Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.
Hałasy
Kolejny tomik – malutki i kartonowy – ma zaangażować najmłodszych i przekonać ich do uważnego wsłuchiwania się w otoczenie oraz naśladowania dźwięków. Takie zadanie pozwoli nie tylko rozwijać umiejętność mówienia, ale też ucieszy najmłodszych. „Nazywam dźwięki. Na wsi” to kwadratowa książeczka – o wielu stronach. Tym razem jednak poza onomatopejami pojawią się jeszcze inne zagadki, zaskakujące małych odbiorców.
Sprawdzony system powtarza się i tutaj: na jednej części rozkładówki pojawia się pytanie, jak robi wybrane zwierzę albo przedmiot. Druga część rozkładówki to miejsce na obrazek – Adam Święcki dba o to, żeby ilustracje przykuwały wzrok i były atrakcyjne dla najmłodszych, a jednocześnie żeby nastrajały ich pozytywnie do korzystania z książki. Obok konkretnego przedmiotu czy zwierzęcia mamy tekstowy odpowiednik wydawanego przez bohatera dźwięku. To oznacza, że jeśli dzieci od razu nie skojarzą, kogo lub czego dotyczy pytanie, mogą zorientować się dzięki obrazkom, o co chodzi – i być może odpowiedzieć na zadane pytanie jeszcze przed rodzicami.
Cały tomik bazuje na zabawie, która często pojawia się podczas wspólnego czytania i ogólniej – poznawania świata przez najmłodszych. Rodzice maluchów, które dopiero zaczynają mówić, często wykorzystują system pytań i odpowiedzi onomatopeicznych, żeby zachęcić najmłodszych do wysiłku i do budowania skojarzeń, także tych dźwiękowych. Rodzice zwykle zadają pytania, dzieci udzielają odpowiedzi – nic więcej nie potrzeba, żeby miło spędzać razem czas. I z tego założenia wychodzą twórcy tej książeczki, po prostu wstrzeliwując się w standardową i wszystkim znaną zabawę.
Mamy w tej części zwierzęta ze wsi – krowy, kozy, owce, świnki, pisklęta – ale zdarzy się też dzięcioł, zając czy żaba. Dodatkowo – traktor i kosiarka czy grabie. Dzieci mogą być zaskoczone pytaniem, jak robi jabłko, albo co robią one same, kiedy ugryzie je komar – na szczęście nie trzeba się zbyt długo zastanawiać, bo odpowiedź pojawia się błyskawicznie. Do tomiku zawitały też dwie bohaterki, które niekoniecznie wydają dźwięki, ale z czymś się kojarzą i z pewnością nie zostaną przez dzieci pominięte.
Kolorowe obrazki i przyjemne dla oka barwne tła, bohaterowie, którzy wywołują uśmiech, proste zagadki, które wymuszają interaktywność w odbiorze – i przekonają dzieci, że czytanie to duża przyjemność i sporo zabawy z najbliższymi. „Nazywam dźwięki. Na wsi” to drugi tomik w udanej i bardzo sensownej serii dla najmłodszych dzieci – przygotowanie na rozpoznawanie świata i materiał do wspólnej zabawy. Przy takim tomiku aż chce się działać – wsłuchiwać się w otoczenie i następnie powtarzać wydawane przez poszczególne jego elementy dźwięki. To sporo uciechy i jednocześnie sposób na uczenie dziecka sztuki mówienia. I chociaż w tę grę można grać zawsze i bez materiałów, to z publikacją rodzice nie będą musieli się wysilać i myśleć o kolejnych pytaniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz