piątek, 2 października 2026

Paulina Mazurek, Michał Myśliński: ORNO. Historia i drugie życie PRL-owskiej biżuterii

Marginesy, Warszawa 2026.

Ozdoby

Ta książka jest niezwykła i sięgną po nią nie tylko fani biżuterii retro, ale też wszyscy ci, którzy z nostalgii za PRL-em zrobili sobie sposób na życie. „ORNO. Historia i drugie życie PRL-owskiej biżuterii” to publikacja popularyzatorska, ale z pogranicza badań i hobby. To książka albumowa, wypełniona zdjęciami i ciekawostkami, do których zwykli czytelnicy samodzielnie raczej by nie dotarli. Ten tom zachęca do sięgania do szuflad babć i na stare strychy w poszukiwaniu skarbów, które być może przy zwyczajnym oglądaniu zostałyby odrzucone, jako mało efektowne albo wręcz niepasujące do dzisiejszych standardów.

Biżuteria z PRL-u to nie tylko cenne materiały: srebro i kamienie szlachetne. Znacznie częściej, zwłaszcza na początku – to wykorzystywanie surowców wtórnych, stal i blacha z odzysku, a do tego kamienie jubilerskie (a czasami zupełnie inne, w ogóle niepasujące do wyobrażeń o wartościowych minerałach). Z jednej strony to borykanie się z oczekiwaniami klientów liczących na odnowienie dawnych przedmiotów i przywrócenie im blasku, z drugiej – patyna, która tylko uszlachetnia elementy biżuterii. I w tym wszystkim ORNO – zapomniana niemal dzisiaj spółdzielnia, grono ludzi, którzy wykazywali się zręcznością, wyobraźnią i umiejętnością obrabiania metali za pomocą dostępnych akurat narzędzi. Tu nie ma mowy o produkcji seryjnej, wręcz przeciwnie: kolejne pomysły powielane były w niezbyt imponującej liczbie egzemplarzy, a to oznacza, że dzisiaj należą do rzadkości i ich znalezienie u bliskich w szkatułkach może być wielką niespodzianką i nagrodą jednocześnie. Co ciekawe, autorom udało się dotrzeć do jednego twórcy, którego projekty definiowały przez pewien czas jedną z linii ORNO-wskiej biżuterii – jego wspomnienia stanowią najbardziej interesującą część książki. Z kolei młodszym pokoleniom przyda się opowieść o dziełach wytwarzanych nie taśmowo, a w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynkowe. Dzięki książce dowiemy się, kto ze znanych postaci stał się klientem ORNO – ale nie dostaniemy rejestru wszystkich klientów, zresztą to nie byłoby potrzebne.

Duża jest szansa, że taka publikacja zachęci influencerów i szafiarki do tworzenia stylizacji – ale w książce nie ma miejsca na dopasowywanie biżuterii do stroju. Za to otrzymują odbiorcy mnóstwo zdjęć prezentujących same dzieła: zwykle nie da się ani ustalić autorstwa, ani datować poszczególnych produktów, więc trzeba się będzie zadowolić ogólnikowymi danymi – za to oglądanie fotografii pozwoli na wyrobienie sobie zdania o pomysłach dawnych twórców. Jest tu mnóstwo pierścionków i broszek, ale poza nimi też między innymi bransoletki, kolie czy spinki do mankietów, są też przedmioty codziennego użytku – te w zdecydowanej mniejszości. Autorzy chcą też podsunąć odbiorcom przekonanie, że mają do czynienia z przedmiotami o dużej wartości, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wyglądają jak wyjątkowo cenne klejnoty – tu liczy się stan przedmiotu, ale też jakość wykonania czy projekt wymagający mniej lub więcej pracy. Uczą, jak oceniać znalezione elementy biżuterii – i rozpoznawać ich autentyczność. I dzięki temu „ORNO” to książka dla czytelników ciekawa. Tylko w razie kolejnych wydań przydałoby się poprawić "półkułeczka", bo razi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz