Czytelnik, Warszawa 2026.
Dziennik z przeżycia
Takich dzienników już się dzisiaj nie pisze. A ten też nie powstał dzisiaj, a dekadę temu. Tomasz Jastrun w „Roku Szczura” dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem dotyczącym depresji i nieudanej próby samobójczej, a później – metod na powrót do normalności. Niewielki w gruncie rzeczy tom jest wstrząsającym studium bezradności i najtrudniejszych chwil. Jastrun opowiada o chorobie i związanych z nią zmaganiach z rzeczywistością od środka, z pełną szczerością i bez upiększeń. Prowadzi dziennik, którego nie cenzuruje. Pisze książki i spotyka się z odbiorcami, dzieli się swoimi przemyśleniami na temat depresji jako takiej, ale w tej publikacji przedstawia własne odczucia przetykane codziennością. Tomasz Jastrun – wzorem wielkich literatów z minionych epok – rejestruje odwiedziny ważnych gości, sprawdza, co dzieje się w kraju (szczególną irytację wywołują w nim prawicowe rządy), pisze o telefonach od znajomych i o pomysłach dzieci, a także o książce, którą przygotowuje (bez nadziei na dofinansowanie po tym, jak zmienia się dyrektor jednej z instytucji kultury). Miesza w dzienniku życie zawodowe, prywatne i uczestnictwo w świecie jako takim. I nad tym wszystkim stopniowo rozsnuwa się widmo depresji, na początku bez autodiagnoz i nazywania problemu. Jastrun daje się owładnąć negatywnym myślom, przestaje czerpać satysfakcję z egzystencji, dziwi się, że udaje mu się oddać na czas zamówione teksty – ale wszystko, co dzieje się wokół, przygniata go coraz bardziej i doprowadza do targnięcia się na własne życie. Autor fabularyzuje własną śmierć, pisze wiersz pożegnalny i łyka tabletki – ale publikacja w mediach społecznościowych nie pozostaje bez echa i znajomym udaje się zdążyć z pomocą. Stąd bierze się środkowa część książki, o pobycie w szpitalu. Tu Tomasz Jastrun zastanawia się nad znaczeniem ratowania samobójców, ale o wiele bardziej interesuje go wszystko, co na zewnątrz niego – stąd ciągłe obserwacje, prezentowanie kolejnych pacjentów przewijających się przez szpitalne korytarze, ich absurdalnych często zachowań i symbolicznych wręcz gestów – wszystko staje się tu tworzywem niemal literackim i odciąga myśli od chęci odejścia ze świata. Nawet jeśli w pobliżu pojawiają się inni odratowani, Jastrun tym razem dąży do wyleczenia się, do opanowania wewnętrznego mroku. Rozumie istotę choroby, wie, że przeplata się ona przez jego drzewo genealogiczne i szuka dla siebie ratunku. Po wyjściu ze szpitala odbywa dramatyczne walki – wie doskonale, jak blisko mu do poddania się czarnym myślom, czuje czającą się w pobliżu depresję – i nie chce wracać do tego, co już ledwo przetrwał. Podejmuje decyzje odważne, żeby tylko naprawić swój mózg. A jednocześnie przez cały czas jest bardzo wyczulony na literackość, na sztukę i na potencjał intelektualny czy twórczy kolejnych wydarzeń. Częstuje czytelników codziennością w wymiarze mikro – i buduje narrację, której dzisiaj na rynku się już nie spotyka. Dziennik klasyczny w duchu i mocno aktualny w treści sprawia, że odbiorcy mogą inaczej spojrzeć na dylematy twórców i zastanowić się nad udrękami ludzi cierpiących na depresję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz