środa, 17 czerwca 2026

Cornelia Funke: Król złodziei

Kropka, Warszawa 2026.

Kino

Cornelia Funke ma rękę do bestsellerów i do książek, które z pewnością wejdą do kanonu literatury czwartej. Po doskonale przyjętej Atramentowej serii przychodzi czas na „Króla złodziei”, kolejny ukłon w stronę przygodowych lektur z dzieciństwa. Tu nie ma taryfy ulgowej – wszystko zostało stworzone tak, jak spodziewaliby się badacze klasyki, a jednocześnie tak, by zachęcić najmłodszych do czytania dla przyjemności. Dzieje się mnóstwo, w dodatku to, co się dzieje, ma posmak awanturniczości. I – o dziwo – sprawdza się to wszystko w lekturze, która nie poucza, a przypomina podstawowe prawdy: jedni chcieliby jak najdłużej zostać dziećmi, drudzy marzą o tym, żeby z tego dzieciństwa jak najszybciej się wydostać.

W „Królu złodziei” autorka przedstawia czytelnikom dwóch braci: Prosper opiekuje się pięcioletnim Bo. To dzieci, które nie mają już rodziców, a wkrótce nie będą też mieć wspólnego kochającego domu: ciotka zamierza przygarnąć młodszego z braci, a starszego wysłać jak najdalej, najlepiej do szkoły z internatem – kompletnie przy tym nie przejmuje się więzią między dziećmi. Prosper wie, że nie może pozwolić na to, by ktokolwiek przejął opiekę nad Bo – ucieka więc z bratem do Wenecji. A tu trafia na Króla złodziei, rówieśnika, który jest w stanie zapewnić mu schronienie. Król złodziei to Scipio. To on wyznacza grupie dzieci, którymi zarządza, kolejne cele do zrealizowania. W tej bandzie jest tylko jedna dziewczyna, a teraz będzie też tylko jeden pięciolatek. Wszystkie dzieci słuchają Scipia – ten przynosi najlepsze fanty i zawsze wie, co zrobić. W dodatku jest nieuchwytny, jako złodziej ma na koncie najlepsze łupy. Wreszcie – to Scipio sprawił, że dzieci mają się gdzie podziać. Mieszkają w starym nieczynnym kinie: to miejsce staje się ich prawdziwym domem. Trzymają się razem i starają się wzajemnie o siebie troszczyć, a do tego bez wahania podporządkowują się Scipiowi. I to właśnie ta gromada przyjmuje teraz Prospera i Bo, a nawet zwierzęta, którymi trzeba się zaopiekować. Ci, którzy nie mają nic, są najbardziej skłonni do dzielenia się z innymi – i to może krzepić odbiorców i nie tylko ich.

Oczywiście na sielankę nie ma czasu, bo już wkrótce u weneckiego detektywa pojawiają się ci, którzy chcą opiekować się samym Bo – a to oznacza, że dzieci znajdą się na celowniku. O ile starsze są zawsze sprytne i potrafią wywieść w pole niejednego dorosłego, o tyle naiwny kilkulatek liczy na przyjaźń i pomoc. Cornelia Funke stawia jednak czasami na zdrowy rozsądek: gromadka dzieci nie poradzi sobie bez wsparcia dorosłych, wprowadza więc z czasem bohaterów, którzy będą mogli pomóc ekipie króla złodziei i wydobyć jej członków z opresji. Bo dzieci bez wątpienia w kłopoty się nieraz wpakują. Wszystko jednak zmieni się, kiedy na jaw wyjdzie tajemnica króla złodziei: tu wejdzie w grę nie tylko ucieczka i pokonywanie trudności wprowadzanych przez dorosłych, ale też walka o władzę i próba zachowania tożsamości. Jakby tego było mało, autorka dodaje między innymi wielką misję, którą musi wypełnić skłócony zespół – robi wszystko, żeby wciągnąć odbiorców w atrakcyjną, barwną i niebanalną fabułę i zagrać im na wyobraźni. I udaje jej się to znakomicie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz