autorki sięgają albo do własnych wspomnień i spostrzeżeń, albo do uwag, które pozwolą zainteresować się potrawą. Uruchamiają emocje, korzystają z okazji do opowiedzenia czegoś bardziej osobistego, przypominają, że jedzenie może działać na nastrój i budować wspomnienia. Dzięki tym wskazówkom jest to książka, która może się spodobać szerokiemu gronu odbiorców.
Ziemniak jest tu najważniejszy, Kasia i Zosia Pilitowskie nie mają co do tego wątpliwości. Nie muszą zatem dodatkowo udziwniać potraw, nie szukają egzotyki albo nawiązywania do modnych diet - nie interesuje ich wpisywanie się w popularne nurty. Chcą wypracować własną modę, modę na ziemniaki - i przekonują czytelników, że w tej kwestii mają coś wartościowego do powiedzenia.
Potrawy
Na rynku książek kulinarnych znajdzie się miejsce na każdą propozycję, a od dłuższego czasu w tym nurcie znajdują się albo pozycje celebrytów i znanych kucharzy, albo - tomy tematyczne, poświęcone wybranemu zagadnieniu. Nie inaczej jest w przypadku książki "Ziemniak" przygotowanej przez Kasię i Zosię Pilitowskie, czyli matkę i córkę prowadzące bar śniadaniowy w Krakowie. Wprawdzie ziemniaki ze śniadaniem kojarzą się raczej niespecjalnie, ale autorki z zadaniem radzą sobie bez zarzutu: gromadzą przepisy, przeprowadzają wirtualne podróże po świecie, a nawet wypytują różnych znajomych i kolegów po fachu o ulubione dania z ziemniaków. Dzielą się fascynacją, która po lekturze wyda się odbiorcom zrozumiała. Każdy znajdzie tu coś do przetestowania niemal obowiązkowego - nie tylko po to, żeby urozmaicić codzienne posiłki, ale też dla sprawdzenia podpowiedzi i przepisów. Autorki drwią sobie z obowiązkowego niemal polecenia dla niejadków "zjedz mięsko, ziemniaczki zostaw" - dla nich ziemniaki to najlepsza część dania i są w stanie przekonać do tego czytelników.
Zaczyna się od podstaw absolutnych, czyli ziemniaków jako dodatku do potraw, przyrządzanego na różne sposoby: nie tylko puree i frytki są do wyboru. Dalej przychodzi czas na rozmaite rodzaje klusek, knedli i kopytek. Kolejnym krokiem stają się różne wersje placków ziemniaczanych - na słono i na słodko - oraz kotlecików. Tu znalazło się też miejsce na rozmaite kanapki z ziemniakami. Nie zabraknie przepisów na zapiekanki, na eintopfy, ziemniaki w zupach i w pierogach, ziemniaki w chlebie i z kapustą. Nawet desery z ziemniaków się tu pojawią. Co ciekawe, autorki, które przygotowywały część książki w pandemii, musiały zadowolić się wirtualnymi podróżami, chociaż w planach miały zdobywanie informacji podczas wypraw do różnych krajów. Ślady międzykulturowych fascynacji ziemniakami wprowadzają do jednego rozdziału - a przecież w całej książce rozsiane są przepisy czy to z różnych regionów Polski, czy z różnych stron świata.
Każda rozkładówka zawiera zestaw składników, artystyczną fotografię oraz sposób przyrządzania potrawy podany tak, by odbiorcy nie mieli żadnych wątpliwości co do kolejności zadań. Ale co pewien czas autorki sięgają albo do własnych wspomnień i spostrzeżeń, albo do uwag, które pozwolą zainteresować się potrawą. Uruchamiają emocje, korzystają z okazji do opowiedzenia czegoś bardziej osobistego, przypominają, że jedzenie może działać na nastrój i budować wspomnienia. Dzięki tym wskazówkom jest to książka, która może się spodobać szerokiemu gronu odbiorców.
Ziemniak jest tu najważniejszy, Kasia i Zosia Pilitowskie nie mają co do tego wątpliwości. Nie muszą zatem dodatkowo udziwniać potraw, nie szukają egzotyki albo nawiązywania do modnych diet - nie interesuje ich wpisywanie się w popularne nurty. Chcą wypracować własną modę, modę na ziemniaki - i przekonują czytelników, że w tej kwestii mają coś wartościowego do powiedzenia.
sobota, 2 października 2021
Hervé Debaene: Szachy. Wszystko, co trzeba wiedzieć o grze starej jak świat
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Lekcja
Dzieci przeważnie uczą się grać w szachy od członków rodzin: jeśli zaczną w młodym wieku, mogą później trenować umiejętności i traktować grę jak sport, a nie tylko przyjemną rozrywkę. Jednak najmłodsi, którym nie ma kto zaprezentować reguł gry, do niedawna nie mieli szansy trafienia na odpowiedni poradnik. Z pomocą przychodzi Hervé Debaene i jego tomik popularyzatorski "Szachy. Wszystko, co trzeba wiedzieć o grze starej jak świat". Jest to naprawdę udana publikacja prezentująca zasady gry, ruchy poszczególnych figur, a także... ich znaczenie na szachownicy i w dawnej kulturze. Po takiej lekturze szachy nie będą miały przed dziećmi tajemnic, w dodatku autor stawia na zadania, które pełnią także funkcję mnemotechniczną i budzą równocześnie zainteresowanie grą - wychowuje sobie pokolenie młodych odbiorców z zamiłowaniem do szachów. Mało tego, nawet gdyby jakiś dorosły chciał poznać absolutne podstawy gry - może tu spokojnie zajrzeć. Bez trudu zapamięta wprowadzane wiadomości i będzie mógł je zastosować w praktyce.
Najpierw - prezentacja. Autor omawia samą planszę do gry, a później kolejne figury. Skupia się na ruchach, jakie można nimi wykonać, zaznacza utrudnienia i szanse. Wprowadza stopniowo także kolejne zasady gry. W każdym rozdziale znajduje się też miejsce na opowiedzenie o "pierwowzorach" figur: o królach, biskupach i chłopach. Takie wstawki pozwalają na moment odwrócić uwagę od samej gry i otwierają dzieci na inne zainteresowania. Autor odrobinę czerpie z historii, jednak najbardziej interesuje go to, co dzieje się na planszy. Dzięki kolejnym wskazówkom może przeprowadzić dzieci przez cały proces nauki niemal niepostrzeżenie. Wyjaśnia, co dzieje się w związku z różnymi decyzjami i wyborami, podaje za każdym razem także zestaw ćwiczeń: na przedstawionych planszach należy wskazać figurę do zbicia albo zademonstrować ruch pionka, zastanowić się nad konsekwencjami działań i przymierzyć się do gry w praktyce. Hervé Debaene nie będzie nikogo zamęczać: zajmuje się jedynie podstawami gry i prezentuje je tak, by jak najłatwiej dało się je zapamiętać. Trafi i do małych dzieci, dla których szachy nie będą wkrótce miały tajemnic, i do dorosłych, którzy chcieliby dotrzymać kroku pociechom i ćwiczyć z nimi czasem rozgrywki. Dodaje do tego autor trochę ciekawostek na temat szachów, wariacji gry lub zachowań, których sens ujawnia się dopiero po dalszej analizie ruchów: wszystko to wypada bardzo intrygująco.
Bajkowe są tu ilustracje przedstawiające figury szachowe - Debaene wie, jaki efekt chce uzyskać, zresztą podobną funkcję jak figury z minami spełniają też emocjonalne wprowadzenia do wyjaśnień. Przy takich otwarciach rozdziałów szachownice, na których trzeba wykonać określone ćwiczenia, nie wypadają nudno. "Szachy" to książka bardzo udana: przygotowana z myślą o najmłodszych i bardzo przekonująca, pozwala szybko wprowadzić odbiorców w temat szachów. To znakomity sposób na rozpoczęcie przygody, która stać się może nawet pomysłem na życie. Nawet jeśli ktoś nie zainteresuje się po lekturze szachami, przećwiczy sobie zdolność logicznego myślenia i spostrzegawczość - i tak tę publikację można potraktować.
Lekcja
Dzieci przeważnie uczą się grać w szachy od członków rodzin: jeśli zaczną w młodym wieku, mogą później trenować umiejętności i traktować grę jak sport, a nie tylko przyjemną rozrywkę. Jednak najmłodsi, którym nie ma kto zaprezentować reguł gry, do niedawna nie mieli szansy trafienia na odpowiedni poradnik. Z pomocą przychodzi Hervé Debaene i jego tomik popularyzatorski "Szachy. Wszystko, co trzeba wiedzieć o grze starej jak świat". Jest to naprawdę udana publikacja prezentująca zasady gry, ruchy poszczególnych figur, a także... ich znaczenie na szachownicy i w dawnej kulturze. Po takiej lekturze szachy nie będą miały przed dziećmi tajemnic, w dodatku autor stawia na zadania, które pełnią także funkcję mnemotechniczną i budzą równocześnie zainteresowanie grą - wychowuje sobie pokolenie młodych odbiorców z zamiłowaniem do szachów. Mało tego, nawet gdyby jakiś dorosły chciał poznać absolutne podstawy gry - może tu spokojnie zajrzeć. Bez trudu zapamięta wprowadzane wiadomości i będzie mógł je zastosować w praktyce.
Najpierw - prezentacja. Autor omawia samą planszę do gry, a później kolejne figury. Skupia się na ruchach, jakie można nimi wykonać, zaznacza utrudnienia i szanse. Wprowadza stopniowo także kolejne zasady gry. W każdym rozdziale znajduje się też miejsce na opowiedzenie o "pierwowzorach" figur: o królach, biskupach i chłopach. Takie wstawki pozwalają na moment odwrócić uwagę od samej gry i otwierają dzieci na inne zainteresowania. Autor odrobinę czerpie z historii, jednak najbardziej interesuje go to, co dzieje się na planszy. Dzięki kolejnym wskazówkom może przeprowadzić dzieci przez cały proces nauki niemal niepostrzeżenie. Wyjaśnia, co dzieje się w związku z różnymi decyzjami i wyborami, podaje za każdym razem także zestaw ćwiczeń: na przedstawionych planszach należy wskazać figurę do zbicia albo zademonstrować ruch pionka, zastanowić się nad konsekwencjami działań i przymierzyć się do gry w praktyce. Hervé Debaene nie będzie nikogo zamęczać: zajmuje się jedynie podstawami gry i prezentuje je tak, by jak najłatwiej dało się je zapamiętać. Trafi i do małych dzieci, dla których szachy nie będą wkrótce miały tajemnic, i do dorosłych, którzy chcieliby dotrzymać kroku pociechom i ćwiczyć z nimi czasem rozgrywki. Dodaje do tego autor trochę ciekawostek na temat szachów, wariacji gry lub zachowań, których sens ujawnia się dopiero po dalszej analizie ruchów: wszystko to wypada bardzo intrygująco.
Bajkowe są tu ilustracje przedstawiające figury szachowe - Debaene wie, jaki efekt chce uzyskać, zresztą podobną funkcję jak figury z minami spełniają też emocjonalne wprowadzenia do wyjaśnień. Przy takich otwarciach rozdziałów szachownice, na których trzeba wykonać określone ćwiczenia, nie wypadają nudno. "Szachy" to książka bardzo udana: przygotowana z myślą o najmłodszych i bardzo przekonująca, pozwala szybko wprowadzić odbiorców w temat szachów. To znakomity sposób na rozpoczęcie przygody, która stać się może nawet pomysłem na życie. Nawet jeśli ktoś nie zainteresuje się po lekturze szachami, przećwiczy sobie zdolność logicznego myślenia i spostrzegawczość - i tak tę publikację można potraktować.
Dziecko Słońca
Harperkids, Warszawa 2021.
Poszukiwacze przygód
Kacper i Lena to kolejne rodzeństwo, które zaraziło się miłością do gry „Zgadnij, kto to” i chętnie podejmuje się rozwiązywania detektywistycznych zagadek. „Dziecko Słońca” - historyjka w serii Zgadnij kto to – zachęca najmłodszych do połączenia łamigłówki i lektury, tak, żeby nikomu nie nudziło się czytanie. Młodzi bohaterowie udają się właśnie na stanowisko archeologiczne: ich tata jest uczonym, więc dzieci mogą skorzystać z nietypowego przepisu na wakacje. Kiedy usłyszą, jak brzmi przepowiednia Majów, zaszyfrowana na jednej z tablic, postanawiają odkryć, kto jest dzieckiem Słońca – emocje podsyca także fakt, że wszyscy pracownicy (z wyjątkiem taty) pasują do postaci z gry. Dzięki temu bohaterowie wiedzą, że powinni przystąpić do działania i odpowiadać na kolejne pytania. Lista „podejrzanych” jest tu znacznie mniejsza niż w poprzednim tomiku. Oznacza to, że proces znalezienia i wskazania odpowiedniej postaci powinien być prostszy. W kolejnych rozdziałach dzieci znajdą wskazówki dotyczące wyglądu Dziecka Słońca – tak, by mogły wykreślać lub wskazywać konkretnych członków ekipy. W podejmowaniu decyzji pomoże im pierwsza rozkładówka z prezentacją postaci. To tutaj przebiega właściwa część zadania: trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie zadane przez twórców serii, a później dopasować ludzi spełniających kryteria odpowiedzi. W ten sposób można rozwiązać największą zagadkę.
Co ciekawe, chociaż książeczka została podporządkowana tematowi poszukiwania odpowiedniej osoby, dość duży nacisk kładzie się tu na narrację i na aspekty edukacyjne. Odbiorcy zainteresują się między innymi tematem archeologii, dowiedzą się, na czym polega praca badaczy, stwierdzą też, że prawdziwe przygody można przeżywać w każdych okolicznościach. Egzotyka niewątpliwie pomaga: łatwiej jest przekonać odbiorców do śledzenia opowieści – gdyby bohaterowie działali w znanym dzieciom otoczeniu, nie dałoby się wprowadzić do książki ani takiej ilości ciekawostek i faktów, ani danych. Rodziców do tomiku przekona zapewne aspekt edukacyjny, dzieci – przygodowy (plus możliwość dotrzymywania kroku bohaterom w prowadzeniu śledztwa). Jest „Dziecko Słońca” publikacją ciekawą – nie tylko zapewni rozrywkę, ale i dawkę wiedzy. Odbiorcy mają szansę sprawdzić swoje umiejętności dedukcji. Jeśli jednak komuś nie pójdzie zbyt dobrze nadążanie za fabułą – i zagadka cząstkowa okaże się zbyt trudna do rozwiązania, nie trzeba odkładać książeczki. Wystarczy odczytać to, co zostało napisane w odbiciu lustrzanym: podpowiedź uzyskana w ten sposób pozwoli na podążanie za fabułą i poszukiwanie wyjaśnienia mimo braku trafnych odczytań wskazówek. Twórcy serii dbają zatem o to, żeby dzieci mogły korzystać z tomiku na różne sposoby: jedne będą trenować spostrzegawczość, drugie – uczyć się logicznego myślenia i procesu dedukcji. Na pewno przyda im się taki rodzaj rozrywki – wyczulenie na informacje mniej oczywiste pozwoli podnieść pewność siebie i da szansę na poprawienie wyników w nauce.
Poszukiwacze przygód
Kacper i Lena to kolejne rodzeństwo, które zaraziło się miłością do gry „Zgadnij, kto to” i chętnie podejmuje się rozwiązywania detektywistycznych zagadek. „Dziecko Słońca” - historyjka w serii Zgadnij kto to – zachęca najmłodszych do połączenia łamigłówki i lektury, tak, żeby nikomu nie nudziło się czytanie. Młodzi bohaterowie udają się właśnie na stanowisko archeologiczne: ich tata jest uczonym, więc dzieci mogą skorzystać z nietypowego przepisu na wakacje. Kiedy usłyszą, jak brzmi przepowiednia Majów, zaszyfrowana na jednej z tablic, postanawiają odkryć, kto jest dzieckiem Słońca – emocje podsyca także fakt, że wszyscy pracownicy (z wyjątkiem taty) pasują do postaci z gry. Dzięki temu bohaterowie wiedzą, że powinni przystąpić do działania i odpowiadać na kolejne pytania. Lista „podejrzanych” jest tu znacznie mniejsza niż w poprzednim tomiku. Oznacza to, że proces znalezienia i wskazania odpowiedniej postaci powinien być prostszy. W kolejnych rozdziałach dzieci znajdą wskazówki dotyczące wyglądu Dziecka Słońca – tak, by mogły wykreślać lub wskazywać konkretnych członków ekipy. W podejmowaniu decyzji pomoże im pierwsza rozkładówka z prezentacją postaci. To tutaj przebiega właściwa część zadania: trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie zadane przez twórców serii, a później dopasować ludzi spełniających kryteria odpowiedzi. W ten sposób można rozwiązać największą zagadkę.
Co ciekawe, chociaż książeczka została podporządkowana tematowi poszukiwania odpowiedniej osoby, dość duży nacisk kładzie się tu na narrację i na aspekty edukacyjne. Odbiorcy zainteresują się między innymi tematem archeologii, dowiedzą się, na czym polega praca badaczy, stwierdzą też, że prawdziwe przygody można przeżywać w każdych okolicznościach. Egzotyka niewątpliwie pomaga: łatwiej jest przekonać odbiorców do śledzenia opowieści – gdyby bohaterowie działali w znanym dzieciom otoczeniu, nie dałoby się wprowadzić do książki ani takiej ilości ciekawostek i faktów, ani danych. Rodziców do tomiku przekona zapewne aspekt edukacyjny, dzieci – przygodowy (plus możliwość dotrzymywania kroku bohaterom w prowadzeniu śledztwa). Jest „Dziecko Słońca” publikacją ciekawą – nie tylko zapewni rozrywkę, ale i dawkę wiedzy. Odbiorcy mają szansę sprawdzić swoje umiejętności dedukcji. Jeśli jednak komuś nie pójdzie zbyt dobrze nadążanie za fabułą – i zagadka cząstkowa okaże się zbyt trudna do rozwiązania, nie trzeba odkładać książeczki. Wystarczy odczytać to, co zostało napisane w odbiciu lustrzanym: podpowiedź uzyskana w ten sposób pozwoli na podążanie za fabułą i poszukiwanie wyjaśnienia mimo braku trafnych odczytań wskazówek. Twórcy serii dbają zatem o to, żeby dzieci mogły korzystać z tomiku na różne sposoby: jedne będą trenować spostrzegawczość, drugie – uczyć się logicznego myślenia i procesu dedukcji. Na pewno przyda im się taki rodzaj rozrywki – wyczulenie na informacje mniej oczywiste pozwoli podnieść pewność siebie i da szansę na poprawienie wyników w nauce.
piątek, 1 października 2021
Magda Omilianowicz, lek. Katarzyna Świątkowska: Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu
Buchmann, Warszawa 2021.
Cud chudnięcia
Wiele jest publikacji, które poświęcone zostały różnym rodzajom diet czy sposobom na odchudzanie - równie wiele poradników wskazujących na ciałopozytywność i samoakceptację. "Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu" to kolejna książka, która wpisuje się w nurt popularnonaukowych pozycji i odpowiada na mody czy przekonania panujące w społeczeństwie. Publikacja została przygotowana przez Magdę Omilianowicz i Katarzynę Świątkowską, ta pierwsza to dziennikarka, która próbuje dowiedzieć się czegoś na temat zdrowego odżywiania, ta druga - to lekarka i blogerka popularyzująca wiadomości na temat diet. Książka jest niewielka objętościowo, dzięki czemu trafić może do szerszego grona odbiorców, co ma spore znaczenie, jako że właśnie do nieświadomych powinna dotrzeć.
Przede wszystkim autorki przypominają, że otyłość jest chorobą i jest groźna dla organizmu. Nie pomogą żadne psychologiczne sztuczki ani autosugestie, kiedy zacznie zawodzić zdrowie - a zapewne zacznie, jeśli ludzie otyli nie zrobią czegoś ze sobą. Zestaw schorzeń i komplikacji zdrowotnych jest dość rozłożysty: na pewno to dobre wprowadzenie do lektury. Ratunku można szukać w aktywności fizycznej (chociaż nie wolno przesadzić). W rozmowach pojawia się dobroczynny wpływ ruchu na różne problemy z ciałem, motyw spalania kalorii czy seksu jako antidotum na otyłość. Autorki przyglądają się diecie bezglutenowej i przypominają, czym ona jest i dla kogo się nadaje. Sprawdzają, co pić i w jakich ilościach, ale też analizują kwestię głodówek i diet sokowych. Dojdzie i do przeglądu popularnych diet - autorki komentują rozmaite możliwości i wybory, oczywiście istnieje dieta polecana przez nie i wtedy widać kontrast między dobieraniem argumentów przeciwko modnym rozwiązaniom i za tym, co stosuje lekarka.
Forma rozmowy bardzo pomoże odbiorcom w przyswajaniu treści - funkcjonuje jak uproszczenie niezbędne, żeby czytelnicy mogli podążać za wywodem i sprawdzać, co do zaoferowania mają obie autorki. Liczy się umiejętność wprowadzania prostych podsumowań, a także sama retoryka: w ogóle ten poradnik został dopasowany do wymogów rynkowych, wielką wagę przywiązuje się tutaj do wpływania na odbiorców. Rozmowy są podzielone na tematy i bardzo krótkie, konkretne i esencjonalne - chociaż części czytelników może nieco przeszkadzać dążenie do przekonywania ich. Autorki najwyraźniej nie wierzą, że podawanie faktów wystarczy, wolą podsunąć gotowe wnioski czytelnikom - i właściwie nie można się temu dziwić, skoro muszą rozbijać obiegowe mity i pokazywać błędy w myśleniu społeczeństwa. "Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu" w warstwie narracji przypomina kioskowe poradniki: pojawiają się tutaj ramki i tabelki z podsumowaniami czy wyliczeniami, wnioski dodatkowo zostają podkreślone w podsumowaniach rozdziałów (naprawdę krótkich): na wiele sposobów próbuje się tutaj chwytów mnemotechnicznych. Jest to książka, która przynosi odpowiedzi na wiele pytań związanych z wyborem diet - to coś dla ludzi, którzy nie chcą samodzielnie testować oferowanych przez rynek możliwości, potrzebują za to przewodnika i pomocy w odchudzaniu.
Cud chudnięcia
Wiele jest publikacji, które poświęcone zostały różnym rodzajom diet czy sposobom na odchudzanie - równie wiele poradników wskazujących na ciałopozytywność i samoakceptację. "Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu" to kolejna książka, która wpisuje się w nurt popularnonaukowych pozycji i odpowiada na mody czy przekonania panujące w społeczeństwie. Publikacja została przygotowana przez Magdę Omilianowicz i Katarzynę Świątkowską, ta pierwsza to dziennikarka, która próbuje dowiedzieć się czegoś na temat zdrowego odżywiania, ta druga - to lekarka i blogerka popularyzująca wiadomości na temat diet. Książka jest niewielka objętościowo, dzięki czemu trafić może do szerszego grona odbiorców, co ma spore znaczenie, jako że właśnie do nieświadomych powinna dotrzeć.
Przede wszystkim autorki przypominają, że otyłość jest chorobą i jest groźna dla organizmu. Nie pomogą żadne psychologiczne sztuczki ani autosugestie, kiedy zacznie zawodzić zdrowie - a zapewne zacznie, jeśli ludzie otyli nie zrobią czegoś ze sobą. Zestaw schorzeń i komplikacji zdrowotnych jest dość rozłożysty: na pewno to dobre wprowadzenie do lektury. Ratunku można szukać w aktywności fizycznej (chociaż nie wolno przesadzić). W rozmowach pojawia się dobroczynny wpływ ruchu na różne problemy z ciałem, motyw spalania kalorii czy seksu jako antidotum na otyłość. Autorki przyglądają się diecie bezglutenowej i przypominają, czym ona jest i dla kogo się nadaje. Sprawdzają, co pić i w jakich ilościach, ale też analizują kwestię głodówek i diet sokowych. Dojdzie i do przeglądu popularnych diet - autorki komentują rozmaite możliwości i wybory, oczywiście istnieje dieta polecana przez nie i wtedy widać kontrast między dobieraniem argumentów przeciwko modnym rozwiązaniom i za tym, co stosuje lekarka.
Forma rozmowy bardzo pomoże odbiorcom w przyswajaniu treści - funkcjonuje jak uproszczenie niezbędne, żeby czytelnicy mogli podążać za wywodem i sprawdzać, co do zaoferowania mają obie autorki. Liczy się umiejętność wprowadzania prostych podsumowań, a także sama retoryka: w ogóle ten poradnik został dopasowany do wymogów rynkowych, wielką wagę przywiązuje się tutaj do wpływania na odbiorców. Rozmowy są podzielone na tematy i bardzo krótkie, konkretne i esencjonalne - chociaż części czytelników może nieco przeszkadzać dążenie do przekonywania ich. Autorki najwyraźniej nie wierzą, że podawanie faktów wystarczy, wolą podsunąć gotowe wnioski czytelnikom - i właściwie nie można się temu dziwić, skoro muszą rozbijać obiegowe mity i pokazywać błędy w myśleniu społeczeństwa. "Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu" w warstwie narracji przypomina kioskowe poradniki: pojawiają się tutaj ramki i tabelki z podsumowaniami czy wyliczeniami, wnioski dodatkowo zostają podkreślone w podsumowaniach rozdziałów (naprawdę krótkich): na wiele sposobów próbuje się tutaj chwytów mnemotechnicznych. Jest to książka, która przynosi odpowiedzi na wiele pytań związanych z wyborem diet - to coś dla ludzi, którzy nie chcą samodzielnie testować oferowanych przez rynek możliwości, potrzebują za to przewodnika i pomocy w odchudzaniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






