Editio Red, Gliwice 2026.
Z czasem
To jest historia, jakich wiele, ale aż dziwne, że w dobie poprawności wszelakiej przeszedł jej początek. Może nie wszyscy decydują się na podporządkowanie nierealnym czasem oczekiwaniom i postanawiają tworzyć historie nieco bardziej u zarania przekonujące. Eli Hornsby to gwiazda drużyny hokeja, chłopak, który nie zamierza tworzyć związków ani nawet głębszych relacji z płcią przeciwną, nie interesuje się ustatkowaniem, a jedynie dobrą zabawą. Penny podoba mu się od dawna – ale to młodsza siostra jego najlepszego przyjaciela, wszystko wskazuje na to, że ten układ nie powinien mieć miejsca. A jednak w dniu swoich urodzin Eli skwapliwie podlewa alkoholem młodszą koleżankę (i wysłuchuje cierpliwie jej zastrzeżeń i odmów co do spędzenia wspólnej nocy). Kiedy już Penny jest pijana, to ona ma przejąć inicjatywę i trafić do łóżka chłopaka. W czasach, w których tak wielką uwagę zwraca się na znaczenie zgody obu stron – to rozwiązanie trochę dziwi. Ale tylko trochę, bo Meghan Quinn szybko szykuje poważne konsekwencje dla obojga. Po upojnej nocy (w trakcie której oboje wiele razy przekonują się, że są dla siebie w łóżku wręcz stworzeni) Penny i Eli nie utrzymują ze sobą kontaktu do momentu, w którym dziewczyna orientuje się, że jest w ciąży. To oznacza, że Eli powinien się do niej wprowadzić i pomagać jej we wszystkim. I tak zaczyna się komediowy charakter historii, jakich wiele (albo jakie płyną ze zwykłych błędów).
Na początku Eli i Penny nie umieją się dogadać, wstydzą się swojej obecności i rozmaitych wad. Z czasem otwierają się na siebie nawzajem i przekonują, że mogą sobie poradzić z wyzwaniem. I tu autorka próbuje się odegrać na wszystkich beztroskich facetach, którzy w chwili kryzysu uciekają. Eli uciekać nie ma zamiaru i spadają na niego wszystkie możliwe humory Penny oraz jej plany prowadzące do postawienia na swoim. Bohater będzie się borykać z rozmaitymi kryzysami, a z czasem przekona się, że hormony u ciężarnej kobiety to broń masowego rażenia. Penny nie zna umiaru, a jako poszkodowana w tej sytuacji – nie zamierza oszczędzać partnera. W końcu i tak nie będzie z nich pary, przynajmniej oboje tak twierdzą. Ale wiadomo, że książka, w której scenariusz przechodzi w powieść erotyczną, nie może w tej dziedzinie zaskakiwać.
Na początku Meghan Quinn jest nawet powściągliwa: chociaż od wspólnej nocy wszystko się zaczyna (nawet mimo że bohater w przeszłości przejawiał zainteresowanie piękną Penny), to dopiero seks przy wzajemnym porozumieniu i przy znajomości swoich wad ma znaczenie. Autorka stawia na wyjątkowe potrzeby kobiety ciężarnej – i każe swoim bohaterom uprawiać seks kilka razy dziennie. W pewnym momencie już na nic innego nie mają czasu, a Quinn rezygnuje z pozostałych tematów. Wie dobrze, że jej czytelniczki oczekiwać będą pikantnych scenek – i te im zapewnia. „Dwa magiczne słowa” to powieść, która nie zaskoczy kierunkiem rozwoju akcji, czasami będzie rozśmieszać, ale poza tym wydaje się dość sztampowa i zbyt jednokierunkowa, żeby można było w pełni zaufać bohaterom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz