Mando, Kraków 2026.
Książka
Jest w tej serii – tworzonej przez różnych autorów – tęsknota za dawnymi czasami i dawną obyczajowością. Kryminalna zagadka Flory Steel to cykl dla fanów dość łagodnych w tonie powieści kryminalno-sensacyjnych przenoszących odbiorców w czasie do połowy XX wieku. To właśnie wtedy działa młoda i przedsiębiorcza, a do tego niezwykle bystra i odważna kobieta. Flora nie daje się nabrać, odrzuca najbardziej oczywiste teorie i próbuje na własną rękę odkryć prawdę. Początek w tej powieści jest bardzo dramatyczny. Zbliża się festiwal kryminału, zjazd, na którym pojawią się różni pisarze – reprezentanci gatunku oraz czytelnicy, którzy bez kryminałów nie wyobrażają sobie relaksu z książką. Problem w tym, że kiedy Flora wchodzi do furgonetki – objazdowej biblioteki – zastaje Maud, miejscową i bardzo oddaną bibliotekarkę, martwą. Co gorsza, nad nią, z zakrwawionym wielkim tomem w rękach, stoi dawny przyjaciel Flory. Dla śledczych sytuacja jest oczywista: morderca został przyłapany na miejscu zbrodni, nie zdążył nawet ukryć narzędzia wykorzystanego jako broń. Flora nie może uwierzyć w winę Lowella – zna go od dawna i wierzy w niewinność, nawet jeśli fakty wskazują na coś innego. Postanawia więc zaangażować się w śledztwo nie tylko ze względu na dreszczyk emocji, jaki zawsze z tym się wiąże, ale też z uwagi na znajomość, chociaż przez lata niepielęgnowaną – to jednak ważną.
W tle rozgrywa się impreza zrzeszająca fanów zagadek kryminalnych – ale rzeczywistość wychodzi naprzeciwko oczekiwaniom. Coraz więcej nieszczęśliwych wypadków psuje nerwy uczestnikom. Flora musi zatroszczyć się nie tylko o dobro imprezy, ale też o własne emocje – zwłaszcza że jednym z poturbowanych okazuje się jej narzeczony. Światek pisarzy wcale nie okazuje się tak spójny i przyjazny, jak mogłoby się wydawać. Zazdrość i chęć wypromowania siebie to czynniki, które mogą sporo zmienić w relacjach. Tu dzieje się dużo, do tego stopnia, że Flora nie ma nawet zbyt dużo czasu na pielęgnowanie życia prywatnego. A to przecież dość ważna sytuacja: zbliża się ślub. Merryn Allingham znajduje miejsce na rozwijanie i tej kwestii – kwestii postępowego jak na czasy związku. Flora wprawdzie nie daje swojemu narzeczonemu powodów do impulsywnych reakcji, ale ma wolną rękę w podejmowaniu decyzji i nie musi się przejmować konwenansami – nawet jeśli otoczenie źle radzi sobie z jej wyborami, ona wierzy, że mężczyzna, którego zamierza poślubić, poradzi sobie z kontrowersyjnymi sytuacjami. I to jest bardzo krzepiąca, a jednocześnie dość nietypowa postawa.
„Morderstwo w bibliotece” to książka rozrywkowa. Pokazuje zestaw działań dalekich od sielankowości – i rzetelną, spokojną pracę śledczą w wykonaniu samodzielnej kobiety, która kieruje się nie tylko przeczuciami, ale i własnymi emocjami – i świetnie na tym wychodzi. Merryn Allingham dba o spójność wydarzeń i o trafność opisów w samej narracji, proponuje czytelnikom powieść staranną i nawet jeśli trochę naiwną w porównaniu do modnych reprezentacji gatunku – to i tak ciekawą dla poszukujących szybkiej i nieskomplikowanej, a jednocześnie dobrze dopracowanej lektury kryminalnej w stylu retro. „Morderstwo w bibliotece” trochę zahacza o autotematyzm i pokazuje, że wszędzie mogą czaić się tematy do wykorzystania jako inspiracje w twórczości kryminalnej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz