* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

wtorek, 5 czerwca 2012

Francesca Simon: Koszmarny Karolek i kino grozy

Znak, Kraków 2012.

Koszmarne zachowanie

Młodzi czytelnicy znają już zapewne przygody Koszmarnego Karolka i niecierpliwie czekają na każdy kolejny tom z nowymi opowiadaniami. Francesce Simon pomysłów nie brakuje, a wydaje się w ogóle, że część z nich zaczerpnęła po prostu z obserwacji krnąbrnych dzieci i rejestrowania także ich niezrealizowanych szaleństw. Koszmarny Karolek doświadcza wszystkiego, przechwytuje także zabawy zaobserwowane u kolegów. Bo Koszmarny Karolek nie ma skrupułów, zachowuje się jak każdy zazdrosny kilkulatek, kopiując, nawet nieudolnie, rozrywki innych.

W tomie „Koszmarny Karolek i kino grozy” zamieszczone zostały cztery nowe historie, w których bohater będący antywzorem literackim testuje cierpliwość rodziny i kolegów. Ale poza opowieściami o wydźwięku negatywnym znajdą się tu i słowa uznania dla pomysłowości niegrzecznego dziecka. Francesca Simon nie stałaby się ulubioną autorką rzesz małolatów, gdyby zajmowała się jedynie prawieniem morałów i wyszukiwaniem nauczek dla Koszmarnego Karolka – musi też pokazywać, jak wyjść cało z opresji, których rodzice i nauczyciele nie zrozumieją. Mały bohater nigdy się nie nudzi, a niegrzeczność okazuje się jego wizytówką i magnesem przyciągającym czytelników. Wiadomo w końcu, że dzieciak za nic ma wszelkie zasady, nie pozwala nikomu sobą rządzić i rozrywek szuka zwłaszcza tam, gdzie to zakazane przez zasady grzeczności i dobrego wychowania. Prawdziwe utrapienie dla rodziców to równocześnie atrakcja dla młodych odbiorców. Zwłaszcza że wzór do naśladowania, Doskonały Damianek (brat Koszmarnego Karolka) jest w swojej grzeczności aż mdły i nie do zniesienia – nie tylko dla tytułowego bohatera, ale również dla czytelników. Kreacja idealnego dziecka okazuje się na dłuższą metę bardziej uciążliwa niż wizerunek zbyt energicznego i łamiącego zasady Karolka.

Różne w tym tomie przygody spotykają małego (anty)bohatera. Koszmarny Karolek może korzystać ze zdobyczy techniki – kręci z bratem film grozy (nie on jeden, bo pomysł natychmiast przechwytuje Wredna Wandzia, żeński odpowiednik Koszmarnego Karolka), ale chce, by Doskonały Damianek grał role dalszoplanowe, najlepiej w ogóle poza kamerą. Kino grozy w wykonaniu dzieci, bez uprzedniego wymyślenia fabuły czy pracy nad pomysłem nie może imponować. Na uwagę zasługuje za to sposób rozprawienia się ze złośliwymi kolegami, na których towarzystwo Koszmarny Karolek jest skazany. Tu przydaje się niesforność chłopca i jego nieskrępowana wyobraźnia: Koszmarny Karolek radzi sobie z przeciwnikami inteligentnie i bardzo skutecznie, nie angażując w swoje problemy dorosłych (którzy, co też trzeba zauważyć, wcale nie chcą zrozumieć niesnasek między maluchami). Koszmarny Karolek zorganizuje jeszcze nietypowe igrzyska olimpijskie, ale żeby przypadkiem nie podsunął odbiorcom godnego pochwały pomysłu, zachowuje się koszmarnie i defrauduje nagrody. Natomiast wszystkim, którzy stawiają na bezstresowe wychowanie i porady superniań polecić można opowiadanie o magicznym słoneczku – znaczku, który może anulować karę. W samej idei byłoby może trochę racji – tyle że Koszmarny Karolek idealnie pokazuje pragmatyczne podejście dzieci do tego typu rozwiązań.

Francesca Simon jak zwykle pisze w sposób prosty i sporą część akcji opiera na dialogach. Dużo w narracji wykrzyknień, sporo emocji, za to cukierkowość redukowana zostaje do zera. Ta autorka wie, co zrobić, by do czytania przekonać dzieci, które w Koszmarnym Karolku odkryją bratnią duszę – a więc kilkulatki zwykle gardzące lekturami. Opowieści o niegrzecznym chłopcu przekonają na pewno odbiorców, poszerzać się więc będzie krąg fanów Koszmarnego Karolka. Do klimatu tych opowiadań pasują ilustracje Tony’ego Rossa, komiksowe i satyryczne w kresce.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Brandon Mull: Baśniobór. Plaga cieni

W.A.B., Warszawa 2012.

Świat magii

Autorzy powieści fantasy mogą robić wszystko pod warunkiem, że w wykreowanej przez siebie rzeczywistości będą wiarygodni. I chociaż rzadko zdarza się inny niż batalistyczny kierunek rozwoju akcji (co nadaje gatunkowi pewnej niemiłej schematyczności), kto będzie w stanie przekonać do siebie odbiorców, ten zwycięży. Brandon Mull nie musi obawiać się konkurencji – w serii „Baśniobór” udało mu się połączyć dwa elementy: dobrze skonstruowaną i wiarygodną (jak na fantasy oczywiście) przestrzeń oraz atrakcyjną dla czytelników fabułę. Zaproponował cykl trudny i wymagający skupienia – dzięki czemu zyska też uznanie odbiorców ceniących wyrafinowaną lekturę, nawet – dorosłych.

„Plaga cienia” to trzeci tom poczytnej serii – i prawdopodobnie nie ostatni – lecz czytać go można jak osobną, pełnowartościową powieść. Sprytnie wplótł autor reklamę poprzednich części w narrację: tak, że odbiorcy, którzy zetknęli się z bohaterami po raz pierwszy, zechcą zapoznać się z poprzednimi tomami, a wielbiciele cyklu nie odczują przykrości spowodowanej zbyt nachalną promocją. Widać w tekście spokój autora i jego siłę w budowaniu przestrzeni Baśnioboru – systematyczność, konsekwencja i kształtowanie struktur baśniowej krainy pozwalają odbiorcom z przyjemnością śledzić przygody sympatycznego (i przekonująco przedstawionego) rodzeństwa. Mull zdecydował się na opowieść prowadzoną dwutorowo – Seth pozostaje w domu dziadków (i ciągle wpada w tarapaty, narażając się na kolejne kary), Kendra trafia do grona Rycerzy Świtu i wyrusza wraz z nimi na bardzo trudną misję. Dziewczyna zna sekrety wróżek i potrafi odczytywać wiadomości w różnych językach. Seth odkrywa u siebie dziwną zdolność do dostrzegania istot z innego świata. Kendra szuka magicznego przedmiotu, by uratować zaczarowaną krainę, Seth stawia czoła pladze cieni, która znienacka opanowuje sympatyczne dotąd gatunki baśniowych istot. Rozdzielone rodzeństwo radzi sobie całkiem nieźle, chociaż strachu i pomyłek nie może do końca wykluczyć. Konwencja jednak sprawia, że Brandon Mull nie steruje wyobraźnią czytelników, nawet gdy chce sugerować walkę na śmierć i życie czy istnienie pułapek, które stanowią prawdziwe zagrożenie. Nie wiem, czy młodzi odbiorcy uwierzą autorowi, przynajmniej w chwilach, gdy ten szybko wplątuje postacie w sytuacje trudne do rozwiązania.

Jednocześnie w „Baśnioborze” nie ma nerwowości, autor doskonale panuje nad krzyżującymi się sferami magii, inny jest przy opisywaniu losów Kendry (widać tu lekką tęsknotę zarówno za kodeksem rycerskim, jak i za honorowymi postawami nie tylko młodych ludzi), inny w przypadku, gdy prezentuje przygody Setha – tu uruchamia wizerunek krnąbrnego lecz dobrego chłopaka, który ma szansę zrehabilitować się za swoje wybryki, a przy tym nie może odgrywać prawdziwego bohatera, bo wydaje się nikim w obliczu potężnego zagrożenia.

Zachowuje autor w „Pladze cieni” strategię odchodzenia od schematów znanych z powieści fantasy. Żeby uwiarygodnić akcję, sięga po dalszoplanowe drobiazgi, buduje całe baśniowe społeczności o charakterystycznych cechach i zachowaniach. Zaludnia Baśniobór istotami sympatycznymi i zagrożonymi rozprzestrzeniającym się mrokiem, urzekająca jest też zwyczajność w poszukiwaniu sposobu na przekroczenie granicy światów – żeby widzieć wróżki w ich prawdziwej postaci, wystarczy wypić mleko. Takich niespodzianek będzie w „Pladze cieni” więcej, a z każdą Brandon Mull zyskuje sobie uznanie odbiorców. Cała książka jest też smacznie napisana – chociaż i w dialogach, i w opisach autor wysoko stawia czytelnikom poprzeczkę. Posługuje się nie upraszczanym językiem, narracja współtworzyć przecież musi całą przestrzeń Baśnioboru. Mull dostarcza zatem poza ciekawą fabułą także i niebanalne opisy, co podnosi wartość całości.

niedziela, 3 czerwca 2012

Coaching doskonały. Red. Jonathan Passmore

Muza SA, Warszawa 2012.

Dla trenerów

Coaching staje się coraz bardziej popularny; wprawdzie częściej wkracza na razie do firm i korporacji niż do egzystencji jednostek – ale za sprawą działań marketingowców pojawiła się w świadomości potencjalnych klientów potrzeba korzystania z usług trenera, doradcy, coacha. Sceptycznie nastawieni do tego zawodu w tomie „Coaching doskonały” znajdą wiele potwierdzeń swoich postaw. Zwolennicy coachingu też powinni być zadowoleni – w trakcie lektury lepiej poznają sens tego rodzaju działalności. W szczególności natomiast tom przyda się samym coachom: to podstawowy podręcznik, zestaw ważnych porad dotyczących pracy z uczniem. To również dobre podsumowanie dwudziestoletniej historii coachingu, najważniejszych odkryć, dokonań i osiągnięć. Zawiera artykuły dwudziestu dwóch specjalistów z branży i pozwala na wielostronny ogląd tematu.

Tom został przygotowany bardzo starannie i podzielony na trzy części – pierwszą stanowi omówienie istoty coachingu, drugą – modele i techniki, trzecią – problemy. W każdym artykule pojawiają się wyróżniane graficznie zestawy pytań, wyliczenia, analizy przypadków, wykresy i diagramy. Nie ma tu miejsca na teoretyczne i niedookreślone rozważania, pojawiają się same konkrety i użyteczne wskazówki, sporo tu pomocnych komentarzy. Podczas lektury czytelnikom nasuwać się będą rozmaite pytania i dość szybko znajdą się na nie odpowiedzi, co świadczy też o dobrym przygotowaniu całego tomu i wyjściu naprzeciw oczekiwaniom odbiorców.

Można się z tej książki wiele dowiedzieć na temat pracy i zadań coacha. Część pytań kierowanych do uczniów może wydać się naiwna, podobnie zresztą jak scenariusze rozmów przywoływanych przez autorów – wystarczyłby sceptycznie nastawiony podopieczny, by przekreślić wszelkie wysiłki. Dość szybko jednak pojawiają się w tomie porady dotyczące postępowania z trenowanymi i klientami – i szczegółowe przygotowania do wyzwań. „Coaching doskonały” przynosi sporo rozwiązań praktycznych dla zaangażowanych w temat. Charakterystyczne dla tej publikacji są krótkie i rzeczowe akapity, próby usystematyzowania wiedzy i budowanie zestawów porad dla zaawansowanych. To strukturalne podejście może lekko kontrastować z sednem pracy coacha – w tym zawodzie wielu odbiorców nie dopatrzy się konkretów i rzeczowej pomocy. Nie da się jednak odmówić przydatności samej książki. Nie ma też przesady w zamieszczonej na okładce zachęcie „Jeśli ktoś chciałby mieć tylko jedną książkę o coachingu, to powinien wybrać właśnie tę”.

Książka będzie pomocna wszystkim zainteresowanym rozwojem osobistym i czerpie z coraz bardziej modnych ostatnio tematów, między innymi porusza kwestię programowania neurolingwistycznego. Motyw coachingu ujmuje kompleksowo, poczynając od prób definicji i wyznaczenia zastosowań, przez postępowanie z podopiecznymi – aż po sposoby kontrolowania efektów i zasady wprowadzania akredytacji. Każdy rozdział-artykuł opatrzony jest obszerną bibliografią, więc zainteresowani zagadnieniem bez trudu znajdą dalsze źródła. Dla tych, którzy swoją przyszłość wiążą z doradztwem personalnym i coachingiem, tom „Coaching doskonały” to lektura obowiązkowa. Cieszy się zresztą ogromnym powodzeniem (anglojęzyczne wydanie już doczekało się wznowienia, nie zdziwię się, jeśli podobnie będzie i z polskim – zwłaszcza że na chłonnym rynku nie ma jeszcze zbyt wielu takich publikacji). Nie bez racji podtytuł tej książki to „przewodnik profesjonalny”.
To pozycja dla zainteresowanych – ale czas poświęcony na lekturę nie będzie czasem straconym. Książka przynosi sporo ciekawych wiadomości i dobrze wprowadza w tematykę coachingu.

sobota, 2 czerwca 2012

Sławomir Mrożek: Trzy dłuższe historie

Noir sur Blanc, Warszawa 2012.

Zwierciadło

Noir sur Blanc konsekwentnie przybliża twórczość Sławomira Mrożka kolejnym pokoleniom odbiorców. Najnowszy tom serii, „Trzy dłuższe historie”, zawiera rozbudowane, kilkudziesięciostronicowe opowiadania. Znalazły się tu „Książeczka mułów”, „Moje ukochane beznóżki” oraz „Moniza Clavier”. Jedynym kryterium doboru tekstów była ich objętość – utwory dziś już sklasyczniałe, które nie pasowały do „Krótkich, ale całych historii”, bo niepotrzebnie rozbijałyby rytm książki, trafiły teraz do jednego tomu i przez takie wyodrębnienie sporo zyskują, z uwagi na jednostajne tempo lektury.

Trzy opowiadania Mrożka oznaczają tym razem trzy różne spojrzenia na świat, trzy pomysły realizacyjne i trzy nietypowe obrazy. Dla tego autora liczy się nie tylko satyryczny komentarz, którym opatruje kolejne wydarzenia. Mrożek zwraca też uwagę na oryginalność fabuł, istnienie postaci barwnych i nietuzinkowych oraz wtrącanie bohaterów w niezwykły dla czytelników kontekst. W swoich opowiadaniach może kreować wyobraźniowe przestrzenie, łącząc je z rzeczywistością za pomocą trafnych aluzji czy intertekstualnych zabaw. W „Trzech dłuższych historiach” Mrożek nie pozostawia wątpliwości co do tego, że jest satyrykiem, dostrzega bolączki codzienności i jest w stanie wskazać wady społeczeństwa. Nieco oniryczny, niby bajkowy klimat wytwarzany przez nienaturalne czasem i zwykle mocno przerysowane okoliczności pozwala ukryć aspekty dydaktyczne, a przynajmniej przysłonić próbę piętnowania rodaków. Bo Mrożek bywa bezlitosny. Nie stosuje taryfy ulgowej wobec krytykowanych postaci, potrafi odrzeć niechlubnego bohatera z choćby cienia sympatii. Podsuwa odbiorcom lustro, w którym jednak nikt nie zobaczy siebie. Jednocześnie nikt nie stwierdzi, że Mrożek nie ma racji. Zabawny jest fakt, że satyra zaangażowana w wykonaniu tego autora zyskuje drugie życie. To, co wydawałoby się archaiczne i nieaktualne, nagle zaczyna się idealnie wpasowywać w obserwowaną codzienność. Tak jest z opowiadaniami z „Trzech dłuższych historii”.

W „Książeczce mułów” wyjście od absurdu maskuje faktyczne przesłanie. Całe opowiadanie jest bowiem dość bezpośrednią krytyką kombinatorów, chuliganów i ludzi działających na szkodę społeczeństwa. Mułolog analizuje kolejne przypadki, traktując krytykowane postacie w kategoriach obserwacji przyrodniczej. Pozory naukowości to element grania formą, ale też literackiej zabawy, którą autor funduje czytelnikom. Także bohater „Monizy Clavier” przynosi aktualny portret emigranta. W zbudowanej na bazie stereotypów opowieści znajdzie się sporo motywów, które da się odnieść do emigracji zarobkowej – ale poza nimi ciekawy okaże się kontrast między prezentowanymi światami. Z kontrastu jest też utworzone środkowe opowiadanie – zwierzenie człowieka, który postanawia inwestować w brzydkie panie, by odnosić korzyści w sferze emocjonalnej. We wszystkich tekstach uderza przenikliwość autora i zdolność do dokonywania trafnych obserwacji. Rozrywkowe formy maskują tu gorzką prawdę o ludziach. Mrożek jednocześnie gani i bawi, dzięki wyolbrzymianiu niechlubnych cech oddala wrażenie przykrości, sprawdza się jako pisarz i jako satyryk, a przy tym z wyraźnym upodobaniem kreuje rzeczywistość tak, by uzasadnić istnienie w niej tych, którzy na co dzień nie stanowią pożądanego towarzystwa. Zmienność form uprzyjemnia jeszcze lekturę tej niewielkiej książeczki – jednej z ważniejszych pozycji literatury XX wieku. Warto czytać Mrożka, by móc z dystansem spojrzeć na siebie i otoczenie. W tych trzech opowiadaniach kryją się prawdy, jak się każe, uniwersalne, niezmienne mimo upływu czasu. Mrożek sklasyczniały w dalszym ciągu sprawdza się jako komentator rzeczywistości – dzięki poczuciu humoru i lekkiej formie zyskuje wierne grono czytelników nie tylko wśród literaturoznawców.

piątek, 1 czerwca 2012

Paweł Fabijański: Las. Pytania i odpowiedzi

Muza SA, Warszawa 2012.

Drzewa, drzewa, drzewa

Lekcja przyrody w ładnie wydanej i starannie opracowanej książce będzie pomocą dla każdego dziecka – a parę informacji zawartych w tomie „Las” może zaskoczyć także dorosłych czytelników. Publikacja autorstwa Pawła Fabijańskiego nie jest utrzymana w tak modnym w ostatniej dekadzie „skrótowym” stylu, w którym miejsca wystarczy jedynie na przytoczenie najważniejszych informacji w formie atrakcyjnych ciekawostek. Rytm kolejnych rozdziałów wyznaczają tu pytania na temat lasu (zwłaszcza lasów i drzewostanu w Polsce) i odpowiedzi będące miniwykładami, rozbudowanymi choć pozbawionymi rozwlekłości, lekko nasyconymi emocjonalnie. Fabijański nie próbuje podlizać się czytelnikom, nie kusi go łatwy humor ani możliwość wykorzystywania fabuł do prezentowania wiadomości. Wybiera konkret, profesjonalizm i fachowe wytłumaczenia najbardziej intrygujących zjawisk. Uczy lasu – mądrze i ciekawie.

„Las” w ogóle przypomina podręcznik, zwłaszcza dzisiaj, kiedy wydawcy książek edukacyjnych prześcigają się w pomysłach na graficzne urozmaicenie treści, z którą trzeba się zapoznać. Tu sprawdził się w warstwie ilustracyjnej system karteczek z pytaniami, które warto zadać. Do nich dochodzi całe mnóstwo zdjęć ukazujących prawdziwe piękno lasu, a czasem też obrazujących wywód. Jednak redaktorzy nie rozbijają narracji, właściwa odpowiedź na stawiane w tytułach rozdziałów pytania mieści się na dole strony i stanowi lity blok tekstu. Podpisy pod zdjęciami mają wartość informacyjną, lecz nie odwracają uwagi od wywodów.

Jak na razie wszystko, co stanowi zaletę tomu, brzmi niezbyt zachęcająco. Ale Paweł Fabijański nie musi tanimi chwytami walczyć o uwagę czytelników – a to dzięki naprawdę interesującym pytaniom. To one pobudzają ciekawość i zapraszają do lektury. Czy zamiast lasu może wyrosnąć łąka, czy las chroni przed powodzią, jak długo rozkłada się przewrócone drzewo, co dzieje się z liśćmi, a co z igłami – to zaledwie kilka rozwiązywanych tu kwestii. Oczywiście pojawia się i leśna księga rekordów, to jest spis wszystkich „naj”, dotyczących zarówno roślin jak i zwierząt. Autor rozwiewa też wątpliwości dotyczące zbierania owoców, czy rozpoznawania kierunków i stron świata po mchu na pniach. Zajmująco opowiada o zwyczajach dzikich zwierząt i o zjawiskach typowych dla drzew. Trochę miejsca poświęca również ochronie lasów, niekiedy sięga też po ciekawostki (chłopców powinien zachwycić kombajn do ścinania drzew oraz… prace alpinistów).

Z taką pozycją łatwiej jest zrozumieć las. Dziecko nie tylko znajdzie tu odpowiedzi na stawiane przez siebie pytania: dowie się też wielu rzeczy, których istnienia nawet by się nie domyślało. Fabijański okazuje się świetny przewodnikiem, przygotowanym na każde okoliczności i potrafiącym rozwiać wszelkie wątpliwości. Wydaje się, że o drzewach wie wszystko – podobnie jak o zamieszkujących lasy stworzeniach. Z takim autorytetem można wybrać się na spacer i sprawdzić, jak bliskie rzeczywistości są wyjaśnienia autora (chociaż może szkoda, że w tomie nie ma poruszonej kwestii wyrzucania do lasu śmieci; w tym wypadku rzeczywistość może zaszokować i zasmucić – ale Fabijański postawił na uniwersalną opowieść o lesie, nie zatrzymuje się nad dzisiejszymi bolączkami). „Las. Pytania i odpowiedzi” to próba zwrócenia uwagi dzieci na piękno coraz mniej docenianej przyrody. Ten tom zachęca do porzucenia komputera i telewizji – i do odkrywania sekretów lasu. Udało się autorowi – chociaż zrezygnował z aktualnych trendów w publikacjach quasi-edukacyjnych – zainteresować czytelników tematem lasu.

czwartek, 31 maja 2012

Opowieści z Tinga Tinga. Dlaczego kameleon zmienia kolor? // Dlaczego słoń ma trąbę?

Wilga, Warszawa 2012.

Smak Afryki

Pytania wymyślane przez dzieci niejednokrotnie wprawiają w zakłopotanie dorosłych – którzy uświadamiają sobie, na jak wiele intrygujących kwestii tak naprawdę nie znają sensownych odpowiedzi. Ale te same pytania, które w dzisiejszym świecie spowodują jedynie wzruszenie ramionami, czy – w najlepszym wypadku – odesłanie do encyklopedii, a raczej – internetu – mogą stać się podstawą wymyślanych przez ludzi o twórczych umysłach legend i baśni. Afrykańska w duchu seria „Opowieści z Tinga Tinga” opiera się właśnie na takich zagadkach, rozwijanych w niezwykłych kierunkach. Nie dostarcza naukowych wyjaśnień, ale ich bajkowe odpowiedniki z pewnością usatysfakcjonują maluchy.

Sam motyw zadawania pytań o przyczynę łączy psychikę dzieci i ludów pierwotnych – o ile jednak te pierwsze oczekują odpowiedzi, która zaspokoiłaby ich ciekawość, te drugie wypracowują własne wyjaśnienia, które potem zachwycają czytelników-odbiorców z innych kultur – ze względu na prostotę, a i odległość skojarzeń, niezwykłą logikę i pomysły, z których wyrastają najlepsze bajki. Dlatego też „Opowieści z Tinga Tinga” będą się cieszyć słusznym uznaniem dzieci i rodziców – jako dowód na potęgę fantazji, ale i jako zbiór nieskomplikowanych opowiastek niosących nadzieję, optymistycznych i ciekawych. „Opowieści z Tinga Tinga” są wolne od wszechobecnego dzisiaj dydaktyzmu, nie ma w nich na siłę wtłaczanych wiadomości encyklopedycznych. Czysta wyobraźnia, dobry humor i mnóstwo kolorów. Krótkie zdania, akcenty składniowe podkreślane większą lub pogrubioną czcionką i zabawa, płynąca z nieskrępowanej wyobraźni.

Każdy z bohaterów „Opowieści z Tinga Tinga” ma jakiś problem, który prowokuje do zmiany, poszukiwania rozwiązań lub chociaż wytłumaczenia konkretnego stanu rzeczy. Kameleon, bohater tomu „Dlaczego kameleon zmienia kolor?” jest szary i nieciekawy. Nie zna żadnej tingasztuczki i nie potrafi zaimponować przyjaciołom w dżungli. Nie wierzy, że ma jakikolwiek talent, dlatego też coraz mniej lubi wspólne zabawy. Słoń z kolei, opisany w tomie „Dlaczego słoń ma trąbę?” nie posiada zmysłu węchu – nie ma bowiem nosa. Zwierzęta nie wiedzą, jak powiedzieć przyjacielowi, że brzydko pachnie; zwłaszcza że trudno temu zaradzić. Historia o słoniu funkcjonowała już wcześniej dzięki bajce Kiplinga „Dlaczego słoń ma długi nos” – teraz przybiera nowy, prostszy kształt, choć idea pozostaje.

Cechą charakterystyczną opowieści z tej serii jest maksymalne upraszczanie narracji. Słowa nie zajmują tu zbyt wiele miejsca, akcja koncentruje się i materializuje w krótkich wypowiedziach bohaterów-zwierząt, czasem wtrącających obce słowo dla uwiarygodnienia egzotyki. Nie ma tu rozbudowanych wypowiedzi, za to sporo jest emocji i wykrzyknień. Wrażenie skrótowości potęguje też wyróżnianie pojedynczych słów w kolejnych zdaniach. Dzięki temu akcja toczy się szybko, jest wyrazista i nie zmęczy dzieci.

Afrykę przywodzi na myśl także sposób ilustrowania książek. Maluchom spodobają się zapewne żywe kolory i proste kształty. Co ciekawe, nad realizm stawiana jest tu symbolika. Do tego postacie wyizolowane są z kontekstu, lecz najczęściej uchwycone w ruchu. Każda wygląda inaczej i każda ma łatwe do wskazania nawet przez dzieci cechy. Dzięki temu każdy rysunek można będzie podziwiać długo, upajając się mnogością kolorów i pomysłów na prezentowanie niezwykłych postaci. „Opowieści z Tinga Tinga” pozwalają oddalić się od standardowych fabuł i przewidywalnych narracji. Dostarczą rozrywki maluchom i udowodnią, jak istotna okazuje się wyobraźnia – także w szukaniu wytłumaczenia niezrozumiałych zjawisk.

środa, 30 maja 2012

Matthieu de Laubier, Marie Aubinais, Gwénaëlle Boulet, Catherine Proteaux: O Grzesiu, chłopczyku, który nie przestawał zadawać pytań

Znak, Kraków 2012.

Co powiedzieć?

Dzieci zadają często bardzo trudne pytania, przypadkiem trafiają w sedno filozogicznych refleksji, czym mogą wprawić w zakłopotanie dorosłych. Autorzy tomiku „O Grzesiu, chłopczyku, który nie przestał zadawać pytań” próbują przyjść z pomocą zmęczonym odpowiadaniem na niezliczone wątpliwości maluchów. Cała książka składa się z sekwencji pytań dziecka-bohatera oraz krótkich wyjaśnień jego rodziców i opiekunów. Pytania pokrywają się zwykle z tymi stawianymi przez dociekliwe kilkulatki, odpowiedzi natomiast są krótkie i konkretne, nie prowadzą do rozwijania rozmowy (przynajmniej w samej książce), ale pozwalają zaspokoić pierwszą ciekawość i dać dziecku trochę do myślenia.

Grzesia intryguje wszystko. W przedszkolu, w domu, na spacerze, w telewizji – wszędzie znajdą się tematy, które w młodym umyśle rodzą coraz więcej pytań. Dziecko przez cały czas porównuje siebie z innymi, chce wiedzieć, dlaczego nie jest taki sam jak kolega, dlaczego inaczej rysuje, dziwią go odmienne zachowania i obyczaje. Oczywiście Grześ chce wiedzieć, skąd się biorą dzieci, jak powstał świat, czym jest strach i śmierć, czy – dlaczego trzeba słuchać rodziców. Chce zrozumieć biedę i niepełnosprawność, problem rozbitych rodzin i motywacje niegrzecznych dzieci. Każde powtarzalne najczęściej wydarzenie staje się dla niego pretekstem do kolejnych rozważań. Grześ idealnie naśladuje zachowania maluchów, jest w swoich postawach szczery i przekonujący: to dobrze stworzona postać.

Rodzice i nauczyciele (pani w przedszkolu) nigdy nie tracą cierpliwości, ale też nie rozwijają żadnego tematu przesadnie. Za każdym razem próbują przemycać w swoich odpowiedziach lekcje zachowania i podbudować w dziecku jego poczucie własnej wartości. Doradzają, jak postępować w trudnych sytuacjach – i są to rzeczowe podpowiedzi i wskazówki. Dziecko dowie się z nich, jak reagować, gdy ktoś robi mu krzywdę – i jak pokonywać własne ograniczenia. To z pewnością docenią ci rodzice, którzy nie mają pojęcia, jak rozwiązać sporne zagadnienia. Rodzice Grzesia potrafią znaleźć rozsądne wyjście z każdej sytuacji, budzą zatem zaufanie jako autorytety dla maluchów. Co ciekawe, w temacie religii nie mają wspólnego zdania. Autorzy wybrnęli z problematyczności różnych wiar, by poszerzyć grono czytelników i nie narażać się na podejrzenia o faworyzowanie jednego stanowiska. Gdy Grześ porusza temat związany z życiem po śmierci lub – po prostu z religią, tata prezentuje postawę agnostyka, mama natomiast ogólnikowo wyjaśnia, jak te sprawy reguluje religia. To rozwiązanie ostrożne i zachowawcze, ale pozwoli dziecku poznać różne stanowiska i punkty widzenia – i przyzwyczai je do rozmaitych poglądów.

Żeby książeczka była dla dzieci atrakcyjna (przecież zawiera kwestie ważne i poważne, przedstawiane rzeczowo i bez miejsca na żarty), została po pierwsze – ładnie wydana (gruba i miękka w dotyku okładka, ciekawy format) i po drugie – przygotowana w formie quasi-komiksu. Każde pytanie zostało zgrabnie wplecione w osobny rysunek (przypominający przygody Mikołajka!). Do tego dochodzi prosta, kolorowa i czerpiąca z symboliki ilustracja, która pomaga w utrwaleniu uzyskanej właśnie wiedzy. Pod nią znajduje się prosta podpowiedź, warta zapamiętania myśl, wskazówka przydatna w życiu i objaśniająca świat.

W tomie przeznaczonym do wspólnej lektury znalazło się także miejsce na kilka podpowiedzi dla rodziców. Do aneksu trafiły fachowe omówienia poszczególnych rozdziałów – dzięki temu dorośli będą mogli poznać motywacje maluchów i najbardziej typowe zachowania. Ta mała książeczka stanowi nieocenioną pomoc w najtrudniejszych rozmowach. To zebrane w pigułce tematy intrygujących przemyśleń dziecka i porady, jak rozmawiać, kiedy nie wiadomo, co powiedzieć.