* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

niedziela, 9 sierpnia 2020

Dorota Kassjanowicz: 30 znikających trampolin

Albus 2020.

Pastisze

Można wykorzystać taki pomysł w celu podszlifowania warsztatu, ćwiczenia pisarskich umiejętności i sprawdzenia, jaką zabawę daje tekst jako taki. Dorota Kassjanowicz proponuje jednak coś innego: pastisze podsuwa jako rozwiązanie dzieciom. W ten sposób dotrze do różnych grup odbiorców. Najmłodszym pokaże, że jedna historia opowiedziana na kilka sposobów to zestaw zupełnie różnych historii. Dorosłym – na przykład rodzicom, którzy będą towarzyszyć dzieciom przy lekturze – że w każdym, najbardziej nawet zwyczajnym wydarzeniu można odkryć sporo magii. W „30 znikających trampolinach” autorka wybiera sobie jeden motyw: oto dzieci wracają z basenu i przekonują się, że pod ich nieobecność zniknęła z ogrodu trampolina. Maluchy podejrzewają, że zakradł się do nich złodziej i wyniósł ich ulubioną zabawkę – zaczynają nawet zastanawiać się, kto z sąsiadów jest najbardziej podejrzany w takiej sytuacji. Na szczęście nad wszystkim czuwa tata i to on rozwiązuje zagadkę: na jego oczach wielka wichura przeniosła trampolinę przez płot, do innego ogródka. Niby nie ma w tym tajemnicy, sprawy kryminalnej albo powodów do narzekania – jest za to sensacja, bo podobne wichury nie zdarzają się zbyt często – ale dla dzieci to szansa na opowieść przypominającą bajkę.

Cała fabuła zostaje ukazana w pierwszym, neutralnym tekście. W dalszej części tomu Dorota Kassjanowicz zajmuje się już opowiadaniem tej samej historii na różne sposoby. I o ile przynajmniej część dorosłych trafiała w swoich lekturach na parodie i pastisze, więc wie, ile zależy od przyjętej formy, o tyle dla kilkulatków będzie to co najmniej odkrywcze. Trochę szkoda, że nie zawsze autorka czuje się silna w pastiszach, bywa, że mogłaby coś opowiedzieć lepiej, bywa też, że wybiera rozwiązanie „klimatyczne” zamiast kolejnego gatunku. Niespecjalnie imponuje rymowankami (ale jest ich tu kilka, w różnej funkcji), czasami decyduje się na przykład na wersję „optymistyczną” i „pesymistyczną”, czym pokazuje dzieciom, że odpowiedni dobór słów może wręcz narzucać odbiorcom sposób interpretacji. Wymyśla raz własny język do opowiedzenia historii, raz bawi się w baśń, telewizyjny reportaż interwencyjny czy w plotkarską relację. Podpowiada, jak opowiadanie brzmiałoby w wersji dla wzrokowców i dla słuchowców, przywołuje formy nie tylko literackie. Wprowadzane przez nią rozwiązania mogą zachęcić dzieci do samodzielnych poszukiwań środków wyrazu – to zjawisko, którego nie spotyka się przeważnie w szkołach, a szkoda, bo maluchy mogłyby sporo się nauczyć podczas zabawy. Choćby – jak operować słowami i jak je dobierać, żeby najlepiej przekazywać intencje. Jest w tej publikacji zatem nie tylko pomysł autorski, ale i zestaw inspiracji. Tak przygotowana książka może nie przekona wszystkich dzieci, za to przyda im się bez wątpienia do rozwijania wyobraźni oraz kompetencji językowych. Warto też zwrócić uwagę na jakość wydania: tom staje się popisem graficznym Pauliny Daniluk, która odchodzi od kiczowatych i cukierkowych rysunków na rzecz prześmiewczych i momentami nawet satyrycznych obrazków.

sobota, 8 sierpnia 2020

Elizabeth Lim: W świecie iluzji. Mroczna baśń

Harperkids, Warszawa 2020.

Superbohaterka

Mulan jest kolejną postacią w klasyce baśni, która pokazuje, jak wielką siłę mają kobiety zdeterminowane do działania a przez otoczenie uznawane za słabe. Z opiniami ze strony społeczeństwa Mulan musiała się uporać znacznie wcześniej: powołanie do wojska otrzymał jej stary i schorowany ojciec, dziewczyna nie rozumie, dlaczego to on ma walczyć w obronie ojczyzny, a nie osoba zdrowa i pełna sił oraz energii – tylko z powodu innej płci. Gdyby była chłopcem, mogłaby sprawdzić się na polu bitwy, nikt jednak nie chce dać jej takiej szansy. Mulan czuje się pewna, nawet jeśli przyjdzie jej zmierzyć się z największymi wyzwaniami – próbuje je podejmować. Dlatego też wykrada powołanie i postanawia stawić się w wojsku jako Ping, syn, o którym nikt w rodzinie nie lubi opowiadać. W przebraniu, z męskim imieniem, Mulan czeka prawdziwy bojowy chrzest – ale i ten element należy już do przeszłości w opowiadaniu – aktualnie dziewczyna staje przed najpoważniejszym sprawdzianem w całej swojej egzystencji – kto wie, czy nie w całym życiu. Kiedy jeszcze była słabo wyszkolonym żołnierzem – pozbawiona prawidłowych odruchów – mogła zginąć. Osłonił ją wtedy – i automatycznie uratował jej życie – teraz Shang potrzebuje znacznie więcej niż błyskawicznej reakcji dziewczyny. Uchodzi z niego krew – wydaje się, że nic mu już nie pomoże – większość towarzyszy broni powoli odwraca się od niego, przekonana, że nie można poprawić jego stanu. Jedynie Mulan jako Ping postanawia walczyć do upadłego – nawet wbrew ponurym przesłankom. Ojciec Shanga nawiedza Mulan we śnie i proponuje nietypowy układ: jest jedna możliwość ocalenia Shanga, którego dusza rano powinna już być w zaświatach. Do tego jednak trzeba wyjątkowej odwagi – należy bowiem przejść w zaświaty i tam przeprowadzić odpowiednie negocjacje. Igranie z tymi, którzy zawiadują ludzkimi duszami, nie napawa optymizmem – jednak Mulan nie zamierza się poddawać. Skoro istnieje choćby cień szansy – musi spróbować. Tak trafia w zaświaty. Tu ma odnaleźć Shanga, zawiera pakt, na mocy którego albo wyprowadzi przyjaciela z powrotem do krainy żywych, albo sama zostanie jako zakładnik – uwięziona w wieczności, bez możliwości powrotu. I to nie odstrasza dziewczyny, która – i w tym sedno działań – podkochuje się od dawna w swoim dowódcy, chociaż nie uświadamia tego sobie i niespecjalnie potrafiłaby zdefiniować. Shang to przecież ktoś wyższy rangą, do tego – traktujący Pinga jak kumpla. Lepiej nie psuć tej więzi, która istnieje i która daje sporo możliwości bycia obok. Nawet jeśli w chwilach największej gorączki – albo emocji związanych z wydarzeniami – wydaje się, że uda się ocieplić sytuację, Mulan nie chce podejmować ryzyka związanego z miłością.

„W świecie iluzji” to kolejny tom w poczytnej serii Mroczna baśń. Udany początek sprawił, że autorzy szukają kolejnych fabuł do przedstawiania młodym czytelnikom. Kuszą obecnością zła, czarnymi motywami, odejściem od banalnych opowieści – przewidywalnych i cukierkowych – w stronę tego, co wymykające się schematom. I to sprawia, że młodzi odbiorcy chętniej decydują się na lekturę.

Nick Eliopulos: Minecraft. Noc nietoperzy

Egmont, Warszawa 2020.

Z kwadratów

Oficjalna historyjka Minecrafta – zresztą kolejna w serii – to dla dzieci propozycja lektury dynamicznej i dostosowanej do stylistyki pop, a do tego – przeznaczona nie tylko dla fanów gry, chociaż tym, oczywiście, najłatwiej będzie wprowadzić się w wirtualną rzeczywistość i docenić jej rozwiązania. Gra – oparta na pomysłach bardziej niż na grafice (w świecie Minecrafta nie liczy się przecież imponujący obraz, a konstrukcja świata) – zamienia się tu w przygodę kilkorga dzieci, które chodzą do jednej klasy i na początku poznały się jako fani Minecrafta – a od tamtej pory trzymają się razem, przynajmniej wtedy, gdy trzeba rozwiązywać skomplikowane wirtualne problemy. Bohaterowie spotykają się w szkole – i też tutaj wychodzi na jaw kolejne tajemnicze niebezpieczeństwo przeniesione bezpośrednio z Minecrafta. Nauczyciele nie rozumieją, co się dzieje, uczniowie są zdezorientowani, bo mogliby pomyśleć, że zjawisko należy do prawdziwych i wytłumaczalnych logicznie. Tylko ekipa grająca w Minecrafta wie, że inwazja nietoperzy wiąże się z kodami gry i z przekraczaniem kolejnych granic. Otwiera się portal do wirtualnej rzeczywistości, a może ktoś próbuje zastawić pułapkę – wystarczy, że w szkole, w szybach wentylacyjnych, pojawia się mnóstwo nietoperzy, które zachowują się trochę nietypowo.

Nietoperze to moby w grze – tam są spotykane znacznie częściej niż w placówkach oświatowych, z czego tylko zapaleni minecraftowcy zdają sobie sprawę. W związku z tym tylko część uczniów jest w stanie rozszyfrować zagadkę – a żeby tego dokonać, muszą przenieść się do gry i tam współpracować ze sobą. O ile nietoperze nie budzą żadnych negatywnych uczuć (pomijając ludzi, którzy panicznie i bez powodu się ich boją), o tyle już zombie czy rozmaite potwory, które są w grze – mogą okazać się niebezpieczne. Gdyby tak nieumarli wyszli z gry i zaatakowali szkołę w ślad za nietoperzami, sytuacja zrobiłaby się znacznie bardziej poważna – do tego zresztą dzieci nie chcą dopuścić. Nietoperze to znak, że w świecie Minecrafta dzieje się coś, co wymaga zdecydowanej reakcji. Nick Eliopulos dobrze czuje się w tej przestrzeni – wie, jak zaintrygować dzieci połączeniem rzeczywistości realnej i wirtualnej, nie zmęczy tych, którzy fanami gry nie są – dla nich ma po prostu zwykłą przygodówkę pop. Radzi sobie z narracją, chociaż nie dba o budowanie charakterów postaci czy o rozwijanie ich relacji poza obowiązkami w grze. Minecraft zyskuje w ten sposób możliwość zachęcania odbiorców do wypróbowania gry – a dla fanów ma lekturę-niespodziankę, fabularyzowany fragment możliwości gry. Wiadomo, że nie proponuje ten autor wielkiej literatury, zresztą – nie ma takiej potrzeby – za to ucieszy dzieci, które lubią komputerowe rozrywki.

piątek, 7 sierpnia 2020

Achim Gruber: Dramat zwierząt domowych

Feeria, Łódź 2020.

Cierpienie

Trudno ze spokojem śledzić opowieść Achima Grubera, który jako weterynarz i patolog zwierzęcy zajmuje się przedstawianiem rozmaitych rodzajów krzywd, jakie ludzie – świadomie i nieświadomie – wyrządzają swoim pupilom. „Dramat zwierząt domowych” to książka bardzo obszerna, a do tego przeładowana przykładami ludzkiej bezmyślności lub tragedii rozgrywających się w najbliższym otoczeniu. Autor wiele razy będzie czytelnikom przypominał, że sam kocha zwierzęta – i emocje w swojej pracy musi wyłączyć, bo nie sprawia mu przyjemności odnajdowanie kolejnych śladów zaniedbań ze strony właścicieli. Jednocześnie dobitnie pokazuje, że niektórzy zwierząt mieć nie powinni, bo nie są w stanie opiekować się nimi właściwie, nawet jeśli we własnym mniemaniu robią wszystko, co trzeba.

Gruber zabiera czytelników ze sobą nie tylko na salę, w której przeprowadza sekcje zwłok. Bywa w domach, w których całe stada zwierząt po śmierci właścicieli zaczynają zjadać się nawzajem żywcem. Sprawdza, do czego doprowadzają hodowcy i miłośnicy poszczególnych ras (zwykle dążenie do osiągnięcia jakiegoś efektu wiąże się z krzywdzeniem całej rasy, mutacjami groźnymi dla życia albo wyjątkowo utrudniającymi funkcjonowanie – o tym jednak ludzie rzadko myślą). Opisuje rozmaite choroby zwierząt. Czasami pokazuje nieszczęśliwe wypadki, w których czworonożni bohaterowie tracą życie – i nie da się im w żaden sposób pomóc. Znacznie częściej jednak interesują go sytuacje, w których cierpieniu dałoby się zapobiec, gdyby właściciele w porę zareagowali. Dowiedzą się zatem odbiorcy, dlaczego dziecko z opryszczką pod żadnym pozorem nie może całować szynszyli. Dowiedzą się, dlaczego należy zakazać zwłaszcza seniorom dzielenia się ze zwierzętami swoimi lekami – nawet jeśli te przepisane przez weterynarza są dużo droższe, a pies ma podobne dolegliwości, tego typu kombinacje kończą się zwykle wielkim dramatem. Dowiedzą się wreszcie, dlaczego nie należy lekceważyć sygnałów ostrzegawczych zmian na skórze i pod skórą, dziwnych guzów, zniekształceń czy wyprysków. Jakby tego było mało, autor wyjaśnia, dlaczego nie wolno lekceważyć przepisów dotyczących przywożenia zwierząt zza granicy: przytacza opowieść o ludziach, którzy zaopiekowali się bezdomnym psem, tyle że zamiast wykonać szereg szczepień i odbyć wymaganą prawnie kwarantannę, postanowili kupić potrzebne dokumenty. Finał tej historii szokuje i pokazuje, jak wiele cierpień można by uniknąć, gdyby nie ludzkie zaniedbania.

Achim Gruber ma w zanadrzu całkiem dużo oskarżeń kierowanych w stronę ludzi, którzy deklarują, że kochają zwierzęta. Jego praca polega na odkrywaniu kolejnych zaprzeczeń tych przekonań – i pokazuje jednoznacznie, dlaczego niektórzy nie powinni mieć psa czy kota. „Dramat zwierząt domowych” to książka, która w pewnym stopniu wpisuje się w modę na reportaże medyczne czy opowieści o chorobach – pełno ich dzisiaj na rynku, chociaż do tej pory dotyczyły przede wszystkim ludzi. Teraz czas na przyjrzenie się uciążliwościom, jakie muszą znosić czworonożni pupile, gdy trafią w ręce nieodpowiedzialnych albo nieświadomych ludzi. Autor napisał tę książkę z buntu – i dobrze, żeby wieść o niej się szerzyła.

czwartek, 6 sierpnia 2020

Andri Snaer Magnason: O czasie i wodzie

Karakter, 2020.

Wyspa i świat

Zwykle odbiorcy nie są w stanie zbyt wiele powiedzieć o literaturze i kulturze Islandii. Wyspa kojarzy się raczej z turystyką, krajobrazami, a nie z myślą humanistyczną. Ale po lekturze tomu „O czasie i wodzie” można już trochę rozszerzyć perspektywę i zająć się tym, co przedstawi Andri Snaer Magnason. Ten autor zabiera się bowiem za refleksyjne relacje dotyczące ochrony przyrody, zjawisk do obserwowania na Islandii, ale też – atrakcji spoza turystycznych szlaków. Śledzi pamiątki przeszłości, sprawdza, jak zwodniczy bywa język, zanurza się w świecie, do którego zwykli ludzie wstępu nie mają – bo pochłonięci są konsumpcyjnym trybem życia. Pozwala Magnason zdecydowanie zwolnić tempo, sprawia, że każdy potrzebuje się zastanowić nad prezentowanymi treściami. Nie porusza tematów aktualnych – w znaczeniu medialnych doniesień, bo jeśli chodzi o ekologię jest jak najbardziej aktualny, tyle że w bardziej uniwersalnym wymiarze. Nie zajmuje się tym, co zwykle zaprząta dziennikarzy. W ogóle nie posiłkuje się tematami narzucającymi się felietonistom czy internautom i na tym – między innymi – polega siła jego utworów. Teksty z tomu „O czasie i wodzie” momentami zamieniają się w literaturę piękną – chociaż przeważnie chodzi w nich o zmianę mentalności, o uświadamianie czytelnikom czegoś, o czym do tej pory nie mieli pojęcia albo nad czym się nie zastanawiali – mają wpływać na odbiorców, zostawać w ich świadomości i przyczyniać się do metamorfoz.

Za każdym razem Andri Snaer Magnason przynosi nowe zaskoczenia. Zajmuje się środowiskiem, opowiada między innymi o zwyczajach lodowców. Jest autorem mocno zaangażowanym w opowieści o języku – zwraca uwagę na słowa i na to, jak tracą one na wartości we współczesnym świecie, pokazuje czytelnikom pułapki ze strony skostniałych fraz i struktur. Sięga w przeszłość – ożywia ją za sprawą przodków, pamiątek, przedmiotów, które przechowują myśl z dawnych czasów – zdaje się specjalnie tropić kolejne sygnały przemijania, żeby zwrócić uwagę czytelników na upływający czas – ale nie w perspektywie eschatologicznej, raczej – dla uzasadnienia wyciszenia. Przechodzenie do przeszłości też może być piękne, a na pewno przeciwstawia się dzisiejszemu pośpiechowi. Wreszcie w ostatniej sferze zainteresowań leży jeszcze zestaw domowych opowieści. Autor dzieli się przemyśleniami na temat rodziny, przodków, krewnych, tych, którzy mogą go czegoś nauczyć w podejściu do rzeczywistości. Z dziadkami będzie omawiać kolejne fotografie, zaprosi czytelników do domów swoich bliskich – bez poczucia naruszania ich prywatności, ale za to z atmosferą wręcz intymności, przejścia do najbardziej osobistych wynurzeń. „O czasie i wodzie” to książka filozoficzna i nietypowa, oddala się od stylistyki przeważnie przez czytelników kojarzonej i popularnej – wyraźne jest tu odsunięcie się od tego, co medialne i przejście w indywidualne tony.

środa, 5 sierpnia 2020

Marcin Margielewski: Tajemnice hoteli Dubaju

Prószyński i S-ka, Warszawa 2020.

Wynaturzenia

Marcin Margielewski w tomie „Tajemnice hoteli Dubaju” trafia na temat, który sam w sobie dostarczyłby pożywki dziennikarzom. Kiedy słucha opowieści Samira, konsjerża w Al Jannah, wie, że zyska dostęp do prawdziwych sensacji. Można mieć zresztą wrażenie, że chociaż Samir sam decyduje, o czym opowiedzieć, a co przemilczeć – ekstremalnych historii jest tu aż za dużo. Takiego stężenia zła próżno by szukać gdzie indziej. To lektura dla amatorów naprawdę mocnych książkowych wrażeń – która momentami brzmi jak brukowiec, przynajmniej w warstwie tematów. Samir przeprowadza czytelników przez kolejne kręgi piekła. Relacjonuje wyczyny najbogatszych – i sceny obrazujące konsekwencje braku hamulców moralnych. Szokuje, zwłaszcza że sam musi przyczyniać się do części wykroczeń. O tym, co się dzieje za drzwiami hotelu, nie powinien nikomu opowiadać – jednak książka ma stanowić jedno z zabezpieczeń.

W tym świecie można wszystko. Wielkie pieniądze sprawiają, że da się natychmiast przezwyciężyć każdą trudność, a gościom pozwala się na spełnianie najdziwniejszych fanaberii, nawet jeśli oznaczają czyjąś krzywdę. Do standardów należy robienie generalnych remontów w apartamentach gości – po tym, jak pokoje zostały znalezione zakrwawione czy zarzucone odchodami. Pomysłów na zostawienie po sobie śladów klientom nie brakuje – ale ponieważ nie liczą się oni z wydatkami, a szukają wyłącznie dobrej zabawy – nikt nie zabroni im powrotu do hotelu. Zaczyna Samir swoją relację od swoistego egzaminu na konsjerża – przekonuje się, z jak dziwnymi zleceniami będzie miał do czynienia już za moment. Nauczy się, że musi podtrzymywać kontakty z alfonsami i dilerami, ale też – że powinien w każdej sytuacji zachować zimną krew i bez mrugnięcia okiem spełniać najbardziej chore żądania gości. Przekona się, że sam może być potraktowany jak zabawka seksualna, znacznie częściej jednak będzie sprowadzał do hotelu prostytutki – a później wyrzucał je tak, by nie próbowały powracać do swoich bogatych klientów. Kilka kobiet lekkich obyczajów zresztą przysporzy mu kłopotów. Imprezy narkotykowe, orgie i podboje seksualne w hotelu to codzienność – gorzej, kiedy do przybytku sprowadza się żona i dzieci amatora mocnych wrażeń – to do konsjerża należy zadbanie o interesy obu stron. Zresztą bogaci potrafią się odwdzięczać za wyświadczane im przysługi. Zdarza się też, że ich pomysły dają się we znaki personelowi – Samir zajmuje się opisywaniem perwersyjnych zachowań arabskich księżniczek, które na moment wyrwały się spod kurateli i odbijają sobie zniewolenie. Śmierć nie jest tu tematem tabu, zresztą – takich tematów nie ma. Pojawia się nawet motyw wykorzystywania dzieci – i tu Samir po raz pierwszy szuka rozwiązania, które pozwoliłoby na ocalenie dziesięciolatki sprzedawanej przez bliskich. „Tajemnice hoteli Dubaju” to na pewno lektura dla ludzi o mocnych nerwach – i przygotowanych na zestaw „brudów”. Marcin Margielewski wie, że sensacyjnym tonem trafi do czytelników – tym się kieruje.

wtorek, 4 sierpnia 2020

Agnieszka Olejnik: Tyle nowych dróg

Silver, Warszawa 2020.

Walka o siebie

Zwykle to młode bohaterki powieści decydują się na ucieczkę z toksycznych związków. Kobiety, które mogą zacząć wszystko od początku, które nie boją się ryzyka i nie przyzwyczaiły się jeszcze do sytuacji, w której tracą siebie na rzecz dominującego partnera. Jednak książki dla silverów – czyli seniorów – pokazują, że o siebie można walczyć w każdym wieku. Agnieszka Olejnik w tomie „Tyle nowych dróg” przedstawia Marię, nauczycielkę tuż przed emeryturą – sfrustrowaną, zmęczoną i zniechęconą do życia w ogóle. Maria sądzi, że nic dobrego jej już nie czeka. Nauczona oszczędzania przez skąpego małżonka, zamienia się niemal w służącą albo niewolnicę i zapomina o własnych potrzebach. Nie daje jej do myślenia nawet ucieczka syna z kraju – jak najdalej od domowego tyrana. Dopiero kiedy starsza siostra Marii, Anka, wraca z Kanady do Polski i kupuje dawny rodzinny dom, wszystko stopniowo się zmienia. Anna musi nauczyć siostrę siły i samodzielności, przekonać, że w jej małżeństwie źle się dzieje i nie ma co dłużej ciągnąć niezdrowej sytuacji. Pokazuje inny, lepszy świat dostępny na wyciągnięcie ręki. I powoli przygotowuje do buntu. Do własnych problemów się nie przyznaje – w tej chwili ważniejsze jest budowanie pewności siebie Marysi.

Rozwód tuż przed jesienią życia to posunięcie ryzykowne i mało kto podejmuje się takiego kroku – jeśli do tej pory dusił się w trudnym małżeństwie. Maria jednak przekonuje się, że życie ma jej do zaoferowania sporo rozrywek – już samo wyjście do biblioteki i spotkania z innymi emerytkami to okazja do wprowadzania zmian. Kobieta wkrótce zacznie pracować w kawiarni i obserwować ludzkie historie lepsze niż tematy seriali. Nawiąże też nowe znajomości, a te zawsze odwracają uwagę od zmartwień – świetnie, kiedy uda się połączyć siły, żeby komuś pomóc. To również dodaje pewności siebie i poczucia, że jest się potrzebnym. Oczywiście Agnieszka Olejnik nie udaje, że wszystko ułoży się samo: od czasu do czasu były mąż Marii pojawia się na horyzoncie i próbuje odzyskać swoją służącą – czytelniczki przygotowywane są na konieczność walki o własne zdrowie. Zdarzają się chwile zwątpienia, ale wolność jest ważniejsza.

Agnieszka Olejnik proponuje wartką babską historię z wieloma wątkami do przepracowania – nie liczy się wyłącznie temat utraty bliskich czy pogodzenie się z przeciwnościami losu, każda z bohaterek ma własne dylematy. Refrenowo powraca kwestia związków – seniorki muszą przekonać się, że i one mają szansę na miłość oraz prawo do spędzania czasu z sympatycznymi panami. Autorka uświadamia odbiorczyniom, że mogą jeszcze wiele dokonać i cieszyć się codziennością – jeśli tylko wezmą sprawy w swoje ręce. Nie ma sensu wypisywanie kolejnych afirmacji, trzeba działać – i to działać zdecydowanie. Kobieca obyczajówka w dobrym wydaniu to czytadło nie tylko dla starszych pań – również młode czytelniczki mogą tu znaleźć cenne wskazówki dla siebie, autorka tak prowadzi fabułę, żeby działo się sporo i żeby w żadnym momencie nie zabrakło tematów do przemyślenia, a może i wcielenia w życie.