piątek, 17 lipca 2026

Justyna Kesler, Małgorzata Szczepkowicz: Sylaby. Nauka czytania. Gra i pomoc edukacyjna

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026. (gra)

Krok dalej

Tych bohaterów już mali odbiorcy znają. W serii gier edukacyjnych Naszej Księgarni pojawia się kolejna propozycja pozwalająca na ćwiczenie sztuki czytania. „Sylaby” to pomoc naukowa, którą najmłodsi użytkownicy nie pogardzą – zwłaszcza że wywołuje skojarzenia z zabawą. Eleganckie pudełko skrywa w sobie instrukcję obsługi – małą książeczkę przybliżającą zasady całej serii i pomysły, które można wykorzystać w zabawach z najmłodszymi – oraz mnóstwo kart. Chodzi tu o nauczenie dzieci rozpoznawania sylab – i ćwiczenia rozpoznawania liter. Podstawowa lekcja dotyczy sylab otwartych i zamkniętych: tu z pomocą przychodzi warstwa graficzna. Sylaby otwarte to te zakończone samogłoską, ale w wersji tej gry – to te z białym tłem. Sylaby zamknięte, zakończone spółgłoską, mają tło czarne – i da się je łączyć w pary. Do kart sylab (jest ich aż sto, więc można będzie ułożyć nie tylko sporo par (zdradzam sekret: 24, co oznacza, że da się grać tymi kartami jak w Czarnego Piotrusia), ale i sporo wyrazów) dodane zostały karty liter – samogłosek i spółgłosek oraz karty specjalne (bo czasami trzeba użyć jokera, żeby wywiązać się z zadania). Jeśli komuś brakuje konkretnej sylaby, będzie mógł zbudować ją sobie z kart liter. Na karcie sylab mamy też mały rysuneczek podpowiadający, jakie słowo należy ułożyć, wykorzystując posiadany element (i w jakiej kolejności połączyć karty). Są też wskazówki kolorystyczne: inaczej zaznacza się w podpowiedziach rzeczowniki i czasowniki, można zatem rozwijać zabawę dalej.

W książeczce z instrukcją mamy propozycję zabaw dla dzieci – w zależności od ich umiejętności i czynionych postępów. I to rozwiązanie pozwoli rodzicom na ocenianie pracy dzieci, ale też na dobieranie gier do możliwości maluchów. Przydadzą się (opcjonalnie) łapki na muchy – co oznacza, że zabawę da się urozmaicać i to w sposób, który absolutnie nie kojarzy się odbiorcom z grami edukacyjnymi. I o to właśnie chodzi – żeby zaskoczyć dzieci i żeby podsunąć ich rodzicom pomysły na ciekawe urozmaicenie nauki. Odbiorcy dostają tu narzędzia i szereg wskazówek, jak z nich korzystać. Ale nie oznacza to, że nie będzie wolno działać zgodnie z własnymi wyobrażeniami i pomysłami – tak przygotowana gra wręcz zaprasza do wprowadzania swoich reguł i modyfikowania ich, żeby nie znudzić małych odbiorców ćwiczeniem czytania sylabami. Jest to bardzo dobry pomysł, bo maluchy przekonają się, że lekcje czytania nie muszą być męczące – mogą kojarzyć się z dobrą rozrywką i rywalizacją w rodzinnym gronie. Jeśli doda się element losowości do tego wyzwania – szanse się wyrównują i rodzice mogą też brać udział w graniu. A to najlepsza zachęta do działania i zaproszenie do zabawy dla kilkulatków. Po raz kolejny Nasza Księgarnia pokazuje, że da się powiązać rozrywkę i naukę bez zadęcia i wielkich teorii – tu liczy się po prostu radość dzieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz