W.A.B., Warszawa 2026.
Mur tajemnic
Każdy, kto czyta kryminały, prędzej czy później trafi na nazwisko Sławka Gortycha – i najlepiej, żeby samodzielnie wyrobił sobie opinię na temat autora, który przebojem wdarł się na rynek wydawniczy, a teraz odpowiada na oczekiwania czytelników. „Schronisko, które zostało zapomniane” to czwarty tom w cyklu karkonoskim – a to oznacza, że sprawdza się sposób prowadzenia intryg według tego autora. W tej książce Gortych decyduje się na aż trzy przestrzenie czasowe, tak, żeby przyciągnąć czytelników z różnych tematycznych kręgów kryminalnych. Znajdzie się tu coś dla fanów kryminałów retro i wojennych – autor przenosi do 1944 roku, żeby zasygnalizować relacje interpersonalne w skrajnie niesprzyjających warunkach: tu o życiu i nieżyciu zdecydować mogą różnice klas, narodowości albo uczuć. Liczą się silne emocje, a bliskość broni prowadzi do dramatycznych splotów akcji. 1944 rok to także konferencja – Niemcy w ukrytym przed światem hotelu debatują nad dalszymi działaniami. O ich planach nikt nie może się dowiedzieć. Sławek Gortych nie poprzestaje na zagadnieniach okołopolitycznych – zresztą w ten sposób nie przyciągnąłby zbyt wielu odbiorców do opowieści. Za to już wizja chorej z zazdrości kobiety, która chciałaby zyskać względy u niemieckiego żołnierza… to już czynnik, który zapewni uwagę czytelników na długo. Następny przeskok to zmiana na lata 90. XX wieku. I tutaj Sławek Gortych posługuje się pewnikiem – przedstawia bowiem grupę młodych ludzi, dla których schronisko to doskonałe miejsce do realizowania niekoniecznie mądrych planów. Rozrywki wybierane dla zabicia czasu nie zawsze są mądre – a kiedy w grę wchodzi chęć zaimponowania rówieśnikom, pojawia się dodatkowy impuls nakazujący podejmować ryzyko. I jest jeszcze współczesność – rok 2008. Tutaj historyk i przewodnik Jacek Węglorz mierzy się z konsekwencjami błędów młodości i z własną psychiką. Ewidentnie nie może poradzić sobie z czymś, co wydarzyło się dawniej – ale próbuje przekonać innych co do swojej niewinności. To doskonały materiał do popisu dla Tomka Wilczura – ten pisarz w Karkonoszach nie miał zamiaru zbierać informacji do nowej książki, a jednak wszyscy go o to posądzają i ułatwiają mu research. Wilczur może zatem wykorzystać swoją pozycję do niesienia pomocy.
Chociaż jest w tej książce zestaw chwytów bardzo typowych przy budowaniu intryg kryminalnych, Sławek Gortych w końcu wciąga w opowieść – udaje mu się to za sprawą rysowanych mocno charakterów. Stara się ten autor różnicować wydarzenia w zależności od czasów, w których zaistniały – chociaż niespecjalnie dba o czasowy koloryt lokalny, wszystko kryje się w zachowaniach ludzi – a miejsce akcji, karkonoskie szlaki, to coś stałego, niezmiennego bez względu na zmieniające się dekady. Na początku ma się wrażenie, że Sławek Gortych nadużywa przymiotników – kiedy pisze, to wpada w pewien rytm, co sprawia, że narracja nie jest przezroczysta (za to jest gortychowa) i trzeba chwili, żeby wstrzelić się w ten sposób przedstawiania świata, ale kiedy już wciągnie się w intrygę, będzie łatwiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz