Ale, Warszawa 2026.
Po latach
Wejście w dorosłość nie udało się bohaterom tej powieści. Love jako nastolatka skrycie podkochiwała się w swoim przyjacielu z dzieciństwa, Brandonie. Wiedziała, że nie ma szans na związek z nim, zwłaszcza kiedy zdarzyło się coś, co cieniem położyło się na jej późniejszych doświadczeniach. Brandon tymczasem zniszczył swoje życie przez wydarzenie, do którego by nie doszło, gdyby nie był świadkiem źródła traumy Love. Właśnie zakończył odsiadywanie ośmioletniego wyroku – może wrócić do normalności, chociaż nic nie ma. Love tymczasem wraca w rodzinne strony na pogrzeb mamy. I tak przecinają się drogi dwóch osób, które kiedyś były sobie bardzo bliskie.
K. N. Haner pisze książkę z pogranicza erotyku i romansu, opowieść, w której wszystko od pierwszych stron jest oczywiste (a to, co niedopowiedziane, łatwo daje się domyślić) – a jednak wprowadza tu jeden motyw, który przyda się bardzo czytelniczkom masowym, tym, które zwykle nie sięgają po pogłębiane analizy psychologiczne i poprzestają na prostej rozrywce. Kiedy relacja między Love a jej narzeczonym zaczyna się psuć, mężczyzna wykazuje pierwsze oznaki agresji i dominacji. Nie walczy o ukochaną kobietę, walczy o władzę – i to wszystkimi dostępnymi środkami. Na szczęście tę sytuację obserwuje z pewnego dystansu przełożona Love i to ona jest w stanie otworzyć bohaterce oczy na to, co się dzieje – i bardzo dobrze, że wcześnie uświadamia Love, przed czym należy uciekać. Bardzo dobrze nie tyle dla fabuły – bo w tej autorka wyraźnie potrzebowała powodu zmiany wektora sympatii – a dla odbiorczyń, które po tę literaturę sięgają dla rozrywki. Żeby nie było zbyt różowo, K. N. Haner w swoim obrazku bad boya, który najpierw zamordował, a teraz uzależnia się od narkotyków, nie ma hamulca: najgorsze jest to, że bohaterka wierzy, że dla niej Brandon się zmieni. Zwłaszcza – że odstawi narkotyki i będzie po problemie. Jednak ten temat jest społecznie znacznie bardziej uświadamiany niż przemoc psychiczna, więc można go potraktować po prostu jako wątek włączony do dosmaczenia akcji.
Jest tu banalna fabuła. Przewidywalność w uczuciach. Jest jednokierunkowość dla wszystkich czytelna. Ale jednak K. N. Haner pisze lepiej niż spora część autorek erotyków z rodzimego rynku. Pracuje nad narracją, stara się, żeby w jej książce było coś więcej niż intryga miłosna – i przekonuje do siebie czytelniczki właśnie w tym obszarze. Mierzy się ze stereotypami dotyczącymi literatury rozrywkowej dla mas i sama kilka z nich podtrzymuje, ale też wykorzystuje całkiem sensownie gatunek, żeby z przestrogą dotrzeć do grona, które po psychologiczne poradniki nie sięgnie. „Tajemnice, które nas niszczą” to powieść, która nie chce wspinać się na wyższe półki księgarskie – ale w swojej dziedzinie jest zupełnie wystarczająca. Zwłaszcza jeśli ktoś poszukuje nie prostego dążenia od jednego do drugiego łóżkowego spotkania, a obserwowania, jak buduje się relacja bazująca na trudnych doświadczeniach z przeszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz