Marginesy, Warszawa 2026.
Na nowo
Tadeusz Miller wraz z żoną, ukochaną Luną, po wojnie przybywa do Szczecina. Tu próbuje założyć dom: chociaż wszystkiego brakuje i są problemy z przydziałami mieszkań, a wieczorami nie można wychodzić na ulice, bo wszędzie grasują bandy, normalność jest potrzebna. Małżonkowie starają się więc stworzyć rodzinę i być dla siebie wsparciem. A ponieważ stabilizację zapewnia też praca, Tadeusz Miller chce wrócić do tego, co wychodzi mu najlepiej – czyli do śpiewania. Udaje mu się znaleźć pracę w lokalnej rozgłośni radiowej, ale nie przy mikrofonie. Do tego jeszcze długa droga i tę właśnie drogę – drogę na szczyt – Sylwia Trojanowska przedstawia. „Król tanga” to obyczajowa historia bazująca na faktach – autorka dość dokładnie przeanalizowała biografię tego artysty, a ze swoich poszukiwań i rozwiązań tłumaczy się w rozłożystym posłowiu (znajdą się tu nie tylko adresy bibliograficzne, ale też wyjaśnienia konkretnych motywów, zaznaczanie prawdopodobieństwa wydarzeń lub bazowania na dokumentach, a nawet – cały zestaw zdjęć, kilka z rodzinnego albumu Tadeusza Millera, trochę ze spektaklu jemu poświęconego, a trochę – ze zdjęć syna, który w książce też się pojawi).
Sylwia Trojanowska koncentruje się na relacji Tadeusza i Luny i w zasadzie ta opowieść jej by wystarczyła, jednak dla dobra relacji – i dla możliwości popisania się warsztatem – wprowadza tu dalszoplanowych bohaterów, którzy wprowadzają trochę różnorodnych emocji do tła historii. Nie liczy się kompletnie koloryt lokalny: poza zagrożeniami płynącymi z obecności bandytów na wieczornych ulicach raczej trudno będzie wskazać konkretne miejsca. Autorka o wiele bardziej woli zajmować się przeżyciami bohaterów niż opisami przyrody – ku uciesze czytelniczek szukających u niej opowieści o wielkiej małżeńskiej miłości. Tadeusz Miller jako artysta występujący publicznie jest narażony na kolejne awanse i flirty ze strony fanek, co autorka zaznacza w powieści – prezentując od razu postawy jego żony. Miłość do Luny objawia się na kilka różnych sposobów, jednym z nich staje się możliwość przemycenia uczuć do wykonywanych piosenek. Miller dba o to, żeby nie dawać swojej ukochanej powodów do zazdrości i żeby w odpowiednim momencie reagować na jej humory, z kolei Luna potrafi opiekować się zagubionym artystą, a nawet zadbać o jego interesy zawodowe – to ona w pewnym momencie prowadzi negocjacje i przygotowuje męża do wyjścia na scenę, dopinguje go i komplementuje nawet wtedy, gdy nie wszystko idzie idealnie. I Sylwia Trojanowska doskonale się bawi, przedstawiając relację tych dwojga. Przypomina przy okazji sylwetkę bohatera nieco dzisiaj usuwanego w cień. Wprowadza drobne cytaty z piosenek i chociaż w ten sposób nie nauczy odróżniać Millera od Fogga, to jednak może wzbudzić zainteresowanie powojennymi szlagierami.
Jest to powieść niespieszna i pozbawiona burzliwych wydarzeń, toczy się powolnym rytmem, ale dla czytelników będzie dobrą odskocznią od tego, co nieprzyjemne czy stresujące. Sylwia Trojanowska pisze tak, żeby dać wytchnienie, przypomnieć o artyście i żeby przekonać czytelników, że prawdziwe uczucia nie składają się z wielkich słów a z małych gestów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz