niedziela, 31 maja 2026

Marta Matyszczak: Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo

W.A.B., Warszawa 2026.

Wakacje za karę

Marta Matyszczak wyspecjalizowała się w cosy crime i jeśli ktoś szuka kryminałów z przymrużeniem oka, a jednocześnie wielowymiarowych i niebanalnych, powinien jak najszybciej sięgnąć po książki tej autorki. Teraz zadanie zostaje ułatwione: „Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo” to początek współpracy z wydawnictwem W.A.B. – do tej pory książki Marty Matyszczak (trzy serie powieści kryminalnych i kryminalno-komediowych) ukazywały się nakładem wydawnictwa Dolnośląskie. Teraz Marta Matyszczak da się poznać szerszej publiczności za sprawą – choćby – obecności w sieciowych wielkich księgarniach. A z pewnością ta autorka na rozgłos zasługuje. Niezależnie od sposobu promowania nowego cyklu – każdy, kto lubi gatunek, a zobaczy „Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo”, powinien po ten tom sięgnąć bez wahania.

Marta Matyszczak potrafi pisać powieści gęste i pełne wielobarwnych postaci, nie inaczej jest i tym razem. Na początek zaznajomi odbiorców z czwórką wykolejeńców – a właściwie młodych ludzi, którym powinęła się noga. Dobrzy w gruncie rzeczy bohaterowie za drobne wykroczenia muszą odpokutować, ale kara dla nich wcale nie oznacza początku demoralizacji i końca świata. Podczas rozprawy pani sędzia – zmęczona swoimi rutynowymi obowiązkami – decyduje o wysłaniu czworga nietuzinkowych bohaterów nad polskie morze, do pałacu w Sasinie. Senior Luxury Paradise Residence organizuje tam właśnie trzytygodniowy sezon rehabilitacyjny dla swoich pacjentów, ludzi w podeszłym wieku. Trzeba się będzie opiekować emerytami, zapewniać im rozrywki i dbać o ich komfort i bezpieczeństwo. Lepiej przyjąć taką ofertę – nie brzmi to najgorzej, zwłaszcza dla osób, które do tej pory problemów z prawem nie miewały. Najpierw zatem odbiorcy poznają kolorowe szczegóły z biografii młodocianych przestępców po to, żeby ich z miejsca polubić. Później otrzymają równie zabawny przegląd pensjonariuszy – ci pokazują, że wiek nie ma znaczenia i nawet niedogodności związane ze stanem zdrowia nie muszą być ograniczeniem. I wtedy na horyzoncie pojawia się Gertruda Florek – śledcza, która marzy o przejściu na emeryturę, słynie z ciętego języka (nie stroni od wulgaryzmów, ale na prośbę terapeuty stara się je ograniczać, przynajmniej w pisanym na potrzeby terapii pamiętniku) i nie patyczkuje się ani z przestępcami, ani ze swoimi podwładnymi. Marta Matyszczak żongluje tymi charakterami i językami bohaterów bez problemu i błyskawicznie wtrąca odbiorców w gwarne (ale nie chaotyczne) środowisko.

Pierwsze morderstwo pojawia się stosunkowo szybko, ktoś leży pod latarnią morską – trzeba zatem rozwiązać zagadkę, która jeszcze niekoniecznie wybrzmiewa jako kryminalna. Ale oczywiście – zgodnie z wymogami gatunku – tajemnica prowadzi do działań niekoniecznie zgodnych z prawem. To dopiero punkt wyjścia w książce, w której zdarzy się mnóstwo.

Ta powieść wciąga – to mało powiedziane. Marta Matyszczak przenosi swoich czytelników do nadmorskich rezydencji, pozwala pozwiedzać piękne tereny nieskażone jeszcze turystycznymi patologiami. W tle przedstawia odbiorcom motyw elektrowni atomowej, która ma zostać zbudowana w pobliżu – a to tylko jeden ze społecznych wątków poruszanych w tomie. Pojawi się tu sporo silnych emocji (w tym – sercowych dylematów), dużo autotematyzmu (autorka wprowadza nawet jako dalekoplanową postać siebie – pisarkę Martę ze sfatygowanym plecaczkiem), kilka kwestii społecznych i, jak to zawsze u Marty Matyszczak – wyczulenie na krzywdę zwierząt. Karmelek to kolejny zwierzak z prywatnej menażerii autorki, który brawurowo wkracza na strony powieści, a zachęta do przygarniania bezdomnych lub niechcianych czworonogów przekona czytelników. Jest to książka rozrywkowa, książka, która rozśmiesza i dostarcza wzruszeń. Nie ulega wątpliwości, że każdy, kto po nią sięgnie, będzie czekać na kolejną część Wakacji z mordercą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz