czwartek, 13 sierpnia 2026

Matthäus Bär: Kapibary. Operacja "Flaming"

Kropka, Warszawa 2026.

Misja

Odkąd kapibary odkryły, jak łatwo wyjść z zagrody w zoo (ludzie dla wygody nie zamykają przejścia technicznego), zmieniło się ich życie. Teraz nocami organizują szalone eskapady, a w dzień odsypiają, podsycając przez to przekonanie o tych gryzoniach jako o wielkich leniach. „Kapibary. Operacja Flaming” to druga książka, którą Matthäus Bär proponuje najmłodszym czytelnikom i fanom literatury przygodowej. W zasadzie to nie wszystkie kapibary ze stada mają zamiar brykać, kiedy nikt nie widzi. Tylko Tristan, Emmy i Raul, już połączeni za sprawą poprzedniego odkrycia, organizują wyprawy. Teraz jednak mają ważny powód: okazuje się, że z jednego z sąsiednich wybiegów zniknęły wszystkie flamingi. Dwadzieścia ptaków o czerwonych piórach nie mogło przecież rozpłynąć się w powietrzu. Ponieważ ich nieobecność odkryły tylko kapibary i nikogo innego to nie dziwi, Tristan i kompani muszą zacząć działać. Pod warunkiem, że uda im się połączyć fakty.

W tej części spore znaczenie odegrają zebry oraz pewien niezbyt sympatyczny urson. Do tego pandka ruda przez pomyłkę wzięta za groźnego lisa i rapujące ibisy. Trzeba sporo sprytu, żeby poradzić sobie z wyzwaniami i kolejnymi zadaniami. Bo nie wiadomo, czy da się nauczyć ursona latać, a przyda się też pomoc nowej znajomej, zalewającej się łzami z powodu szeregu pomyłek i braku akceptacji. Przede wszystkim jednak – flamingi. Najwyraźniej potrzebują wsparcia, a do tego stracą potomstwo, jeśli za chwilę nie dojdzie do zdecydowanych działań. Na szczęście kapibary są bardzo pomysłowe i nie wahają się przed podjęciem sporego nawet ryzyka. To oznacza, że dzieci będą miały przed sobą szereg silnych wrażeń i historię opowiedzianą z dużą dozą humoru.

Po raz kolejny autor uczy czytelników, że warto kierować się odwagą i pomagać słabszym. Kapibary nie zawsze wiedzą, co zrobić, czasami odpowiedzi pojawiają się nieoczekiwanie i w wyniku konkretnych zachowań, celuje w tym zwłaszcza Tristan, który nie rozważa w nieskończoność tego, co powinien zrobić – tylko rusza do czynu. Inne kapibary mogą brać z niego przykład – ale tak naprawdę to przykład nie tylko dla kapibar, a dla małych odbiorców – to oni muszą dowiedzieć się, że warto czasami kierować się w życiu instynktem, a czasem – impulsem. To stąd bierze się odwaga, która prowadzi do wielkich czynów – i to tu zaczynają się największe przygody.

„Kapibary. Operacja Flaming” to książka przygodowa w starym stylu – ale bazująca na tym, co dzisiaj modne i chwytliwe w literaturze czwartej. Autor stawia na wygodne do czytania rozdziały-całostki, w każdym z nich dzieje się mnóstwo – i każdy prowadzi do ważnej z perspektywy czytelników puenty. Matthäus Bär wcale nie chce co chwilę pouczać czytelników, podsuwa im sporo dobrej zabawy – i to, co sprawdzi się najlepiej, gdy trzeba przekonać najmłodszych do książek jako źródła rozrywki – ciekawość dalszego ciągu. Kapibary mają wyraziste charaktery i potrafią zjednać sobie małych fanów. Nie są idealne, zdarza im się kłócić czy popełniać błędy – ale kiedy działają w drużynie, osiągają naprawdę sporo. Na przykład – uratują flamingi, których zniknięcia nikt inny nie zauważył. Anika Voigt dodaje do tej historii barwne i bardzo miłe w wyrazie ilustracje – tak, żeby do przygód kapibar wszyscy chcieli zaglądać jak najczęściej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz