Harperkids, Warszawa 2026.
Przygody
To jest absolutnie najlepszy sposób na przekonanie najmłodszych do czytania. I nie chodzi nawet o powrót do klasyki – bo wiadomo, że pewne historie się nie zestarzeją i będą kolejnym pokoleniom działać silnie na wyobraźnię – a o zestaw emocji niepotrzebnie przez wielu wydawców ucinanych w dzisiaj tworzonych historiach. Tomik „Muminki. Psoty Małej Mi” to nie jest rodzimy zbiorek – składa się z dwóch bajek na bazie historii Tove Jansson, stworzonych przez duet Riina i Sami Kaarla, a w polskiej wersji -przez Zofię Stanecką, czyli autorkę znaną, uznaną i cenioną nie tylko przez najmłodszych, ale też ich rodziców.
Dwie opowieści – dzięki pierwszej odbiorcy dowiedzą się, skąd wzięła się Mała Mi w domu Muminków. To wizyta Mimbli, która przyprowadza mnóstwo małych Mimbli – po zmroku ta gromadka trafia do domu Muminków i wywraca go do góry nogami. Wszędzie robi się pełno maluchów, które robią chaos, przewracają przedmioty, znajdują dla nich nowe zastosowania. W efekcie zwyczajni mieszkańcy domu Muminków mogą tylko obserwować tornado przetaczające się przez kolejne pokoje – tu nie ma sposobu na okiełznanie dzikiego stada, a przecież małe Mimble chcą się tylko bawić. W końcu Mimbla zbiera gromadkę i rusza w drogę powrotną. Ale przy takiej liczbie dzieci bardzo łatwo kogoś przeoczyć… Druga historyjka dotyczy już obecności Małej Mi w gronie Muminków. Dolinę Muminków opanowuje upał, a to oznacza, że można spać w hamaku na zewnątrz i sadzić egzotyczne rośliny. Ale kto może wpaść na pomysł, że zwierzętom w zoo należy się wolność? Otwarcie klatek sprawia, że dzikie stworzenia wdzierają się w codzienność doskonale znanych i bardzo łagodnych bohaterów – ale dopasowują się do tego klimatu, nie robią nikomu krzywdy, za to cieszą się z wolności. I tu Muminki spotyka niespodziewana przygoda, która jeszcze bardziej przybliża je do tropików.
„Muminki. Psoty Małej Mi” to książeczka na drugim poziomie serii Czytam sobie – bardzo przyjemna i wciągająca. Drugi poziom serii to trochę więcej tekstu, kilka linijek na stronie i dzielenie na sylaby wybranych wyrazów. Co ciekawe, ilustracje są tu bardzo dopasowane do propozycji Tove Jansson, zresztą w przypadku Muminków – autoryzowanych bohaterów – nie może być inaczej. Jednak Riina i Sami Kaarla decydują się na zwiększenie szczegółowości obrazków, chodzi o to, żeby na dłużej zatrzymać dzieci, żeby pozwolić im na oglądanie ilustracji i wyszukiwanie ciekawych detali. To propozycja, która dba o to, żeby dzieci, które ćwiczą czytanie, dostawały od razu nagrodę za wysiłek intelektualny – żeby mogły powrócić do dawnego stylu śledzenia opowiastek czytanych przez innych. Ten tomik – dzięki temu, że zawiera aż dwie historyjki – może dzieciom wydawać się bardziej gęsty, bardziej atrakcyjny i automatycznie łatwiejszy do przyswojenia – można przecież podzielić lekturę na dwie części i stopniowo poznawać doświadczenia Muminków. To bohaterowie, którzy nie zawodzą i którzy zawsze będą z dziećmi. Zofia Stanecka bardzo dobrze przedstawia tę opowieść – po raz kolejny udowadnia, że w pisaniu dla dzieci właściwie nie ma sobie równych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz